Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 23 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dwutakt: Kolejna niezła płyta Wielkiego Zespołu… tylko

Esensja.pl
Esensja.pl
O najnowszej płycie Depeche Mode, „Spirit”, dyskutują Jacek Walewski i Piotr „Pi” Gołębiewski.

Depeche Mode
‹Spirit›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpirit
Wykonawca / KompozytorDepeche Mode
Data wydania17 marca 2017
Wydawca Columbia Records
NośnikCD
Czas trwania49:23
Gatunekelektronika, rock
EAN889854116828
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Going Backwards5:43
2) Where's the Revolution4:59
3) The Worst Crime3:48
4) Scum3:14
5) You Move3:50
6) Cover Me4:52
7) Eternal2:25
8) Poison Heart3:17
9) So Much Love4:29
10) Poorman4:26
11) No More [This Is the Last Time]3:13
12) Fail5:07
Pi: Pojawiła się nowa płyta Depeche Mode – „Spirit”. Czy można powiedzieć, że jest jakimś zaskoczeniem dla słuchaczy, czy traktujemy ją jako kolejną niezłą płytę Wielkiego Zespołu, ale raczej po chwilowej ekscytacji nie będziemy do niej wracać?
Jacek Walewski: Niestety to drugie! Wiem, bo sprawdzałem. I co najgorsze, nawet przy którymś tam przesłuchaniu płyta nie powala. Przy pierwszym kontakcie też nie jest najlepiej. Właściwie może w trzech, czterech momentach coś przykuło moją uwagę. Singiel nie przyniósł pożądanej tytułowej rewolucji i tak jest przez wszystkie dwanaście utworów. Momentami Depesze chcą zabrzmieć jakby ostrzej i bardziej industrialnie, ale to nie powód, by stawiać „Spirit” nawet przy „Exciter”.
Pi: Właśnie w tej mechaniczności i braku przebojowości tkwi siła tego albumu. Trochę w tym klimatu starych Depeszów z okolic „Violator”. Ja w każdym razie czuję na tym krążku energię, której według mnie nie było na mocno przereklamowanym „Delta Machine”. No i ten singel! „Where’s the Revolution” to jak dla mnie najlepszy ich „zapowiadacz” od czasu „A Pain That I’m Used To” z „Playing an Angel” z 2005 roku.
JW: Na „Spirit” kandydatki na przeboje są, tyle tylko, że trudno „Going Backwards” czy „No More (This is the Last Time)” uznać za hity pokroju „Personal Jesus”, kiedy zastosowane w nich patenty słyszeliśmy już dziesiątki razy. Brakuje tutaj oryginalności, na której deficyt cierpiało również „Delta Machine”. Industrialu również nie ma tu za dużo. Cały album jest po prostu niespójny i brzmi trochę jak zlepek utworów z solowych płyt Gahana i Gore’a.
Pi: Właśnie zastanawiam się, czy tak naprawdę oczekuję od Depeche Mode oryginalności. W sumie ostatni raz, kiedy poszli w eksperymenty, miał miejsce jakieś 25 lat temu na płycie „Songs of Faith and Devotion”. Teraz bardziej liczę na dobre numery i ich specyficzną aurę związaną z tym zespołem. I wszystko to otrzymuję, do tego bez silenia się na nowe „Enjoy the Silence” i „Personal Jesus”. Na plus należy zaliczyć także to, że „Spirit” nie brzmi, jakby czas się zatrzymał. To nowoczesna produkcja z syntetycznym, ale paradoksalnie mięsistym brzmieniem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW: Twoja wypowiedź sugeruje, jakoby Depeche Mode stali się już legendami rocka – niestety w tym złym tego słowa znaczeniu. Po prostu będą nagrywać już tylko albumy równe, niewybitne i niezaskakujące fanów? Obawiam się, że faktycznie może już tak być.
Pi: Wiesz, jak się jest na scenie od 37 lat, ciężko jest czymś zaskoczyć fanów. Chyba że na niekorzyść. Artyści z takim stażem mają już wyrobiony styl i raczej poruszają się w jego obrębie. Nagłe skoki w bok w 99,9% przypadków kończą się katastrofą. Widać to było dokładnie w latach 90., kiedy to giganci pokroju Scorpions czy ZZ Top próbowali unowocześnić brzmienie i nie wyszło im to na dobre. Owszem, są i tacy, jak David Bowie, którzy zmieniają się co płytę, ale to trochę inna kategoria, bo ich stylem jest właśnie ciągła metamorfoza. Poza tym ostatnio widać wyraźnie, że nawet jeśli są tacy, którzy poszukują, ostatecznie wracają do tego, co wychodzi im najlepiej, że wspomnę chociażby The Rolling Stones, którzy przecież całkiem przekonująco wypadli z podrasowanym brzmieniem i samplami na „Bridges to Babylon” z 1997 roku (tego z „Anybody Seen My Baby?”). A teraz zaserwowali powrót do korzeni w „Blue & Lonesome”.
JW: Nie wiem, na ile owe powroty do korzeni są wynikiem lenistwa, nostalgią za latami świetności czy faktyczną potrzebą artystów. Fani wszystkich gatunków muzyki są raczej konserwatywni i – choć zapewne większość się do tego nie przyzna – uwielbiają melodie, które znają. Tym razem jednak będę upierał się, że brakuje tutaj zapadających w pamięć refrenów i melodii. Bo które z momentów płyty uważasz za takowe? Może refren Rewolucji… Ale poza tym?
Pi: Weźmy chociażby sam początek i koniec. „Going Backwards” świetnie wprowadza nas w klimat albumu. Czuję w tym kawałku moc. A na finał otrzymujemy piękny utwór zaśpiewany przez Martina Gore’a – „Fail”.
