Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Tak wiele pomysłów…

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj – po raz czwarty – międzynarodowy projekt solowy Volkera Kriegela.

Volker Kriegel
‹Inside: Missing Link›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInside: Missing Link
Wykonawca / KompozytorVolker Kriegel
Data wydania1972
Wydawca MPS Records
NośnikCD
Czas trwania82:48
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieVolker Kriegel, Albert Mangelsdorff, Alan Skidmore, Heinz Sauer, John Taylor, Eberhard Weber, Cees See, John Marshall, Peter Baumeister
Utwory
Winyl1
1) Slums on Wheels13:27
2) The „E” Again06:39
3) Zanzibar10:26
4) Missing Link12:02
Winyl2
1) Für Hector05:48
2) Remis04:30
3) Tarang10:02
4) Lastic Plemon05:24
5) Janellas Abertas04:12
6) Plonk Whenever04:09
7) Definitely Suspicious05:57
8) Finale00:13
Po latach spędzonych u boku amerykańskiego wibrafonisty Dave’a Pike’a (co między innymi udokumentowały udane albumy „Four Reasons” i „Live at the Philharmonie”) Volker Kriegel wybił się na pełną niepodległość. Pierwszą próbę podjął już wprawdzie wcześniej, wydając w 1968 roku płytę „With a Little Help from My Friends”, lecz była ona średnio udana. Za drugim razem poszło zdecydowanie lepiej, czego dowodem wydawnictwa „Spectrum” (1971), dwupłytowe „Inside: Missing Link” (1972) oraz zdecydowanie najlepsze w tym zestawie „Lift!” (1973), w którego nagraniu wziął udział między innymi Zbigniew Seifert. Droga Kriegela do wieczności nie była więc usłana różami, co wynikało poniekąd także z tego, że w przeciwieństwie do wielu innych europejskich twórców fusion – twórczość niemieckiego gitarzysty znajdowała się niemal zawsze w połowie drogi między jazzem awangardowym (czy też jazz-rockiem) a klasycznym. Miał problem z opowiedzeniem się jednoznacznie po którejś ze stron. A „Inside: Missing Link” jest tego najlepszym przykładem.
To wydawnictwo dwupłytowe, choć trafniejsze byłoby stwierdzenie, że są to dwie płyty ubrane w jedną obwolutę. Powstały w czasie tej samej – choć podzielonej na dwie części – sesji nagraniowej, ale w nieco odmiennych składach. Volker Kriegel zaprosił swoich gości do studia w miasteczku Mörfelden-Walldorf nieopodal Frankfurtu nad Menem. Przez pierwsze dwa dni (20 i 21 marca 1972 roku) zespół pracował w składzie rozbudowanym – ośmioosobowym; w dwa kolejne (22 i 23 marca) ekipa była okrojona do pięciu muzyków. Nie tylko zabrakło w niej członków sekcji dętej, ale również podmieniono perkusistę – zamiast Brytyjczyka Johna Marshalla (niegdyś w Soft Machine, później między innymi u boku Charliego Mariano oraz Jaspera van ’t Hofa w Pork Pie) za bębnami zasiadł Niemiec Peter Baumeister, z którym Volker współpracował już w The Dave Pike Set. Poza tym Kriegel skorzystał jeszcze z usług legendarnego puzonisty Alberta Mangelsdorffa, saksofonistów Heinza Sauera i Alana Skidmore’a (cała trójka udzielała się wcześniej w Rolf Kühn Jazzgroup), pianisty Johna Taylora oraz sekcji rytmicznej, w której znaleźli się: holenderski perkusjonalista Cees See (znany z The Chris Hinze Combination), (kontra)basista Eberhard Weber (wieloletni kompan Wolfganga Daunera) i – na zmianę – Marshall oraz Baumeister.
Na płytę pierwszą składają się cztery kompozycje (w tym trzy Kriegela) – jazzrockowe z ducha, ale podlane sosem freejazzowym, za co odpowiedzialność ponosi przede wszystkim znany z ciągotek w tym kierunku Mangelsdorff. „Slums on Wheels” to w zasadzie kilkunastominutowa improwizacja, w której lider zakreślił jedynie ogólne ramy; poza tym dał członkom sekcji dętej pełną swobodę. W ślad za puzonistą i saksofonistami podążyli też jednak pozostali instrumentaliści – stąd partie solowe kontrabasisty i pianisty. Dla siebie Volker zarezerwował natomiast rolę „dyrygenta” spinającego gitarową klamrą harce kolegów. W „The „E” Again” sytuacja się odwraca: początek i koniec należą do mocno dokazujących Mangelsdorffa, Sauera i Skidmore’a, z kolei środek wypełnia mocno stonowany jazz-rock znaczony dialogami Kriegela z Taylorem. „Zanzibar” to jedyna obca kompozycja w tym zestawie; jej twórcą był brazylijski mistrz bossa novy Eduardo Lobo. Volker dokonał jednak znaczącej przeróbki jego utworu – dość powiedzieć, że z numeru trwającego nie więcej niż cztery minuty powstał kawałek dziesięciominutowy. To, co ponad, jest oryginalnym wkładem muzyków uczestniczących w sesji. Dodano więc głównie inspirowane muzyką latynoamerykańską, ale nie naśladujące jej niewolniczo, solówki dęciaków (każdego po kolei).
