Magazyn Esensja - Tomasz ‘Meteor’ Kuran "Otoczaki"

powrót do indeksunastępna strona

nr 10 (XLII)
grudzień 2004

 Otoczaki
Autor pisze o sobie:
Urodziłem się (1978) i mieszkam w Żyrardowie. Moje nawiększe pasje to góry, matematyka i fantastyka. Staram się je konsekwentnie realizować - jestem przewodnikiem beskidzkim, kończę matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, a poniżej możecie ocenić moje pierwsze kroki na polu literatury fantastycznej.
— A coh to zajonc?
— Nie wtroncaj żech się, przeca wsje wiedzą iże zajonc to... — tu Wijeś umilkł. — Panie uczycielu, a coh to tyn zajonc?
Ilustracja: Oskar Huniak
Ilustracja: Oskar Huniak
Droga Rodzino,
Cieszymy się razem z Wami, że uzyskaliście wreszcie zezwolenie na uprawę ka—dynu. To naprawdę pomyślna wiadomość. Mamy nadzieję, że dzięki uprawie tej używki wasz domowy budżet już wkrótce nie będzie tak napięty, jak obecnie.
Co u Dnusji? Czy poród przebiegł bez powikłań? Czekamy niecierpliwie na informacje o nowym członku rodziny.
Czy u Was jest aby spokojnie? Bo słyszeliśmy o krwawo stłumionym buncie na Ganaros 3 i niepokoimy się czy to Was też nie dotknęło. W końcu to niedaleko od Was, prawie za miedzą.
Mamy nadzieję, że zbiory u Was były udane tego roku, bo u nas był urodzaj i ostatnio tyle zebraliśmy ze dwanaście lat temu. Mimo, że ceny w związku z urodzajem spadły, to i tak zarobiliśmy dużo więcej niż zazwyczaj i mamy trochę nadwyżki pieniędzy. Zastanawiamy się nad dokupieniem ziemi. Niestety nie będzie nas teraz stać na jej przygotowanie pod uprawę i będziemy musieli z tym poczekać, aż znów wpadnie trochę więcej grosza, ale ziemia nie zając, nie ucieknie.
W naszej osadzie mieszka rodzina Olszyjckich. Mają niewiele ziemi i ledwie wiążą koniec z końcem. Chodzą słuchy, że rozważają podział rodziny. Część z nich miałaby skorzystać z promocji kolonizacyjnej i polecieć na nową planetę. Nie wiemy, czy to prawda, ale byłoby to najkorzystniejsze dla nich, bo teraz mają za mało ziemi, a za dużo gąb do wyżywienia.
Poza tym u nas wszystko normalnie. Mały Zemek jak zwykle nie może usiedzieć spokojnie w jednym miejscu i ciągle przychodzi z nowymi siniakami i zadrapaniami, ale na szczęście w tym roku nic poważnego sobie nie zrobił. Babcia Annja cieszy się, że lato wreszcie się skończyło i że już nie mdleje tak często, jak w upały. Letnie upały wreszcie minęły, zostały zwiane jesiennymi wichurami, a my szykujemy się do zbliżającej się nocy.
Pozdrawiamy Was serdecznie z planety Heht i niecierpliwie czekamy na odpowiedź
Rodzina — Zemek, Annja, Tadee, Kasii, Gnijewek, Dżoli, Assja, Marjin, Ljidija, Dorjita, Ag, Wjitek, Jiri, Zemek jr, Madżja, Sywekk.
• • •
— A coh to, tyn Ganaos try? — zapytał Wijeś.
— Ganaros 3 to planeta górnicza w naszym sektorze.
— A daleko to Ganaos?
— Dosyć daleko.
— To coh Rodzina o tym Ganaosje prawi?
— Dla nich Ganaros 3 leży tuż obok Kultiny, bo obie planety są w tym samym sektorze. Ale tak się tylko wydaje, gdy ktoś patrzy na nasz sektor z daleka; z innego sektora. Dla nas Ganaros 3 jest odległą planetą — na chwilę nauczyciel zamilkł widząc, że nie przekonał Wijesia. Jak tu prostemu wieśniakowi wytłumaczyć różnicę w postrzeganiu międzygwiezdnych odległości? — To tak, jak stąd spojrzysz na te dwie postacie przy porcie. Nam wydaje się, że stoją tuż obok siebie i mogą sobie podać ręce, a tak naprawdę to są oddalone od siebie o jakieś pięć metrów.
Wijeś chyba zrozumiał, co nauczyciel ma na myśli, ale teraz wtrącił się jego syn, Ijakup.
— A coh to zajonc?
— Nie wtroncaj żech się, przeca wsje wiedzą iże zajonc to... — tu Wijeś umilkł. — Panie uczycielu, a coh to tyn zajonc?
— To takie niewielkie i do tego szybkie zwierze — wiedząc, że zaraz padną następne pytania, ciągnął dalej, uprzedzając je. — W tym zdaniu chodzi o to, że spotykając zająca trzeba natychmiast do niego strzelać, bo inaczej ucieknie i żaden z niego pożytek, a ziemia, jako że jest w jednym miejscu, nie porusza się, to i nie wymaga natychmiastowego działania. Rodzina może ją uzdatnić do uprawy natychmiast, ale może poczekać na przykład rok czy kilka lat, bo ziemia będzie nadal w tym samym miejscu.
