Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Czarne i białe w stereo

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj amerykańsko-holenderski projekt Johna Lee i Gerry’ego Browna z udziałem Jaspera van ’t Hofa.

John Lee, Gerry Brown
‹Infinite Jones›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInfinite Jones
Wykonawca / KompozytorJohn Lee, Gerry Brown
Data wydania1974
NośnikWinyl
Czas trwania41:44
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJohn Lee, Gerry Brown, Henny Vonk, Gary Bartz, Chris Hinze, Rob van den Broeck, Hubert Eaves, Jasper van ’t Hof, Wim Stoljwik, Howard King
Utwory
Winyl1
1) Infinite Jones06:42
2) Deliverance13:46
3) Jua07:07
4) Absitively Posolutely03:00
5) Rise On03:19
6) Who Can See the Shadow of the Moon05:15
7) Bamboo Madness02:33
W latach 70. ubiegłego wieku Republika Federalna Niemiec (a w szerszym kontekście: kontynentalna Europa Zachodnia) stawała się znakomitym azylem dla wielu muzyków awangardowych z całego świata, przede wszystkim zaś – ze Stanów Zjednoczonych. Nie mogąc liczyć na zrozumienie w ojczyźnie i znalezienie tam pokrewnych sobie dusz, przyjeżdżali oni na Stary Kontynent, gdzie angażowali się w niezliczone projekty artystyczne. Czołowym twórcą zza Atlantyku, który po kilku latach spędzonych w Azji Środkowej i Dalekim Wschodzie osiadł na stałe – i pozostał aż do śmierci – w Niemczech, był saksofonista Charlie Mariano („Helen 12 Trees”, „Transitory”, „The Door is Open”). Do tego całkiem licznego i zacnego grona należeli również między innymi flecista Jeremy Steig („Mama Kuku – Live!”) oraz perkusista Fred Braceful („Rischka’s Soul”, „Rischka’s Light Faces”, „Output”, „Et Cetera”, „The Call”), jak i… bohaterowie dzisiejszego odcinka „Non Omnis Moriar”: kontrabasista John Lee i bębniarz Gerry Brown.
Do Europy trafili oni najprawdopodobniej na początku lat 70. i z miejsca związali się ze środowiskiem niemieckich i holenderskich artystów kraut- i jazzrockowych. Weszli zresztą do tego światka z przytupem, wydając w 1974 roku rewelacyjną płytę zatytułowaną „Infinite Jones”. Nagrali ją jednak już kilkanaście miesięcy wcześniej, w ciągu dwóch czerwcowych dni – dwudziestego trzeciego i dwudziestego czwartego – 1973 roku. Sesja odbyła się w studiu Dureco w miasteczku Weesp w północno-zachodniej Holandii (tym samym, w którym w marcu John i Gerry wspomagali pianistę Jaspera van ’t Hofa podczas pracy nad jego solowym debiutem, „Eyeball”). Można więc podejrzewać, że to właśnie van ’t Hof otworzył im szeroko drzwi do kariery w Europie. Notabene odwdzięczył się kolegom zza Oceanu, biorąc udział w nagraniu dwóch utworów, które wypełniły stronę A ich albumu. Poza tym w studiu znalazło się jeszcze siedmioro artystów. Czarnoskórymi Amerykanami – podobnie jak Lee i Brown – byli: saksofonista Gary Bartz, pianista Hubert Eaves oraz perkusjonalista Howard King; stronę holenderską (nazwijmy ją „białą”) reprezentowali natomiast: wokalistka Henny Vonk, flecista Chris Hinze oraz pianiści Rob van den Broeck i Wim Stoljwik.
Album „Infinite Jones” to w sumie (niespełna) czterdzieści dwie minuty muzyki. Bardzo różnorodnej, nierzadko ekscytującej i porywającej, innym znów razem nadzwyczaj refleksyjnej; zawsze jednak wpisującej się w szeroko rozumianą stylistykę fusion. Płytę otwiera kompozycja tytułowa (która wyszła spod ręki Johna Lee) – i jest to początek stonowany. Po kolei pojawiają się kolejni muzycy: najpierw perkusista, potem klawiszowcy, wreszcie saksofonista i wokalistka. Każdy dokłada swoją cegiełkę, mając wydatny wpływ na wzniesienie tego jazzrockowego gmachu. Choć trzeba przyznać, że nie brak tu też elementów charakterystycznych dla funku (charakterystyczna rytmika) i soulu (zaśpiew). Nie brak zresztą również miejsca na popisy solowe; zaszczytu tego doświadczają – przynajmniej na razie – dwaj artyści: Eaves na fortepianie elektrycznym oraz Bartz na saksofonie. Partia tego ostatniego staje się jeszcze bardziej przejmująca, kiedy w końcówce dołącza do niego ze swoją wokalizą Henny Vonk.
