Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 18 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Miles Davis mógł się zdziwić

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz drugi – międzynarodowy projekt Philipa Catherine’a z udziałem Jaspera van ’t Hofa i Charliego Mariano.

Philip Catherine
‹Guitars›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGuitars
Wykonawca / KompozytorPhilip Catherine
Data wydania31 grudnia 1975
Wydawca Atlantic Records
NośnikWinyl
Czas trwania40:52
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składziePhilip Catherine, Charlie Mariano, Jasper van ’t Hof, John Lee, Gerry Brown, Rob Franken
Utwory
Winyl1
1) We’ll Find a Way05:17
2) Five Thousand Policemen01:59
3) Sneezing Bull07:20
4) Rene Thomas04:44
5) Moss and Weeds01:17
6) Homecomings05:58
7) Charlotte03:57
8) Noburl08:28
9) Isabelle01:50
Mimo zaangażowania – zarówno studyjnego, jak i koncertowego – w działalność prowadzonej przez Jaspera van ’t Hofa i Charliego Mariano formacji Pork Pie (czego dowodem płyty „Transitory”, „New Jazz Festival Balver Höhle 1974”, a niebawem jeszcze „The Door is Open”), Philip Catherine znajdował czas na realizację własnych planów artystycznych. Inna sprawa, że w dużej mierze robił to z muzykami, z którymi w tamtym czasie grywał na co dzień. Można więc podejrzewać, że wymagało to od niego dużo mniejszego zachodu, niż gdyby sięgał po wykonawców z innego kręgu. Dość powiedzieć, że w rejestracji albumu „September Man” (1974) wspomogło go trzech innych członków Pork Pie (oprócz dwóch wspomnianych powyżej był to jeszcze amerykański basista John Lee). Nie inaczej rzecz się miała z wydaną rok później płytą „Guitars”. Choć tu – uczciwie należy przyznać – ich udział był mniejszy. Dużo mniejszy.
„Guitars” to w zasadzie album solowy w dosłownym znaczeniu tego słowa. Zaproszeni przez Philipa do studia artyści nie byli tym razem pełnoprawnymi członkami zespołu, których usłyszeć możemy w każdym z utworów, a raczej gośćmi, kwiatkami dodanymi do kożucha. Lider w kilku numerach zagrał bowiem nie tylko na gitarach – elektrycznej, akustycznej, klasycznej i dwunastostrunowej – ale również na banjo, fortepianie, tarangu i gitarze basowej. W sumie to powód do żalu, ponieważ tym sposobem drastycznie ograniczony został udział w tym przedsięwzięciu takich wirtuozów, jak van ’t Hof i Lee, których wkład mógłby być dużo większy (jak chociażby na „September Man”). Uporządkujmy jednak trochę fakty. Sesja, której owocem stała się płyta „Guitars”, miała miejsce na przełomie sierpnia i września 1975 roku. Większość kompozycji (poza dwiema: „We’ll Find a Way” i „Homecomings”) zarejestrowano w brukselskim studiu Morgan; poza tym Catherine odwiedził jeszcze inne studio w stolicy Belgii, Leponce, oraz przejechał się do sąsiedniej Holandii, do miasteczka Weesp, gdzie do 1999 roku mieściło się studio Dureco (bardzo lubiane przez Jaspera van ’t Hofa).
Patrząc na gości Philipa, to – poza Pallem Mikkelborgiem – skorzystał on z usług tych samych muzyków, którzy pomogli mu nagrać poprzedni longplay. Tyle że, jak już zostało to podkreślone, ich udział tym razem był niemal czysto symboliczny: van ’t Hofa słyszymy w jednym numerze (na dziewięć), Mariano i Lee – w trzech, a perkusistę Gerry’ego Browna – w czterech. Do tego zestawu dodać trzeba jeszcze odpowiadającego za sekcję smyczkową Holendra Roba Frankena, który udzielił się jedynie w otwierającej album kompozycji „We’ll