Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Podróż do rajskiego zakątka

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj solowy projekt fińskiego perkusisty Edwarda Vesali zrealizowany z udziałem Charliego Mariano.

Edward Vesala
‹Nan Madol›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNan Madol
Wykonawca / KompozytorEdward Vesala
Data wydania1974
Wydawca Japo Records
NośnikWinyl
Czas trwania46:00
Gatunekfolk, jazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJuhani Aaltonen, Kaj Backlund, Sakari Kukko, Juhani Poutanen, Tempo Hauta-ano, Elisabeth Leistola, Mircea Stan, Seppo Paakkunainen, Pentti Lahti, Charlie Mariano, Edward Vesala
Utwory
Winyl1
1) Nan Madol06:02
2) Love for Living03:48
3) Call from the Sea01:59
4) The Way of...12:09
5) Aerous vlor ta12:39
6) The Wind09:23
Perkusista Edward Vesala to jedna z najznaczniejszych postaci w historii nie tylko fińskiego, ale w ogóle europejskiego jazzu improwizowanego i jazz-rocka. W Polsce popularny przede wszystkim dzięki współpracy z Tomaszem Stańko, z którym nagrał albumy „TWET” (1974), „Balladyna” (1976), „Satu” (1977), „Live at Remont” (1978) oraz „Almost Green” (1979). Urodził się 15 lutego 1945 roku w miasteczku Mäntyharju na południu kraju. Jako nastolatek wstąpił do helsińskiej Akademii Sibeliusa, gdzie studiował grę na perkusji i teorię muzyki. Karierę muzyczną zaczął od występów w bluesowo-psychodelicznej formacji Blues Section, potem załapał się do progresywnego Apollo, z którym wydał album zatytułowany tak, jak nazwa grupy (w 1970 roku). W tym czasie próbował już także sił jako lider zespołów jazzowych, których szyldy najczęściej opatrywał własnym nazwiskiem. Z Edward Vesala Jazz Band zadebiutował na połowie longplaya „Contemporary Finnish” (1969), którego drugą stronę uświetniały nagrania soulowego Soulset (w nich także miał zresztą swój udział). Z kolei z Edward Vesala Trio, którego skład uzupełniali saksofonista Juhani Aaltonen oraz norweski kontrabasista Arild Andersen, wydał swą pierwszą pełnowymiarową w pełni samodzielną płytę – „Nana” (1970).
Wskazał na niej podstawowy kierunek swoich zainteresowań, czyli… free jazz. Choć w kolejnych latach nie stronił również od bardziej klasycznych gatunków, jak modern czy post-bop. Początek lat 70. XX wieku był zresztą dla Vesali bardzo pracowity. Nagrywał między innymi z takimi tuzami, jak Norweg Jan Garbarek („Triptykon”, 1973), Niemiec Peter Brötzmann („Hot Lotta”, 1973) oraz Tomaszem Stańko (wspomniany już „TWET”). Do tego dochodzą produkcje solowe: „Pennselmann Hits Vol. 2765” (1972, jako Tuohi Klang), zrealizowany w pojedynkę „I’m Here” (1973) oraz „Ode to Marylin” (1974). Ostatnią ze wspomnianych płyt, zawierającą jazz wymieszany z elektroniką, nagrał w listopadzie 1973 roku, a już pięć miesięcy później ponownie zaszył się w studiu, aby zarejestrować nowy materiał, tym razem także zupełnie odmienny od wszystkiego, co tworzył wcześniej. Do helsińskiego studia Alppi zaprosił dziesięcioro muzyków, wśród których – oczywiście oprócz lidera – najwięcej mieli do powiedzenia: saksofonista i flecista Juhani Aaltonen, skrzypek i altowiolinista Juhani Poutanen oraz kontrabasista Tempo Hauta-ano. Nie można też jednak pominąć udziału w tej sesji amerykańskiego saksofonisty i flecisty Charliego Mariano, który zagrał wprawdzie jedynie w dwóch (na sześć) utworach, ale za to zajmowały one całą stronę B wydawnictwa.
