Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Sardoniczny uśmiech, rubaszny żart

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz czwarty – holendersko-niemiecki projekt Association P.C.

Association P.C.
‹Rock Around the Cock›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRock Around the Cock
Wykonawca / KompozytorAssociation P.C.
Data wydania1973
Wydawca MPS Records
NośnikWinyl
Czas trwania41:36
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieToto Blanke, Siegfried Busch, Pierre Courbois, Karl-Heinz Wiberny, Joachim Kühn
Utwory
Winyl1
1) Phenis05:00
2) Polar Anna06:35
3) Mirrored Dimensions02:43
4) Shirocco03:41
5) Rock Around the Cock06:44
6) Autumn in March07:44
7) Cap Carneval09:05
Kiedy na początku 1973 roku pianista Jasper van ’t Hof zdecydował się opuścić szeregi Association P.C. i poświęcić się karierze na własny rachunek, mogło wydawać się, że dla zespołu prowadzonego przez perkusistę Pierre’a Courbois może oznaczać to koniec działalności. Wszak Holender był jednym z fundamentów tej grupy. Okazało się jednak – który to już raz? – że nie ma ludzi niezastąpionych. Na miejsce van ’t Hofa ściągnięto bowiem artystę wcale nie mniejszego formatu – do niedawna jeszcze obywatela Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Joachima Kühna, młodszego brata legendarnego klarnecisty Rolfa (w 1971 roku na płycie „Devil in Paradise” sygnowanej przez Rolf Kühn Jazzgroup obaj udowodnili, że jazz-rock zdecydowanie nie jest im straszny). Różnica była tylko taka, że Jasper stanowił integralną część formacji, natomiast Joachim – przynajmniej krótko po nawiązaniu współpracy z Association P.C. – posiadał status gościa specjalnego (co zmieniło się dopiero po roku).
Van ’t Hof po odejściu od zespołu od razu rzucił się w wir pracy: najpierw związał się z grupą Sincerely P.T. niemieckiego (kontra)basisty Petera Trunka (a owocem ich kooperacji był longplay „Sincerely P.T.” z 1973 roku), a następnie wydał płytę solową, w której realizacji wspomógł go polski skrzypek Zbigniew Seifert – „Eyeball” (1974). Koledzy z dawnej formacji zapewne nie chcieli być gorsi i w tym samym czasie, gdy Jasper nagrywał z Trunkiem, zabrali się za pracę nad swoim czwartym długogrającym albumem. Następca „Earwax” (1970), „Sun Rotation” (1972) oraz koncertowego krążka „Erna Morena” (1973) nagrany został podczas czterodniowej sesji – trwającej od 4 do 7 marca 1973 roku – w hamburskim studiu Windrose pod okiem słynnego Conny’ego (Konrada) Planka.
Wydawnictwu nadano prowokacyjny tytuł „Rock Around the Cock” (nie mniej szokująca mogła wydawać się też okładka), co – jak na tamtą epokę – na pewno było przejawem obyczajowej odwagi. Jaka wytwórnia wzięła na siebie tę odpowiedzialność? Wielce zasłużona dla promocji europejskiego jazz-rocka MPS Records z Villingen. Ach! nie było jeszcze mowy o składzie, w jakim album nagrano. Ale też – poza pozyskanym na miejsce van ’t Hofa Kühnem – niewiele się w tym względzie zmieniło. Jądro Association P.C. wciąż bowiem tworzyli ci sami muzycy: gitarzysta Toto Blanke (tym razem grający dodatkowo na japońskiej cytrze taishōgoto oraz odpowiadający za efekty elektroniczne), kontrabasista Siegfried Busch oraz perkusista i perkusjonalista Pierre Courbois. Był też drugi, obok Joachima, gość – saksofonista i flecista Karl-Heinz Wiberny. Dla wielbicieli grupy nie był on jednak postacią anonimową, albowiem słyszeli go już na nagranej na żywo w kwietniu 1972 roku płycie „Erna Morena”.
Album „Rock Around the Cock” dzieli się wyraźnie na dwie części – i nie wynika to jedynie z oczywistej wówczas konieczności rozdzielenia nagrań na dwie strony winylowego krążka (choć na pewno w tym pomogło). Poza otwierającym płytę „Phenisem” w pozostałych utworach na stronie A wybrzmiewają dęciaki Karla-Heinza Wibernego; z kolei we wszystkich kompozycjach umieszczonych na stronie B Blankemu, Buschowi i Courbois towarzyszy Joachim Kühn. W efekcie mamy więc do czynienia nie z kwintetem, lecz z dwoma różniącymi się nieco, jeśli chodzi o skład, kwartetami. To sprawia, że również muzycznie mamy do czynienia z daleko idącymi różnicami, którym za chwilę przyjrzymy się dokładniej. Wspomniany już „Phenis” zaczyna się od partii taishōgoto, co automatycznie lokuje zespół wśród formacji orientujących się w stronę – nomen omen – Orientu (co w początkach lat 70. XX wieku wcale nie było taką rzadkością). Co ciekawe, Toto Blanke nie odkłada tego instrumentu nawet wtedy, gdy podłącza się sekcja rytmiczna, nadająca przy okazji dużo szybsze tempo; wręcz przeciwnie, stara się nadążyć za nią, grając coraz bardziej zadziornie. W drugiej części utworu do głosu dochodzi natomiast Pierre Courbois, serwując prawdziwie wirtuozerską solówkę perkusyjną.
