Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Non omnis moriar: Requiem podpisane inicjałami

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi Grupa Niemen.

Grupa Niemen
‹Niemen Vol. 1›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiemen Vol. 1
Wykonawca / KompozytorGrupa Niemen
Data wydania1973
Wydawca Polskie Nagrania
NośnikCD
Czas trwania33:48
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieCzesław Niemen, Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Helmut Nadolski, Jerzy Piotrowski, Andrzej Przybielski
Utwory
Winyl1
1) Requiem dla van Gogha17:39
2) Sariusz03:12
3) Inicjały12:56
Nagrana w Monachium w styczniu, a wydana w maju 1972 roku przez CBS Records pierwsza płyta Grupy Niemen „Strange is This World” oznaczała kolejny istotny krok w artystycznej karierze Czesława Wydrzyckiego. Tym bardziej zaskakujący (a dla niektórych pewnie nawet szokujący), że skierowany w stronę rockowej i jazzowej awangardy. Ten album jednak wówczas do polskich fanów nie dotarł (w zasadzie to do dzisiaj nie został w naszym kraju oficjalnie, a przynajmniej legalnie wydany). Pomijając tych, którzy w tamtym czasie chadzali na koncerty, z nowym obliczem Niemena rodacy – w tym większość jego wielbicieli – zetknęli się dopiero w sierpniu 1973 roku, kiedy światło dzienne ujrzały dwie kolejne płyty wokalisty. Wydane osobno, chociaż ozdobione bliźniaczymi okładkami, na których widniał rysunek (względnie obraz) Czesława: w jednym przypadku na czarnym, w drugim na białym tle. Zdziwienie musiało być tym większe, że muzyka zawarta na obu krążkach miała jeszcze bardziej eksperymentalny charakter niż na wydawnictwie sprzedawanym od wiosny poprzedniego roku w zachodnich Niemczech. Dla nieprzygotowanych na to odbiorców przeskok od poprzedniego polskiego longplaya, czyli tak zwanego „Czerwonego albumu” (1971), do nowych produkcji mógł być mentalnie zabójczy.
Cofnijmy się jednak trochę w czasie. W styczniu 1972 roku, po wyjściu ze studia nagraniowego w stolicy Bawarii, zespół dokończył jeszcze trasę po Republice Federalnej Niemiec, po czym wrócił do Polski, aby koncertować praktycznie przez całą wiosnę. Przy okazji także ogrywając nowy repertuar. Kiedy materiał został już w dużej części przetestowany, Grupa Niemen zameldowała się – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami – w studiu warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej imienia Fryderyka Chopina. Początek sesji wyznaczono na trzeciego, zakończenie na czternastego lipca. Muzycy pracowali codziennie, w efekcie czego zarejestrowali mniej więcej osiemdziesiąt minut materiału. Akurat tyle, aby opublikować go na dwóch longplayach. Lider formacji miał pomysł, aby na jeden trafiły utwory instrumentalne, na drugi natomiast „piosenki” do słów wybitnych polskich poetów. To akurat nie do końca się udało. Dwa instrumentale – „Requiem dla van Gogha” oraz „Inicjały” – trwały bowiem zaledwie trzydzieści minut (z „groszami”), a więc zdecydowanie zbyt mało. Z tego też powodu niejako karnie na ten album przesunięto skomponowany do słów Cypriana Kamila Norwida utwór „Sariusz”. Dlaczego padło właśnie na niego? Można podejrzewać, że główną przyczyną tej decyzji był jego nieco frywolny charakter, mocno odstający od pozostałych numerów wokalno-instrumentalnych.
W porównaniu z sesją do „Strange is This World” tym razem Czesław Niemen – oprócz kontrabasisty Helmuta Nadolskiego oraz muzyków tria Silesian Blues Band (SBB) – zaprosił do studia jeszcze jednego wybitnego artystę, który zresztą współtworzył już Grupę na początku jej istnienia, to jest jesienią 1971 roku. Chodzi oczywiście o zmarłego przed sześcioma laty, pochodzącego z Bydgoszczy freejazzowego trębacza Andrzeja Przybielskiego. Obie płyty sekstetu nie posiadały formalnych tytułów. Żeby jednak jakoś je odróżniać, zaczęto powszechnie używać nazw „Niemen Vol. 1” (na oznaczenie „czarnej”) i „Niemen Vol. 2” (na oznaczenie „białej”); ewentualnie posługiwano się tytułami otwierających je kompozycji – adekwatnie „Requiem dla van Gogha” oraz „Marionetki”. Ponieważ Niemen traktował je mimo wszystko jako dwa oddzielne dzieła, my również zajmiemy się nimi osobno. Chociaż wznawiające je ostatnio Polskie Nagrania – zarówno w wersji winylowej (w listopadzie ubiegłego roku), jak i kompaktowej (ostatniego dnia czerwca tego roku) – opublikowały oba wydawnictwa razem (przydając im przy okazji wspólny tytuł „Marionetki”).
