Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 16 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Patrząc na nieznany, daleki brzeg…

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy projekt Joachima Kühna z udziałem Philipa Catherine’a i Zbigniewa Seiferta.

Joachim Kühn
‹Springfever›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpringfever
Wykonawca / KompozytorJoachim Kühn
Data wydania1976
Wydawca Atlantic Records
NośnikWinyl
Czas trwania43:42
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJoachim Kühn, Philip Catherine, John Lee, Gerry Brown, Zbigniew Seifert, Curt Cress
Utwory
Winyl1
1) Lady Amber10:15
2) Sunshine03:45
3) Two Whips04:40
4) Spring Fever03:39
5) Morning07:00
6) Mushroom02:35
7) Equal Evil05:15
8) California Woman07:00
Lata 70. XX wieku były niezwykle pracowite dla niemieckiego pianisty Joachima Kühna, który karierę zaczął dekadę wcześniej od grania modern jazzu, by następnie skierować swe zainteresowania artystyczne w stronę free jazzu i jazz-rocka. Do świata fusion wkroczył jako muzyk formacji Association P.C., w której zastąpił Holendra Jaspera van ’t Hofa („Rock Around the Cock”, 1973; „Mama Kuku – Live!”, 1974). W takiej też stylistyce utrzymane były jego pierwsze albumy solowe: wydany w 1974 roku „Cinemascope” oraz nagrany rok później „Hip Elegy”. W rejestracji ostatniego z wymienionych krążków Niemca wspomogli między innymi: japoński trębacz Terumasa Hino, brazylijski perkusjonalista Naná Vasconcelos oraz amerykański bębniarz Alphonse Mouzon. Współpraca z nimi okazała się owocna, ale krótka. Zupełnie inaczej niż w przypadku dwóch pozostałych instrumentalistów, jakich Joachim zaprosił do studia, czyli angielsko-belgijskiego gitarzysty Philipa Catherine’a („Transitory”, „September Man”, „Guitars”, „The Door is Open”) oraz basisty Johna Lee („Infinite Jones”, „Cascade”, „Eyeball”).
Obaj panowie – Philip Catherine i John Lee – pojawili się bowiem także na następnym wydawnictwie Joachima Kühna, czyli longplayu „Springfever”, który nagrany został, poza jednym utworem, w składzie czteroosobowym – z amerykańskim perkusistą Gerrym Brownem, notabene etatowym współpracownikiem Lee. Wyjątek stanowiła kompozycja otwierająca album – „Lady Amber” – w której za bębnami zasiadł Niemiec Curt Cress (Orange Peel, Sincerely P.T.), a na skrzypcach elektrycznych gościnnie zagrał… nasz rodak Zbigniew Seifert, wcześniej mający swój udział w powstaniu „Cinemascope”. Sesja, której owocem stał się „Springfever”, miała miejsce zaledwie pięć miesięcy po rejestracji „Hip Elegy”, czyli w kwietniu 1976 roku, a odbyła się w studiu Union w Monachium. Płyta ukazała się jeszcze w tym samym roku nakładem amerykańskiej wytwórni Atlantic, co dało Kühnowi możliwość dotarcia do znacznie szerszego grona słuchaczy, także po drugiej stronie Atlantyku. Na dodatek – w przeciwieństwie do swej poprzedniczki – ozdobiona została okładką, która nawet po czterdziestu latach działa na wyobraźnię.
Z punktu widzenia (czy raczej: słyszenia) polskiego odbiorcy najbardziej interesującym fragmentem płyty jest otwierający ją dziesięciominutowy utwór „Lady Amber”, w którym pojawia się Seifert. Zanim jednak możemy usłyszeć legendarnego krakowskiego skrzypka, słuchaczy czaruje przede wszystkim grający na fortepianie akustycznym lider formacji. Otwarcie jest więc bardzo stonowane i nastrojowe; dopiero pod koniec trzeciej minuty do akcji przystępuje reszta zespołu – i od tego momentu mamy już do czynienia z klasyczną odmianą fusion, podpartą dodatkowo pulsującym funkowym rytmem. W niczym nie przeszkadza to fantastycznym popisom solowym, w których próbki swych nieprzeciętnych umiejętności dają kolejno Seifert, Kühn oraz Catherine. Ich partie wzajemnie się zazębiają; w finale natomiast dochodzi jeszcze do ekscytującego dialogu pomiędzy skrzypcami a gitarą. W „Sunshine” – podobnie jak w pierwszych minutach „Lady Amber” – ponownie główną rolę odgrywa fortepian lidera, brzmiący zresztą zaskakująco klasycznie. Że jednak mamy do czynienia z grupą muzyków jazzrockowych, przypominają pozostali artyści, spokojnie snujący swoją opowieść w tle.
