Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Jazzrockowe orientalizmy i odrobina romantyki

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy projekt Charliego Mariano z udziałem Jaspera van ’t Hofa.

Charlie Mariano
‹Cascade›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCascade
Wykonawca / KompozytorCharlie Mariano
Data wydania1974
Wydawca Keytone
NośnikWinyl
Czas trwania42:26
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieCharlie Mariano, Philip Catherine, Michaël Samson, Chris Hinze, Jasper van ’t Hof, Rob van den Broeck, John Lee, Gerry Brown
Utwory
Winyl1
1) Suite of the Festival05:12
2) Harriet06:45
3) Quest04:31
4) Electric Funk Jungle06:12
5) Cascade05:51
6) Piece for Banjo and Kazoo09:21
7) Locus04:37
Po pięcioletnim pobycie w Azji Środkowej i na Dalekim Wschodzie – a konkretnie: w Malezji, Indiach i Japonii – w 1970 roku saksofonista i flecista Charlie Mariano zdecydował się na powrót do ojczystych Stanów Zjednoczonych. Nie zagrzał tam jednak zbyt długo miejsca, okazało się bowiem, że rynek amerykański nie jest jeszcze gotowy na muzykę, którą pragnął grać. Owszem, podjął próbę – założył jazzrockową formację Osmosis, z którą wydał nawet jedną płytę (w 1970 roku), opublikował psychodeliczno-jazzowy album „Mirror” (1972) – ale okazała się ona nieudana. W efekcie udał się na dobrowolną emigrację do Europy. Przez jakiś czas mieszkał i pracował w Belgii i Holandii, ostatecznie osiadł na stałe w niemieckiej Kolonii. Na Starym Kontynencie szybko znalazł wspólny język z artystami, którzy myśleli podobnie jak on. Znaleźli się wśród nich zarówno muzycy rockowi (chociażby progresywna formacja Supersister czy krautrockowe Embryo), jak i jazzowi (nade wszystko holenderski pianista Jasper van ’t Hof).
Pobyt w Europie zaczął od wspomagania innych; saksofon Charliego Mariano można usłyszeć na dwóch ważnych dla europejskiego rocka pierwszej połowy lat 70. XX wieku płytach: „Iskanderze” Supersister oraz „We Keep On” Embryo (obie zostały wydane w 1973 roku). Kiedy już przestał być na Starym Kontynencie postacią anonimową, postanowił nagrać i opublikować coś pod własnym nazwiskiem. Bez problemu znalazł wykonawców, którzy skorzystali z jego zaproszenia do studia Dureco w holenderskim miasteczku Weesp. Kilku z nich znało się już wcześniej. Byli to trzej Holendrzy – flecista Chris Hinze oraz pianiści Jasper van ’t Hof i Rob van den Broeck – oraz dwaj czarnoskórzy Amerykanie – kontrabasista John Lee i perkusista Gerry Brown. Skąd wzięła się ich znajomość? Cała piątka w czerwcu 1973 roku wzięła udział w nagraniu albumu sygnowanego nazwiskami Lee i Browna „Infinite Jones”. Poza nimi Mariano skorzystał jeszcze z usług dwóch gitarzystów: Anglika (pochodzenia belgijskiego) Philipa Catherine’a oraz Holendra Michaëla Samsona.
Ósemka artystów pracowała w Weesp zaledwie przez dwa dni: dziewiątego i dziesiątego marca 1974 roku. Czasu było niewiele, ponieważ wszystkich goniły terminy, o czym będzie jeszcze okazja wspomnieć. Efekty ich działań kilka miesięcy później wytwórnia Keytone opublikowała na płycie zatytułowanej „Cascade”. Co ciekawe, oprócz lidera formacji na okładce widnieją jeszcze tylko dwa nazwiska – obu gitarzystów. Jest to dziwne o tyle, że ani Catherine, ani Samson nie byli wtedy wielkimi gwiazdami (drugi z nich nie został nią nigdy); gdybyśmy zastosowali takie właśnie kryterium, dużo bardziej na umieszczenie swoich nazwisk na obwolucie zasłużyli Hinze i van ’t Hof. Ale to tak naprawdę sprawa drugorzędna. Najważniejsza jest przecież muzyka, którą wspólnymi siłami stworzyli. A do tej trudno się o coś doczepić. „Cascade” to czterdzieści dwie minuty (z „groszami”) porywającego, choć stonowanego, jazz-rocka z naleciałościami orientalnymi, za które oczywiście odpowiadał jeszcze nie tak dawno będący „obywatelem Azji” Mariano.
