Magazyn Esensja - Jacek Dukaj "Słowo dla narodu"

nr 01 (XXIII)
styczeń-luty 2003




powrót do indeksunastępna strona

Autor Jacek Dukaj
  Słowo dla narodu

        Paweł Siedlar "Czekając w ciemności", Jacek Komuda "Wilcze gniazdo", Tomasz Pacyński "Wrzesień", Marek Oramus "Rewolucja z dostawą na miejsce"

Jedną z większych zagadek ostatnich lat (nad którą ja i mądrzejsi ode mnie bezskutecznie łamali sobie głowy) stanowi rzekoma nieopłacalność wydawania książek polskich autorów - książek należących do tzw. literatury popularnej, w tym fantastyki - w odróżnieniu od przekładów z angielskiego. Na początku lat 90-tych znajdowało to jeszcze jakieś wytłumaczenie w powszechnym fetyszu kultury Zachodu, gdy istotnie sam fakt, że autor jest Amerykaninem, posiadał pozytywny wpływ na sprzedaż - stąd te anegdotyczne (a, niestety, prawdziwe) historie o znanych polskich pisarzach publikujących pod anglosaskimi pseudonimami.

Czas stutysięcznych nakładów zachodniej pulpy dawno już minął, nadal jednak ukazuje się ona w wielkiej obfitości, książki marne i marnie przekładane, w sporej części takoż marnie się sprzedające, dziesiątki, setki tytułów. Nierzadko trzeba tu wyłożyć agentowi z góry wysokie sumy w twardej walucie, trzeba zapłacić translatorowi, a jednak, gdy pytani, zaprzysięgali się zgodnie nasi wydawcy, że i tak bardziej im się to opłaca od publikowania Polaków. Być może stanowiło to formę tłumaczenia się z zaniechań (jak słusznie pisał Zajdel, wydawca zarabia na niewydawaniu książek). Niemniej sytuacja taka trwała latami.

Jako wyjątek przytaczano starania SuperNowej, która odważyła się postawić na polską fantastykę; zawsze jednak było to zaledwie kilka tytułów rocznie (ostatnio, gdy nie liczyć Sapkowskiego, bodaj jeden tytuł na rok). Jestem daleki od twierdzeń o jakichś nieprawdopodobnych arcydziełach polskiej literatury gnijących w szufladach debiutantów. Rzecz w tym, iż polityka wydawania całego zachodniego przeciętniactwa jak leci, a w przypadku rodaków - selekcjonowania jeno do prozy najwyższej jakości, otóż polityka jaka, jakkolwiek dająca poczucie elitarności i wyższości, jest zabójcza dla polskiej literatury jako takiej. Nie istnieją łańcuchy pokarmowe złożone wyłącznie z drapieżców; i nie mamy prawa spodziewać się niczego wielkiego po kadrze narodowej, gdy sama liga rachityczna; a populacje rozkładające się wbrew krzywej dzwonowej, pozbawione szerokiego zaplecza "średniaków" - to chore populacje.

Ta obrona przeciętności w sztuce jest raczej konstatacją socjologiczną, ekonomiczną, aniżeli deklaracją estetyczną. Złą książkę nazywać trzeba złą, niezależnie od tego, czy napisał ją Polak, rzetelna krytyka stanowi przecież konieczny element zdrowego systemu - ale właśnie dlatego, by dobrych polskich książek ukazywało się więcej, należy również umożliwić pokazanie się literaturze niedoskonałej lub też aspirującej do doskonałości łatwiejszej; nie wybitnej, ale i nie grafomańskiej, próbującej, szukającej swego kształtu i czytelnika. Mowa o szansie; nie wolno mylić jej z prawem do bycia wydawanym - takiego prawa nie posiada nikt.

