Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 maja 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: To, co dobre, nie powinno się kończyć

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj niemiecko-amerykański projekt Toto Blankego z udziałem Joachima Kühna i Charliego Mariano.

Toto Blanke
‹Spider’s Dance›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpider’s Dance
Wykonawca / KompozytorToto Blanke
Data wydania31 grudnia 1975
Wydawca Vertigo
NośnikWinyl
Czas trwania43:51
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieToto Blanke, Joachim Kühn, Charlie Mariano, John Lee, Gerry Brown
Utwory
Winyl1
1) Lady’s Bicycle Seat Smeller07:00
2) Intermission06:58
3) Rocbaron02:45
4) Toto06:22
5) Spider’s Dance04:33
6) Prelude00:58
7) Slight Touch of Hepatitis14:28
O urodzonym w 1939 roku w Paderborn na zachodzie Niemiec jazzrockowym gitarzyście Toto Blankem pisaliśmy już przy okazji polskiej reedycji jego drugiego albumu solowego „Electric Circus” (1976). Dzisiaj wracamy do tego artysty, aby przyjrzeć się jego debiutowi płytowemu, nagranemu dwa lata wcześniej longplayowi „Spider’s Dance”. Blanke z wykształcenia był gitarzystą klasycznym, co zresztą wyraźnie słychać w wielu jego kompozycjach, mimo to poświęcił się graniu fusion. Na scenie muzycznej aktywny był od początku lat 60., jednak na szersze wody wypłynął dopiero – w przybliżeniu – dekadę później, jako muzyk formacji Association P.C., z którą nagrał pięć albumów: „Earwax” (1970), „Sun Rotation” (1972), „Erna Morena – Live” (1973), „Rock Around the Cock” (1973) oraz „Mama Kuku – Live!” (1974). Po rozpadzie zespołu, nie namyślając się zbyt długo, rozpoczął karierę solową, zapraszając do współpracy artystów, z którymi zetknął się już wcześniej lub którzy należeli do środowiska, w jakim od kilku lat się obracał.
I tak u jego boku znalazł się między innymi kolega z Association P.C., znakomity niemiecki pianista jazzowy Joachim Kühn, którego można usłyszeć na dwóch ostatnich płytach grupy (zastąpił tam swego, nie mniej wybitnego, holenderskiego kolegę po fachu Jaspera van ’t Hofa). Sekcję rytmiczną stanowili dwaj czarnoskórzy Amerykanie, którzy już od kilku lat mieszkali i pracowali w Niemczech, tworząc przy tym niezwykle zgrany duet: basista John Lee i perkusista Gerry Brown („Infinite Jones”, 1974). „Pociągnęli” oni za sobą swojego rodaka, nie tak dawno przybyłego z Dalekiego Wschodu saksofonistę i flecistę Charliego Mariano, z którym nieco wcześniej nagrali album „Cascade” (1974). Na marginesie mówiąc: w tym samym czasie Mariano związany był także z formacją Pork Pie, którą utworzył były kolega Blankego z Association P.C., van ’t Hof („Transitory”, 1974), a do której na krótko – z myślą o zakontraktowanych koncertach – dołączył również John Lee („New Jazz Festival Balver Höhle 1974”, 2016).
Sesja nagraniowa – w wiejskim studiu Conny’ego Planka niedaleko Kolonii – trwała krótko, bo zaledwie trzy dni: od 21 do 23 lipca 1974 roku. Miesiąc później – 27 i 28 sierpnia – Blanke jeszcze raz wszedł do studia (tym razem w Münster), ale już sam i tylko o to, aby dograć ścieżki gitary akustycznej. Na efekt tych prac trzeba jednak było poczekać jednak kilka miesięcy, album „Spider’s Dance” ukazał się bowiem dopiero w 1975 roku, a wydała go firma Vertigo (tak, w tamtym czasie wielkie wytwórnie nie stroniły od muzyki ambitnej i niszowej). Na winylowy krążek trafiło siedem kompozycji, które złożyły się na niemal czterdziestoczterominutową porcję ekscytującego, choć nierzadko stonowanego i nostalgicznego jazz-rocka. Pięć (z siedmiu) utworów skomponował lider, dwa natomiast Blanke „pożyczył” od klawiszowca Joachima Kühna, co okazało się bardzo dobrym wyborem, ponieważ przynajmniej jeden z nich – „Toto” – jest najprawdziwszą jazzrockową perełką. Ale do niego dojdziemy później.
