Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 18 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

50 płyt na 50-lecie polskiego rocka

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 3 5 »
Może trudno w to uwierzyć, ale polska muzyka rockowa ma już 50 lat. Przez ten czas powstało zarówno masę wspaniałej muzyki, jak i niewartego zapamiętania szmelcu. Chcąc uczcić tę rocznicę, postanowiliśmy skupić się tylko na tym, co najlepsze, i zaprezentować 50 najciekawszych płyt, jakie przez te 50 lat zostały nagrane w kraju nad Wisłą.
rys. M. Fitzner
rys. M. Fitzner
Przypuszczam, że dla większości czytelników „Esensji” termin „narodziny polskiego rocka” jest pojęciem równie abstrakcyjnym, co Bitwa pod Grunwaldem. Wydaje się przecież, że rock istniał od zawsze. A jednak to wszystko miało swój początek. W 1959 roku, z inicjatywy znanego już wtedy propagatora jazzu Franciszka Walickiego, powstał pierwszy w Polsce zespół rockandrollowy, nieco dla zmyłki noszący nazwę Rhythm & Blues. W jego skład wchodzili Leszek Bogdanowicz (właściciel pierwszej elektrycznej gitary w Polsce), grający na kontrabasie Leszek Szymański, perkusista Edward Malicki, pianista Andrzej Sułocki, saksofonista Jan Kirsznik oraz śpiewający soliści – Bogusław Wyrobek, Michaj Burano i Marek Tarnowski. Zadebiutowali 24 marca 1959 w gdańskim Jazz-Clubie „Rudy Kot” i tę datę przyjmuje się za symboliczny początek rock and rolla w Polsce. Zespół Rhythm & Blues działał do 1960 roku, kiedy to zaniepokojone wywrotową działalnością formacji Ministerstwo Kultury administracyjnym zarządzeniem zabroniło bandowi występowania w klubach, co automatycznie doprowadziło do jego rozwiązania. Walicki się jednak nie poddawał i niedługo potem współtworzył kolejne formacje: Czerwono-Czarnych i Niebiesko-Czarnych. Jak widać fali rock and rolla nie dało się zatrzymać. Aby godnie uczcić pięćdziesięciolecie polskiego rocka, zespół działu muzycznego „Esensji” postanowił przedstawić 50 najważniejszych płyt w historii polskiego rocka. Wybór nie był łatwy, a walka o to, jakie krążki powinny znaleźć się w zestawie, była burzliwa i krwawa. W ten sposób na liście pojawiły się pozycje mniej oczywiste, choć naszym zdaniem warte uwagi. Z dumą prezentujemy więc 50 albumów, które odcisnęły piętno na polskim rocku i których po prostu nie wypada nie znać. Dziś druga dziesiątka zestawienia. Wielki finał w pierwszy dzień świąt.