Otóż w ciągu ostatniego roku-dwóch sytuacja zmieniła się na lepsze. Pojawił się miesięcznik "Science Fiction", przepustowością tekstów przewyższający wszystkich swych poprzedników i konkurentów. Rozpiętość jakościowa owych tekstów jest olbrzymia, wielu z nich sam bym do druku nie puścił; czytelnicy jednak zdają się doceniać samo bogactwo wyboru. Pojawiły się również dwa nowe wydawnictwa nastawione wyłącznie na polską fantastykę: Fabryka Słów i RUNA. To pierwsze zdążyło w krótkim czasie wydać sporą ilość tytułów - wyraźnie nie zamierza kopiować strategii SuperNowej, Sapkowski zdarza się raz na pokolenie. MAG nadal wytrwale promuje Kresa, Prószyński chciałby i boi się; próbuje swoich sił Solaris.

Być może jest to ożywienie krótkotrwałe, a moje nadzieje równie przedwczesne, jak po debiucie SuperNowej przed dekadą. Niemniej samo przyznanie, iż Polaków wydawać się opłaca - na zasadzie reguły, a nie pojedynczych nazwisk - stanowi wielki krok naprzód.

'Czekając w ciemności'
'Czekając w ciemności'
Spójrzmy na kilka z tych tytułów: "Rewolucję z dostawą na miejsce" Marka Oramusa, "Wilcze gniazdo" Jacka Komudy, "Wrzesień" Tomasza Pacyńskiego, "Czekając w ciemności" Pawła Siedlara. Są to książki różniące się prawie wszystkim (powieści i zbiór opowiadań, SF, fantasy i horror, rozgrywające się współcześnie, w przeszłości i w przyszłości, wesołe, cyniczne i melancholijne), wydają się jednak nieść pewną wspólną wartość - przez sam fakt, iż zostały napisane przez Polaków i dla Polaków.

Wyjątek: "Czekając w ciemności" Siedlara. Horror historyczny, całkowicie wyprany z lokalnych odwołań kulturowych - równie dobrze mógłby go napisać Amerykanin, Włoch, Rosjanin. Nie jest to jednak wadą, taka literatura popularna również ma swoje miejsce. Książkę tę dyskwalifikuje w moich oczach w gruncie rzeczy niechlujstwo edytorskie. Począwszy od rzeczy drobnych, acz podstawowych: sztuki poprawnego łamania tekstu, korekty językowej; przez redakcję stylistyczną (dwie trzecie powieści to pamiętnik XVII-wiecznego szlachcica - można go używać wręcz jako przykład stylizacji karykaturalnej); do zdolności podejmowania decyzji wydawniczych: ktoś powinien rzec autorowi i redaktorowi (skoro sami nie widzieli), co kompromituje utwór i w jakiej formie będzie się on dopiero nadawał do druku. Każdy bowiem, kto pozwala sobie na tak pretensjonalne przypisy, zachwyty nad własnym tekstem i autoanalizy tudzież ostentacyjne symulowanie erudycji - prosi się o miano grafomana.

Bo sama historia - w zamierzeniu nastrojowa powieść grozy w postrenesansowych realiach, na daenikenowskim fundamencie fabularnym - mogłaby stanowić materiał na przyzwoite czytadło. Lecz zupełnie kładzie ją wykonanie.

