Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 29 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Fusion w kraju tulipanów

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy jazzrockowy projekt Holendra Jaspera van ’t Hofa.

Jasper van ’t Hof
‹Eyeball›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEyeball
Wykonawca / KompozytorJasper van ’t Hof
Data wydania1974
NośnikWinyl
Czas trwania45:29
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJasper van ’t Hof, Wim Overgaauw, Zbigniew Seifert, John Lee, Gerry Brown
Utwory
Winyl1
1) Bax07:50
2) Viber Snake05:12
3) Eyeball 103:37
4) Hyrax05:55
5) Schwester Johanna06:15
6) Laur04:17
7) One Leg Missing03:06
8) Eyeball 204:57
9) The Rev04:20
Połowa lat 70. XX wieku to był najlepszy okres w historii muzyki fusion; cieszyła się ona wówczas wielką popularnością po obu stronach Atlantyku, a przyglądając się kontynentowi europejskiemu – to na dodatek po obu stronach „żelaznej kurtyny”. Jednym z polskich towarów eksportowych w świecie jazz-rocka był, zmarły w lutym 1979 roku w Stanach Zjednoczonych (z powodu nowotworu), legendarny skrzypek Zbigniew Seifert. Karierę – jako bandleader i, co dla niektórych może być zaskoczeniem, saksofonista – zaczynał na początku lat 60., później jednak przerzucił się na skrzypce (elektryczne), co automatycznie otworzyło mu drzwi do grania muzyki o bardziej rockowej proweniencji. Ogromny talent Seiferta sprawił, że jego sława szybko wykroczyła poza granice ludowej ojczyzny; do wspólnych nagrań zapraszały go największe gwiazdy ówczesnego (free-)jazzu i fusion, jak chociażby Czech Jiří Stivín („5 ran do čepice”, 1972), Niemcy Volker Kriegel („Lift!”, 1973) i Joachim Kühn („Cinemascope”, 1974; „Springfever”, 1976) czy Amerykanin Charlie Mariano („Helen 12 Trees”, 1974) i jego rodacy z formacji Oregon („Violin”, 1977).
Lista ta byłaby niepełna bez jeszcze jednego artysty – holenderskiego pianisty Jaspera van ’t Hofa (choć spotykana jest również pisownia „Van’t Hofa”). Jasper przyszedł na świat w 1947 roku w Enschede w rodzinie o tradycjach muzycznych; jego ojciec był trębaczem jazzowym, a matka – pianistką i śpiewaczką. Nic więc dziwnego, że od najmłodszych lat uczył się muzyki; zaskoczeniem może być natomiast to, że nigdy nie zdobył formalnego wykształcenia, co zresztą nie przeszkodziło mu zdobyć statusu najwybitniejszego pianisty jazzowego rodem z kraju tulipanów. Jazzem zainteresował się jeszcze jako nastolatek, na początku lat 60. ubiegłego wieku. Pod koniec dekady wszedł w skład – złożonego po części z Holendrów, po części z Niemców – jazzrockowego zespołu Association P.C., który opuścił w 1973 roku po nagraniu trzech albumów („Earwax”, 1970; „Sun Rotation”, 1972; „Erna Morena”, 1973). Na zwolnione przez niego miejsce przyjęto „uciekiniera” z NRD, wspomnianego już Joachima Kühna; Jasper poszedł zaś własną, chociaż wcale nie odległą od wcześniejszej, drogą. Pierwszy krok na niej zrobił jeszcze jako muzyk Association P.C. – nagrał sygnowany nazwiskami Lola Coxhilla, Pierre’a Courbois i swoim, wypełniony improwizacjami jazzowymi, album „Toverbal Sweet” (1972).