Dżem
‹Detox›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDetox
Wykonawca / KompozytorDżem
Data wydaniaczerwiec 1991
NośnikCD
Czas trwania41:55
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Jak malowany ptak04:31
2) Mamy forsę, mamy czas05:02
3) Ostatnie widzenie08:22
4) Śmiech czy łzy02:51
5) Detox06:46
6) Sen o Victorii05:44
7) List do M.06:36
8) Letni spacer z Agnieszką02:03
50. DŻEM – DETOX (1991)
„Detox” to w dorobku formacji płyta wyjątkowa. Powszechnie uważana za najlepszą, jednocześnie jest punktem zwrotnym w historii zespołu. Tytuł jest znamienny – szczerze nawiązuje do narkotykowych problemów wokalisty grupy Ryszarda Riedla, które zakończyły się trzy lata później śmiercią artysty. Pomimo pewnego ostrożnego optymizmu, jaki bije z tekstu tytułowej piosenki („Tylko twa wiara pomoże ci / Wiara i siła, by wygrać z tym”), później nastąpił już nieodwracalny regres (a w międzyczasie słabsza płyta „Autsajder”), tak więc „Detox” to rzeczywiście szczyt formy Dżemu z będącym jeszcze w dobrej formie Riedlem. A przy tym po prostu bardzo dobry krążek – i muzycznie, i tekstowo.
Muzycznie mamy do czynienia z płytą bardzo ciekawą, zróżnicowaną. Bez wątpienia przyczynił się do tego fakt, że w komponowaniu brały udział aż cztery osoby – Jerzy Styczyński, Paweł Berger, Adam Otręba i Beno Otręba. Dzięki temu na albumie znajdziemy zarówno pogodne akustyczne gitarowe utwory instrumentalne „Śmiech czy łzy” i „Letni spacer z Agnieszką”, dynamicznie rockowe „Jak malowany ptak”, bluesujący „Detox” i „Ostatnie widzenia”, jak i piękne ballady: „Sen o Wiktorii” oraz słynny „List do M”.
Tekstowo jest „Detox” albumem z motywem przewodnim – to rozpisana na szereg utworów opowieść o człowieku samotnym. Powody tej samotności mogą być tu różne – uzależnienie narkotykowe („Detox”), nieuleczalna choroba („Jak malowany ptak”), poczucie odosobnienia („List do M”) czy niemożność zatrzymania miłości („Ostatnie widzenie”), ale każde z nich owocuje dramatem odrzucenia przez innych. Teksty są pisane nie tylko przez Riedla (Dariusz Dusza, Kazimierz Galaś), ale mimo wszystko album wygląda na spójne, osobiste wyznanie wokalisty. Nie ma chyba nikogo, kogo nie poruszyłoby wyznanie prezentowane w przejmującym „Liście do M”.
Najlepszym kawałkiem z tej płyty będzie jednak „Jak malowany ptak” (słowa Dariusza Duszy). Najostrzejszy utwór albumu odnosi się do prawdziwych wydarzeń z 1990 r. – erupcji agresji mieszkańców małego miasteczka, w którym miał powstać ośrodek dla chorych na AIDS. Mimo to słowa „Jak malowany ptak” zadziwiająco dużo mówią o samym Riedlu. „Czy przyjmiesz mnie mój Boże / Kiedy odejść przyjdzie czas. / Czy podasz mi swą rękę / A może będziesz się bał” – tak też na późniejszym o cztery lata koncercie „List do R.” śpiewali fani na pożegnanie wokalisty Dżemu.
Konrad Wągrowski

Oddział Zamknięty

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOddział Zamknięty
Wykonawca / KompozytorOddział Zamknięty
Data wydania1983
Wydawca Polskie Nagrania
NośnikCD
Czas trwania38:55
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Odmienić los3:05
2) Party4:55
3) Zabijać siebie3:30
4) Obudź się5:05
5) Jestem zły3:05
6) Andzia i ja2:40
7) Twój każdy krok5:00
8) Ich marzenia4:15
9) Na to nie ma ceny3:50
10) Ten wasz świat3:35
49. ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY – ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY (1983)
Założony w 1979 roku Oddział Zamknięty był pełną gębą „rockandrollowym” zespołem i, jak na warunki panujące na początku lat 80. w Polsce, zjawiskiem oryginalnym. Począwszy od głośnej, dynamicznej muzyki, poprzez teksty o rozrywkowej stronie życia (i jej konsekwencji), image a’la The Rolling Stones, na koncertowych zadymach i hotelowych burdach kończąc. Ciągłe zmiany składu także stały się dla tego zespołu charakterystyczne.
Pierwsza, zatytułowana zwyczajnie „Odział Zamknięty” płyta (z charakterystycznym logiem autorstwa Marka Kościkiewicza, późniejszego założyciela De Mono) nagrywana była przez różnych muzyków. Do pierwszej sesji przystąpili: wokalista Krzysztof Jaryczewski (jego doświadczenia z pobytu w szpitalu psychiatrycznym celem uniknięcia służby wojskowej nadały grupie nazwę), śpiewający gitarzysta Wojciech Łuczak-Pogorzelski, grający na basie Paweł Mścisławski oraz perkusista Jarosław Szlagowski. Następnie, podczas drugiej sesji, do zespołu dołączył Włodzimierz Kania, wspomagając Oddział swoją grą na gitarze. Przy trzecim podejściu w studio pojawili się basista Marcin Ciempiel wraz z grającym na bębnach Michałem Coganianu, zastępując Mścisławskiego i Szlagowskiego, zwerbowanych przez Borysewicza do tworzonego Lady Pank. Mimo tych zawirowań powstała płyta spójna, urzekająca młodzieńczą werwą i pełna świetnych melodii. Nie zdradzając debiutanckiej tremy, muzycy z wyczuciem skomponowali materiał składający się z szybkich rockandrollowych kawałków, nawiązujących do dokonań The Police („Na to nie ma ceny”, „Twój każdy krok” z ciekawą, „orientalną” solówką gitary), The Pretenders („Ten Wasz świat”, „Zabijać się”) czy nawet Shakin’ Stevensa (parafrazująca przebój „Shirley” – „Andzia”). Kapela nie zapomniała także o spokojniejszych dźwiękach i nagrała kojarzący się z „Knocking on Heaven’s Door” kawałek „Obudź się” oraz rozbujaną piosenkę „Party” (znów kłaniają się The Pretenders).
Tekstowo to wpasowujący się w pokoleniową wojnę, młodzieżowy bunt przeciw szarości i codziennej nudzie w PRL-owskiej rzeczywistości oraz przeciwny jej opisżycia gwiazd rocka, podtrzymujący wizerunek zespołu.
Praktycznie każdy z zawartych na płycie numerów stał się dużym przebojem, a utwory „Ten wasz świat”, „Twój każdy krok”, „Party” i „Andzia” zapewniły Oddziałowi wielu oddanych fanów.
Debiut Oddziału to kawałek dobrej rockowej rozrywki oraz zagranej z prawdziwym polotem i dużą ekspresją szczerej, orzeźwiającej muzyki. Album, który potwierdza, że popularność zespołu nie była przesadzona. I dziś trudno szukać tak przebojowych płyt i takich kolejek w sklepach, jakie się po krążek ustawiały.
Jakub Stępień