Dla mieszkającego wtedy już na stałe w zachodnich Niemczech przybysza zza Oceanu Atlantyckiego wiosna 1974 roku obfitowała w podróże. W pierwszej połowie marca nagrał w Holandii album „Cascade”, cztery dni później był już w Helsinkach, gdzie zarejestrował materiał wydany na longplayu „Reflections”, ostatniego dnia miesiąca zameldował się w szwajcarskiej Bazylei, aby zagrać koncert z orkiestrą George’a Gruntza (wydany później na krążku „Monster Sticksland Meeting Two”), by wreszcie – nieco ponad trzy tygodnie później – ponownie zawitać do stolicy Finlandii, tym razem na zaproszenie Edwarda Vesali. Tym sposobem możemy usłyszeć Mariano – i jest to, podkreślmy, udział nadzwyczaj istotny – na albumie zatytułowanym „Nan Madol”. Całkiem możliwe też, że to właśnie Amerykanin – zafascynowany Dalekim Wschodem – stał się „ojcem duchowym” płyty. Co bowiem oznacza tytuł? Nan Madol to ruiny średniowiecznego mikronezyjskiego miasta i zarazem nazwa około setki sztucznych wysepek zbudowanych z bazaltowych głazów. Bez najmniejszych wątpliwości musi to być miejsce przepiękne i fascynujące. Podobnie zresztą jak poświęcona mu muzyka, w całości skomponowana przez fińskiego perkusistę.
Choćby z uwagi na fakt, że jest twórcą całości materiału, Vesala odgrywa na „Nan Madol” najważniejszą rolę. Nie oznacza to jednak, że przyćmiewa innych artystów. Przeciwnie! Pozwala im podarować sobie (i słuchaczom) to, co mają najwartościowszego – niepospolity talent. Każdy – nawet ci, którzy pojawiają się w jednym czy dwóch utworach (jak flecista Sakari Kukko, harfistka Elisabeth Leistola czy rumuński puzonista Mircea Stan, o Mariano nawet nie mówiąc) – mają realny wpływ na wartość wydawnictwa. Które jawi się jako bardzo konsekwentnie opracowany concept album i – rozpisana na sześć rozdziałów – ekscytująca podróż na (z punktu widzenia kontynentu europejskiego) zapomniane krańce świata. Tę niezwykłą peregrynację otwiera utwór tytułowy, który mimo że trwa aż sześć minut, jest jedynie klasycznym preludium. Dominują w nim prawdziwie rajskie – jak same wysepki Nan Madol – dźwięki fletów (Kukko), saksofonu (Aaltonen) i trąbki (Kaj Backlund); nie brakuje też skocznych perkusjonaliów i dzwonków (za które odpowiadał sam lider). Po tak radosnym początku Vesala zmienia nastrój – w kolejnych fragmentach robi się kontemplacyjnie, niekiedy wręcz niepokojąco. „Love for Living” to refleksyjny duet saksofonu (Aaltonen) i harfy (Vesala), które to instrumenty delikatnie wspomagają jeszcze tylko skrzypce (Poutanen); z kolei „Call from the Sea” to urocza miniatura będąca stonowaną i niezwykle klimatyczną perkusyjną solówką lidera.
Otwarcie „The Way of…” utrzymane jest w podobnym stylu. Znów rozbrzmiewają głównie saksofon i harfa (Leistola); z czasem dochodzą jednak kolejne dęciaki, utwór nabiera mocy i przeistacza się – przynajmniej w warstwie rytmicznej – w typowe free. Kontrastuje z tym natomiast bardzo klasyczna partia saksofonu tenorowego, z której z czasem wyłania się kolejny muzyczny motyw – bardzo podniosły, elegijny, wręcz funeralny. Improwizacje w niczym tu nie przeszkadzają, raczej przydają całości