Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Amerykanin na Starym Kontynencie

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj międzynarodowy projekt amerykańskiego wibrafonisty Dave’a Pike’a.

The Dave Pike Set
‹Four Reasons›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFour Reasons
Wykonawca / KompozytorThe Dave Pike Set
Data wydania31 grudnia 1969
Wydawca MPS Records
NośnikWinyl
Czas trwania38:21
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieDave Pike, Volker Kriegel, Hans Rettenbacher, Peter Baumeister
Utwory
Winyl1
1) Greater Kalesh No. 4805:47
2) Professor Porno’s Romance03:50
3) Cornflower Girl02:45
4) The Seventh Day02:46
5) Turn Around Mrs. Lot05:17
6) Goodtime Charlie at the Big Washdown06:56
7) A Nose Opener05:19
8) Four Reasons / Sitting On My Knees05:45
Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku dla wielu amerykańskich artystów jazzowych to Stary Kontynent stał się prawdziwą „ziemią obiecaną”. Zafascynowani europejskim modern jazzem porzucali swoje bezpieczne kariery po drugiej stronie Atlantyku, aby spróbować sił w nowych konstelacjach, z muzykami, od których – z racji wychowania w zupełnie innej tradycji – mogli się sporo nauczyć. Jednym z takich twórców był wibrafonista Dave Pike, który urodził się w marcu 1938 roku w Detroit. Jako ośmiolatek rozpoczął naukę gry na perkusji, ale z czasem przerzucił się właśnie na wibrafon i marimbę. Mając lat dwadzieścia, dołączył do kwartetu Paula Bleya, z którym nagrał pierwszą w swej dyskografii płytę – „Solemn Meditation” (1958). Nieco później dołączył do grupy flecisty Herbiego Manna, ale jednocześnie utworzył własny zespół, z którym bardzo regularnie nagrywał od 1961 roku. Można więc sobie wyobrazić zdziwienie kolegów Pike’a, gdy kilka lat później oznajmił im, że opuszcza Stany Zjednoczone i przenosi się do Europy.
Na Starym Kontynencie zameldował się w 1968 roku i pozostawał przez pięć lat. W tym czasie parokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania; początkowo „zakotwiczył” w Holandii, następnie przenosił się do Belgii i Republiki Federalnej Niemiec; w ostatnim z wymienionych krajów spędził najwięcej czasu. W Holandii powołał także do życia swoją kolejną grupę – The Dave Pike Set. Nagrał z nią, wydany w 1969 roku, longplay „Got the Feelin’”. W studiu, obok Dave’a, pojawili się sami muzycy z Kraju Tulipanów. Widocznie jednak z jakiegoś powodu Amerykanin nie był zadowolony z efektów współpracy z nimi, skoro po kilku miesiącach skompletował zupełnie nowy skład w Niemczech. Znaleźli się w nim początkujący gitarzysta Volker Kriegel, austriacki basista Hans (a właściwie: Johan Anton) Rettenbacher (znany ze współpracy ze swoim rodakiem, saksofonistą Hansem Kollerem) oraz perkusista Peter Baumeister.
W tym składzie – ograniczonym do kwartetu (holenderska wersja grupy była bowiem kwintetem) – formacja nagrała pięć płyt: „Noisy Silence – Gentle Noise” (1969), „Four Reasons” (1969), „Infra-Red” (1970), „Live at the Philharmonie” (1970) oraz „Album” (1971). Wszystkie wydane zostały przez nieocenioną dla europejskiego jazz-rocka wytwórnię MPS Records. Do tego dołożyć trzeba jeszcze nagrania radiowe zarejestrowane w Kolonii 11 marca 1971 roku, które po czterdziestu pięciu latach na dwupłytowym wydawnictwie „At Studio 2” opublikowała oficyna B. Free. Dorobek grupy, jak na zaledwie trzy lata aktywnej działalności, jest więc całkiem pokaźny. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej drugiemu z wymienionych longplayów. Materiał, który trafił na „Four Reasons”, nagrany został w sierpniu 1969 roku w należącym do MPS Records Tonstudio w Villingen. Muzycy zadbali o bogatsze instrumentarium: Pike dodatkowo zagrał na tamburynie, Kriegel sięgnął po sitar, a Rettenbacher – po kontrabas (co akurat nie dziwi) i… wiolonczelę. Na pewno zyskała na tym muzyka kwartetu.
Na album trafiło osiem kompozycji, które wyszły spod ręki trzech autorów – pod trzema podpisali się Dave i Volker, pod dwiema natomiast Hans – co świadczy o tym, że lider grupy stosował zasady demokratyczne i chętnie korzystał z pomocy kolegów, którzy odwdzięczali mu się, jak tylko potrafili. Na początek wybrzmiewa właśnie numer napisany przez Kriegela – „Greater Kalesh No. 48”. Hinduski trop w tytule jest jak najbardziej usprawiedliwiony, Niemiec wykorzystuje tu bowiem przede wszystkim sitar (zamiast swojego sztandarowego instrumentu, czyli gitary), który w duecie z wibrafonem sprawdza się zaskakująco dobrze. Mimo orientalizmów, utwór ten nawiązuje do klasyki jazzu europejskiego lat 60., udowadniając, że przed przyjazdem do Europy Dave Pike odrobił lekcje z dokonań takich artystów, jak bracia Kühnowie, Krzysztof Komeda czy Terje Rypdal. Od czasu do czasu pozwalał też jednak swoim „podwładnym” na wycieczki w stronę free, co szczególnie słyszalne jest w finale „Greater Kalesh No. 48”, gdzie na odrobinę szaleństwa pozwalają sobie Rettenbacher (wiolonczela) i Baumeister (perkusjonalia).
