Magazyn Esensja - Eryk Remiezowicz "Kontrasty"

nr 06 (XXVIII)
sierpień 2003




powrót do indeksunastępna strona

Autor Eryk Remiezowicz
  Kontrasty

        Tomasz Pacyński "Sherwood", "Maskarada"

Zawartość ekstraktu: 70%
'Sherwood'
'Sherwood'
Za "Sherwood" i "Maskaradą" Tomasza Pacyńskiego stoi dobry pomysł. Autor wziął mianowicie prastarą legendę o Robin Hoodzie i jego wesołej kompanii (ściślej: jej wersję serialową, tę z przeciągłym "Rooobyyyyn! Ta-da-da-dam" w początkowym zaśpiewie), a następnie dopisał jej własne zakończenie. Opowieść o przewagach Matcha, który przejmuje interes po Robinie i zaczyna szaleć po leśnych drogach, rozwinęła się w coś większego, interesującego, wieloświatowego i nęcącego tajemnicą. Sam pomysł ocenić w pełni można będzie, kiedy ukażą się "Wrota światów", ale zaczątki są interesujące, choć kontrastowe.

Zaczyna się od tego, że Match nie jest zwykłym wiejskim głupkiem. Uspokajam tu wszystkich węszących stereotyp - za rogiem nie czai się Gandalf z mieczem świetlnym czy inna klisza - nie tak łatwo. Match ma pewne zdolności, niewykształcone, wystarczające do siania zamętu, ale niewiele więcej. Wodził swoją bandę jak mógł, ale nie powiodło mu się. Teraz, zmęczony życiem, chroni się w małym klasztorku, do którego zimną nocą dociera Jason. Ten zdolny gracz w kości siadł do stołu raz za dużo i nic mu nie pomogły nadprzyrodzone talenta.

Z wizji, które Jason wykrzyczał we śnie wynika, że kroi się coś strasznego. Akcja rozpoczyna się, tajemnica wisi w powietrzu... i zostaje tam nieco zbyt długo. Początek "Sherwood" spina czytelnika, drażni jego ciekawość, a potem wszystko rozchodzi się w retrospekcjach i dygresjach. Są to interesujące pomysły na rozwój akcji, dużo w tym rzetelnego obrazu tamtego, dawnego świata, jednak książka traci na tempie. Podobnie "Maskarada" - zaczyna się od świetnego fragmentu opisującego przygody naszych dwu bohaterów i ich kumpla-niespodzianki, by potem zwolnić, rozpływając się w pobocznych opowieściach. Fabuła cyklu może porwać, ale nie dano się tej rzece rozpędzić, puszczono ją w zbyt wiele meandrów.

Początek "Maskarady" obrazuje następny kontrast tej powieści, zawarty w jej bohaterach i ich duszach. Otóż autorowi udaje się napisać czasem fragmenty wielkie, z idealnie dopasowanymi słowem i milczeniem, gdzie oszczędnie tworzy przyjacielskie, męskie klimaty, ale zdarzają mu się też chwile przegadane, epatujące nadmiernym dramatyzmem i burzące całkowicie jakąkolwiek spójność postaci (końcówka "Sherwood"). I choć Pacyński każe po kartach książek spacerować bardzo interesującym ludziom (Gisbourne i szeryf chociażby), to potrafi również odbijać bohaterów na jednej sztancy. Jason i Match chociażby - z czasem zaczynają być identyczni w działaniu i sposobie myślenia.

Zawartość ekstraktu: 70%
'Maskarada'
'Maskarada'
Natomiast stroną powieści, która żadnych zastrzeżeń nie budzi, jest cytatologia stosowana. Dużo tego, i na swoim miejscu. Cytaty bawią szczególnie dzięki temu, że zaczerpnięto je z kultury popularnej, dwudziestowiecznej, tej, którą znamy i mamy na jej temat zdanie. Osobiście szczególnie mocno śmiałem się nad "Terminatorem 2", ale to kwestia gustu. Można kręcić nosem, że nie jest to księga henrykowska, ja wolę jednak radować się odkrywaniem następnej części naszej kultury w książkach Tomasza Pacyńskiego.

Cytowanie sprowadza nas do AS-a, do którego w książce również są odniesienia, i to niezgorsze. Podobieństwo sięga jednak głębiej, dociera do sposobu budowania i opisu postaci oraz metod tworzenia napięcia na scenie. Proza Pacyńskiego z "Sherwood" (nieco mniej z "Maskarady") nosi piętno czytania AS-a i uwielbienia jego stylu. Wszystkim, którzy zaczną bąkać o plagiatach i epigonach uprzedzam, że pokrewieństwo jest dalekie i rozcieńcza się z każdą stroną. Poszukiwanie swojego stylu w cieniu mistrza poprowadziło autora "Maskarady" do interesujących rezultatów.

Fanów militariów ucieszą obie książki. I nie, nie chodzi tu o liczne opisy mieczy, noży, kusz i łuków. Nie chodzi tu również o żywe i interesujące opisy scen bitewnych różnej maści. Nie, autor zaserwował w swojej powieści takie militarne cuda z naszego wieku mordowania, że aż dech w piersiach zapiera i włos dęba staje. Z jednej strony śmiesznie, bo bełt "Ogień piekielny" to rzecz sama w sobie przezabawna, z drugiej strony broń to broń i robi to, do czego został stworzona. Czyli niszczy i zabija.

"Sherwood" i "Maskarada" to dobre powieści. Przemyślane, dobrze napisane, z ciekawą fabuła, pełne zabawnych i ostrych dialogów. Są nieco nierówne, zdarzają się w nich momenty lepsze i gorsze, ale mogę je szczerze polecić jako dobrą, męską rozrywkę i sposób na spędzenie czasu.



Tomasz Pacyński "Sherwood", "Maskarada"
Runa 2003
ISBN 83-91704-5-2 ("Sherwood"); 83-91704-7-4 ("Maskarada")
Cena: 29,50 zł ("Sherwood"); 27,50 zł ("Maskarada")
Zobacz też fragment powieści "Sherwood".
Zobacz też "Jak ubić debiutanta".
Kup w Merlinie "Sherwood"
Kup w Merlinie "Maskaradę"

powrót do indeksunastępna strona

121
 
Magazyn ESENSJA : http://www.esensja.pl
{ redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.