Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny projekt niemieckiego pianisty Joachima Kühna.

Joachim Kühn Trio
‹Interchange›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInterchange
Wykonawca / KompozytorJoachim Kühn Trio
Data wydania1972
Wydawca MPS Records
NośnikCD
Czas trwania40:15
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJoachim Kühn, Peter Warren, Pierre Favre
Utwory
Winyl1
1) Interchange05:16
2) Traffic Madness02:53
3) Cello Fane05:54
4) Jolly Green Giant07:14
5) One Foot Shuffle07:50
6) Solo for Arlene03:29
7) Sad Ballad07:42
Po niezbyt długiej przygodzie z modern jazzem – upamiętnionej między innymi dwiema płytami nagranymi w połowie lat 60. ubiegłego wieku w towarzystwie starszego brata Rolfa („Solarius” oraz „Re-Union in Berlin”) – pianista (i rzadziej saksofonista) Joachim Kühn postanowił podążyć własną drogą. A ta stopniowo wiodła go w stronę jazzu improwizowanego. Również w tej dziedzinie szybko zyskał uznanie, choć tak naprawdę nigdy nie oddał się muzyce free bez reszty. Nawet na najbardziej szalonych płytach Niemca, jak „Bold Music” (1969) czy „Paris is Wonderful” (1970), są fragmenty zaskakująco klasyczne, mocno zatopione w hard- bądź post-bopie. Nie inaczej rzecz ma się z wydanym w 1972 roku longplayem „Interchange”, sygnowanym nazwą Joachim Kühn Trio. Tyle na nim poszukiwań i eksperymentów, co rozwiązań harmonicznych spod znaku Billa Evansa.
Na przełomie lat 60. i 70. Kühn współpracował ze stałą (francuską) sekcją rytmiczną, którą tworzyli kontrabasista Jean-François Jenny-Clark oraz perkusista Jacques Thollot; do tego najczęściej zapraszał do współpracy drugiego perkusjonalistę: raz był to Amerykanin Stu Martin (vide „Bold Music”), kiedy indziej znów Włoch Aldo Romano („Paris is Wonderful”). Po jakimś czasie postanowił jednak zmienić nieco formułę. Do pracy nad albumem „Interchange”, który zarejestrowany został w grudniu 1971 roku w studiu wytwórni MPS Records w Villingen, przystąpił w składzie trzyosobowym. Na dodatek tym razem skorzystał z usług zupełnie nowych muzyków: amerykańskiego kontrabasisty i wiolonczelisty Petera Warrena oraz szwajcarskiego bębniarza Pierre’a Favre’a. Ten pierwszy miał już na swoim koncie kooperację z takimi artystami, jak trębacz Tomasz Stańko („TWET”, 1972), puzonista Albert Mangelsdorff czy perkusista Jack DeJohnette; drugi natomiast mógł w swoim curriculum vitae umieścić między innymi wspólne nagrania z puzonistą Eje Thelinem oraz pianistą Wolfgangiem Daunerem.
Obaj pojawili się z kolei na płytach dwóch japońskich mistrzów jazzu: pianisty Masahiko Sato i trębacza Terumasa Hino. Joachim Kühn mógł być więc pewien, że ma do czynienia z muzykami z najwyższej półki. Stronę A winylowego krążka otwiera kompozycja tytułowa, w pewnym sensie zapowiadająca nowe otwarcie w dotychczasowym dorobku Niemca. Początkowo słychać jedynie stonowany fortepian, do którego z czasem dołącza utrzymana w podobnym nastroju sekcja rytmiczna. Dopiero pod koniec utwór nabiera mocy, ale artyści wciąż bardziej stawiają na nastrój niż energię. Zupełnie inaczej Trio prezentuje się w „Traffic Madness”. To „szaleństwo” w tytule znajduje odzwierciedlenie w pełnej wigoru, wirtuozerskiej partii instrumentu klawiszowego Kühna, za którym z trudem nadążają rozpędzeni do granic możliwości Warren i Favre. To free w postaci najczystszej. Nie wyznacza ono jednak wcale dalszej drogi zespołu, numerowi „Cello Fane” bliżej jest bowiem do minimalistycznej awangardy. Dość powiedzieć, że instrumentami dominującymi – poza fortepianem – są tutaj wiolonczela (Warren) i… piła (Favre).
Stronę A wieńczy trwający ponad siedem minut „Jolly Green Giant”, w którym lider po raz pierwszy (ale i zarazem ostatni na „Interchange”) sięga po saksofon altowy. I chociaż słychać, że grając na tych instrumencie Joachim nie czuje się tak pewnie, jak zasiadając do klawiatury, to mimo wszystko potrafi wykrzesać z niego moc. Nie jest wirtuozem saksofonu, gra natomiast na nim bardzo stylowo, nawiązując do mistrzów pokroju Johna Coltrane’a. otwierający stronę B „One Foot Shuffle” to powrót do fortepianowych improwizacji – z tą różnicą, że w tej kompozycji ton nadają kontrabas do spółki z perkusją. Dzięki wybijającej się na plan pierwszy sekcji rytmicznej (i dopasowującego się do niej klawisza) Trio gra z niezwykłym feelingiem. Dla odmiany „Solo for Arlene” to popis jednego tylko muzyka – grająca smyczkiem na kontrabasie Petera Warrena. To bardziej ciekawostka, swoisty przerywnik, nie pełnoprawny utwór. Ale jeżeli umieszczono go na płycie po to, aby wyciszyć emocje po rozemocjonowanym poprzedniku – sprawdza się w tej roli idealnie.
W „Sad Ballad” Joachim Kühn prezentuje jeszcze jedno swoje oblicze – nadzwyczaj lirycznego pianisty. To jeden z tych utworów, które – co prawda tylko w części pierwszej i ostatniej – mogłyby zostać wykorzystane przez zakochaną parę podczas romantycznej kolacji przy świecach. Część środkowa oparta jest na improwizacji, którą w ryzach trzymają jednak nieco powściągający wyobraźnię Joachima koledzy z sekcji rytmicznej. „Interchange” – jak to często zdarzało się we wczesnej twórczości Kühna – jest dziełem niejednorodnym i niekonsekwentnym. Z jednej strony przedstawia pełną paletę stylistycznych zainteresowań niemieckiego pianisty, z drugiej – z tego samego powodu może wydać się odrobinę drażniące. Wielbicielom free nie przypadną do gustu „Jolly Green Giant” czy „Sad Ballad”, natomiast zaprzysięgli fani modern jazzu będą kręcić nosem przy „Traffic Madness” bądź „One Foot Shuffle”. Największą radość album powinien sprawić słuchaczom najmniej ortodoksyjnym, zakochanych i w Krzysztofie Komedzie, i w Ornetcie Colemanie. Ilu jest takich?
koniec
2 grudnia 2017
Skład:
Joachim Kühn – fortepian, saksofon altowy (4)
Peter Warren – kontrabas, wiolonczela (3)
Pierre Favre – perkusja, instrumenty perkusyjne, piła (3)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Gdy trudno się zdecydować…
Sebastian Chosiński

