Magazyn Esensja - Sebastian Chosiński "W hołdzie bohaterom powstania w getcie"

nr 7 (XXXIX)
wrzesień 2004




powrót do indeksunastępna strona

Autor
 W hołdzie bohaterom powstania w getcie
Cywia Lubetkin ‹Zagłada i powstanie›
Literatura dotycząca Holokaustu i powstania w getcie warszawskim jest całkiem obszerna. Poza opracowaniami monograficznymi, największe znaczenie mają książki wspomnieniowe, a spośród nich – te, których autorami są żydowscy powstańcy, ocaleli z pożogi przywódcy Żydowskiej Organizacji Bojowej. I takich pozycji w Polsce nie brakuje. Znamy wspomnienia Marka Edelmana, poznaliśmy także – w dwadzieścia lat po pierwodruku izraelskim – zapiski jego konspiracyjnej towarzyszki z getta, Cywii Lubetkin.
Zawartość ekstraktu: 80%
‹Zagłada i powstanie›
‹Zagłada i powstanie›
W popularnej literaturze poświęconej kwietniowemu powstaniu w getcie warszawskim 1943 roku, wymienia się przede wszystkim dwa nazwiska żydowskich bojowników: komendanta – od listopada 1942 – Żydowskiej Organizacji Bojowej, a zarazem pierwszego dowódcy powstania, Mordechaja Anielewicza (który zginął w ostatnich dniach powstania, 8 maja 1943 w zdobytym przez Niemców legendarnym bunkrze przy ulicy Miłej 18), oraz Marka Edelmana, żyjącego do dzisiaj ostatniego przywódcy powstania, znanego kardiochirurga i dysydenta-opozycjonisty z czasów Polski Ludowej, bohatera reportażu literackiego Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Zapomina się o innych, nie mniej od nich ważnych postaciach – młodych działaczach ruchu kibucowego, którzy zakładali ŻOB jeszcze przed powrotem Anielewicza z Będzina do Warszawy jesienią 1942 roku. Są to przede wszystkim Cywia (Zivia) Lubetkin oraz Icchak Cukierman (Zuckerman) – prywatnie małżonkowie – którzy w PRL-u popadli w „zapomnienie”, spowodowane zapewne przyczynami politycznymi. Kiedy bowiem zakończyła się wojna, obydwoje przystąpili do organizacji Bericha, popierającej emigrację młodych, ocalałych z Holokaustu, Żydów do Palestyny; sami zresztą – Cywia w 1946, a Icchak rok później – opuścili Polskę. W Izraelu traktowani byli jak bohaterowie narodowi, w PRL-u ich nazwiska wykreślano z podręczników historii, godząc się jedynie na obecność w nich Anielewicza. Komendant ŻOB-u cenzorom wydawał się bezpieczny, bo… nieżywy.
Cywia Lubetkin w chwili wybuchu wojny miała 25 lat; dla porównania: Anielewicz – 19 lub 20, Cukierman – 24 lub 25 (różne źródła podają różne daty ich urodzenia), a Edelman był zaledwie siedemnastolatkiem. Wychowała się w niewielkim miasteczku Byteń nieopodal Słonimia, w rodzinie bardzo religijnej. Od 1930 roku była aktywną działaczką syjonistycznej organizacji młodzieżowej Frajhajt (co po polsku oznaczało Wolność), później mocno zaangażowała się w ruch kibucowy i przeniosła się do ściśle z nim powiązanego, skupiającego młodzież o proweniencji socjalistycznej, Droru. Trzy lata przed wojną zamieszkała w Warszawie. Po wybuchu wojny, stosując się do zaleceń władz miasta, nakazujących młodzieży wymarsz na wschód, opuściła stolicę. Po 17 września trafiła na tereny zajęte przez Armię Czerwoną. Zamieszkała w Kowlu, potem we Lwowie, gdzie od razu zabrała się do pracy, próbując reaktywować istniejącą tam przed wojną organizację syjonistyczną. Szybko jednak podjęła decyzję o powrocie do Warszawy i w styczniu 1940 roku ponownie zjawiła się w kamienicy przy ulicy Dzielnej 34, gdzie do wojny mieściła się m.in. siedziba Chalucowo-Socjalistycznego Ruchu Młodzieży Dror. I w tym właśnie miejscu rozpoczynają się okupacyjne wspomnienia Cywii Lubetkin.