symbolicznego znaczenia (jeśli ktoś chce widzieć w nich europejską ingerencję w odległą wyspiarską rzeczywistość). Strona B zawiera jedynie dwie kompozycje. Ale za to jakiego kalibru! Ponad dwunastominutowe „Aerous vlor ta” otwiera partia nadaswaramu, sztandarowego instrumentu Charliego Mariano, w którym Amerykanin rozkochał się w latach 60., podczas pobytu na Dalekim Wschodzie. W dalszej części zastępują go grające unisono dęciaki; cztery – brzmiące zdecydowanie bardziej folkowo niż jazzowo – nałożone na siebie saksofony robią kolosalne wrażenie. Ich pojawienie się daje też sygnał do odpłynięcia całego zespołu w stronę free. Dopiero w finale grupa wraca do punktu wyjścia, a całość spina klamrą wspomniany już indyjski instrument. Wieńczący całość „The Wind” urzeka natomiast eterycznością, dodatkowo podkreślaną dźwiękami aż czterech fletów. Ale i one nie stają na przeszkodzie kolejnym improwizacjom.
„Nan Madol” to niezwykła i piękna płyta, na której jazz improwizowany przenika się z world music, tworząc zupełnie nową jakość. Aż dziw bierze, że takie dzieło powstało nie gdzieś w Azji, ale na północy Europy, a odpowiadają za nie – w zdecydowanej większości – zimnokrwiści Finowie. Udział w tym przedsięwzięciu Charliego Mariano, choć formalnie jest on tu tylko gościem (zresztą jednym z wielu), wydaje się czymś jak najbardziej zrozumiałym. Nad albumem przez cały czas unosi się jego duch. Obaj główni bohaterowie tej sesji – czyli Vesala i Mariano – jeszcze przez wiele lat byli bardzo aktywnymi twórcami. Dzisiaj obu nie ma już wśród nas: Fin zmarł (na atak serca) w grudniu 1999 roku, Amerykanin – chociaż starszy był od niego o dwadzieścia dwa lata – przeżył go o całą dekadę. „Nan Madol” – pierwotnie wydana przez niewielką monachijską wytwórnię Japo Records – po kolejnych dwóch latach doczekała się reedycji za sprawą dużo bardziej znanego ECM Records, dzięki czemu dotarła do jeszcze liczniejszego grona słuchaczy.
koniec
4 listopada 2017
Skład:
Juhani Aaltonen – saksofon sopranowy (1,2), saksofon tenorowy (4,5), flet piccolo (4), flet (6), dzwonki (6), głos (6)
Kaj Backlund – trąbka (1,4,5)
Sakari Kukko – flet (1)
Juhani Poutanen – skrzypce (1,2,5), altówka (1), dzwonki (6), głos (6)
Tempo Hauta-ano – kontrabas (1,4-6), głos (6)
Elisabeth Leistola – harfa (4)
Mircea Stan – puzon (5)
Seppo Paakkunainen – saksofon sopranowy (5), flet (6)
Pentti Lahti – saksofon sopranowy (5), klarnet basowy (6)
Charlie Mariano – saksofon altowy (5), nadaswaram (5), flet (6)
Edward Vesala – perkusja (1,4-6), instrumenty perkusyjne (1,3,6), flety (1,6), harfa (2)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Trochę humoru
Beatrycze Nowicka

15 XI 2017

W ramach odświeżania konwencji – czas na kilka parodii przebojów.

więcej »

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
Sebastian Chosiński

11 XI 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj freejazzowy projekt Niemca Joachima Kühna.

więcej »

Słuchaj i patrz: Niebieski kapturek
Beatrycze Nowicka

8 XI 2017

„First of the year”, czyli klip o tym, że życie bywa pełne niespodzianek.

więcej »

Polecamy

Trochę humoru

Słuchaj i patrz:

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Powrót w czerń
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.