Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Trochę za delikatnie. I trochę za chaotycznie

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz piąty (i ostatni) – holendersko-niemiecki (z pomocą amerykańską) projekt Association P.C.

Jeremy Steig, Association P.C.
‹Mama Kuku – Live!›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMama Kuku – Live!
Wykonawca / KompozytorJeremy Steig, Association P.C.
Data wydania1974
Wydawca MPS Records
NośnikWinyl
Czas trwania46:46
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieToto Blanke, Joachim Kühn, Siegfried Busch, Pierre Courbois, Jeremy Steig
Utwory
Winyl1
1) Mama Kuku05:44
2) Bold’n Steig05:43
3) Dr. Hoffmann04:29
4) Ecnells04:44
5) Bassamagic04:15
6) Lausanne21:48
W drugiej połowie 1973 roku – po zaledwie czterech latach działalności – dzieje grupy Association P.C. dobiegły końca. Zdecydowanie zbyt wcześnie, choć może – z punktu widzenia muzyków – akurat w tym momencie, aby przejść na trwałe do historii bez konieczności rozmieniania swego późniejszego dorobku na drobne. Po pierwszym wcieleniu formacji (z holenderskim pianistą Jasperem van ’t Hofem w składzie) pozostały trzy albumy: „Earwax” (1970), „Sun Rotation” (1972) oraz koncertowa „Erna Morena” (1973); drugie wcielenie, w którym zamiast obywatela z Kraju Tulipanów przy fortepianie elektrycznym zasiadł Niemiec Joachim Kühn (początkowo jako gość, później już jako muzyk etatowy), ofiarowało słuchaczom jedynie dwie płyty: najlepszą w całym swym dorobku „Rock Around the Cock” (1973) oraz drugie koncertowe wydawnictwo, zatytułowane dość oryginalnie – „Mama Kuku”. Co ciekawe, oba te materiały zostały zarejestrowane w odstępstwie zaledwie trzymiesięcznym – pomiędzy marcem a czerwcem 1973 roku.
W marcu w hamburskim studiu Windrose miała miejsce sesja do „Rock Around the Cock”, w której Kühn – podobnie zresztą jak saksofonista i flecista Karl-Heinz Wiberny – brał udział, mając jeszcze status gościa specjalnego. Krótko po niej zespół ruszył w trasę koncertową po zachodnich Niemczech i Szwajcarii. Ale już bez Wibernego! Fani Association P.C., przynajmniej od wydania płyty „Erna Morena”, byli jednak przyzwyczajeni do brzmienia instrumentów dętych, dlatego też muzycy zdecydowali się na zatrudnienie innego artysty – urodzonego w 1942 roku na nowojorskim Manhattanie legendarnego amerykańskiego flecisty Jeremy’ego Steiga. Miał on już wtedy na koncie współpracę między innymi z takimi tuzami jazzu lat 60. i 70. XX wieku, jak pianiści Bill Evans i Richie Beirach czy kontrabasista Eddie Gomez. Czasu na przygotowania nie było tak dużo, zaledwie kilka tygodni; trudno dziwić się więc, że materiał wykonywany podczas tej trasy składał się głównie z improwizacji. Co zresztą potwierdza wydany w następnym roku album „Mama Kuku”.
Na płytę trafiły fragmenty dwóch koncertów: na stronę A zapis występu w sali uniwersytetu we Fryburgu Bryzgowijskim, na stronę B natomiast – rozbudowana do prawie dwudziestu dwóch minut zespołowa improwizacja zagrana w szwajcarskim Épalinges (w dystrykcie Lozanna). Oprócz wspomnianych już Kühna i Steiga, na scenie pojawili się muzycy tworzący Association P.C. od początku jego istnienia, czyli gitarzysta Toto Blanke, kontrabasista Siegfried Busch i bębniarz Pierre Courbois. Utwór otwierający płytę jest jednocześnie tytułowym. „Mama Kuku” to przede wszystkim popis trzech artystów: Buscha, który odpowiada za długą introdukcję na basie, Blankego, który serwuje zaskakująco radosną i skoczną partię na gitarze, wreszcie Steiga, który dołączając w drugiej części do pozostałych, sprawia, że Association P.C. zaczyna nagle brzmieć jak klasyczna formacja progresywno-folkowa (spod znaku Jethro Tull), nie zaś jazzrockowa. Swoją drogą trochę szkoda, że w dalszym ciągu zespół nie rozwinął tego wątku, traktując go raczej jako ciekawostkę. Chyba że chciał w ten sposób dać sygnał niemieckiej publice: „Zobaczcie, tak też potrafimy! To żadna wielka sztuka”.