'Wilcze gniazdo'
'Wilcze gniazdo'
Druga książka Fabryki Słów, "Wilcze gniazdo" Komudy, rozgrywa się w podobnej epoce, fantastyka w niej również sprowadza się do elementrów grozy, i ten tekst też mógłby skorzystać na solidniejszej redakcji - co jednak wynosi "Gniazdo" na zupełnie inny poziom niż powieść Siedlara, to głębokie osadzenie w polskiej kulturze, rzekłbym: w mitologii sarmatyzmu. Jest to mianowicie próba przedstawienia w formie lekkiej, przygodowej opowieści - życia archetypicznego szlachcica kresowego. Mamy tu do czynienia raczej właśnie z mitologią niż prawdą historyczną, i z prezentacją stronniczą, przez człowieka ewidentnie zakochanego w tamtej kulturze, który stara się "zarazić" czytelnika swoją fascynacją. I cel ten w dużej mierze osiąga. "Wilcze gniazdo" nie posiada wielkich pretensji literackich, nie wychodzi poza schemat fabularny ciągu przygód przedstawiających "typowe" sceny z życia Sarmaty: pojedynku, zajazdu, porwania narzeczonej itp. (omal miniscenariusze do "Dzikich Pól", których Komuda jest współautorem). Jednak przez odwołanie się do tej baśniowej rzeczywistości Sienkiewicza, zagrawszy na narodowych stereotypach i kompleksach - wciąga nas bez reszty w fikcyjny świat. Przynajmniej mnie "Gniazdo" wciągnęło.

Wrażenie zostaje poniekąd zburzone przez zakończenie, utrzymane w ponurej, moralizatorsko-rozliczeniowej manierze, jakby Komuda chciał się zabezpieczyć przed interpretacjami oskarżającymi go o "gloryfikację warcholstwa" itp.

'Wrzesień'
'Wrzesień'
Innego rodzaju kontrowersja rodzi się w przypadku "Września" Tomasza Pacyńskiego. Ta powieść odwołuje się nie do narodowych sentymentów, mitów przeszłości - lecz do bieżących sporów politycznych; angażuje czytelnika poprzez ustawienie go po którejś ze stron politycznej barykady - będzie się z autorem szczerze zgadzał lub równie szczerze go klął. Tak czy owak, nie pozostanie obojętnym.

Pacyński najwyraźniej posiada wizję świata, w której co drugi Polak to krwawy antysemita i wszystkie nieszczęścia Polski są winą szalejącego tu katolicyzmu; zgniły Zachód - a zwłaszcza źródło wszelkiego zła: USA, zarazem ogłupiające swych obywateli dobrobytem i przegrywające gospodarczo z Rosją - choć chyli się ku upadkowi, to sięga jeszcze po polskie ziemie; podczas gdy ta Rosja jest przynajmniej znana, swojska i "sprawiedliwie rozkłada biedę" - Rosja i Białoruś (wypędzani z Polski Żydzi znajdą azyl w obozach u Łukaszenki).

Różne fikcje można w SF budować, a im bardziej karkołomne, tym większą frajdę ma czytelnik, gdy widzi, jak autorowi udało się je uprawdopodobnić. Kłopot jednak w tym, że Pacyński daje założenia jawnie pretekstowe - wybór papieża-Murzyna oraz ocieplenie klimatu powodujące epokę lodowcową - albowiem szczerze wierzy, że w takiej Polsce żyjemy już teraz. Przesunięcie akcji w przyszłość jest czysto umowne - góra dwadzieścia lat. "Wrzesień" wydaje się tu wpisywać w nurt "fantastyki ideologicznej", à la "Krfotok" czy "Metanoia": tylko dla współwyznawców.

A może zaślepia mnie mój własny światopogląd? Tego nie da się wykluczyć.

Jako powieść - jako opowieść - "Wrzesień" bynajmniej nie porywa, przede wszystkim z uwagi na dalece niedorozwiniętą fabułę: to właściwie ciąg ekspozycji, retrospekcji, smętnych dialogów.

Posiada jednak także niezaprzeczalne zalety. Pełno tu rozmaitych gadżetów wojskowych, opisów broni istniejących, projektowanych i możliwych, co ucieszy wszystkich lubujących się w fikcji militarnej Clancy'ego et consortes. Pojawia się także (i, doprawdy, szkoda, że jedynie jako tło) motyw fantastyki i RPG jako ostatnich przechowalni idei romantycznych, patriotycznych - w ogóle ostatnich idei w bezideowym świecie. Że to oni, dzieci wychowane na Sapkowskim i Tolkienie, nastolatki odgrywające scenariusze heroizmu i poświęcenia, przeżywające w wyobraźni przygody, w których punkty otrzymuje się za odwagę, bezkompromisowość i rycerstwo, oni tylko ujdą do lasu z karabinem i elfim mieczem na plecach, gdy nadejdzie czas. Świetny pomysł - tak właśnie fantastyka potrafi nas zaskakiwać prawdą o współczesności.