Rok później, do spółki z Charliem Mariano, założył nową grupę – Pork Pie. Zadebiutowała ona w 1974 roku krążkiem „Transitory”, a po dwóch kolejnych latach wydała „The Door is Open” (po czym zamilkła na dwie dekady). W tym samym czasie van ’t Hof pracował nad swym pierwszym z prawdziwego zdarzenia albumem solowym – „Eyeball” (w niektórych edycjach pojawiają się jednak także inne warianty tytułu: „Eye Ball” bądź „Eye-ball”). Sesja, trwająca zaledwie dwa dni (16 i 17 marca 1974 roku), odbyła się w miasteczku Weesp na południu Holandii; płytę wydała natomiast, specjalizująca się w jazzie, wytwórnia Keytone z Vinkeveen nieopodal Utrechtu. W jej nagraniu wzięło udział międzynarodowe towarzystwo, obok Jaspera i Seiferta do Weesp przybyli jeszcze holenderski gitarzysta Wim Overgaauw (zmarły w 1995 roku) oraz świetnie znająca się i tym samym doskonale zgrana sekcja rytmiczna zza Oceanu, czyli (kontra)basista John Lee i perkusista Gerry Brown (który w przyszłości zastąpił Lenny’ego White’a w składzie Return to Forever). Van ’t Hof dedykował „Eyeball” swemu koledze – niemieckiemu gitarzyście basowemu i wiolonczeliście Peterowi Trunkowi, który w grudniu 1973 roku zginął w wypadku samochodowym w Nowym Jorku. Panowie poznali się całkiem dobrze, uczestnicząc we wspólnym jazzrockowym projekcie Sincerely P.T. („Sincerely P.T.”, 1973).
„Eyeball” to bardzo różnorodna płyta, ale za to będąca idealnym portretem lidera, którego zainteresowania rozciągały się od jazzu klasycznego, poprzez jazz-rock, aż po jazz improwizowany. I wszystko to znajduje się na tym krążku, na dodatek w mniej więcej równych proporcjach. Album otwiera kompozycja „Bax”, jedna z najbardziej energetycznych, stanowiąca wprost perfekcyjne zobrazowanie pojęcia „jazz-rock”. Motoryczna, pulsująca sekcja rytmiczna stanowi tu fundament do popisów Jaspera na fortepianie elektrycznym (w stylu Chicka Corea) oraz nie mniej ekscytujących solówek (ale i duetów) Wima Overgaauwa i Zbigniewa Seiferta. Wim nie oszczędza słuchaczy – wykorzystuje fuzzy, generuje zgrzyty, ale poza tym bez najmniejszych kompleksów wkracza na pole zarezerwowane zazwyczaj dla gitarzystów progrockowych; Seifert w niczym mu zresztą nie ustępuje, grając przy tym z niezwykłym nerwem. Zupełnie odmienne oblicze zespołu prezentuje za to „Viber Snake” – z początku subtelnemu kontrabasowi towarzyszą jedynie gitara klasyczna i fortepian akustyczny; dopiero z czasem dołączają Gerry Brown, wykorzystujący jedynie talerze, oraz Polak, podobnie jak Overgaauw skłaniający się tym razem raczej ku muzyce klasycznej.
Trend ten utrzymany jest również w „Eyeball 1”, który jest solowym popisem van ’t Hofa na fortepianie. I chociaż Holender stara się zmieniać nastrój – od dynamicznego boogie i rock n’rolla (na otwarcie i w części środkowej) po pianistykę w stylu Krzysztofa Komedy czy Mieczysława Kosza (na finał) – to jednak przede wszystkim daje nam chwilę na wzięcie oddechu. Co przydaje się tym bardziej, że wieńczący stronę A winylowego krążka numer „Hyrax” (autorstwa Johna Lee) to kolejny jazzrockowy dynamit. Lont podpala zresztą sam kompozytor, serwując na początek długi pochód gitary basowej. A dalej jest tylko ciekawiej, głównie z dwóch powodów: dzięki progresywno-psychodelicznym organom Jaspera oraz wirtuozerskiej partii Seiferta. I choć ich instrumenty wybijają się na plan pierwszy, pochłaniając niemal całą uwagę, warto skupić się jeszcze mocniej i wsłuchać w to, co dzieje się w tle. A dzieją się tam rzeczy niezwykłe. W stylu fusion utrzymana jest również otwierająca stronę B „Siostra Joanna” (a raczej „Schwester Johanna”), której ton nadają solówki na skrzypcach i – ponownie – fortepianie elektrycznym. Mniej tu jednak dynamiki, więcej zadumy i kontemplacji, na co wpływa także ten fakt, że Lee sięgnął tu po nastrojowo brzmiący kontrabas.
