Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Międzynarodowe Stowarzyszenie Wielbicieli Fusion

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy projekt Amerykanina Charliego Mariano.

Charlie Mariano
‹Helen 12 Trees›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHelen 12 Trees
Wykonawca / KompozytorCharlie Mariano
Data wydania31 grudnia 1976
Wydawca MPS Records
NośnikCD
Czas trwania38:51
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieCharlie Mariano, Jan Hammer, Zbigniew Seifert, Jack Bruce, Nippy Noya, John Marshall
Utwory
Winyl1
1) Helen Twelvetrees04:42
2) Parvati’s Dance07:32
3) Sleep, My Love02:52
4) Thorn of a White Rose04:31
5) Neverglade Pixies07:10
6) Charlotte06:33
7) Avoid the Year of the Monkey05:30
Saksofonista Charcie Mariano był prawdziwym obieżyświatem, który po wielu życiowych i artystycznych zawirowaniach ostatecznie znalazł spokojną przystań w niemieckiej Kolonii, gdzie zmarł – jako osiemdziesięciosześciolatek – w 2009 roku. Urodził się w Bostonie, jego rodzice przywędrowali do Stanów Zjednoczonych z włoskiej Abruzji. Na chrzcie otrzymał imiona Carmine i Ugo, które następnie zastąpił amerykańskim Charlesem. Jazzem zainteresował się na początku lat 40. XX wieku, kiedy w Europie w najlepsze trwała wojna. Od 1947 roku był wziętym muzykiem sesyjnym, a trzy lata później nagrał pierwszy album z własnym zespołem, pod szyldem Charlie Mariano with His Jazz Group. W następnych latach występował u boku takich tuzów, jak Stan Kenton, Charlie Parker, Dizzy Gillespie, McCoy Tyner czy Charles Mingus. W połowie lat 60. otrzymał propozycję pracy w… Malezji. Wyjechał do Kuala Lumpur, gdzie pomagał tworzyć orkiestrę radiową. Podróżował wtedy także po Japonii i Indiach, poznawał muzykę Wschodu, współpracował z miejscowymi artystami. To zmieniło jego postrzeganie jazzu.
Kiedy w 1970 roku wrócił do Stanów Zjednoczonych stworzył jeden z pierwszych zespołów fusion. Grupa Osmosis nie przetrwała jednak długo; pozostawiła po sobie zaledwie jeden album („Osmosis”, 1971), ponieważ w poszukiwaniu kolejnych artystycznych inspiracji Mariano zdecydował się na emigrację do Europy. Mieszkał w Holandii, Belgii i Niemczech. Nagrywał z zespołami jazzowymi, ale i rockowymi; ma na koncie płyty zarejestrowane z niemieckim Embryo („We Keep On”, 1973), holenderskim Supersister („Iskander”, 1973), z pianistą Jasperem Van’t Hofem tworzył jazzrockową formację Porky Pie („Transitory”, 1974; „The Door is Open”, 1976; „Operanoia”, 1996), znalazł się u boku Eberharda Webera w jego grupie Colours („Silent Feet”, 1978; „Little Movements”, 1980). W tym czasie wydawał też albumy solowe, które zawierały muzykę psychodeliczną, freejazzową i fusion: „Mirror” (1972), na której zagrał młody Tony Levin; „Reflections” (1974), która powstała z pomocą artystów z Finlandii; „Cascade” (1974); „Helen 12 Trees” (1976), na potrzeby której Mariano stworzył prawdziwą supergrupę; „October” (1977), zrealizowaną między innymi z udziałem Barre’ego Phillipsa i Triloka Gurtu; „Crystal Bells” (2000).
Mimo mijających lat i postępującej choroby nowotworowej, Mariano był aktywny do ostatnich miesięcy życia, zyskując status artysty kultowego, którego wpływu na rozwój współczesnego jazzu nie da się przecenić. Przygotowując się do nagrania płyty „Helen 12 Trees”, Charlie bardzo skrupulatnie dobrał muzyków mających mu towarzyszyć w studiu. Na instrumentach klawiszowych zagrał emigrant z Czech, Jan Hammer (współtwórca potęgi Mahavishnu Orchestra), na skrzypcach elektrycznych – nasz rodak, Zbigniew Seifert („5 ran do čepice” Jiříego Stivína, „Lift!” Volkera Kriegela), na gitarze basowej – Jack Bruce (Blues Incorporated Alexisa Kornera, Graham Bond Organisation, The Cream), a na perkusji – John Marshall (Soft Machine, Nucleus, Centipede, Porky Pie); skład uzupełnił jeszcze ściągnięty z Indonezji perkusjonalista Nippy Noya (współpracujący między innymi z holenderskim zespołem Group 1850).