W energetycznym, jazzrockowym „Polar Anna” po raz pierwszy możemy usłyszeć Karla-Heinza Wibernego (w tym konkretnym przypadku grającego na saksofonie tenorowym), który wraz z Blankem wprowadza do obiegu główny motyw melodyczny; następnie na jego bazie obaj instrumentaliści budują już własne improwizowane partie, by – bliżej końca – w odpowiednim momencie kolejno usunąć się w cień i zrobić tym samym miejsce dla solówki drugiego. W – ponownie orientalnym – „Mirrored Dimensions” znów główną rolę odgrywa Blanke; tyle że tym razem sięga po elektronikę i udowadnia, że nawet w trakcie zabawy modulatorem dźwięku można uzyskać bardzo ciekawe efekty. Wiberny wspomaga go tutaj bądź to subtelnymi dźwiękami fletu piccolo, bądź trochę niepokojącym brzmieniem rożka basetowego. Stronę A albumu zamyka kompozycja zatytułowana „Shirocco”. Po raz kolejny mamy w niej do czynienia z eksperymentatorskimi zapędami muzyków Association P.C. Sięgając po suonę (chiński róg), Karl-Heinz – wespół z kontrabasistą Siegfriedem Buschem – wprowadza niemal szamański klimat, wieńcząc całość dynamiczną codą.
Strona B ma już zupełnie inny charakter. Nie ma na niej śladu fascynacji kulturą Wschodu, jest za to najczystszej próby jazz-rock – fascynujący i energetyzujący, w wielu momentach improwizowany, ale, co najważniejsze, zagrany na najwyższym światowym poziomie. W powstaniu tej części materiału mieli udział wszyscy grający w nim muzycy, a więc także – a może nawet przede wszystkim – Joachim Kühn. Utwór tytułowy, „Rock Around the Cock”, to powrót do dawnego stylu Association P.C., do najlepszych momentów rewelacyjnego „Sun Rotation”. Mamy więc tutaj głównie „rywalizację” gitary Blankego i fortepianu elektrycznego Kühna, mamy też improwizacje obu instrumentalistów; stylistycznie całość zaś rozpięta jest pomiędzy krautrockiem a jazzową awangardą. „Autumn in March” otwiera natomiast melodyjna partia fortepianu, z czasem wspomagana przez stonowany i nadzwyczaj przyjaźnie brzmiący kontrabas. Ale to jedynie „zasłona dymna”; niemiecko-holenderski kwartet szybko bowiem przeskakuje na zupełnie inne tory, by prostą drogą doprowadzić słuchaczy do eksplodującego finału.
Opus magnum wydawnictwa stanowi ostatni na liście, dziewięciominutowy „Cap Carneval”, któremu od pierwszych sekund rytm nadaje rozpędzona perkusja Pierre’a Courbois; za nią podążają zarówno Blanke ze swą zadziorną gitarą, jak i Kühn z rozedrganym fortepianem elektrycznym. Po tym potężnym ciosie na otwarcie muzycy Association P.C. na krótko spuszczają z tonu, ale głównie po to, aby przygotować kolejny atak. Tym razem hasło do jego wyprowadzenia rzuca pianista, popisując się emocjonującą i jednocześnie niezwykle emocjonalną improwizacją. Kiedy zaś wydaje się, że nie można już zagrać ani szybciej, ani mocniej – na plan pierwszy wybija się lider zespołu, jeszcze bardziej podgrzewając nastroje. A to, co kwartet proponuje w finale, zahacza wręcz o freejazzowe szaleństwo. Tytuł albumu – „Rock Around the Cock” – sugerowałby, że mamy do czynienia z dziełem nie do końca poważnym; z zespołem, który co rusz mruga okiem. Nic bardziej mylnego, czwarty w dyskografii Association P.C. to produkcja nadzwyczaj świadoma i konsekwentna, plasująca formację wśród najwybitniejszych przedstawicieli jazz-rocka lat 70. XX wieku. Żałować tylko należy, że od tej chwili grupie pozostał już tylko rok życia. Ale pocieszać można się tym, że w ciągu tych dwunastu miesięcy zdołała ona nagrać jeszcze jedną płytę.
koniec
14 stycznia 2017
Skład:
Toto Blanke – gitara elektryczna, efekty elektroniczne, taishōgoto (1)
Siegfried Busch – kontrabas, gitara basowa (5)
Pierre Courbois – perkusja, instrumenty perkusyjne
gościnnie:
Karl-Heinz Wiberny – saksofon tenorowy (2), flet piccolo (3), rożek basetowy (3), suona (4)
Joachim Kühn – fortepian elektryczny (5-7)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
Sebastian Chosiński

19 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (i prawdopodobnie ostatni) Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.