Klan
‹Mrowisko›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMrowisko
Wykonawca / KompozytorKlan
Data wydania1971
Wydawca Polskie Nagrania
NośnikCD
Czas trwania42:01
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Sen3:17
2) Kuszenie3:29
3) Nerwy miasta3:31
4) Senne wędrówki3:52
5) Taniec wariatki2:02
6) Taniec czterech1:37
7) Na przekór2:16
8) Nasze myśli5:10
9) Mrowisko4:15
10) Pejzaż z pustych ram4:31
11) Taniec głodnego2:24
12) Epidemia euforii3:46
13) Sen1:49
48. KLAN – MROWISKO (1971)
Marek Ałaszewski – twórca i lider Klanu – muzyką rockową zainteresował się podczas studiów na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych; grywał wtedy w zespołach Bardowie i Pesymiści, których nazwy dzisiaj kojarzyć mogą jedynie najbardziej zaawansowani znawcy historii rodzimego big-beatu. Sławę przyniósł mu bowiem dopiero założony wiosną 1969 roku Klan, jedna z pierwszych polskich kapel, która konsekwentnie nawiązywała w swojej twórczości do dokonań wyspiarskiego rocka progresywnego. Po kilku udanych koncertach (między innymi na festiwalu w Opolu) zespół nagrał, wydaną w 1970 roku, EP-kę, która zawierała tak klasyczne już dzisiaj kawałki, jak „Z brzytwą na poziomki” (nagroda dla tego, kto rozwikła ów surrealistyczny tekst!), „Automaty”, „Gdzie jest człowiek” oraz „Nie sadźcie rajskich jabłoni”. Rok później natomiast światło dzienne ujrzało „Mrowisko” – koncept-album stworzony przez Ałaszewskiego (muzyka) oraz Marka Skolarskiego (libretto) do baletowego spektaklu Marka Lewandowskiego. I choć fakt, że młodzi rockmeni zabrali się za stworzenie oprawy muzycznej do baletu, co dotychczas zarezerwowane było głównie dla twórców muzyki klasycznej, zakrawał na bezczelność, przyznać trzeba z perspektywy czasu, że eksperyment ten zakończył się wielkim sukcesem artystycznym. Zdecydowały o tym zwłaszcza dwa elementy – niebanalne aranżacje autorstwa Ałaszewskiego, przenoszące na polski grunt doświadczenia Jethro Tull, Vanilla Fudge czy wczesnego Yes, oraz nietuzinkowe, zmuszające do intelektualnego wysiłku teksty Skolarskiego, udanie oddające zagubienie współczesnego człowieka w coraz bardziej stechnicyzowanym i odhumanizowanym świecie. „Nerwy miasta”, „Taniec głodnego”, „Kuszenie”, a przede wszystkim „Epidemia euforii” – stały się kamieniami milowymi w rozwoju polskiego rocka progresywnego. Jedyne, na co można dzisiaj narzekać, to nie najlepsze brzmienie i jakość nagrania. Tego w żaden sposób przeskoczyć się nie dało, mając do dyspozycji takie instrumenty, z jakich korzystali w czasie nagrywania „Mrowiska” muzycy Klanu.
Sebastian Chosiński