Początkowo Lubetkin nie myślała o wydaniu ich w formie oddzielnej książki. Spisywała swoje wojenne przeżycia głównie po to, by wygłaszać je później podczas konferencji i spotkań z kibucową młodzieżą w Izraelu. Część z nich ukazała się w prasie żydowskiej. Były to jednak tylko niepowiązane ze sobą epizody, bardzo różny był także ich charakter – od typowych sprawozdań, w których roi się od dat, nazwisk i wydarzeń, poprzez spostrzeżenia ogólniejszej natury, dotyczące losu ludności żydowskiej podczas hitlerowskiej okupacji, wreszcie pisany krwią i sercem diariusz powstańczych dni, gdzie nie ma już miejsca na statystyki czy filozoficzne konstatacje. Niestety, taką też formę ma „Zagłada i powstanie”. Choć wspomnienia Lubetkin zostały powiązane w jedną całość, mimo wszystko zachowały tę formalną i jakościową odrębność. Autorka nie ujrzała ich nigdy w zwartym druku. Świadomie. Zaakceptowała tekst maszynopisu, ale – zgodnie z jej testamentem – książka ukazać się miała dopiero w trzydzieści dni (tyle trwa u Żydów zwyczajowa żałoba) po jej śmierci.
„Zagłada i powstanie” dzieli się na trzy zasadnicze, choć nie wyodrębnione w tekście części. Pierwsza dotyczy okresu poprzedzającego powstania żydowskie 1943 roku (styczniowe i dużo bardziej znane kwietniowe); druga – najobszerniejsza – poświęcona została opisom walk z Niemcami; z kolei trzecia – najkrótsza – popowstaniowym losom autorki, w tym również jej udziałowi w powstaniu warszawskim. Nie da się ukryć, że pod każdym względem jej wspomnienia są nieocenionym źródłem historycznym. O ile bowiem sam przebieg powstania w getcie warszawskim jest doskonale znany badaczom, o tyle historycy często mieli kłopoty z prześledzeniem procesów, które doprowadziły do jego wybuchu. I te właśnie partie książki, choć często obciążone dziesiątkami – z punktu widzenia zwykłego czytelnika zbędnych – nazwisk czy nazw organizacji, dla historyka są najbardziej interesujące. Dzięki nim możemy bowiem niemal krok po kroku zrekonstruować powstawanie ruchu konspiracyjnego w getcie. Autorka także między wierszami, bo nie to było przecież jej głównym celem, wspomina o rozbieżnościach pomiędzy nader licznymi organizacjami żydowskimi, które reprezentowały praktycznie wszystkie nurty życia politycznego: od stronnictw komunizujących, poprzez socjalistyczne lub tylko socjalizujące, aż po skrajnie syjonistyczne i religijno-konserwatywne. Poznajemy ich stosunek do problemu walki o wolność narodu żydowskiego. Choć może znacznie trafniejsze byłoby tutaj określenie „o godność”, bo o wywalczeniu faktycznej wolności mowy przecież w roku 1943 być nie mogło.
Wspomnienia Lubetkin zawierają również wiele niezwykle ciekawych i intrygujących spostrzeżeń na temat samych Żydów-mieszkańców getta. Potwierdzają one zarazem poglądy wyrażane przez innych autorów wspomnień (Martina Graya czy Abrama Lancmana), które często po wojnie przemilczano, jakby z obawy, że ich wyciągnięcie na światło dzienne może zaszkodzić obrazowi narodu, który padł ofiarą Holokaustu. Kiedy w lipcu 1942 roku hitlerowcy rozpoczęli wielką akcję eksterminacyjną, w wyniku której wywieźli z warszawskiego i kilkunastu podwarszawskich gett kilkaset tysięcy Żydów, w tym także sierociniec doktora Janusza Korczaka, do obozów masowej zagłady (głównie do Treblinki) – dla sporej części mieszkańców żydowskiej części Warszawy nie było tajemnicą, co czeka ich na końcu tej podróży „na wschód”. Mimo