„Laur” (drugi utwór, który wyszedł spod ręki amerykańskiego basisty) ma dwie warstwy: czysto rozrywkową – znaczoną partią skrzypiec rodem z Dzikiego Zachodu, oraz balladową – podkreśloną przez akustyczny fortepian van ’t Hofa. Szczerze mówiąc, średnio to do siebie pasuje, w efekcie czego „Laur” uznać można za ten fragment albumu, którego raczej nikt by nie żałował, gdyby go zwyczajnie zabrakło. Zamiłowanie do nieco ryzykownych eksperymentów towarzyszy muzykom także w „One Leg Missing”, w którym zahaczają oni o folk. Z tego świata pochodzą przynajmniej partie banjo (kłania się Wim Overgaauw!) oraz zaskakująco skoczne skrzypce. Z czasem robi się wprawdzie bardziej rockowo, ale na finał wszystko zostaje spięte folkową klamrą. Druga część „Eyeball” to ponownie solowy występ lidera – tym razem oparty na brzmieniach klasycznych, choć oczywiście z jazzowym zacięciem. Całość zamyka trzeci z utworów skomponowanych przez Johna Lee – i zarazem jest to trzecia jazzrockowa petarda. Perfekcyjnie punktująca sekcja rytmiczna pozostawia sporo miejsca dla pozostałych instrumentalistów, z czego korzystają przede wszystkim improwizujący na całego Overgaauw i Seifert. Ech! Aż chciałoby się usłyszeć taki zespół tak grający na żywo.
Od momentu nagrania „Eyeball” Seifertowi pozostało jeszcze tylko pięć lat życia. W tym czasie zadbał przede wszystkim o swoją karierę solową (zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie), wydając kolejno albumy: „Man of the Light” (1976), „Zbigniew Seifert” (1977), „Solo Violin” (1978), oraz – zarejestrowane zaledwie na trzy miesiące przed śmiercią – koncertowe, „krakowskie” „Kilimanjaro” (1979) i studyjne, „nowojorskie” „Passion” (1979). Miesiąc później wspomógł jeszcze Glena Moore’a z Oregonu – chodzi o zespół, nie o stan – w nagraniu płyty „Introducing Glen Moore” (1979), a po dwóch kolejnych już nie żył. Jasper van ’t Hof, który jest w tej chwili szacownym (już prawie) siedemdziesięciolatkiem wciąż ma się nieźle – nadal koncertuje i wydaje płyty.
koniec
8 października 2016
Skład:
Jasper van ’t Hof – fortepian, fortepian elektryczny, organy
Wim Overgaauw – gitara elektryczna, gitara klasyczna, banjo
Zbigniew Seifert – skrzypce elektryczne
John Lee – gitara basowa, kontrabas
Gerry Brown – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Twarze wycięte z gazet
Beatrycze Nowicka

28 VI 2017

Pora na kolejną animację, tym razem polską, klip do piosenki „Ścigany” zespołu Kamień Kamień Kamień.

więcej »

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
Sebastian Chosiński

24 VI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz kolejny wracamy do słowackiej grupy Fermáta.

więcej »

Słuchaj i patrz: Wypłyń na niebo
Beatrycze Nowicka

21 VI 2017

Lindsey Stirling jest skrzypaczką wykonującą – najczęściej – muzykę popularną. Myślicie może, co w takim razie ciekawego można pokazać na teledysku. Okazuje się, że da się zilustrować instrumentalne utwory tak, by naprawdę przyjemnie się je oglądało.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.