Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj klasyczny jazzowy album Kwartetu Rolf & Joachim Kühn.

Rolf & Joachim Kühn Quartet
‹Re-Union in Berlin›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRe-Union in Berlin
Wykonawca / KompozytorRolf & Joachim Kühn Quartet
Data wydania31 grudnia 1965
Wydawca Amiga
NośnikWinyl
Czas trwania39:38
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJoachim Kühn, Rolf Kühn, Klaus Koch, Reinhard Schwartz
Utwory
Winyl1
1) Mobile Waltz07:05
2) Green Stocking07:17
3) Corruption05:57
4) The Mad Man08:34
5) Life from the Moon10:45
Nagrany w końcu listopada 1964 roku we wschodnioberlińskim studiu wytwórni Amiga album „Solarius” (sygnowany nazwą Rolf Kühn Quintett) był początkiem długiej i nadzwyczaj owocnej artystycznej kooperacji braci Rolfa (klarnet, rzadziej saksofon) i Joachima (fortepian) Kühnów. Na kolejny przejaw ich twórczej aktywności nie trzeba zresztą było czekać długo. Nieco ponad pół roku później (w ciągu trzech dni, od 3 do 5 czerwca 1965 roku) w tym samym studiu nagraniowym zarejestrowali oni materiał, który ujrzał światło dzienne na wydanym przez Amigę longplayu „Re-Union in Berlin”. Nie bez powodu płyta ta stała się najsłynniejszym wydawnictwem jazzowym w dziejach enerdowskiej fonografii. Obok Rolfa i Joachima w składzie Kwartetu pojawili się jeszcze kontrabasista Klaus Koch (który brał już udział w sesji do „Solariusa”) oraz perkusista Reinhard Schwartz. Trochę można żałować, że tym razem Niemcy nie skorzystali z usług polskich muzyków (poprzednio byli to saksofonista Michał Urbaniak i bębniarz Czesław Bartkowski).
„Re-Union in Berlin” to przede wszystkim popis braci Kühnów. Album, który portretuje ich w momencie, kiedy króluje jeszcze modern jazz, ale coraz większą popularność zdobywa (najpierw po drugiej stronie Atlantyku, a dopiero później w Europie) jazz improwizowany. O ile na „Solariusie” postacią dominującą był jeszcze Rolf, tutaj siły stają się wyrównane. A gdybyśmy mieli wydawać wyrok na podstawie liczby kompozycji, które wyszły spod rąk braci, to szala zwycięstwa przechyliłaby się nieznacznie na korzyść Joachima – był on bowiem autorem trzech z pięciu utworów zawartych na krążku. „Re-Union…” otwiera jednak numer stworzony przez Rolfa – „Mobile Waltz”. Tytuł nie jest przypadkowy. Po wejściu sekcji rytmicznej, do której szybko dołącza fortepian, stery przejmuje starszy z braci, serwując bliską stylistyce folkowej, niezwykle skoczną solówkę na klarnecie. I chociaż później jego miejsce zajmuje Joachim, to w końcówce następuje powrót do granych na dęciaku motywów ludowych. Kompozycja o podobnym charakterze – chodzi o „Sie gleicht wohl einem Rosenstock” – znalazła się już na poprzednim wydawnictwie Kühnów, ale tym razem „ludowość” została wyeksponowana w jeszcze większym stopniu.
„Green Stocking” Joachima to z kolei odważny krok w stronę awangardy jazzowej, o czym przekonuje umieszczony we wstępie ekscytujący improwizowany dialog fortepianu z klarnetem, toczony na tle polirytmicznie grających kontrabasu i perkusji. Całość utrzymana jest w nastroju delikatnym, ale w niczym nie zmienia to faktu, że muzycy pozwalają tu sobie na bardzo swobodne podejście do kompozycyjnej materii. Podobnie rzecz ma się w zamykającym stronę A winylu „Corruption”. Motoryczna i rozpędzona, aczkolwiek ukryta na dalekim planie sekcja rytmiczna jest fundamentem pod poszukiwania solistów – przy czym Joachim podchodzi bardziej free (w znaczeniu: na poważnie), Rolf natomiast po raz kolejny szuka inspiracji w muzyce ludowej (stąd zamykające utwór harce na klarnecie, które mogą kojarzyć się z późniejszymi o parę lat saksofonowymi igraszkami Zbigniewa Namysłowskiego na „Winobraniu”).
Stronę B albumu wypełniają jedynie dwa utwory. Pierwszym jest prawdziwie szalony – co muzycy podkreślają już samym tytułem – „The Mad Man”. Co się kryje pod tym „szaleństwem”? Kolejne improwizacje na klarnecie i – nade wszystko – na fortepianie. Nawet gdy Klaus Koch i Reinhard Schwartz na krótko zwalniają tempo, bracia Kühnowie nie odpuszczają, docierając do granicy tego, na co ówcześni jazzmani europejscy mogli sobie pozwolić, chcąc nadal utrzymać kontakt z publicznością. Opus magnum „Re-Union in Berlin” jest prawie jedenastominutowy „Life from the Moon”, numer skomponowany przez Joachima. Choć może bardziej trafne byłoby stwierdzenie: któremu młodszy z braci nakreślił ogólne granice. Przez dłuższy czas mamy w nim bowiem do czynienia z improwizowanymi partiami solowymi wszystkich członków kwartetu, a więc także kontrabasisty i bębniarza (co wcześniej się nie zdarzało). Po indywidualnych wycieczkach w finale zespół, wzorem doświadczonych improwizatorów, spotyka się w ściśle określonym miejscu, aby metę przekroczyć już wspólnie. Podobnie jak początek (vide „Mobile Waltz”), również i koniec znaczy więc dialog Rolfa z Joachimem. Muzycy wracają do punktu wyjścia, a bracia stawiają „kropkę nad i”.
Mimo nagrania wyśmienitej płyty, Rolf & Joachim Kühn Quartet okazał się być efemerydą. Istniał jeszcze przez jakiś czas, ale notorycznie zmieniał się jego skład. Z Kochem i Schwartzem Kühnowie zarejestrowali w lutym 1966 roku jeszcze jeden materiał (po raz kolejny w studiu Amigi), ale na wydanie musiał on czekać czterdzieści lat (ukazał się pod tytułem „East Berlin 1966”). Co było zapewne konsekwencją decyzji Joachima o opuszczeniu, śladem brata, Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Na Zachodzie bracia odtworzyli grupę – z Günterem Lenzem na kontrabasie i Ralfem Hübnerem na perkusji – i w grudniu 1966 roku w Monachium nagrali utwory, które wypełniły połowę wydanego trzydzieści cztery lata później kompaktu „Avantgarde” (dzielili go z kwintetem Manfreda Schoofa). Po krótkim przystanku w Bawarii bracia latem następnego roku wybrali się do Stanów Zjednoczonych, gdzie – wciąż pod tym samym szyldem – zarejestrowali materiał, który ujrzał światło dzienne na longplayu „Impressions of New York” (1968). Tym razem w studiu towarzyszyli im kontrabasista Jimmy Garrison i perkusista Aldo Romano. I w tym momencie Kwartet praktycznie przestał istnieć. Przynajmniej do… października 2011 roku, kiedy powstała płyta „Lifeline” (2012), zarejestrowana z towarzyszeniem amerykańskiej sekcji rytmicznej tworzonej przez Johna Patitucciego (kontrabas) i Briana Blade’a (perkusja).
koniec
22 kwietnia 2017
Skład:
Rolf Kühn – klarnet
Joachim Kühn – fortepian
Klaus Koch – kontrabas
Reinhard Schwartz – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Wypłyń na niebo
Beatrycze Nowicka