że Niemcy prowadzili szeroko zakrojoną akcję propagandową, działacze organizacji żydowskich mieli stuprocentowo pewne informacje od swoich wywiadowców o tym, co dzieje się w Treblince. Później dochodziły relacje tych, którym udało się zbiec – czy to jeszcze z transportu, czy też już z obozu (jak np. Martinowi Grayowi). I chociaż wiadomości te przekazywano Żydom idącym na Umschlagplatz (i nie tylko im, bo przekazywano je także innym, przygotowywanym do likwidacji gettom), zdecydowana większość z nich pokornie poszła „na rzeź”. Dlaczego?
Wspomnienia Cywii Lubetkin nie udzielają zadowalającej odpowiedzi na to pytanie. Bo takowej nie ma. By w pełni zrozumieć walkę wewnętrzną Żydów, trzeba by znaleźć się w tamtym miejscu i w tamtym czasie – co dziś możemy rozpatrywać jedynie w kategoriach czysto teoretycznych. Przedstawiają one jednak ogromne rozdarcie narodu – pomiędzy tych, którzy godzili się dobrowolnie iść na śmierć, mając pełną świadomość tego, co ich czeka, oraz na tych, którzy za wszelką cenę chcieli ratować godność i – dopiero w drugiej kolejności – życie. Lubetkin łatwo feruje wyroki, ocenia, nierzadko oskarża. Bywa, że niesprawiedliwie. Jak chociażby w przypadku prezesa warszawskiego Judenratu Adama Czerniakowa, który w jej wspomnieniach jawi się niemal głównym zdrajcą getta, jak – nie przymierzając – jego łódzki odpowiednik, Mordechaj Chaim Rumkowski, powszechnie uznawany za wyjątkową kanalię. W świetle wielu innych źródeł (także dzienników samego Czerniakowa), jest on raczej postacią wielce tragiczną – człowiekiem, który na szali historii postawił własny honor, a gdy się okazało, że nie jest w stanie pomóc innym, w dniu rozpoczęcia wielkich deportacji (23 lipca 1942 roku) popełnił samobójstwo. Można jednak zrozumieć autorkę „Zagłady i powstania” – miała wtedy 28 lat i rwała się do walki zbrojnej, Czerniaków był zaś mężczyzną ponad sześćdziesięcioletnim i – przynajmniej formalnie – odpowiadał za wszystkich Żydów zamieszkałych w getcie. Dalekim echem powrócił stary konflikt rwących się na barykady romantyków i pragnących „pracować u podstaw” pozytywistów.
Literacko wspomnienia Lubetkin nie zachwycają. Ale też nie taką miały rolę do spełnienia. Od tego typu literatury nie oczekuje się przecież doskonałości stylu, pięknych porównań czy trafnej symboliki. Oczekuje się – szczerości i prawdy, które chwytają za serce i rwą je na strzępy. I to w nich znajdujemy, zwłaszcza w partiach, których bohaterami są towarzysze broni Cywii i jej męża Icchaka Cukiermana. Jawią się nam oni niemal jak starożytni herosi. Znakomitym tego przykładem jest taki chociażby opis Mordechaja Anielewicza, zabitego w bunkrze przy Miłej: „(…) ukochany przez wszystkich, dzielny dowódca, uroczy, piękny chłopak, który nawet w godzinach grozy miał uśmiech na ustach”. Ile w tym prawdy…? Z drugiej zaś strony, czy to istotne? Takim go zapamiętano i tak też Anielewicz został przedstawiony na pomniku dłuta Natana Rapaporta, który po dziś dzień stoi na terenie izraelskiego kibucu noszącego Jego imię (Jad Mordechaj). „Zagłada i powstanie” to typowa literatura wspomnienia – ze wszystkimi jej zaletami i wadami. I swoistą niepowtarzalnością.



Tytuł: Zagłada i powstanie
Autor: Cywia Lubetkin
Przekład: Maria Krych
ISBN: 83-05-13041-X
Format: 203s. 145×205mm
Cena: 20,—
Data wydania: 1999
Ekstrakt: 80%
powrót do indeksunastępna strona

123
 
Magazyn ESENSJA : http://www.esensja.pl
{ redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.