Początek jest mocny – i nie chodzi tu wcale o dynamikę, ale wartość artystyczną kompozycji. „Lady’s Bicycle Seat Smeller” to jeden z ciekawszych fragmentów albumu, na co wpływ mają przede wszystkim partie gitary lidera. Toto Blanke z niezwykłym smakiem buduje swą wypowiedź, dążąc od dość prostych i kąśliwych zagrywek (na tle klangującego basu Johna Lee) do wirtuozerskiego popisu w stylu gitarzysty klasycznego. Nie stroni przy tym od improwizacji, a te zapędy z czasem udzielają się również pozostałym instrumentalistom – w efekcie swoje „pięć minut” mają też Kühn (którego Fender niewiele różni się w brzmieniu od gitary) oraz Gerry Brown, który bez Roblu udowadnia, że jest najwłaściwszym człowiekiem, o którego mógł sięgnąć Blanke. Na koniec Toto spina całość klamrą, wracając do motywu od którego utwór się rozpoczął. „Intermission” – pierwsza z kompozycji Joachima – zaskakuje energetycznym wstępem i nerwowym rytmem, później jednak następuje stopniowe uspokojenie, z czego korzystają pianista i gitarzysta, wybijając się na plan pierwszy. A że twórcą utworu jest Kühn, Toto pozwala mu w nim nieco poharcować. Efekt jest taki, że im bliżej końca, z tym bardziej zadziornym i szalonym fortepianem elektrycznym mamy do czynienia. Widać, Niemiec nie zapomniał jeszcze czasów, gdy przeżywał fascynację free jazzem.
„Rocbaron” to niespełna, żywiołowa trzyminutowa miniatura zagrana przez Blankego na… gitarze akustycznej (z niewielką pomocą Lee), która w zasadzie stanowi wstęp do zamykającego stronę A „Toto”. Utwór ten „popełnił”, o czym była już mowa, Kühn; tytuł świadczy zaś o tym, że podarował go swemu przyjacielowi jako rodzaj artystycznego hołdu. Jak najbardziej zresztą zasłużonego. Oba instrumenty – gitara i fortepian elektryczny – pełnią tu role pierwszoplanowe; ich dwugłos przyprawia wręcz o ciarki. Ale warto wytężyć słuch także o to, aby wychwycić to, co w tle wyprawiają Lee i Brown – bez ich pulsacji „Toto” nie byłby tak dynamicznym, spontanicznym i w efekcie smakowitym kąskiem. Stronę A winylowego krążka otwiera numer tytułowy. Monotonne, hipnotyczne tętno sekcji rytmicznej wciąga także gitarzystę, co z kolei otwiera pole do frapującej partii solowej fortepianu elektrycznego, w której Kühn nie stroni także od dźwięków mniej przyjaznych, „brudnych” i zgrzytliwych. Niejako w opozycji do niego staje – pojawiający się na „Spider’s Dance” po raz pierwszy – Charlie Mariano. Jego flet łagodzi emocje i wprowadza spokój, wpływa tak również na Joachima, który zmienia swoje nastawienie i szlusuje do Amerykanina.
Ukoronowaniem longplaya jest ponad czternastominutowy „Slight Touch of Hepatitis” (poprzedzony jeszcze gitarowo-akustycznym „Preludium” w wykonaniu Blankego). Otwarcie urzeka nostalgicznym klimatem, w dużym stopniu budowanym przez saksofon sopranowy Charliego Mariano. Tym razem Toto i Joachim pozostają w tle – i nie jest im z tym chyba źle, ponieważ wcale nie spieszą się, aby zepchnąć Amerykanina z piedestału. Mariano, korzystając zaś z możliwości, poczyna sobie z czasem coraz odważniej, sięgając nawet po improwizację rodem ze świata free jazzu. Dopiero w drugiej części, gdy milknie saksofon, ster przejmują gitarzysta i pianista – i wtedy też „Slight Touch of Hepatitis” nabiera charakteru stricte rockowego. Obaj muzycy nie oszczędzają bowiem ani siebie, ani słuchaczy. Dynamiczny finał pozostawia zresztą tych ostatnich nie tyle z poczuciem niedosytu, ile raczej smutku, że to już koniec. Bo najlepiej byłoby, gdyby takie kompozycje – i takie płyty – trwały w nieskończoność.
koniec
18 lutego 2017
Skład:
Toto Blanke – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Joachim Kühn – fortepian elektryczny
Charlie Mariano – flet (5), saksofon sopranowy (7)
John Lee – gitara basowa
Gerry Brown – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Pożegnanie godne mistrzów
Sebastian Chosiński

27 V 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz czwarty – międzynarodowa grupa Et Cetera Wolfganga Daunera.

więcej »

Słuchaj i patrz: Ich rysy nie będą już powtórzone
Beatrycze Nowicka

24 V 2017

Zainspirowana cyklem Agnieszki Szady, „Kadr, który…” postanowiłam spróbować swoich sił w serii mini-artykułów, prezentujących godne uwagi teledyski, nakręcone do dobrych piosenek. Z okazji zbliżającego się Dnia Matki, zdecydowałam się zacząć od klipu do „Ode to my family” The Cranberries.

więcej »

Non omnis moriar: Amerykanin za „murem berlińskim”
Sebastian Chosiński

20 V 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz drugi – międzynarodowy projekt amerykańskiego wibrafonisty Dave’a Pike’a.

więcej »

Polecamy

Widok z góry najwyższej

Tu miejsce na labirynt…:

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.