Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Usain Bolt jazzowego fortepianu

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj solowy, freejazzowy album Joachima Kühna.

Joachim Kühn
‹Paris is Wonderful›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułParis is Wonderful
Wykonawca / KompozytorJoachim Kühn
Data wydania1970
Wydawca BYG Records
NośnikWinyl
Czas trwania36:47
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJoachim Kühn, Jean-François Jenny-Clark, Aldo Romano, Jacques Thollot, Georges Locatelli
Utwory
Winyl1
1) Only for You05:04
2) is Here – Is There – Everywhere14:22
3) is Wonderful17:21
Przypomnijmy podstawowe fakty z biografii niemieckiego pianisty jazzowego Joachima Kühna, młodszego (o piętnaście lat) brata nie mniej słynnego klarnecisty Rolfa. Urodził się w Lipsku w marcu 1944 roku, a więc na ponad rok przed zakończeniem drugiej wojny światowej. Gdy miał dwanaście lat, Rolf – robiący już wówczas karierę muzyczną – zdecydował się na opuszczenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej i zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. Joachim, choć również marzył o ucieczce z „komunistycznego raju”, musiał na ten szczęśliwy dla siebie moment poczekać do połowy lat 60. W tym czasie poszedł w ślady brata, stając się jednym z prekursorów sceny freejazzowej nie tylko w dawnym NRD, ale w ogóle w krajach bloku wschodniego. Profesjonalną karierę zaczął jeszcze jako nastolatek, występując najpierw z zespołem Quintettprojekt, a następnie w Werner Pfüller Quintett, z którym w 1963 roku dokonał pierwszych nagrań płytowych (singiel z utworami „Sack O’ Woe” i „Grog”). Rok później utworzył własne trio.
Momentem przełomowym dla Joachima stał się jednak przede wszystkim powrót do Europy jego starszego brata, który jesienią 1964 roku zawitał nawet do Berlina Wschodniego. Kühnowie spotkali się wówczas również na polu muzycznym – w studiu nagraniowym Amigi, gdzie nagrali pierwszą wspólną płytę zatytułowaną „Solarius” (co ciekawe, w jej rejestracji wzięło udział także dwóch polskich artystów: grający na saksofonach Michał Urbaniak oraz perkusista Czesław Bartkowski). Później poszło już z górki. Kolejne płyty, w realizacji których brał udział Joachim, powstawały wręcz taśmowo; różna też znajdowała się na nich muzyka – od modern jazzu, poprzez free jazz, aż po jazz-rock. Sygnowano je następującymi nazwami: Rolf & Joachim Kühn Quartet („Re-Union in Berlin”, 1965; „Impressions of New York”, 1968), Rolf & Joachim Kühn Quintet („Transfiguration”, 1967), Joachim Kühn & Rolf Kühn („Bloody Rockers”, 1969; „Monday Morning”, 1969), The Joachim Kühn Group („Bold Music”, 1969), The Kühn Brothers („The Kühn Brothers & The Mad Rockers”, 1969) czy The New Joachim Kühn – Eje Thelin Group („The New Joachim Kühn – Eje Thelin Group”, 1970).
Do tej aktywności dochodzi jeszcze współpraca z innymi artystami bądź w roli muzyka sesyjnego, bądź wspomagającego na koncertach. Jej efektem była między innymi płyta z formacją Barney Willen and His Amazing Free Rock Band („Dear Prof. Leary”, 1968) oraz występy z kwartetem Zbigniewa Namysłowskiego (na przykład we wschodnioberlińskim kinoteatrze „Kosmos” bądź na warszawskim festiwalu Jazz Jamboree). Kolejnym polem twórczej działalności młodszego z braci Kühnów była kooperacja z muzykami francuskimi: kontrabasistą Jean-François Jenny-Clarkiem oraz – mającym włoskie korzenie – perkusistą Aldo Romano. W 1969 roku Joachim nagrał z nimi materiał, który ukazał się na albumie „Sound of Feelings”. Wydała go paryska wytwórnia BYG Records w serii „Actuel” (jako siedemnastą pozycję w katalogu). Rok później w niemal tym samym (gwoli ścisłości to nieco rozszerzonym) składzie i dla tej samej wytwórni powstał longplay „Paris is Wonderful”, który był już czterdziestym szóstym w katalogu.
Pod koniec lat 60. Joachim Kühn chętnie wyjeżdżał do Paryża. Było to już o tyle łatwiejsze, że od roku 1965 mieszkał w zachodniej części Niemiec, a konkretniej – w Hamburgu, dokąd sprowadził go Rolf. Stąd francuscy współpracownicy i francuski wydawca. Stąd też zapewne tak entuzjastyczny tytuł albumu – „Paris is Wonderful”. Znalazły się na nim trzy utwory, które nagrano „na żywo” w dwóch rzutach: 27 października 1969 (dwa pierwsze) i 11 lutego 1970 roku (trzeci). W ich rejestracji dodatkowo wzięli udział: drugi perkusista Jacques Thollot oraz gitarzysta Georges Locatelli (1970). Czego można oczekiwać po tej płycie? Przede wszystkim – klasycznego free jazzu, z wyeksponowanymi partiami solowymi fortepianu i saksofonu altowego, na którym również – co może być sporą niespodzianką dla osób znających zwłaszcza późniejsze dokonania Niemca – gra Joachim. Tyle że słychać wyraźnie, iż jako saksofonista nie czuje się najbardziej pewnie, choć radzi sobie całkiem poprawnie. Z roli pianisty natomiast wywiązuje się fenomenalnie.
