Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dwutakt: Metalliki trzeba po prostu słuchać

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Długo na nią czekaliśmy, ale wreszcie jest. Nowa płyta Metalliki jak zwykle budzi skrajne emocje, choć wydaje się, że tym razem niezadowolonych jest mniej niż zwykle. O zespole, jego fenomenie, kondycji współczesnego thrashu i dlaczego The Rolling Stones nie grają „Battery”, a przede wszystkim o „Hardwired… to Self Destruct” dyskutują Jacek Walewski i Piotr „Pi” Gołębiewski.

Metallica
‹Hardwired... To Self-Destruct›

WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHardwired... To Self-Destruct
Wykonawca / KompozytorMetallica
Data wydania18 listopada 2016
NośnikCD
Czas trwania77:26
Gatunekmetal
EAN602557213690
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 40,69 zł
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) „Hardwired”3:09
2) „Atlas, Rise!”6:31
3) „Now That We’re Dead”6:59
4) „Moth Into Flame”5:50
5) „Dream No More”6:29
6) „Halo On Fire”8:15
CD2
1) „Confusion”6:41
2) „ManUNkind”6:55
3) „Here Comes Revenge”7:17
4) „Am I Savage?”6:29
5) „Murder One”5:45
6) „Spit Out The Bone”7:09
Piotr „Pi” Gołębiewski: Machina promocyjna sprawnie podsycała ciekawość fanów. Oczywiście tych, którzy nie uważają, że zespół skończył się na "Kill′EmAll". Ja do nich nie należę i powiem, że "Hardwired… to Self Destruct" mi się podoba, ale niestety nie rozkłada na łopatki. Produkcja jest o niebo lepsza niż to, co zaserwował Rick Rubin na "Death Magnetic" (poprzednim krążku grupy), ale tam podobała mi się furia, z jaką grali sami muzycy. Tu tej energii nie czuję. Owszem, utwory są całkiem melodyjne i dobrze się ich słucha, ale od połowy przestaje się na nie zwracać uwagę i stanowią jedynie miłą muzykę tła. Potencjalnych hitów w zasadzie brak, a i z thrashem też raczej niewiele ma to wspólnego.
Jacek Walewski: Ja należę do tej grupy fanów, którzy uważają, że Metallica w ogóle się nie skończyła i nadal trwa! Uwielbiam „Load”, cenię nawet kontrowersyjne „St. Anger” i „Lulu”. Tylko „Death Magnetic” uważam za niepotrzebny autoplagiat. Brzmienie tej ostatniej płyty również jest pomyłką i wielkim rozczarowaniem, tym bardziej że odpowiedzialny za nie był wspomniany Rick Rubin, czyli człowiek, który nauczył muzyków Slayera, jak powinien brzmieć thrashowy album. Nie mogę jednak zgodzić się, że nowa Metallica nadaje się tylko jako „muzyka tła”. Hitów masz tu pod dostatkiem. „Atlas, Rise” przypomina patenty, na których zespół zbudował sobie pomnik trzy dekady temu. „Moth Into Flame”, „Halo On Fire” i „Now That We’re Dead” to idealne strzały na listy przebojów. „Dream No More” gruchocze kości tak samo mocno jak „Sad But True” czy „Some Kind of Monster”, zaś „Spit Out The Bone” to przecież dźwiękowy odpowiednik filmowego Terminatora. Może masz rację, że w większości momentów brakuje metalowej furii, ale w zamian za to słychać frajdę z grania muzyki. I ja to kupuję!
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pi: „Atlas, Rise” to chyba generalnie najlepsza kompozycja na albumie. Niemniej męczy mnie dość jednostajne tempo całości. Sprawdza się przez pięć utworów, ale potem jest ich jeszcze siedem i tu widzę główny problem – znów panowie nie wiedzieli, kiedy skończyć, i nagrali tyle, ile im się zmieściło. Widzę tu pewne analogie z krążkiem „Load”, bo tamten również był długi, przyjemny, ale jednak niepowalający. Z tą różnicą, że na „Hardwired…” nie uświadczymy strzału na miarę „Until it Sleeps”
JW: „Load” miał swój charakterystyczny klimat, „Hardwired…” ma własny. Na swojej szóstej płycie Metallica wyraźnie szukała nowych dróg. Muzycy byli wtedy znudzeni metalem, badali southern rocka, stoner czy nawet country. Na nowym albumie James Hetfield poprowadził swoich kolegów w stronę, za którą chyba jednak szczerze tęsknił. Nie ma tu eksperymentów, jest równo zagrany metal środka i hard rock. Myślę, że to piękne zwieńczenie kariery grupy. Takiego krążka od dawna oczekiwali fani, choć reakcje, jak zawsze, są skrajne.
Pi: Przy „Death Magnetic” też mówiło się, że takiego krążka oczekiwali fani. Czyli wychodzi na to, że wtedy były spełniane marzenia tych, którzy tęsknili za bezkompromisowością lat 80., a teraz tych patrzących z sentymentem na lata 90.? To spełnianie oczekiwań to chyba rzecz, która najbardziej doskwiera Metallice, która nie potrafi przeskoczyć swej legendy.
WASZ EKSTRAKT:
20,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW: Może w tym ostatnim zdaniu jest główny problem. Fani oczekują po Metallice nagrania czegoś na miarę pierwszych czterech, pięciu albumów, które wyznaczały swego czasu trendy w ciężkim graniu. Od połowy lat 90. Papa Het inspiruje się albo młodszymi kolegami („Load”, „Reload”, „St. Anger”), albo samym sobą z lat 80. („Death Magnetic”). Mimo wszystko „Hardwired…” brzmi (poza paroma momentami) jak napisany na luzie i bez spiny, czego brakowało poprzedniej płycie. Można snuć teorie, że to kawałki cynicznie napisane właśnie pod grupę fanów, którą wymieniłeś. Ja osobiście całą płytę kupuję bez problemu. No, może nie całą, bo jest potworek w postaci „Hardwired” napisanego chyba na kolanie i stylizowanego na coś z „Kill’Em All”.