16 XII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejny projekt niemieckiego pianisty Joachima Kühna.

więcej »

Prezenty świąteczne 2017: Po muzykę Super Deluxe marsz!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 XII 2017

W czasach kiedy każdą muzykę można ściągnąć z neta obdarowywanie się płytami wydaje się bezcelowe. Nic bardziej mylnego. Fani to także wzrokowcy i dotykowcy, a wytwórnie dbają o to, by ich ulubione albumy miały na tyle efektowne wznowienia, by pomimo posiadania już jednego egzemplarza, bez wahania sięgnęli po reedycję.

więcej »

Słuchaj i patrz: Animacje z antypodów
Beatrycze Nowicka

13 XII 2017

Nostalgia i nadzieja albo powrót do krainy kangurów.

więcej »

Polecamy

Animacje z antypodów

Słuchaj i patrz:

Animacje z antypodów
— Beatrycze Nowicka

Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Podróż do rajskiego zakątka
— Sebastian Chosiński

Wiosna w Helsinkach
— Sebastian Chosiński

Łącznik z Kraju Tulipanów
— Sebastian Chosiński

Na styku kultur i światów
— Sebastian Chosiński

Rozdarty między dwoma brzegami Atlantyku
— Sebastian Chosiński

Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Koncertowe przygody Grupy Niemen
— Sebastian Chosiński

Patetycznie, elegijnie i… krotochwilnie
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: …i nie stanie się nic – aż do końca!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.