Spod ręki amerykańskiego kontrabasisty wyszła także najdłuższa – i tym samym najbardziej zróżnicowana – kompozycja na płycie, czyli „Deliverance”. Podobnie jak w przypadku „Infinite Jones” otwiera ją perkusyjny wstęp, po którym natychmiast rozpoczyna się solówka saksofonu (z nastrojowym fortepianem elektrycznym w tle). Kiedy już słuchacze zostają wprowadzeni w odpowiedni klimat, zespół przyspiesza, jednocześnie otwierając pole do improwizacji, z czego w pierwszej kolejności korzysta duet instrumentów dętych, to jest Gary Bartz i Chris Hinze. Ten improwizatorski ciąg udziela się również samemu Johnowi Lee, którego przesterowany bas przydaje utworowi bardziej rockowy charakter. Doszedłszy do przesilenia, grupa decyduje się na zwolnienie tempa i niemal całkowite wyciszenie, z którego z czasem zwycięską ręką wychodzi zwłaszcza dwóch muzyków: zapędzający się w stronę free jazzu Bartz oraz Jasper van ’t Hof, najpierw sięgający po organy, a następnie po fortepian elektryczny. Na drugim z instrumentów Holender gra zresztą jedną z najbardziej ekscytujących partii w całej swojej karierze; robi to z niezwykłą mocą i rozmachem, bez charakterystycznego dla siebie sterylnego brzmienia tego instrumentu.
Niestety, w utworach zamieszczonych na stronie B van ’t Hofa już nie słyszymy; jego miejsce zajmują inni pianiści: wspomniany już Hubert Eaves, ale także rodacy Jaspera – Rob van den Broeck i Wim Stoljwik (na fortepianie akustycznym). Tę część wydawnictwa otwiera kolejna kompozycja Johna – „Jua”. I jest to kolejny bardzo mocny punkt płyty. Zaczyna się modern-jazzowo, w klimatach lat 60. (vide przepiękny duet saksofonowo-wokalny), ale z czasem coraz bardziej zmierza ku jazzrockowym improwizacjom (głównie saksofonisty). Finał jest zaś porażający. Wyobraźcie sobie bowiem zagraną unisono partię Bartza i Hinzego z dodaną do niej wokalizą Vonk. Dziełem trochę z przypadku wydaje się natomiast perkusyjny – bo skomponowany przez Gerry’ego Browna – „Absitively Posolutely”, pełen dziwacznych efektów generowanych przez fortepiany elektryczne van den Broecka i Eavesa. Na szczęście nastrój słuchacza poprawia równie krótki, ale nieporównywalnie ciekawszy, „Rise On” (jeszcze jeden numer Lee), oparty na melodyjnym i urzekającym pięknem dwugłosie saksofonu i fletu.
Dwa ostatnie numery na płycie wyszły spod ręki zaproszonego do studia gościa, Chrisa Hinzego. Pierwszy z nich to „Who Can See the Shadow of the Moon” z niepokojącą partią fletu i – tym razem męską – wokalizą Wima Stoljwika. Początek brzmi, jakbyśmy mieli do czynienia z utworem sakralnym. W części drugiej to jednak się zmienia, w dużej mierze za sprawą Henny Vonk, której głos nieco łagodzi przekaz. Całość wieńczy najkrótsze w całym zestawie „Bamboo Madness”, które jest w zasadzie popisem solowym grającego na flecie bambusowym Chrisa. W tle pojawiają się natomiast kontrabas (starający się nadążyć za rozpędzonym dęciakiem) oraz skoczne, mocno figlarne przeszkadzajki (w całkiem pokaźnej liczbie). Jedyne, co w „Infinite Jones” może trochę przeszkadzać, to właśnie stylistyczne zróżnicowanie, jakby amerykańscy i holenderscy artyści chcieli przedstawić pełne spektrum swoich możliwości, zamiast skupić się na tym, co wychodzi im najlepiej, czy przyprawiony funkiem i folkiem jazz-rock. Nie zmienia to faktu, że Johnowi Lee i Gerry’emu Brownowi udało się nagrać płytę znakomitą; tyle że, przy nieco większej konsekwencji, mogli się pokusić nawet o stworzenie wiekopomnego arcydzieła.
koniec
28 stycznia 2017
Skład:
John Lee – kontrabas, gitara basowa, instrumenty perkusyjne
Gerry Brown – perkusja, instrumenty perkusyjne
oraz
Henny Vonk – wokaliza, instrumenty perkusyjne
Gary Bartz – saksofon altowy, saksofon sopranowy, gwizdek, instrumenty perkusyjne
Chris Hinze – flet, flet piccolo, flety altowy, flet basowy, flet bambusowy
Rob van den Broeck – fortepian, fortepian elektryczny (1-4,6-7)
Hubert Eaves – fortepian, fortepian elektryczny, instrumenty perkusyjne (1-2,4-5,7)
Jasper van ’t Hof – organy, fortepian elektryczny (1-2)
Wim Stoljwik – fortepian, wokaliza (6)
Howard King – instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
Sebastian Chosiński

19 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (i prawdopodobnie ostatni) Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.