Swoistą ciekawostką jest tytuł drugiego utworu – „Professor Porno’s Romance”, po którym nie należy jednak spodziewać się orgii (tfuuu! feerii) nieprzyzwoitych dźwięków. To stonowana kompozycja, w której po wibrafonowym, skłaniającym do przytupywania wstępie pałeczkę przejmuje gitarzysta, by wprowadzić słuchaczy w stan kontemplacji. Solówka Kriegela, choć pozbawiona zapędów wirtuozerskich, prezentuje jego talent w najczystszej postaci, jako twórcy zgrabnych i wpadających w ucho, aczkolwiek szlachetnych melodii. Na finał grupa powraca do punktu wyjścia, co oznacza, że ostatnie słowo należy jednak do Pike’a. „Cornflower Girl” i „The Seventh Day”, chociaż zarejestrowane jako osobne tracki, sprawiają wrażenie ściśle powiązanych ze sobą stylistycznie – oba, mające balladowy charakter, opierają się na stonowanych dźwiękach wibrafonu i gitary akustycznej. Na ich tle zamykający stronę A longplaya „Turn Around Mrs. Lot” brzmi jak rockowy wymiatacz, mimo że wcale nim nie jest.
A jednak to właśnie w tym utworze grupa najodważniej wkracza na terytorium fusion i free jazzu, pozwalając sobie na nieskrępowane improwizacje – w procederze tym uczestniczą przede wszystkim Dave i Volker, chociaż Hans i Peter również nie pozostają obojętni; zwłaszcza ten pierwszy, który na koniec serwuje eksperymentalną partię na wiolonczeli. Strona B stylistycznie różni się nieco od poprzedniczki, w klimacie bardziej przypominając właśnie „Turn Around Mrs. Lot”. W „Goodtime Charlie at the Big Washdown” modern jazz (vide wibrafon) miesza się z jazz-rockiem (gitara elektryczna i motoryczna sekcja rytmiczna, wzbogacona perkusjonaliami). „A Nose Opener” stawia z kolei na melodykę – wymyślony przez Kriegela motyw powtarzany jest na zmianę przez wibrafonistę i gitarzystę, dzięki czemu na długo zostaje utrwalony w pamięci. Pięknym zwieńczeniem albumu są natomiast połączone w jedno romantyczne „Four Reasons” i nie mniej urocze, choć znacznie bardziej dynamiczne, „Sitting On My Knees”.
Na kolejnych płytach muzyka grupy utrzymywana była w tej samej stylistyce, będącej wypadkową modern jazzu, fusion i – niekiedy – jazzu improwizowanego. Być może jednak wcale nie odpowiadało to liderowi, który niebawem – w przeciwieństwie chociażby do swoich rodaków Charliego Mariano czy Johna Lee i Gerry’ego Browna – postanowił wrócić za Ocean. Pierwszym krokiem ku temu było powołanie w 1972 roku zespołu… The New Dave Pike Set, który swój jedyny album – „Salamào” – nagrał w Rio de Janeiro. W studiu towarzyszyła mu natomiast brazylijska Grupo Baiafro in Bahia. Zasadniczej zmianie uległa też muzyka. Ale to już materiał na zupełnie inny artykuł.
koniec
29 kwietnia 2017
Skład:
Dave Pike – wibrafon, tamburyn
Volker Kriegel – gitara elektryczna, gitara akustyczna, sitar
Hans Rettenbacher – gitara basowa, kontrabas, wiolonczela
Peter Baumeister – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Muzyka zaangażowana
Beatrycze Nowicka

6 XII 2017

Nie bez echa – czyli „Jeremy” zespołu Pearl Jam i rozmaite reperkusje popularności tego utworu.

więcej »

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
Sebastian Chosiński

2 XII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny projekt niemieckiego pianisty Joachima Kühna.

więcej »

Słuchaj i patrz: Konotacje
Beatrycze Nowicka

29 XI 2017

„Losing my religion” jest najbardziej znanym utworem grupy R.E.M – przyczynił się do tego także oryginalny i zapadający w pamięć teledysk.

więcej »

Polecamy

Muzyka zaangażowana

Słuchaj i patrz:

Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Podróż do rajskiego zakątka
— Sebastian Chosiński

Wiosna w Helsinkach
— Sebastian Chosiński

Łącznik z Kraju Tulipanów
— Sebastian Chosiński

Na styku kultur i światów
— Sebastian Chosiński

Rozdarty między dwoma brzegami Atlantyku
— Sebastian Chosiński

Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Koncertowe przygody Grupy Niemen
— Sebastian Chosiński

Patetycznie, elegijnie i… krotochwilnie
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.