Pi: A ja już się do „Hardwired” przyzwyczaiłem i dopingowałem mu w czasie jego drogi na szczyt Listy Przebojów Trójki. I pewnie będzie tak z całą płytą, że wreszcie ją zaakceptuję (byłem gorącym przeciwnikiem „S&M”, ale teraz mam do niego sentymentalny stosunek, bo przypomina mi czasy, kiedy z kolegami zamiast o pracy dyskutowało się o muzyce). Na dzień dzisiejszy jednak uważam, że mogło być lepiej. Hetfield z ekipą tak rzadko nagrywają kolejne albumy, że oczekuje się, iż każdy kolejny będzie dziełem co najmniej wielkim, tymczasem ostatnim razem taki nagrali w 1991 roku. Ja może aż tak wymagający nie jestem, ale chciałbym, by był to album, który po pierwszym osłuchaniu będzie do mnie wracał, a nie stał grzecznie na półce. Poza tym wydaje mi się, że w przeciwieństwie do pozostałych członków Wielkiej Czwórki Thrash Metalu, Metallica musi wciąż jednak coś udowodnić. Slayer regularnie nagrywa równe płyty z wyskokami w stronę genialności, Megadeth podobnie i tylko Anthrax nieco od nich odstaje, ale od kiedy do składu wrócił Joe Belladonna, również sobie radzi. Nawet druga liga w postaci Testamentu, Overkill czy Annihilatora dokłada do pieca. Tymczasem ci, którzy osiągnęli największy sukces komercyjny, zostają gdzieś w tyle.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW: I tu ponownie się różnimy! Ostatnie dwie płyty Slayera są mocno przeciętne. Podobnie sprawy mają się z Megadeth, których ostatnim bardzo dobrym albumem jest „United Abominations” sprzed kilkunastu lat. Te zespoły po prostu bronią swoich okopanych pozycji, już nie eksperymentują, nie szukają, a przez to – przynajmniej w moich oczach - są nudne. Odnoszę wrażenie, że nagrywają tylko z powodu konieczności wypełnienia kontraktów i zarobienia pieniędzy. Tom Araya od dobrych paru lat wspomina już o chęci przejścia na emeryturę… Do tego w składzie Zabójcy brakuje Hannemana, co boleśnie odbiło się na ostatnim wydawnictwie. Oczywiście, jak już obaj przyznaliśmy, Metallica również przestała szukać złotego runa. Jednak w ich przypadku– może przez fakt, że tak rzadko nagrywają – przy nowej płycie słychać jeszcze radochę z grania. Poza tym – nie oszukujmy się – Hetfield i spółka spokojnie mogliby żyć już tylko ze sprzedaży gadżetów z ich logiem i wydawanych cyklicznie reedycji płyt. Co więc nadal trzyma ich w zespole? Zresztą z całą sceną thrashową mam jeden problem. Otóż te zespoły zatrzymały się na stylu gry, jaki uprawiały w latach 80. i 90. Po co jako słuchacz mam słuchać n-tej wersji klasyku sprzed trzydziestu lat? Metallica zaś ma tą przewagę nad swoimi kolegami, że nie bała się zmian i dlatego nadal może pozwolić sobie na nagrywanie bardziej różnorodnych płyt.
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pi: „Christ Illusion”, „Dystopia”, „Ironbound”, „Dark Roots of Earth” – to wszystko albumy wymienionych przeze mnie zespołów nagrane w XXI wieku, których można słuchać w zastępstwie klasyków. Thrash nie umarł i ma się świetnie!
JW.: Z wymienionych przez Ciebie płyt wracam tylko do „Christ Illusion”, pozostałe to moim skromnym zdaniem tylko cień dokonań tych grup sprzed lat. To jak z Black Sabbath, którzy na „13” próbowali na siłę zabrzmieć, jakby czas się ich nie imał i nadal mieli po dwadzieścia lat. Metallica przynajmniej nie udaje na nowej płycie (poza krótkimi fragmentami), że jest młodsza o trzydzieści lat. Przez to całość brzmi autentyczniej.
Pi: Oczywiście z oceną „13” się nie zgadzam, a skoro przy niej jesteśmy, to właśnie dla mnie album, który został nagrany bez spinki z szacunkiem dla bogatej przeszłości zespołu. Może tylko znów Rick Rubin zaszalał, podkręcając gałki przesterów, ale generalnie wydaje mi się, że to jeszcze nie czas, by Metallica nagrała album kończący się dźwiękami rozpoczynającymi ich debiut (przy Black Sabbath był to odgłos burzy, a tu pewnie zapętlony riff „Hit the Lights”).
JW.: Pożyjemy, zobaczymy…
Pi: To może teraz o tak zwanych plusach dodatnich… Dla mnie bohaterami tego krążka są Hetfield, który śpiewa z mocą, jakiej dawno w sobie nie miał, i Kirk Hammett za rewelacyjne solówki…
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW.: Tak! To zdecydowanie gitarowy album. Hetfield chyba ponownie wziął lekcje śpiewu. Choć takiej agresji, jak na „…And Justice For All”, ani różnorodności jak na „S&M”, nie osiągnie już nigdy, tym razem jego wokal to jeden z najmocniejszych elementów całości. Solówek Hammetta nie nazwałbym „rewelacyjnymi”, ale przynajmniej dobrymi. Inna sprawa to udział w komponowaniu. Ciekawi mnie, dlaczego duet założycielski nie pozwolił wykazać się na tym polu Hammettowi i Trujillo. Myślę, że przy ich udziale mogło być jeszcze lepiej, o czym świadczy basowe intro do „ManUNKind” – jedyny fragment, w którym maczał palce basista.
Pi: Za stylem Roberta Trujillo nigdy nie przepadałem. Szczerze mówiąc, o wiele bardziej lubiłem grę Jasona Newsteda, który nie tylko wizualnie lepiej pasował do zespołu, ale i charakterem (potrafił się świetnie wydrzeć na koncertach do mikrofonu, wspierając Hetfielda). Niestety, nowy album nie zmienia mojego postrzegania basisty, bo faktycznie jego gra, poza buczeniem w tle, niewiele wnosi.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: I precz przepędź wszystkie moje sny
Beatrycze Nowicka