W „Two Whips”, trzecim utworze na płycie, nieco więcej do powiedzenia ma z kolei Philip Catherine, którego gitara początkowo pełni funkcję instrumentu rytmicznego (w tej roli pojawia się chociażby w bluesowo-rockandrollowym „dwugłosie” z fortepianem), by dopiero pod koniec zaistnieć dzięki kapitalnej, progresywnej solówce. A co pojawia się pomiędzy? Przede wszystkim rozbudowana partia klawiszy, wśród których pojawiają się i organy, i – przywodzące na myśl ówczesne dokonania SBB – syntezatory. Zamykająca stronę A kompozycja tytułowa – pisana jednak rozdzielnie jako „Spring Fever” – to głównie fortepianowa improwizacja Kühna, zdradzająca jego fascynacje free jazzem (słyszalne chociażby na wydanych parę lat wcześniej albumach „Sound of Feelings” i „Paris is Wonderful”). Ta część albumu na pewno może podobać się wielbicielom stonowanego fusion spod znaku Association P.C. czy solowych projektów Jaspera van ’t Hofa, ale prawdziwa uczta – tak! może być jeszcze lepiej – czeka fanów niemieckiego pianisty po przełożeniu winylowego krążka na drugą stronę. Trzy z czterech znajdujących się na niej utworów to arcydzieła jazz-rocka lat 70. ubiegłego wieku; czwarty natomiast, jeśli im ustępuje, to bardzo nieznacznie.
„Morning” ponownie – wcześniej miało to miejsce w „Lady Amber” – czerpie inspiracje z muzyki funkowej. Od pierwszych sekund w uszy wbija się przede wszystkim klangujący basista i perfekcyjnie współpracujący z nim bębniarz. Pozostali muzycy skupiają się zaś na „generowaniu” smaczków; dzięki temu utwór zachwyca aranżacyjnym przepychem, przez który przebija się jednak także melodyjna partia gitary. Mniej w tym numerze charakterystycznej dla europejskiego fusion surowości, znacznie więcej za to amerykańskiej delikatności i finezji w stylu Weather Report czy wczesnego Chicago. Najkrótszy w całym zestawie „Mushroom” to kolejny popis Joachima Kühna; sięga on tutaj po fortepian elektryczny i organy – nie po to jednak, by popisywać się ekwilibrystycznymi umiejętnościami bądź patetycznymi pochodami (w stylu Johna Lorda bądź Keitha Emersona), lecz wyczarować jedną z piękniejszych melodii w całym swoim dorobku. Nie mniej Niemiec zachwyca również w „Equal Evil”, gdzie w budowaniu nastroju mocno wspiera go Catherine. W końcówce obaj zaś dają czadu, co może dziwić zwłaszcza w kontekście tego, że Kühn wykorzystuje do tego fortepian.
Zaszczyt zamknięcia „Springfever” przypadł w udziale utworowi „California Woman”, w którym jazz-rock miesza się – przynajmniej w części pierwszej – z muzyką latynoską spod znaku Carlosa Santany (vide partia Catherine’a); dalej mamy już do czynienia z typowym fusion, tym smakowitszym, że Joachim raczy nas nie tylko dźwiękami organów i syntezatorów, ale także… Hammondów. Kierownictwo wytwórni Atlantic, usatysfakcjonowane sukcesem artystycznym i komercyjnym płyty, zdecydowało się na przedłużenie umowy z Kühnem; efektem tego stały się następne albumy Niemca opublikowane przez nowojorczyków w ciągu kolejnych pięciu lat: „Charisma” (1977), „Don’t Stop Me Now” (1979), „Snow in the Desert” (1980) oraz „United Nations” (1981). Cóż, cieszyły się one umiarkowaną popularnością na rynku amerykańskim i na pewno nie dorównywały wcześniej wydanym longplayom, o których pisaliśmy w ostatnim czasie: „Cinemascope”, „Hip Elegy” i „Springfever”.
koniec
25 marca 2017
Skład:
Joachim Kühn – fortepian, fortepian elektryczny, syntezatory, organy
Philip Catherine – gitara elektryczna
John Lee – gitara basowa
Gerry Brown – perkusja
gościnnie:
Zbigniew Seifert – skrzypce elektryczne (1)
Curt Cress – perkusja (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
Beatrycze Nowicka

9 VIII 2017

Już dłuższy czas nie proponowałam żadnej animacji, pora zatem to naprawić.

więcej »

Polecamy

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone

Tu miejsce na labirynt…:

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.