Widać było, że Ijakup chce jeszcze o coś zapytać, lecz Wijeś go uprzedził.
— Dość mlenia ozorami. Uczycielu, spisz nam tu piknie list, a spisz żech cieszym się ocień z urodzaju, inok u nas ni urodzaj ni złe zbiory, a iże po pyłach kdyn sadzić będziem. A spisz, żech Dnusji córa się rodziła i nazwalim ją Goossija. A i o tym Ganaosje spisz, iże to daleko i żebyk się o nas nie troskali.
• • •
Kochana Rodzino,
Bardzo nas radują udane zbiory u Was i to, że dzięki nim będziecie mogli powiększyć gospodarstwo. Rodzina się powoli powiększa, to i ziemi więcej trzeba. U nas zbiory normalne: urodzaju nie mieliśmy, ale też złe nie były, tak więc na przednówku głód nas nie dopadnie.
Po porze pyłowej rozpoczynamy nowy rozdział w naszym życiu, sadzonki ka—dynu już są zamówione i sadzić je będziemy. Minie jeszcze kilka lat, nim urosną w dorodne drzewa i wydadzą owoce, ale nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku i my wkrótce ten krok wykonamy.
Dnusja szczęśliwie urodziła córkę i po długich namysłach postanowiła nadać jej imię Goossija. Dziecko jest zdrowe, matka też, a my wszyscy cieszymy się niezmiernie z powiększenia rodziny.
Nie martwcie się o nas. Z Ganaros 3 to nieporozumienie. Planeta ta jest od nas bardzo odległa i żaden podejrzany element stamtąd nie dociera. Na naszej planecie sami rolnicy. Żyjemy spokojnie, a choć nieraz jest ciężko powiązać koniec z końcem, to — chwalić Pionierów — póki co mamy co do miski włożyć i nikt o buncie czy innych głupotach nie myśli. Mamy nadzieję, że i u Was nikt fermentu nie sieje i możecie spać spokojnie nie bojąc się, co kolejne dni przyniosą.
U nas wszyscy zdrowi i Wam też zdrowia życzymy
Wijeś, Dnusja, Ijakup, Goossija, Olji, Maekk.
• • •
Gdy Hematyccy wyszli, nauczyciel odłożył świeżo napisany list do kosza z listami do wysłania, który był coraz pełniejszy kosztem sąsiedniego kosza — teraz prawie pustego — z listami, które niespełna tydzień temu przywiózł na Kultinę prom „Bingo”. Kopię napisanego listu i podkładkę kopiującą nauczyciel schował do szuflady.
Wstał od biurka i podszedł do okna. Za szybą od grupy niezbyt solidnie wyglądających budynków biegła droga w kierunku lądowiska z dominującym nad krajobrazem kształtem „Bingo”. Droga przypominała wąwóz o kilkumetrowych ścianach zbudowanych z gęstych kolczastych zarośli będących naturalną roślinnością Kultiny. Każdy skrawek ziemi na tej planecie przeznaczony czy to pod uprawę, zabudowę czy drogę trzeba było najpierw oczyścić z tej splątanej masy konarów.
W miasteczku panował ruch typowy dla czasu tuż przed porą pyłową. Wymarłe przez cały rok miasteczko portowe teraz wypączkowało na obrzeżach całym zagonem różnokolorowych, choć poszarzałych przez lata namiotów i zaroiło się rolnikami, którzy przyjechali ze wszystkich zamieszkałych zakątków Kultiny. Pojazdy planetarne niezmordowanie pokonywały drogę do lądowiska i z powrotem, wożąc owoce całorocznej pracy Kultinian i napełniając nimi ładownie „Bingo”. Stąd wyglądały jak żuczki próbujące napełnić pusty brzuch głodnego olbrzyma.
Jeszcze tylko trzy dni i prom odleci. Rolnicy wrócą do gospodarstw, a miasteczko znów zastygnie w bezruchu. Zostanie tu tylko on, dzieci oddane mu na naukę na czas pyłów i dwuosobowa załoga stacji naukowo—nawigacyjnej.
Nauczyciel oderwał się od okna, wrócił do biurka i zerknął na swoje notatki.
— „Napięty budżet domowy”, „to jest prawie za miedzą”, „ziemia nie zając, nie ucieknie”...
Znał te wszystkie zwroty, czytał je wielokrotnie w wielu listach i w różnych formach. Wydawały się wręcz wygładzone od ciągłego używania. Niemal czuło się fizycznie, że miliony ludzi miliony razy je pisało, wypowiadało... wrażenie to było ulotne, nie potrafił go logicznie uzasadnić, ale pojawiało się zawsze, gdy czytał taki układ słów.
— „Upały zostały zwiane jesiennymi wichurami”.