W drugim w kolejności „Bold’n Steig” flet wybija się na plan główny już od pierwszych sekund, poczynając sobie z czasem coraz bardziej frywolnie. Ta frywolność udziela się również Joachimowi Kühnowi, choć akurat jego improwizacja na pianie Fendera zdaje się być najsłabszym fragmentem całej płyty – zdecydowanie zbyt dużo w niej chaosu, a i sterylne brzmienie klawisza sprawdza się tutaj średnio. Sytuację ratuje jednak Jeremy, który powraca na finał i zapracowuje na oklaski dla całej piątki. Amerykanin rozdaje karty również w numerze noszącym tytuł „Dr. Hoffmann”. To w zasadzie jego wielka improwizacja; pozostali członkowie Association P.C. obecni są na dalekim planie, wydając z siebie jedynie ciche, awangardowe kwilenia. Wszystko to zmienia się w ułamku sekundy od początku „Ecnells”. Tu mamy już do czynienia z pełnym energii jazzrockowym monstrum, które pozwala sobie i na bardzo swobodną partię sekcji rytmicznej (z pogranicza free jazzu), i na dynamiczne solówki pianisty i flecisty. Na zakończenie – można domyślać się, że w celu uspokojenia nieco nadszarpniętych nerwów słuchaczy – rozbrzmiewa bardzo stonowany „Bassamagic”, którego jedynym wykonawcą jest Steig.
Na stronie B – nazwijmy ją „szwajcarską” – słyszymy już nieco inny zespół, starający się łączyć w swej muzyce przede wszystkim wpływy fusion i free jazzu. „Lausanne” – bo tak właśnie zatytułowano tę kompozycję – to prawie dwadzieścia dwie minuty mniej lub bardziej ekscytujących poszukiwań muzycznych. Po w miarę spokojnym otwarciu zostajemy wrzuceni w samo oko cyklonu. Co intrygujące: za generowanie chaosu odpowiadają głównie Steig oraz sekcja rytmiczna, czyli Busch i Courbois; całość w ryzach starają się trzymać natomiast Blanke z Kühnem, którzy wyznaczają rytm. W drugiej części już cały zespół zmierza w stronę free jazzu, choć należy przyznać, że to improwizacje zagrane na czysto rockową modłę, z wielką energią i zaangażowaniem. Z kontrolowanego zamętu wybijają się co jakiś czas bardziej konkretne motywy – czy to gitarowe, czy też fortepianowe. Całość zostaje zaś spięta klamrą, którą wprowadza Siegfried Busch. Tak kończy się ostatnia płyta w dyskografii Association P.C. Gdy ujrzała światło dzienne, grupa już nie istniała. „Mama Kuku” miała więc głównie walor archiwalny.
Drogi muzyków tworzących zespół rozeszły się. Choć w przyszłości niekiedy okazjonalnie jeszcze ze sobą współpracowali, jak chociażby Toto Blanke i Joachim Kühn na „Spider’s Dance” (1975), Blanke i Jasper van ’t Hof na „Selfkicker” (1976) i „Electric Circus” (1976) czy van ’t Hof i Pierre Courbois na „Perpetuum Mobile” (1981). Mimo to gdy w 1982 roku perkusista postanowił powołać do życia zespół… New Association (inspiracja jest tutaj aż nazbyt oczywista), nie zaprosił do współpracy żadnego z dawnych muzyków Association P.C. Ale też, przyznajmy uczciwie, koncepcja tej – w zasadzie akustycznej – grupy znacznie odbiegała od tego, co Courbois grał na początku lat 70. (vide albumy „To Be Continued” i „Four Wheel Drive”). Warto jeszcze dopowiedzieć, co działo się później z Jeremym Steigiem. Artysta ten nie wrócił już, przynajmniej na stałe, do USA. Zakochał się w Japonce, ożenił z nią i zamieszkał w Jokohamie, gdzie zmarł – z powodu raka – 13 kwietnia 2016 roku.
koniec
21 stycznia 2017
Skład:
Toto Blanke – gitara elektryczna
Joachim Kühn – fortepian elektryczny
Siegfried Busch – kontrabas
Pierre Courbois – perkusja, instrumenty perkusyjne
gościnnie:
Jeremy Steig – flet, flet piccolo, flet basowy
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Desant zza dwóch oceanów
Sebastian Chosiński

18 III 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy projekt Joachima Kühna z udziałem Philipa Catherine’a i Alphonse’a Mouzona.

więcej »

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

16 III 2017

Dziś, w tym smutnym dniu, tylko w jeden sposób możemy oddać hołd Wojciechowi Młynarskiego – wspominając nasze ulubione piosenki. Oto wybór redaktorów Esensji.

więcej »

Non omnis moriar: Miles Davis mógł się zdziwić
Sebastian Chosiński

11 III 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz drugi – międzynarodowy projekt Philipa Catherine’a z udziałem Jaspera van ’t Hofa i Charliego Mariano.

więcej »

Polecamy

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku

Tu miejsce na labirynt…:

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Druga twarz artysty awangardowego
— Sebastian Chosiński

Do czterech razy sztuka
— Sebastian Chosiński

Z Londynu do Tel Awiwu
— Sebastian Chosiński

Cios trzeci. Nokautujący!
— Sebastian Chosiński

Requiem w tonacji jazzowej
— Sebastian Chosiński

Nie można mieć wszystkiego…
— Sebastian Chosiński

Wielki. Większy. Największy!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.