Wilki

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWilki
Wykonawca / KompozytorWilki
Data wydaniamaj 1992
Wydawca MJM Music
NośnikCD
Czas trwania45:17
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Eroll4:48
2) Nic zamieszkują demony4:24
3) Son of the Blue Sky4:01
4) Amiranda3:43
5) Rachela4:54
6) Beniamin4:01
7) Glorya3:49
8) Aborygen3:56
9) Eli lama sabachtani3:35
10) Z ulicy kamiennej4:01
11) Uayo4:05
47. WILKI – WILKI (1992)
Na tej płycie wszystko do siebie pasuje: pomysłowo zaaranżowane kompozycje, mistyczne teksty i przede wszystkim szyld – Wilki. Muzyka zawarta na debiutanckim krążku formacji jest dzika i nieokrzesana. Idealnie wpisuje się w wizerunek człowieka wolnego, wędrującego po świecie, którego nie trzymają żadne konwenanse. Robert Gawliński, samozwańczy lider Wilków, wydawał się też idealną osobą, która ten wizerunek kreowała. Jego hulaszczy tryb życia do dziś owiany jest legendą. W utworach dzieje się równie wiele, co w jego życiu. Niby jest to płyta rockowa, ale pojawiają się na niej liczne odniesienia orientalne („Eroll”, „Nic zamieszkują demony”) lub folkowe, jak plemienne bębny w „Z ulicy kamiennej” i „Uyao”. Do tej mocno eklektycznej muzyki Gawliński napisał świetne teksty dotyczące zagubienia we współczesnym świecie („Amiranda”, „Nic zamieszkują demony”), potrzeby wolności („Beniamin”, „Aborygen”) czy w niebanalny sposób mówiące o miłości („Eli lama sabachtani”).
Na „Wilkach” znajdziemy też utwór wyjątkowy – „Son of the Blue Sky”. Chyba jedyna piosenka z angielskim tekstem nagrana przez Polaka, która stała się w naszym kraju megaprzebojem. Do dziś wielu próbuje powtórzyć tę sztukę, ale zawsze kończy się to marnym skutkiem. Na albumie mamy jednak więcej numerów, które na stałe wpisały się w kanon polskiej muzyki rozrywkowej: „Eli lama sabachtani”, „Beniamin”, „Aborygen” czy „Eroll” to dziś klasyka.
Słuchając debiutu Wilków aż trudno uwierzyć, jak ten zespół ewoluował na następnych wydawnictwach. Może i „Baśka miała fajny biust”, ale Gawliński nie tworzy już tak fajnej muzyki.
Piotr „Pi” Gołębiewski

