Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Słuchaj i patrz: Królewna

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć w cyklu staram się raczej polecać rzeczy, które przynajmniej dla części czytelników będą nowe, nie mogłam nie włączyć do swojej listy klipu do „Sonne” Rammsteina.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Był taki czas, gdy film dokumentalny o Rammsteinie wraz z zapisem części ich koncertu, zarejestrowany na kasecie VHS, był jednym z moich skarbów (na tejże samej kasecie miałam nagrany także koncert Metalliki z San Francisco Symphony Orchestra). Kiedyś też nieopatrznie poprosiłam matkę, żeby mi przetłumaczyła któreś z tekstów Rammsteina… Dalsza znajoma z Niemiec, spytana o teksty ich piosenek minę zrobiła cokolwiek zdegustowaną. Szczęśliwie ja języka tego nie znam (pytanie, czy istotnie szczęśliwie, bo może jednak lepiej wiedzieć, czego się słucha).
Rammstein zawsze dbał o oprawę wizualną. Słynne stały się ich koncerty wzbogacone efektami pirotechnicznymi w rodzaju płaszcza, zapalanego na wokaliście, choć pomysłowe było także np. wykonanie piosenki „Seemann” w dmuchanym pontonie, na którym Till Lindemann na jednym z koncertów „wypłynął” na morze ludzkich rąk. Klipy Rammsteina zazwyczaj były przemyślane i dopracowane – można wskazać wiele ciekawych (np. do „Ich will” albo „Rosenrot”), choć znajdzie się też sporo mocno odstręczających.
Spośród teledysków niemieckiego zespołu największe wrażenie swoją pomysłowością zrobił na mnie ten do „Sonne”. Z uwagi na monumentalny charakter muzyki, sądziłam, że tekst opowiada co najmniej o jakiejś zbliżającej się apokalipsie. Tymczasem okazało się, iż chodzi o boksera. Za to teledysk… on „zabiera” tę piosenkę w jeszcze inne rejony. Podobno, zanim powstał, muzycy i reżyser brali pod uwagę około czterdziestu różnych pomysłów. Wtedy nagle komuś przypomniała się Królewna Śnieżka i że gdzieś w filmie Disneya krasnoludki nazywają ją swoim słoneczkiem… Panowie z Rammsteina w roli górników sprawdzili się świetnie, pasuje to do muzyki zresztą znakomicie. Zastosowano kilka sztuczek, by stworzyć złudzenie różnicy rozmiarów. I wreszcie, główna bohaterka. „Śnieg, krew i jabłka” Gaimana reklamowano jako opowiadanie, po lekturze którego czytelnik zmieni swój odbiór bajki o Śnieżce. W kategorii złych Śnieżek pierwsze miejsce zajmuje u mnie jednak nieodmiennie ta z teledysku Rammsteina oraz, oczywiście, Renfri.
A na deser cover wyżej wspomnianego utworu pt. „Seemann” w wykonaniu zespołu Apocalyptica z gościnnym występem Niny Hagen. Już nie ze względu na teledysk (choć zły on nie jest w żadnym razie, całkiem klimatyczny), ale wykonanie. Głos Hagen jest przedziwny (z ciekawostek – jest ona jedną z osób o największej skali głosu, nieco ponad 5 oktaw, to więcej niż ma np. Mariah Carey), w pierwszej zwrotce śpiewa ona nawet bardziej „męsko” od Lindemanna, który zaczyna tę piosenkę – jak na niego – łagodnie.
koniec
5 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

05 VII 2017   13:31:51

Podobno jednym z pierwszych pomysłów na klip do "Sonne" było wykorzystanie w nim materiałów video ze zrzutu bomb na Hiroshimę i Nagasaki. W sumie trochę szkoda, że pomysł porzucono, bo otworzyłoby to nowe pole do interpretacji, a i tekst o nadchodzącym słońcu, które powala i pali, pasuje jak ulał.
Co do wykonywania "Seemann" na koncertach, to z tego, co mi wiadomo, ponton pływający po ludzkim morzu był raczej stałym elementem show i pływał w nim nie Till, a Flake (klawiszowiec i naczelny "błazen" zespołu). Gdzieś czytałem, że pomysł ten zarzucono po jednym z koncertów, kiedy seemanna ściągnięto z pontonu i rozebrano do naga, ale ile w tym prawdy, tego nie wiem.

05 VII 2017   19:45:26

Racja, na pontonie nie "pływał" wokalista. Źle zapamiętałam, a - jak to czasem bywa - skoro wydawało mi się, że pamiętam, to już tego nie szukałam, a swojego własnego nagrania z koncertu nie mam już jak odtworzyć (bo chyba samą kasetę możeliwe że z sentymentu trzymam gdzieś w pudle).

06 VII 2017   19:55:15

Ów fragment koncertu pochodził z wydawnictwa "Live aus Berlin", które jest wciąż dostępne na DVD (choćby na oficjalnej stronie zespołu).

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
Sebastian Chosiński

22 VII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj Grupa Niemen, czyli połączone siły Czesława Niemena, Helmuta Nadolskiego i tria SBB.

więcej »

Słuchaj i patrz: M jak morderca
Beatrycze Nowicka

19 VII 2017

Znów czerń i biel, estetyka retro i kryminalny motyw. I ponownie przykład teledysku, w którym minimalizm środków okazał się właściwym wyborem.

więcej »

Non omnis moriar: Koniec epoki niewinności
Sebastian Chosiński

15 VII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (a w „Esensji” szósty) słowacka Fermáta.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z legendą

Tu miejsce na labirynt…:

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Inne recenzje

50 najlepszych zagranicznych płyt dekady
— Esensja

Z tego cyklu

M jak morderca
— Beatrycze Nowicka

Stary człowiek i statki na niebie
— Beatrycze Nowicka

Twarze wycięte z gazet
— Beatrycze Nowicka

Wypłyń na niebo
— Beatrycze Nowicka

Noir
— Beatrycze Nowicka

Z gitarą po świt
— Beatrycze Nowicka

Żywioły
— Beatrycze Nowicka

Ich rysy nie będą już powtórzone
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Made in Poland: Spodek mógł tego nie przeżyć…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Świat zabawek mechanicznych
— Beatrycze Nowicka

Szpieg z krainy zabójców bogów
— Beatrycze Nowicka

Wideoklip albo Lilo, której nie było
— Beatrycze Nowicka

Prześwietleni
— Beatrycze Nowicka

Jak wypreparować smoka
— Beatrycze Nowicka

Szybka partyjka
— Beatrycze Nowicka

Nad oceanem drzew unoszę lekko się…
— Beatrycze Nowicka

Wypluwki
— Beatrycze Nowicka

Drewno na papierze
— Beatrycze Nowicka

Tako rzecze Jorg
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.