21 VI 2017

Lindsey Stirling jest skrzypaczką wykonującą – najczęściej – muzykę popularną. Myślicie może, co w takim razie ciekawego można pokazać na teledysku. Okazuje się, że da się zilustrować instrumentalne utwory tak, by naprawdę przyjemnie się je oglądało.

więcej »

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
Sebastian Chosiński

17 VI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz piąty – Volker Kriegel, tym razem z towarzyszeniem zespołu Spectrum.

więcej »

Słuchaj i patrz: Noir
Beatrycze Nowicka

14 VI 2017

Czas na coś z naszego kraju, podróż w przeszłość i to niejako podwójna, bo teledysk z lat dziewięćdziesiątych, wizualnie inspirowany latami dwudziestymi–trzydziestymi XX wieku.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

Tak wiele pomysłów…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie godne mistrzów
— Sebastian Chosiński

Amerykanin za „murem berlińskim”
— Sebastian Chosiński

Gościnny występ serbskiego pianisty
— Sebastian Chosiński

Hartowanie jazzrockowej stali
— Sebastian Chosiński

Amerykanin na Starym Kontynencie
— Sebastian Chosiński

Braterska miłość za „żelazną kurtyną”
— Sebastian Chosiński

Usain Bolt jazzowego fortepianu
— Sebastian Chosiński

Muzyka dawna z Kraju Tulipanów
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.