Świetliki
‹O.Gród K.Oncentracyjny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułO.Gród K.Oncentracyjny
Wykonawca / KompozytorŚwietliki
Data wydania1993
NośnikCD
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Parasolki
2) Zamknięcie kina Młoda Gwardia
3) Przed wyborami
4) Tygrysia piosenka
5) Pogo
6) Opluty 44
7) Casablanca
8) ...ska
9) Falafel - śmierć Rushdiemu
10) Świerszcze
11) Upiór
12) Olifant
13) Tata mięso
14) Wilgoć
15) M - morderstwo
16) Pobojowisko
17) W poniedziałek
18) Karol Kot
19) Nieprzysiadalność
20) Słonidarność
21) Pod wulkanem
22) Listopad
23) Niemal koniec świata
46. ŚWIETLIKI – O.GRÓD K.ONCENTRACYJNY (1993)
Na początku było Słowo! A raczej poezja. Wiersze młodego poety rodem z Lubelszczyzny – chociaż dzisiaj jednoznacznie kojarzonego już z Krakowem – Marcina Świetlickiego, w latach 80. ubiegłego wieku związanego z podziemnymi pismami „Tumult” i „bruLion”. Od najmłodszych lat zafascynowany muzyką punkową i nowofalową, jesienią 1992 roku postanowił on stanąć na czele kapeli rockowej, zdobywając w ten sposób nowe forum do prezentacji swojej pełnej młodzieńczej zadziorności poezji. Efekt przerósł oczekiwania. Ochrzczona od jego nazwiska grupa, powstała na bazie prowadzonej przez Grzegorza Dyducha krakowskiej Trupy Wertera Utraty, stała się sporą sensacją na polskim rynku muzycznym połowy lat 90. Najpierw był świetnie przyjęty koncert zarejestrowany dla telewizji, a w ślad za nim pojawiła się debiutancka płyta. Jako że Świetlicki nigdy nie ukrywał, że śpiewać raczej nie potrafi – w zespole pełnił nie tyle rolę wokalisty, co melodeklamatora. Jego zachrypnięty głos, w czym była spora zasługa nałogu nikotynowego, idealnie wpasował się w punkowo-zimnofalowo-alternatywną muzykę komponowaną przez Dyducha (basistę i gitarzystę) oraz Marka Piotrowicza (perkusistę). Nad „O.grodem K.oncentracyjnym” unosił się więc duch późnego Iggy’ego Popa oraz Toma Waitsa; polskich odpowiedników brakowało. Jeśli jednak album ten przeszedł do historii polskiego rocka, to przede wszystkim z uwagi na teksty, a raczej wiersze (wiele z nich bowiem pojawiało się w oryginalnych tomikach) Marcina. Cytaty z „Oplutego 44” (nawiązujący do songu Kurta Weilla i Bertolda Brechta), „Olifanta”, „M – morderstwo” (mające swoją genezę w przedwojennym filmie Fritza Langa), „Karola Kota” (będący poetycką trawestacją historii krakowskiego psychopatycznego zabójcy z lat 60.), „Nieprzysiadalności” czy też „Pod wulkanem” (dla którego inspiracją była najsłynniejsza powieść Malcolma Lowry’ego) weszły do codziennego języka inteligenckiej młodzieży sprzed kilkunastu lat. Któż bowiem spośród naszych rockowych poetów wyrażał wtedy dosadniej, chociaż przez pryzmat jednostkowego doświadczenia, frustrację młodego pokolenia: „(…) a ja mówię / daj mi spokój / ja nie mam ochoty / ja to pierdolę / dziś jestem w nastroju / nieprzysiadalnym”.
Sebastian Chosiński

Kult
‹Muj wydafca›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMuj wydafca
Wykonawca / KompozytorKult
Data wydania1 października 1994
Wydawca S.P. Records
NośnikCD
Czas trwania70:42
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Ręce do góry
2) Lewe lewe loff
3) Keszitsen kepet onmagarol
4) Onyx
5) Gaz na ulicach
6) Oczy niebieskie
7) Pasażer
8) Historia pewnej miłości
9) Mój wydawca
10) Kulcikriu
11) Bliskie spotkanie 3. stopnia
12) Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa
13) Na zachód!
14) Dziewczyna o perłowych włosach
15) Psalm 151
16) Piosenka młodych wioślarzy
17) Setka wódki
45. KULT – MUJ WYDAFCA (1994)
„Muj wydafca” to płyta, która powstała między pierwszym i drugim „Tatą Kazika”, a więc płyta istotna. Miała bowiem pokazać, że pomimo wielkiego sukcesu w przypominaniu piosenek Staszka Staszewskiego Kult nadal potrafi mówić własnym głosem. I to się w pełni udało. „Muj wydafca” jest dziełem zróżnicowanym – zarówno tekstowo, jak i muzycznie. Przyznać należy jednak, że album to w przesłaniu niebanalny i inteligentny, a w słuchaniu całkiem przyjemny.
Muzycznych inspiracji jest tu niemało. Pobrzękują echa Talking Hades, Toma Waitsa, Queen. Pomimo tego, że zacząłem od „mówienia własnym głosem”, wspomnieć trzeba, iż na płycie znajdziemy dwa bardzo udane covery – „Pasażera” Iggy’ego Popa i „Dziewczyny o perłowych włosach” węgierskiej Omegi – które spowodowały niewątpliwy wzrost popularności tych utworów w Polsce. Mamy kawałki rockowe, wpadające w reggae, punkowe, psychodeliczne, a nawet balladę podwórkową czy hymn religijny… „Mój wydafca” jest płytą ciekawą jako całość, nie ma tu wielkich przebojów, poza może „Lewe lewe loff”, do dzisiaj najchętniej granego przez stacje radiowe utworu z tej płyty. Paradoksalnie, to chyba numer o najprostszym z całego albumu tekście, zawartym w początkowej deklaracji Kazika „Jest trzecia w nocy, piszę przez chwilę to, co mi się we łbie ułożyło”. Reszta słów jest już bardziej „zaangażowana”. Znajdziemy tu deklaracje polityczne, jak „Ręce do góry” (skarga na politykę podatkową państwa) lub „Keszitsen kepet onmagarol” (satyra na całą naszą klasę polityczną), teksty o dolach i niedolach pracy na scenie rockowej („Muj wydafca”, „Kulcikriu” „Na zachód!”) i te bardziej zaangażowane społecznie („Historia pewnej miłości”, „Bliskie spotkanie 3 stopnia”, „Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa”) czy też często spotykane u Kazika nawiązania religijne („Psalm 151”). Do wyboru, do koloru – ciekawie, drapieżnie, bezkompromisowo.
Lubię wracać do tej płyty. Zostawiła po sobie więcej niż inne, z pozoru głośniejsze albumy Kultu. A nawet gdyby pozostał z niej tylko cytat „Ale żadne słowa tego nie opiszą, co może poczuć człowiek ciemną, jesienną nocą”, warto by sobie „Mojego wydafcę” wciąż przypominać.
Konrad Wągrowski