Wydawnictwo otwiera krótka – na tle pozostałych – introdukcja zatytułowana „It’s Only for You”. Oparta jest ona na improwizacji fortepianu. Ale improwizacji stonowanej, z której co rusz przebija się wpadająca w ucho melodia. Pobrzmiewają w niej echa nie tak dawnych jeszcze modernjazzowych fascynacji Kühna, który gra z wielką kulturą i wyrobieniem. Ale czy to powinno dziwić? Mimo młodego wieku – miał wówczas dwadzieścia pięć lat – był przecież nadzwyczaj doświadczonym artystą, z kilkunastoma albumami na koncie. Świetnie sprawdza się w tym utworze również, mająca momentami rockowe inklinacje, sekcja rytmiczna. I to nie zaskakuje, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Jenny-Clark i Romano byli już wtedy bardzo zgranym duetem, mającym za sobą między innymi współpracę z Donem Cherrym). W paru miejscach instrumentalistów wspomaga jeszcze prawdopodobnie wokalista. Dlaczego „prawdopodobnie”? Ponieważ głos dochodzi z bardzo, bardzo daleka. Co może być spowodowane tym, że odpowiedzialny za tę wokalizę muzyk nie miał podstawionego osobnego mikrofonu, a to, co się nagrało, zostało „ściągnięte” na przykład przez mikrofon nagłaśniający perkusję, kontrabas lub fortepian.
Drugim utworem jest ponad czternastominutowy „Love is Here – Is There – Everywhere”. To już klasyczny free jazz, w którym brak jest wyrazistych podziałów rytmicznych, a o jakiejkolwiek melodii nie może nawet być mowy. Kühn początkowo gra na fortepianie, potem jednak sięga po saksofon altowy. Słuchając go, nie można mieć wątpliwości, że to nie jest jego podstawowy instrument. Brak mu śmiałości, czuć też pewną zachowawczość, chociaż należy przyznać, że z biegiem czasu Joachim rozkręca się i staje bardziej swobodny. Momentami czuć jednak pewne zagubienie, jakby ciągnęło Niemca do zagrania jakiegoś melodyjnego motywu, ale w tyle głowy kotłowały się myśli typu: „Nie, nie możesz! To jest improwizacja. Taka na sto procent”. W ostatnim fragmencie utworu muzyk ten zasiada ponownie przy fortepianie – i daje najprawdziwszy, wirtuozerski popis. Jakby chciał odreagować te kilka minut saksofonowych „męczarni”. To, co Kühn wyprawia teraz z klawiaturą, trudno nawet określić – to jest jak bieg Usaina Bolta po kolejny rekord na dystansie stu metrów.
Po przełożeniu winylowego krążka na stronę B (jest to konieczne, ponieważ do tej pory nie ukazała się kompaktowa reedycja tej płyty) otrzymujemy najdłuższy w całym zestawie, trwający ponad siedemnaście minut, utwór tytułowy. Czy Paryż rzeczywiście okazuje się w nim piękny? Numer otwiera duet perkusisty i kontrabasisty, który gra na swoim instrumencie smyczkiem. Dość szybko do Jean-François i Aldo dołącza Joachim – i ponownie czyni to, trzymając w ręku saksofon. Tym razem jednak świadomie pozwala się przyćmić innemu muzykowi – pojawiającemu się gościnnie gitarzyście Georges’owi Locatellemu, z którym zresztą wchodzi w interakcję. Obaj panowie pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa i zadziorności. W dalszej części Kühn ponownie odkłada dęciaka i zajmuje się tym, co po dziś dzień robi najlepiej, czyli grą na fortepianie. Gra zaś na nim niezwykle energetycznie, ale i na luzie, bez napinania się. Żałować jedynie można, że jakość dźwięku na „Paris is Wonderful” pozostawia tak wiele do życzenia. Porządnie odszumione i zremasterowane cyfrowo (najlepiej z taśm matek) nagrania te mogłyby zabrzmieć znacznie lepiej. Może i ocena albumu byłaby wówczas wyższa.
koniec
8 kwietnia 2017
Skład:
Joachim Kühn – fortepian, saksofon altowy
Jean-François Jenny-Clark – kontrabas
Aldo Romano – perkusja
Jacques Thollot – perkusja
gościnnie:
Georges Locatelli – gitara elektryczna (3)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
Sebastian Chosiński

24 VI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz kolejny wracamy do słowackiej grupy Fermáta.

więcej »

Słuchaj i patrz: Wypłyń na niebo
Beatrycze Nowicka

21 VI 2017

Lindsey Stirling jest skrzypaczką wykonującą – najczęściej – muzykę popularną. Myślicie może, co w takim razie ciekawego można pokazać na teledysku. Okazuje się, że da się zilustrować instrumentalne utwory tak, by naprawdę przyjemnie się je oglądało.

więcej »

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
Sebastian Chosiński

17 VI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz piąty – Volker Kriegel, tym razem z towarzyszeniem zespołu Spectrum.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.