Stronę B zamyka utwór (prawie) tytułowy – „Missing Link”. Ponownie mieszają się w nim dwa style – fusion z jazzową awangardą. W pierwszym kierunku ciągną gitarzysta i pianista, w drugim – sekcja dęta (tym razem udziela się w niej głównie Alan Skidmore na saksofonie tenorowym). Dotarłszy do finału, można jednak odnieść wrażenie, że ten eksperyment – mamy tu na myśli całość pierwszej płyty – średnio przypadł do serca samemu liderowi. I nic w tym dziwnego, zainteresowania Volkera lokowały się zupełnie gdzie indziej. Był nade wszystko gitarzystą jazzowym, z pewnymi skłonności ku muzyce rockowej (ale też bez przesady). Romans z free jazzem traktował zapewne jedynie jako niezobowiązujący „skok w bok”, niekoniecznie wstydliwy, ale też na pewno nie taki, dzięki któremu chciałby zostać zapamiętany po wsze czasy przez potomnych. I chyba dlatego druga część wydawnictwa ma inny temperament. To dużo bardziej charakterystyczny Kriegel, którego poznaliśmy już na „Spectrum” i którego znać będziemy w przyszłości. Z ciągotkami lirycznymi, cyzelującego niemal każdy dźwięk, donikąd nie pędzącego, ceniącego porządek, nie entropię.
Otwierające drugą płytę „Für Hector” i „Remis” to przykład porywającego – typowo Kriegelowskiego – jazz-rocka, klimatycznego, ale i energetycznego, w którym nie brakuje miejsca na dialog z fortepianem elektrycznym. Nikt nikogo nie popędza, nie atakuje znienacka, nie rozwala mozolnie budowanego nastroju. Dopiero w „Tarangu” lider pozwala sobie na eksperyment, dając szanse wykazania się przede wszystkim Eberhardowi Weberowi. To jemu zawdzięczamy porywające orientalne eskapady, w które wciąga również samego Volkera (vide „hinduska” partia gitary akustycznej). W „Lastic Plemon” wszystko wraca jednak do jazzrockowej normy, choć już w następnej kompozycji – „Janellas Abertas” – grupa ponownie decyduje się na daleką podróż, tym razem – podobnie jak w przypadku „Zanzibaru” – do Ameryki Południowej. Numer ten wyszedł spod ręki brazylijskiego kompozytora Caetano Veloso; w wersji Kriegela kojarzyć może się zaś z romantycznym obliczem Carlosa Santany. Na finał Niemiec wybrał jednak dwa dynamiczniejsze numery: „Plonk Whenever” oraz „Definitely Suspicious”, w których ponownie do głosu – oprócz siebie – dopuścił głównie Johna Taylora.
Można się zastanawiać, czy „Inside: Missing Link” musiało ukazać się w takiej formie. Czy nie byłoby bardziej zasadne podzielenie wydawnictwa na dwie osobne płyty, ewentualnie przykrojenie materiału tak, by zmieścił się tylko na jednej. W każdym razie kolejna produkcja Kriegela, nagrany rok później „Lift!”, okazał się wartościowszą pozycją w dyskografii Niemca, także z tego powodu, że mniej rozwlekłą, a tym samym bardziej spójną i konsekwentną.
koniec
3 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Twarze wycięte z gazet
Beatrycze Nowicka

28 VI 2017

Pora na kolejną animację, tym razem polską, klip do piosenki „Ścigany” zespołu Kamień Kamień Kamień.

więcej »

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
Sebastian Chosiński

24 VI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz kolejny wracamy do słowackiej grupy Fermáta.

więcej »

Słuchaj i patrz: Wypłyń na niebo
Beatrycze Nowicka

21 VI 2017

Lindsey Stirling jest skrzypaczką wykonującą – najczęściej – muzykę popularną. Myślicie może, co w takim razie ciekawego można pokazać na teledysku. Okazuje się, że da się zilustrować instrumentalne utwory tak, by naprawdę przyjemnie się je oglądało.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.