Brygada Kryzys

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrygada Kryzys
Wykonawca / KompozytorBrygada Kryzys
Data wydania1982
NośnikCD
Czas trwania36:25
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Centrala5:55
2) Radioaktywny blok1:00
3) Nie ma nic4:46
4) Przestań śnić6:30
5) The Real One3:21
6) Travelling Stranger3:53
7) Except One2:24
8) Ganja3:13
9) Fallen, Fallen is Babylon5:23
44. BRYGADA KRYZYS – BRYGADA KRYZYS (1982)
Nie było chyba zespołu, który wywarłby większy wpływ na rozwój polskiej muzyki alternatywnej w początkach lat 80. XX wieku. Założyli go muzycy, którzy już wcześniej dali się poznać w „podziemiu” – Robert Brylewski (wcześniej lider Kryzysu, okazjonalnie grywający również z zespołem Deadlock) oraz Tomasz Lipiński (który stał na czele Tiltu). Na scenie zadebiutowali jesienią 1981 roku i mieli to szczęście / nieszczęście (niepotrzebne skreślić), że już pierwszy ich koncert trafił na płytę – bardzo kiepskiej jakości bootleg (z dźwiękiem wziętym prosto z konsolety), który wydany został w Anglii. Album z prawdziwego zdarzenia wyszedł dopiero w roku następnym; trafiły nań utwory nagrane przez Brygadę Kryzys podczas dwóch testowych sesji, które miały wypróbować możliwości nowego studia otwartego przez firmę Tonpress na warszawskim Wawrzyszewie. Co można zresztą uznać za prawdziwą ironię losu. Był przecież mroźny luty 1982 roku, za oknami najbardziej ponure czasy stanu wojennego, a w państwowym studiu nagraniowym jeden z antyreżimowych zespołów nagrywał właśnie „Centralę”, „Radioaktywny blok”, „Nie ma nic”, „Przestań śnic” – już same tytuły mówiły za siebie. Jeszcze większym zaskoczeniem mógł być jednak fakt, że płyta ukazała się na rynku, na dodatek opatrzona wielce wymowną czarną okładką. Wypełniająca krążek muzyka – swoista mieszanka punk rocka i nowej fali – okazała się ponadczasowa, po dziś dzień brzmi świeżo i interesująco. Z jednej strony nie brak w niej transu i psychodelii, z drugiej – typowo rockowego wykopu. Zagraną natomiast w rytmie reggae „Ganję” można uznać za zapowiedź założonego przez Brylewskiego rok później Issiaela, szybko zresztą przemianowanego na Izrael. Tonpress wytłoczył astronomiczną – jak na dzisiejsze warunki – ilość dwustu tysięcy egzemplarzy albumu, słusznie zakładając, że wszystko sprzeda się bez problemu. Gdy jednak partyjni decydenci od kultury pokapowali się, jakie to antysocjalistyczne treści przekazuje zespół, część nakładu zniszczono. W efekcie oryginalne wydanie „czarnej” płyty Brygady stało się „białym krukiem”.
Sebastian Chosiński