Tego zwrotu jeszcze nie widział w żadnym liście. Sięgnął po brulion, w którym kolekcjonował wyrażenia. Gdy je wpisywał, niemal czuł pod piórem chropowatość tych słów. Były one jakieś kanciaste. Nie po raz pierwszy spotykał taki szorstki zwrot. Może były to zwroty rzadziej używane i przez to jeszcze nie wygładzone?
Podobno w Czasach Pionierów pisano bardzo długie listy, liczące nawet sto zapisanych stron! Listy te czasem miały wielu adresatów, dlatego kopiowano je i jeden taki list mógł występować nawet w kilkuset egzemplarzach! Pochodzące z nich wyrażenia, które teraz kolekcjonuje, zostały stworzone właśnie przez Wielkich Nauczycieli. Listy te nie przetrwały do współczesnych czasów, ale piękne zwroty wciąż żyją, powtarzane przez kolejnych nauczycieli. Część z nich jest już, co prawda, zapomniana, a inne — rzadko powtarzane — nadal są kanciaste.
• • •
— Proszę!
Nauczyciel otworzył drzwi i wszedł do gabinetu podobnego do jego własnego, tyle że tutaj zamiast wszechobecnych papierów i piór stał rozstawiony naprędce elektroniczny sprzęt.
— Chwała Pionierom.
— Chwała im. Pewnie ciekawią cię wyniki, nauczycielu? Niestety znowu nikt nie przeszedł nawet pierwszego testu.
Test Fossbauera—Kilta wykrywał szczególnie uzdolnione jednostki jak poszukiwacz złota samorodki pośród piasku. Co roku przylatywał promem specjalista przeprowadzający test na siedmiolatkach. Dziecko, które taki test przeszło pozytywnie, dostawało stypendium i jedyną w życiu szansę zostania kimś więcej niż prostym rolnikiem, bądź robotnikiem. Niestety przez niemal trzydzieści lat pracy nauczyciela na Kultinie tylko jedna dziewczynka przeszła test. Kilka lat później zmarła na zwykłą ospę orbitalną. Ta choroba w zasadzie nie występuje na planetach, ale jest częsta na stacjach orbitalnych. Przeoczono fakt, że na prowincjonalnej planecie, jaką jest Kutlina, nie szczepi się dzieci przeciw tej odmianie ospy, gdyż i tak najprawdopodobniej nigdy w swoim życiu nie trafią na orbitę.
Wspomnienie tej jasnowłosej dziewczynki sprawiło, że zacisnął pięści. Po chwili opanował się. Przecież to nie wina doktora i nie jego wina. Nie ponoszą też winy za to, że znowu nikt nie osiągnął wymaganego wyniku.
— Panie doktorze, czy mogę o coś zapytać.
— Proszę bardzo.
— Czy... czy na innych planetach jest więcej uzdolnionych niż na Kultinie?
Specjalista odchrząknął, po czym sięgnął po teczkę i przewertował kilka papierów.
— Nie, Kultina ma typową statystykę dla planet rolniczych. Na bardziej rozwiniętych planetach statystyki są odrobinę lepsze, ale i tak tam większa liczba uzdolnionych jest spowodowana przede wszystkim większą liczą ludności.
— Aha, to dobrze, dziękuję doktorze. Szczęśliwej podróży.
— Szczęśliwej nauki, nauczycielu.
• • •
W połowie czytania nauczyciel nagle zamilkł, a Głaścikiewicze spojrzeli na niego z niepokojem. Po chwili podjął czytanie na nowo, jednak poświęcał mu jedynie cząstkę uwagi. Jego myśli skupiły się na czymś zupełnie innym. Podczas pisania odpowiedzi wydawał się lekko nieprzytomny. Rolnicy przyjęli to za objaw przepracowania, w końcu to nie byle co w półtora tygodnia przeczytać listy dla niemal całej populacji planety i jeszcze napisać odpowiedzi.
Gdy Głaścikiewicze podziękowali i wyszli, nauczyciel usiadł z westchnieniem za biurkiem, wziął notatki do ręki i kilkakrotnie przeczytał słowa, które przed chwilą przyciągnęły lwią część jego uwagi.
— „Niczym zasłona pyłów rozdzielająca lata” — tak kanciaste, że omal języka sobie nie poranił, a jednocześnie dziwnie znajome. Sięgnął po teczki z kopiami listów, które pisał kilka lat temu. Nim minęła godzina znalazł i przeczytał odpowiedni fragment:
— „Pyły jak zasłona oddzielą nadchodzący rok od obecnego”
Kolejną godzinę poświęcił na wertowanie brulionu, ale tego zwrotu nie znalazł. Dopiero teraz poczuł, jaki jest podekscytowany. To on jest źródłem tego wyrażenia. A ono wróciło teraz do niego. Poczuł, że zrobił coś wielkiego, o czym nawet nie marzył. Odkrył na nowo dawno zapomniane wyrażenie Wielkich Nauczycieli!
luty 2004r.
Żyrardów
powrót do indeksunastępna strona

20
 
Magazyn ESENSJA : http://www.esensja.pl
{ redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.