Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Najgłupsze okładki płyt 2007

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 3 »
Pasażerowie: prosimy wyłączyć mózgi i zapiąć pasy. Podchodzimy do podsumowania najbardziej bezsensownych okładek płyt w zeszłym roku. Palenie dozwolone, a nawet wskazane. Załoga Esensji życzy miłego lotu.
Przeczesując nasze półki z płytami w poszukiwaniu materiału na podsumowania zeszłego roku, nie mieliśmy czasu dobrze im się przyjrzeć. Ot, kawałki lśniącego plastiku w plastikowym lub tekturowym pudełku.
Teraz, kiedy znaleźliśmy już nieco czasu, postanowiliśmy dokładniej przypatrzeć się temu, co na owych okładkach widnieje.
I popadliśmy: w zadumę i zdziwienie, marazm i szaleństwo, przygnębienie i osłupienie, gdyż wielu z grafik i zdjęć na okładkach nie mogliśmy przetrawić. Co więcej: są w redakcji tacy, którzy nieomal popadli w długi, a kilku popadło w alkoholizm.
Wszystko przez te cholerne covery.
Nastały mroczne dni: chodziliśmy jak struci, próbując odgadnąć nieprzeniknioną sferę treści, rozgryźć symbolikę okładek, dostrzec w nich jasny i prosty sens!
Nic z tego. Sięgnęliśmy w głąb filozoficznych dzieł, ale ani Arystoteles, ani Nietzsche nie pisali nic na ten temat.
Niektórzy z nas zaczytywali się w Koranie, inni szukali odpowiedzi w Biblii, nie napotkawszy na pomoc żadnego ze świętych proroków.
Nie byli nam w stanie pomóc ni wróżka, ni wróż. Nie rozumieli sensu dzieł profesorowie i pijaczkowie spod nocnych sklepów. Życie straciło dla nas sens..
Będąc na granicy zbiorowego samobójstwa (wybraliśmy szybką śmierć ze starości), postanowiliśmy zatruć życie i Wam, umiłowani Czytelnicy.
Główcie się i drapcie w łepetyny, analizujcie i dedukujcie – my po prostu, po ludzku, wymiękliśmy...
Queens of the Stone Age - „Era Vulgaris”
Płyta dobra, okładka idiotyczna. Że niby dwie żarówki, papieros, jakaś leniwa pogawędka? Osobiście nie jarzę.
Björk - „Volta”
Słuchając „Volty”, przenoszę się w nierzeczywiste, wyimaginowane światy. Oglądając jej okładkę, przenoszę się do Rygi. To chyba zdjęcie najobrzydliwszej zabawki, jaką można nieświadomie wyciągnąć z jajka-niespodzianki.
Steve Vai - „Sound Theories vol. 1-2”
Początek lat 90., szkoła podstawowa i osiedlowy "ryneczek" ze straganem, po brzegi wyładowanym podobnymi paskudztwami. Przy takich okładkach od razu czuję w ustach smak Proustowskiej magdalenki.
Pink Cream 69 - „In10city”
Nie chcę wyżywać się na tej okładce. Boję się, że ta czarnowłosa pani nagle wyjdzie z monitora, wyciągnie bicz i z donośnym "Hände Hoch!" na ustach zacznie okładać mnie po goleniach.
Pride of Lions - „The Roaring of Dreams”
Dobry Boże, co za obrzydlistwo! Tak mogłaby wyglądać reklama Liona, gdyby naczelny grafik firmy był skończonym ćpunem, popijającym poranną kawę Domestosem. Z drugiej strony zamierzony efekt został odniesiony – po takim kuriozum chyba tylko największy smutas nie chciałby zapoznać się z twórczością tejże kapeli.
Jacek Sobczyński
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
Sebastian Chosiński

22 IV 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj klasyczny jazzowy album Kwartetu Rolf & Joachim Kühn.

więcej »

Dwutakt: Kolejna niezła płyta Wielkiego Zespołu… tylko
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

17 IV 2017

O najnowszej płycie Depeche Mode, „Spirit”, dyskutują Jacek Walewski i Piotr „Pi” Gołębiewski.

więcej »

Non omnis moriar: Braterska miłość za „żelazną kurtyną”
Sebastian Chosiński

15 IV 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj klasyczny jazzowy album Kwintetu Rolfa Kühna.

więcej »

Polecamy

Więcej takich płyt, panie Schmidt!

Tu miejsce na labirynt…:

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż autora

W domu przy przygaszonym świetle
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drogi e-mailowy bocie z Amazonu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

SilnaPłyta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czytania tylko w wersji „deluxe”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gęstnienie intrygi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polska, mieszkam w Polsce, czyli 30 rockowych utworów o trudnej miłości do ojczyzny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych koszmarów Wesa Cravena
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mgła nad Trójmiastem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Największe rozczarowania muzyczne 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.