JW: „Going…” jest fajne, ale co z tego, skoro potem mamy do czynienia z festiwalem przeciętności? „Fail” to zaś chyba najgorszy numer śpiewany przez Martina od lat. Przypomnij sobie „Home” z „Ultra” i zestaw z tym kawałkiem. Moim zdaniem „Spirit” mógł śmiało zakończyć się o jeden utwór wcześniej. W środku zaś nie dzieje się wiele więcej. Czuć, że Depesze chcieli zagrać ostrzej, ale dlaczego nie nagrali takiego całego albumu?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pi: To w takim razie kiedy ostatni raz Depesze nagrali satysfakcjonującą płytę? Jak już mówiłem, „Delta Machine” z dzisiejszego punktu widzenia jest przereklamowana i jestem gorącym zwolennikiem „Playing an Angel”. Choć oczywiście nie jest to krążek idealny, ale chyba najczęściej do niego wracam z tych nagranych w XXI wieku.
JW: Kiedy powstał ostatni udany album Depeche Mode? Wcale nie trzeba cofać się do „Playing…”, ponieważ później miałeś choćby bardzo dobre „Sounds of the Universe”, które było co prawda odtwórcze, ale jednak posiadało to coś, czego brakuje mi na nowym wydawnictwie. Tym czymś jest… no właśnie, chyba mogę nazwać to „duszą Depeszów”. Nieszczęśliwie w tym kontekście nazwany „Spirit” jest nijaki. Brzmi jak próba wypełnienia kontraktu, a nie jak wyzwanie artystyczne. Wyobrażam sobie nawet, jak mógł powstawać. Panowie Gahan i Gore po prostu wyrzucili z siebie niewykorzystane przy solowych projektach pomysły… Ducha rewolucji nie ma w tym za grosz. Raczej zblazowanie i znudzenie. Może gdyby ktoś w studiu zachęcił Brytyjczyków do eksperymentowania, obudziłby w nich jakąś kreatywność. Sam zresztą podałeś przykład The Rolling Stones, którzy potrafili przez elektronikę poszerzyć swój styl i nagrać świetny – choć kontrowersyjny – album. Może Dave Gahan powinien namówić kolegów do nagrania stricte rockowego krążka? Albo odwrotnie – inicjatywę mógłby przejąć Martin i stworzyć ostre industrialne dzieło? Zresztą wracając do eksperymentów, z takimi płytami jak „Bridges to Babylon”, „Load” czy „Metal Machine Music” jest tak, że początkowo przez zmianę stylu muzykom dostają się przez nie klapsy, ale z czasem zostają docenione. Tyle tylko, że dzisiaj chyba gigantów nie stać już (finansowo) na ryzyko.
Pi: Akurat Lou Reed i jego „Metal Machine Music” to nie najlepszy przykład w tym kontekście, bo według mnie album ten dziś się nie broni. Aż takiego eksperymentowania to bym sobie u nikogo nie życzył. Tak samo jak zbytniego pójścia w komercję, na czym wyłożyła się w latach 80. cała pierwsza i druga liga rockowych gigantów z lat 70. A w takim razie jak maluje się przyszłość Depeche Mode? Zakładając oczywiście, że wreszcie się nie rozwiążą, co zapowiadają niemal po każdym albumie?
JW.: Przyszłość Depeche Mode? Na pewno zagrają w Warszawie w tym roku, na który to koncert – mimo słabej płyty – się udam. I chyba na to możemy liczyć. Trio będzie nadal nagrywało przeciętne jak na siebie albumy, ale fani i tak będą tłumnie zapełniać stadiony, mimo że lata artystycznej świetności ich idoli bezpowrotnie minęły. Sad but true!
Pi: Nie trać nadziei: „Reach out and touch faith"!
koniec
17 kwietnia 2017
dodajdo

Komentarze

18 IV 2017   22:49:03

Zgadzam się z Jackiem, kolejna nijaka płyta,
a przecież nie wydaje ich DM rok w rok...
W ciągu tych przerw można by lepiej przemyśleć
dobór nowego materiału, zaczerpnąć nowych inspiracji,
ale widać to "po co" skoro i tak się sprzeda, niestety...
Mam nadzieje, że jeszcze się kiedyś przebudzą z tego letargu
i nagrają płytę nawiązująca do swoich najlepszych, czego im i fanom życzę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
Sebastian Chosiński

19 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (i prawdopodobnie ostatni) Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Inne recenzje

Live in Poland, czyli zapowiedzi najciekawszych koncertów – luty, marzec 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prosto z Nieba
— Marek Staszewski

Z tego cyklu

Metalliki trzeba po prostu słuchać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Led Zeppelin skończył się na Kill’Em All?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Tegoż twórcy

Welcome to the Delta Machine
— Łukasz Izbiński

Tegoż autora

Marvel: Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Film jednak lepszy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czarna Wdowa na ostro
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Coś się kończy, coś się zaczyna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Nieźle jak na Fantastyczną Czwórkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Wyrwane z kontekstu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.