Osadzenie w polskich realiach pozostaje więc zarazem siłą, jak i słabością tej książki; ostatecznie jednak dzięki temu warta w ogóle zainteresowania - bo gdyby ta historia działa się nie w Polsce... cóż by pozostało? Bohaterowie z recyclingu i kilka cynicznych banałów.

'Rewolucja z dostawą na miejsce'
'Rewolucja z dostawą na miejsce'
Podobne fobie antyzachodnie (choć bez antyklerykalnego i prowschodniego kontekstu) rozgrywa w swych opowiadaniach ze zbioru "Rewolucja z dostawą na miejsce" Marek Oramus. Opowiadania są ułożone chronologiczne, od najstarszego "Króla antylop" z 1989 roku począwszy, i ten tekst wydaje mi się najlepszy, "najmocniejszy", najwięcej autorskiej pasji w nim czuję - choć jest to zarazem fikcja rozwinięta klasyczną metodą SF: ekstrapolacji aktualnie przyśpieszających trendów (w tym wypadku: rozwoju medycyny sportu). Każde kolejne opowiadanie pisane jest wszakże z większym dystansem, w większy cudzysłów się ujmuje i wyraźniej prosi czytelnika, by nie brał go serio - aż do "Zimy w Trójkącie Bermudzkim" czy tytułowej "Rewolucji", które w większej mierze są żartami środowiskowymi niż samodzielnymi utworami. Niesamodzielne są również "Ukryty w gwiazdach" i "Miejsce na ziemi", wzniesione na fundamentach cudzej wyobraźni. A im teksty świeższe, tym bardziej doraźne: wykupywanie Polski przez Zachód, wojska Unii Europejskiej (he, he) inwadujące Polskę, teorie korporacjonizmu spiskowego... Wszakże ów dystans i autorska ironia, choć bronią nam zaangażować się w pełni w lekturę, ratują zarazem przed alergicznym odruchem odrzucenia propagandy, na który narażony jest sieriozny "Wrzesień" Pacyńskiego. Zapewne również to z ironii poczęły się różne gorzkie obserwacje, które przydają opowieściom niejakiej prawdy psychologicznej (samozwańczy partyzanci na pierwszą wzmiankę o pieniądzach bez mrugnięcia okiem sprzedają się unijnemu okupantowi).

Spośród tych czterech książek, to właśnie opowiadania z "Rewolucji..." są napisane najlżejszym, najswobodniejszym językiem; szkoda, że zabrakło godnej substancji dla zaprezentowania dojrzałej formy.

Żaden więc z tych czterech nowych tytułów polskich autorów nie jest dziełem wybitnym, lokują się raczej w stanach średnich, z Siedlarem schodzącym najniżej - ale o nim zapomnijmy.

Książki średnie - lecz zarazem takie, jakich żaden import zachodnich bestsellerów nam nie zagwarantuje; średnie - takie, jakich w każdej normalnej literaturze jest najwięcej.



Paweł Siedlar "Czekając w ciemności"
Fabryka Słów 2002
cena: 24,99 zł

Jacek Komuda "Wilcze gniazdo"
Fabryka Słów 2002
cena: 26,99 zł

Tomasz Pacyński "Wrzesień"
RUNA 2002

Marek Oramus "Rewolucja z dostawą na miejsce"
Solaris 2002
cena: 29,90 zł

Tekst powstał pod koniec 2002 roku.

powrót do indeksunastępna strona

87
 
Magazyn ESENSJA : http://www.esensja.pl
{ redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.