Wspomniany wyżej sekstet spędził w monachijskim studiu Union trzy majowe dni 1976 roku, a efektem jego pracy okazał się wydany jeszcze w tym samym roku – przez MPS (Musik Produktion Schwarzwald) Records z Villingen – album „Helen 12 Trees”. Siedem kompozycji, niespełna trzydzieści dziewięć minut muzyki – niewiele, ale biorąc pod uwagę bogactwo brzmień, pomysłami wykorzystanymi na tym albumie można by współcześnie obdarzyć wielu wykonawców. Krążek otwiera utwór tytułowy, choć pisany nieco odmiennie niż na okładce – „Helen Twelvetrees”. To najklasyczniejszy przykład fusion, z motoryczną sekcją rytmiczną, nieco łagodzoną przez frywolne perkusjonalnia i kapitalnie współpracującymi fortepianem elektrycznym i skrzypcami. Ba! Jan Hammer potrafi nawet zagrać jazzrockowe solo na… syntezatorze, co wcale nie jest taką oczywistą sprawą. Zaskakiwać może jedynie fakt, że najpóźniej pojawia się gospodarz całego przedsięwzięcia, psychodeliczny saksofon Mariano rozbrzmiewa bowiem dopiero w ostatniej minucie numeru. Ale widocznie tak sobie to Charlie wymyślił – najpierw introdukcja odegrana przez innych, a potem grande entrèe lidera.
Drugi w kolejności „Parvati’s Dance” to wspomnienie azjatyckich podróży Mariano – kompozycja łącząca w sobie jazz i psychodelię, zapowiadająca (jak niektóre albumy Jade Warrior) powstanie gatunku world music. W pierwszej części słychać tylko skrzypce Seiferta oraz Charliego grającego na nadaswaramie, pochodzącym z południowych Indii instrumencie dętym przypominającym obój. Nawet gdy dołączają pozostali muzycy, wciąż elementem dominującym są motywy czerpane z tradycji Orientu – i nie zmienia tego stricte rockowy podkład (pamiętajmy, że sekcję rytmiczną tworzą muzycy Soft Machine i nieistniejącego już wówczas The Cream!). Najkrótsze w całym zestawie „Sleep, My Love” to w zasadzie nastrojowy, balladowo-miłosny przerywnik, zagrany w duecie przez Seiferta i Mariano (tym razem na flecie). Za to w skomponowanym przez Jana Hammera „Thorn of a White Rose” grupa wraca na właściwe sobie, jazzrockowe tory. To ponownie fusion czystej krwi, z porywającymi partiami instrumentalnymi, dawkowanymi słuchaczom w duetach (saksofon plus fortepian elektryczny) bądź solo (wszystkie instrumenty poza sekcją rytmiczną).
Nie oznacza to jednak, że Jack, John i Nippy mogą tu sobie pozwolić na chwilę oddechu. Wsłuchajcie się w to, co wyprawia się w tle – rytm jest tak gęsty, że cudem byłoby dodanie tam choćby jednego dźwięku. Po przełożeniu winylowego krążka na stronę B otrzymujemy ponad siedmiominutowe „Neverglade Pixies”. Zaszczyt wprowadzenia słuchaczy otrzymuje tutaj Hammer, do którego po kolei dołączają pozostali soliści – Seifert i Mariano (teraz, dla odmiany, na saksofonie sopranowym). Muzycy ci zamieniają się zresztą wielokrotnie miejscami, każdy ma szansę, aby zaprezentować swoje niebywałe umiejętności i przebogatą wyobraźnię, choć wszystko wieńczy stopniowo cichnąca partia saksofonu. Zaskakująco na tle pozostałych kompozycji wypada za to „Charlotte”, w którym Hammer siada do fortepianu akustycznego. Całość brzmi zaś bardzo pogodnie, a momentami wręcz figlarnie, z czasem robi się natomiast… romantycznie. W czym największą zasługę ma czeski pianista. Na pożegnanie ze słuchaczami Charlie Mariano wybrał jednak potężnie brzmiące, zahaczające wręcz o free jazz „Avoid the Year of the Monkey”.
Jest to przy okazji kolejny moment chwały polskiego skrzypka, który nie pierwszy raz udowadnia, że był – bez najmniejszych wątpliwości – muzykiem genialnym. Jego solowa improwizacja, jak również finałowy duet z saksofonistą – to jazz-rock najwyższej jakości. I pomyśleć, że w tym samym czasie, wiedzący już o swej chorobie nowotworowej, Seifert usłyszał od lekarzy wyrok – guz okazał się wyjątkowo złośliwy, przeprowadzona wcześniej operacja nie pomogła, czekała go kolejna. Mimo to nie zrezygnował z twórczej aktywności i w ciągu kolejnych dwóch lat nagrał jeszcze kilka fascynujących płyt. „Helen 12 Trees” Charliego Mariano na pewno jest jedną z nich!
koniec
1 października 2016
Skład:
Charlie Mariano – saksofon altowy (1,4), nadaswaram (2), flet (3), saksofon sopranowy (5-7)
Jan Hammer – fortepian, fortepian elektryczny, syntezatory
Zbigniew Seifert – skrzypce elektryczne
Jack Bruce – gitara basowa
Nippy Noya – instrumenty perkusyjne
John Marshall – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Rodzina podpowiada
Beatrycze Nowicka

20 IX 2017

Odsłona w klimatach rozmaitych czyli Pablopavo i Massive Attack – światła na Północy i złe siły w metrze.

więcej »

Non omnis moriar: Łącznik z Kraju Tulipanów
Sebastian Chosiński

16 IX 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj Amerykanin Charlie Mariano w kooperacji z holenderską formacją The Chris Hinze Combination.

więcej »

Słuchaj i patrz: Powrót w czerń
Beatrycze Nowicka

13 IX 2017

Gdybym miała wskazać najczęściej pojawiający się motyw tekstów piosenek, postawiłabym na rozpad związku.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.