Find a Way”. Co ciekawe, wyszła ona spod ręki Johna Lee i – co warto zaznaczyć – okazała się jedną z najlepszych na krążku. Zaczyna się bardzo spokojnie, od nałożonych na siebie ścieżek kilku różnych gitar, z których z czasem wykluwa się ekscytująca solówka na gitarze elektrycznej. Catherine udowadnia tym samym bezsprzecznie, że w jazzrockowym światku lat 70. był jednym z najbardziej utalentowanych artystów. W dużej mierze dzięki niemu właśnie utwór ten można postawić obok najwybitniejszych dokonań muzyki fusion tamtej epoki.
„Five Thousand Policemen” to z kolei żartobliwa miniatura, ze skoczną melodyjką zagraną na gitarze i… banjo, które to instrumenty wspiera dodatkowo saksofon sopraninowy Charliego Mariano i – w dalekim tle – fortepian van ’t Hofa. Obecność takiego utworu – służącego raczej rozładowaniu nabrzmiałych emocji – w tym miejscu może jednak trochę dziwić; gdyby pojawił się pod koniec strony A bądź na początek strony B, wydawałoby się to znacznie bardziej zrozumiałe. W „Sneezing Bull” ścieżki wszystkich instrumentów zarejestrował Catherine; nie dziwi więc, że – zgodnie z tytułem całego longplaya – dominują tu gitary plus pakistański tarang. Do tego dochodzą ciepłe w brzmieniu bas i fortepian, ten drugi wspomagający sekcję rytmiczną. „Rene Thomas” prezentuje natomiast bardziej klasyczne podejście do grania zespołowego; mamy tu do czynienia z kwartetem (Philip, Charlie, John i Gerry), co od razu przekłada się na mocniejsze, jazzrockowe akcenty. Mimo że od początku do końca Catherine’owi udaje się utrzymać niepowtarzalny nostalgiczny klimat. W czym jeszcze utwierdza słuchaczy zamykająca stronę A winylowego krążka gitarowa miniatura „Moss and Weeds”.
Strona B albumu zaczyna się z „wysokiego C” – od zapadającego w pamięć „Homecomings”, w którym finezja łączy się z romantyzmem, a pomysłowość z delikatnością. W każdym razie rozwijany przez kolejne instrumenty, na których gra Catherine, motyw przewodni i wzrusza, i zachwyca. Subtelność jest również wyznacznikiem „Charlotte”, w czym niemałą zasługę ma Charlie Mariano, tym razem sięgający po saksofon altowy. W porównaniu z innymi płytami z udziałem Amerykanina tym razem brzmienie jego dęciaka zaskakuje czystością i zwiewnością; w tamtym czasie nieczęsto zdarzało mu się grać w ten sposób. Funkcję opus magnum pełni na „Guitars” utwór przedostatni – „Noburl”, ponownie oparty przede wszystkim na gitarach Philipa: w części pierwszej akustycznej, w drugiej – elektrycznej. I ponownie jest to porcja – tym razem ponad ośmiominutowa – wspaniałego, klasycznego jazz-rocka (z naciskiem na człon drugi). Całość zamyka natomiast, podobnie jak stronę A, gitarowa miniatura „Isabelle”. I tylko jedno (poza obecnością „Five Thousand Policemen”) może zastanawiać – fakt, że Philip Catherine longplay ten dedykował… Milesowi Davisowi. Z twórczością Amerykanina niewiele jest tu bowiem punktów stycznych.
koniec
11 marca 2017
Skład:
Philip Catherine – gitara elektryczna, gitara klasyczna, gitara akustyczna, gitara 12-strunowa, banjo, gitara basowa, tarang, fortepian
Charlie Mariano – saksofony (altowy i sopraninowy) (2,4,7)
Jasper van ’t Hof – fortepian (2)
John Lee – gitara basowa (1,4,8)
Gerry Brown – perkusja (1,4,6,8)
Franken – smyczki (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
Beatrycze Nowicka

9 VIII 2017

Już dłuższy czas nie proponowałam żadnej animacji, pora zatem to naprawić.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.