Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Najgłupsze okładki płyt 2007

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 3 »
Pasażerowie: prosimy wyłączyć mózgi i zapiąć pasy. Podchodzimy do podsumowania najbardziej bezsensownych okładek płyt w zeszłym roku. Palenie dozwolone, a nawet wskazane. Załoga Esensji życzy miłego lotu.
Przeczesując nasze półki z płytami w poszukiwaniu materiału na podsumowania zeszłego roku, nie mieliśmy czasu dobrze im się przyjrzeć. Ot, kawałki lśniącego plastiku w plastikowym lub tekturowym pudełku.
Teraz, kiedy znaleźliśmy już nieco czasu, postanowiliśmy dokładniej przypatrzeć się temu, co na owych okładkach widnieje.
I popadliśmy: w zadumę i zdziwienie, marazm i szaleństwo, przygnębienie i osłupienie, gdyż wielu z grafik i zdjęć na okładkach nie mogliśmy przetrawić. Co więcej: są w redakcji tacy, którzy nieomal popadli w długi, a kilku popadło w alkoholizm.
Wszystko przez te cholerne covery.
Nastały mroczne dni: chodziliśmy jak struci, próbując odgadnąć nieprzeniknioną sferę treści, rozgryźć symbolikę okładek, dostrzec w nich jasny i prosty sens!
Nic z tego. Sięgnęliśmy w głąb filozoficznych dzieł, ale ani Arystoteles, ani Nietzsche nie pisali nic na ten temat.
Niektórzy z nas zaczytywali się w Koranie, inni szukali odpowiedzi w Biblii, nie napotkawszy na pomoc żadnego ze świętych proroków.
Nie byli nam w stanie pomóc ni wróżka, ni wróż. Nie rozumieli sensu dzieł profesorowie i pijaczkowie spod nocnych sklepów. Życie straciło dla nas sens..
Będąc na granicy zbiorowego samobójstwa (wybraliśmy szybką śmierć ze starości), postanowiliśmy zatruć życie i Wam, umiłowani Czytelnicy.
Główcie się i drapcie w łepetyny, analizujcie i dedukujcie – my po prostu, po ludzku, wymiękliśmy...
Queens of the Stone Age - „Era Vulgaris”
Płyta dobra, okładka idiotyczna. Że niby dwie żarówki, papieros, jakaś leniwa pogawędka? Osobiście nie jarzę.
Björk - „Volta”
Słuchając „Volty”, przenoszę się w nierzeczywiste, wyimaginowane światy. Oglądając jej okładkę, przenoszę się do Rygi. To chyba zdjęcie najobrzydliwszej zabawki, jaką można nieświadomie wyciągnąć z jajka-niespodzianki.
Steve Vai - „Sound Theories vol. 1-2”
Początek lat 90., szkoła podstawowa i osiedlowy "ryneczek" ze straganem, po brzegi wyładowanym podobnymi paskudztwami. Przy takich okładkach od razu czuję w ustach smak Proustowskiej magdalenki.
Pink Cream 69 - „In10city”
Nie chcę wyżywać się na tej okładce. Boję się, że ta czarnowłosa pani nagle wyjdzie z monitora, wyciągnie bicz i z donośnym "Hände Hoch!" na ustach zacznie okładać mnie po goleniach.
Pride of Lions - „The Roaring of Dreams”
Dobry Boże, co za obrzydlistwo! Tak mogłaby wyglądać reklama Liona, gdyby naczelny grafik firmy był skończonym ćpunem, popijającym poranną kawę Domestosem. Z drugiej strony zamierzony efekt został odniesiony – po takim kuriozum chyba tylko największy smutas nie chciałby zapoznać się z twórczością tejże kapeli.
Jacek Sobczyński
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
Sebastian Chosiński

22 VII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj Grupa Niemen, czyli połączone siły Czesława Niemena, Helmuta Nadolskiego i tria SBB.

więcej »

Słuchaj i patrz: M jak morderca
Beatrycze Nowicka

19 VII 2017

Znów czerń i biel, estetyka retro i kryminalny motyw. I ponownie przykład teledysku, w którym minimalizm środków okazał się właściwym wyborem.

więcej »

Non omnis moriar: Koniec epoki niewinności
Sebastian Chosiński

15 VII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz piąty (a w „Esensji” szósty) słowacka Fermáta.

więcej »

Polecamy

Kandydaci do PEN-Clubu

Tu miejsce na labirynt…:

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż autora

Czarna Wdowa na ostro
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez przebaczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyrzut sumienia pędzącego miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie ma kresu zbrodni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Uciec przed nocą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Proces „Procesu Jean Grey”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W domu przy przygaszonym świetle
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.