26 VII 2017

Całkiem sporo reżyserów lubi surrealistyczne motywy. I bardzo dobrze. Oto kolejny przykład.

więcej »

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
Sebastian Chosiński

22 VII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj Grupa Niemen, czyli połączone siły Czesława Niemena, Helmuta Nadolskiego i tria SBB.

więcej »

Słuchaj i patrz: M jak morderca
Beatrycze Nowicka

19 VII 2017

Znów czerń i biel, estetyka retro i kryminalny motyw. I ponownie przykład teledysku, w którym minimalizm środków okazał się właściwym wyborem.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z legendą

Tu miejsce na labirynt…:

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Inne recenzje

50 najlepszych płyt 2016 roku
— Esensja

Po płytę marsz: Boże Narodzenie 2016
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Kwiecień 2016
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pakiet startowy: Metallica
— Esensja

Wybierz najlepsze utwory Metalliki!
— Esensja

Zrób to głośniej: Wielka Czwórka Thrash Metalu (1)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Metal zdziadział
— Jacek Walewski

W 70 minut dookoła thrashu
— Marcin Piwnik

Z tego cyklu

Kolejna niezła płyta Wielkiego Zespołu… tylko
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Led Zeppelin skończył się na Kill’Em All?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Made in Poland: Największy z Wielkiej Czwórki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Metallica poczuła się dobrze!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Marvel: Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czarna Wdowa na ostro
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Coś się kończy, coś się zaczyna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Nieźle jak na Fantastyczną Czwórkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Wyrwane z kontekstu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez przebaczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Uszczęśliwianie na siłę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.