„Vol. 1” w porównaniu ze swoją „siostrą-bliźniaczką” ma dużo bardziej eksperymentalny charakter. Prezentuje Czesława Niemena, jakim nigdy wcześniej nie był i jakim nigdy później już nie będzie (choć przecież dwupłytowe „Idée fixe” z 1978 roku także nie zalicza się do produkcji „lekkich, łatwych i przyjemnych”). I nic dziwnego, skoro połowa longplaya – cała jego strona A – to dzieło słynącego z niekonwencjonalnego podejścia do materii artystycznej Helmuta Nadolskiego, arcymistrza jazzowej awangardy. On właśnie jest kompozytorem wspomnianego już parokrotnie – prawie osiemnastominutowego – „Requiem dla van Gogha”. Tym samym utwór ten oparty jest przede wszystkim na brzmieniach kontrabasu, do którego najczęściej – jako drugi instrument wiodący – dołącza preparowany fortepian Niemena. Czego można spodziewać się po „Requiem…”? W pewnym sensie wyjawia to sam Helmut w pojawiającej się we wstępie krótkiej recytacji: „Okrutne i smutne jest życie, gdy świadomość odgaduje tendencyjną działalność duszy i ciała Twego”. Co czeka słuchaczy – odgadnąć jednak nie sposób. Wszak to numer, który świetnie sprawdziłby się na Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”, obok najbardziej „poszukujących” dzieł Krzysztofa Pendereckiego, Tadeusza Bairda, Kazimierza Serockiego czy Henryka Mikołaja Góreckiego.
Kontrabas jest w „Requiem…” instrumentem organizującym całość. Pozostali muzycy – nie tylko Niemen, ale także Józef Skrzek, Jerzy Piotrowski i zepchnięty tutaj na niemal całkowity margines Apostolis Anthimos – podporządkowują się liderowi. Sic! bo w tym utworze Czesław zrezygnował ze swojej zwyczajowej funkcji pełnionej w zespole i oddał przywództwo Nadolskiemu. Organy Hammonda (niekiedy przesterowane), fortepian (najczęściej preparowany) czy perkusja pojawiają się tylko wtedy, gdy mają wzmocnić siłę przekazu kontrabasu. Gdy dochodzi do kolejnego „przesilenia”. Po utworze dedykowanym legendarnemu holenderskiemu malarzowi pojawia się – to już na stronie B winylu – krótki „Sariusz” do słów Norwida. Jego znacznikiem są rytmicznie grający fortepian Niemena i przesterowany bas Skrzeka. To bardzo energetyczny fragment płyty, z chropawym, wręcz zadziornym śpiewem Czesława, który z typowym dla siebie zapałem interpretuje kolejny – po „Bema pamięci żałobnym rapsodzie” (1970), „Aerumnarum plenus” i „Italiam, Italiam” (1971) – wiersz wieszcza narodowego.
Zamykające „Niemen Vol. 1” „Inicjały” opisane są jako „kompozycja zespołowa”. Biorąc pod uwagę, że w utworze tym bardzo ważną rolę odgrywa również trąbka Andrzeja Przybielskiego, także bydgoszczanina należy uznać za współautora. W takich przypadkach najczęściej mamy do czynienia z improwizacjami – i nie inaczej jest tutaj. Tyle że „Inicjały” brzmią znacznie mniej minimalistycznie niż „Requiem dla van Gogha”, co wynika z tego, że każdy z muzyków dodał coś od siebie. Możemy więc usłyszeć przewijającą się praktycznie przez całe trzynaście minut trąbkę (wcale nie tak awangardową, jak można by oczekiwać); pojawia się również solówka perkusji; ba! Skrzek sięga nawet po skrzypce, których partia sprzęga się z zagrywkami Apostolisa. Tym jednak, co najbardziej zapada w pamięć, są „czarne” wokalizy Niemena. Po wsłuchaniu się w nie, przestaje dziwić fakt, że wokalistą ze Starych Wasiliszek zainteresowali się nowojorscy jazzrockowcy z Blood, Sweat and Tears, którzy zaproponowali mu „transfer” do niezwykle popularnego wtedy zespołu (na miejsce Davida Claytona-Thomasa, który w 1972 roku na krótko rozstał się z tą formacją). Wydrzycki jednak odmówił, doszedłszy do wniosku, że artystyczne drogi Amerykanów wiodą w innym kierunku, niż on chciałby teraz iść. Czego po latach, jak przyznał w rozmowie z Janem Skaradzińskim, trochę jednak żałował.
koniec
30 lipca 2017
Skład:
Czesław Niemen – organy Hammonda, fortepian, śpiew
Józef Skrzek – gitara basowa, organy Hammonda, fortepian (2), skrzypce (3), śpiew
Apostolis Anthimos – gitara elektryczna
Helmut Nadolski – kontrabas
Jerzy Piotrowski – perkusja
Andrzej Przybielski – trąbka (3)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
Sebastian Chosiński

19 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (i prawdopodobnie ostatni) Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.