Album otwiera skomponowany przez Chrisa Hinzego utwór „Suite of the Festival”, choć – jak można podejrzewać – jego introdukcja, zagrana w stylu flamenco na hiszpańskiej gitarze akustycznej, narodziła się w głowie Philipa Catherine’a. Motyw ten w dalszej części podejmuje i rozwija w partii solowej sam Mariano, a gdy doprowadza go do finału – zespół podkręca nieco tempa i przeskakuje na tory jazzrockowe. Przy czym jest to jazz-rock zaskakująco radosny i skoczny. Kto woli bardziej klimatyczne fusion, powinna przypaść mu do gustu… „Harriet” (autorstwa Johna Lee). Dużo więcej tu modern jazzu z lat 60., na dodatek zagranego akustycznie. Z początku wiodącymi instrumentami są kontrabas i fortepian (kłania się Rob van den Broeck), później ster przejmują dęciaki, co prowadzi do przejmująco pięknego duetu (unisono) saksofonu i fletu. Ten balladowy nastrój utrzymuje się zresztą do samego końca kompozycji, czyniąc z niej jeden z najbardziej romantycznych fragmentów płyty.
Równie stonowany jest początek „Quest” (kolejny numer Lee), w którym kontrabasista nadaje rytm, pozwalając przy okazji trochę – ale tylko trochę – pohasać bębniarzowi. W tle rozbrzmiewają jeszcze dźwięki fortepianu elektrycznego, za to plan pierwszy wybija się saksofon lidera. Z czasem, kiedy sprawy bierze w swoje ręce Michaël Samson, robi się nieco energetyczniej, ale nawet jego partia gitary nie psuje z mozołem budowanego nastroju. Stronę A albumu wieńczy orientalny „Electric Funk Jungle”, w którym bez trudu odnaleźć można reminiscencje z azjatyckich podróży Mariano. Na tle delikatnie grającej sekcji rytmicznej harcują sobie flet i nadaswaram (hinduski instrument przypominający obój), a w drugiej części nałożona zostaje na nie jeszcze partia saksofonu. Wrażenie jest potężne. Lecz i na drugiej stronie płyty nie brakuje kompozycji, za które każdy wielbiciel fusion dałby się pokroić na plasterki. Chociażby utwór tytułowy – również autorstwa Charliego, choć już zupełnie inny niż „Electric Funk Jungle”.
„Cascade” to nade wszystko klasyczny jazz-rock z wybijającymi się fortepianami elektrycznymi (do van den Broecka dołącza tym samym Jasper van ’t Hof) i dynamiczną improwizacją saksofonową Mariano. W podobnym kierunku zespół podąża w najdłuższej na całej płycie kompozycji „Piece for Banjo and Kazoo” (pod którą ponownie podpisał się lider). Po delikatnym początku w części drugiej mamy zaś do czynienia z mocnym rockowym rytmem i awangardowymi wycieczkami pianistów. Album zamyka kolejny utwór Johna Lee – „Locus”. Z jednej strony mamy w nim improwizację saksofonu, z drugiej sterylne, bezlitośnie tnące powietrze dźwięki fortepianu elektrycznego van ’t Hofa, którego następnie zastępuje van den Broeck, proponujący brzmienie znacznie cieplejsze i przyjaźniejsze. Ba! jego partia przypomina wręcz kosmiczne tony wydawane przez syntezator Mooga. „Cascade” to na pewno jedna z tych płyt, z których Charlie Mariano może być szczególnie dumny. Nie oznacza to jednak, że po jej nagraniu spoczął na laurach.
Wręcz przeciwnie! Całkiem możliwe, że nagrywając „Cascade”, miał już w studiu spakowane walizki. Cztery dni później zameldował się bowiem w… Helsinkach, gdzie – z fińskimi kolegami po fachu – zarejestrował (14 i 15 marca) kolejną płytę sygnowaną swoim nazwiskiem, „Reflections” (1974). Z kolei niemal w tym samym czasie (16 i 17 marca) John Lee, Gerry Brown i Jasper van ’t Hof nagrali w Weesp pierwszą solową płytę tego ostatniego – „Eyeball” (1974). Natomiast dwa miesiące później (17 i 18 maja) van ’t Hof, Mariano i Philip Catherine spotkali się w Neunkirchen (kilkadziesiąt kilometrów od Kolonii), aby otworzyć w swojej twórczej biografii całkowicie nowy rozdział – krótki, aczkolwiek bardzo intensywny – zatytułowany Pork Pie („Transitory”, 1974).
koniec
4 lutego 2017
Skład:
Charlie Mariano – saksofon altowy, saksofon sopranowy, flet indyjski, nadaswaram
Philip Catherine – hiszpańska gitara akustyczna, gitara elektryczna
Michaël Samson – gitara elektryczna
Chris Hinze – flet
Jasper van ’t Hof – organy, fortepian elektryczny
Rob van den Broeck – fortepian, fortepian elektryczny
John Lee – kontrabas, gitara basowa
Gerry Brown – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
Sebastian Chosiński

19 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (i prawdopodobnie ostatni) Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.