Hey
‹Fire›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFire
Wykonawca / KompozytorHey
Data wydania1993
NośnikCD
Czas trwania55:17
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) One of Them2:44
2) Choice3:38
3) Dreams2:46
4) Nonsense2:45
5) Karą będzie lęk3:36
6) Little Peace2:50
7) Zazdrość2:01
8) Moja i twoja nadzieja4:46
9) Desire3:58
10) Delusions3:29
11) Eksperyment3:40
12) Flowers for Titus3:21
13) Zobaczysz4:20
14) Schisophrenic Family1:54
15) Fate3:04
16) 380:38
17) Teksański2:42
18) Moja i twoja nadzieja (acoustic)3:05
43. HEY – FIRE (1993)
Ta płyta trafiła w swój czas. Na świecie panował grunge, a polski rock łapał właśnie drugi oddech po posusze związanej z transformacją ustroju. Jednak powiedzieć o „Fire”, debiucie grupy Hey, że tylko dzięki szczęściu zdobyła taką popularność, byłoby ogromnym rozminięciem się z prawdą. Choć Hey czerpał całymi garściami z mody na przesterowane gitary i brud w muzyce, już wtedy zaproponował całkiem nową jakość. „Fire” na długie lata zdefiniował styl zespołu, który niespodziewanie ewoluował dopiero z odejściem głównego kompozytora i lidera formacji, Piotra Banacha. Muzyka zaproponowana przez formację była brudna, bezkompromisowa, ale przy tym szalenie przebojowa („Teksański”, „Dreams”, „Zazdrość”, „Zobaczysz”). Spory wkład w ten stan rzeczy miała charyzmatyczna wokalistka Kasia Nosowska, która w niepowtarzalny sposób połączyła introwertyczność z drapieżnością. Jej teksty (tu jeszcze w przeważającej liczbie napisane po angielsku) były brutalne i dołujące, a w jej ekspresywnym wykonaniu zyskiwały drugie dno. To, że Nosowska obecnie jest nazywana pierwszą damą polskiej piosenki, nie jest przypadkiem, o czym przekonywała nas od samego początku.
„Fire” jest prawdziwą kopalnią hitów. To tutaj znajduje się evergreen w postaci „Moja i twoja nadzieja”, który stał się hymnem niosących pomoc powodzianom w czasie powodzi stulecia w 1997 roku. Poza tym są tu jeszcze takie kawałki jak ultraprzebojowy „Teksański” czy przewrotny w warstwie tekstowej „Eksperyment”.
Pewnie można się spierać, która płyta Hey jest tą najlepszą. Na pewno jako kandydatów należałoby wymienić „Ho!”, „Znak zapytania”, „(sic!)” czy najnowszą „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, ale to właśnie na „Fire” Hey zdefiniował swój styl, a ponadto do dziś pozostaje ich najlepiej sprzedającym się krążkiem.
Piotr „Pi” Gołębiewski

Breakout
‹Na drugim brzegu tęczy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNa drugim brzegu tęczy
Wykonawca / KompozytorBreakout
Data wydania1969
Wydawca Polskie Nagrania
NośnikCD
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Poszłabym za tobą
2) Nie ukrywaj – wszystko wiem
3) Na drugim brzegu tęczy
4) Czy mnie jeszcze pamiętasz?
5) Wołanie przez Dunajec
6) Masz na to czas
7) Gdybyś kochał, hej!
8) Powiedzieliśmy już wszystko
9) Gdzie chcesz iść
10) Po ten księżyc złoty
42. BREAKOUT – NA DRUGIM BRZEGU TĘCZY (1969)
Niełatwo jest być prekursorem – i to na żadnym polu. Dobitnie przekonali się o tym Tadeusz Nalepa, Mira Kubasińska i pozostali muzycy grupy Breakout, którzy pod koniec lat 60. ubiegłego wieku starali się przenieść na polski grunt wzorce psychodelicznego rocka, wraz ze wszystkimi jego atrybutami – długimi włosami i hipisowskimi strojami. Wyśmiewani przez media, niedopuszczani do wielu sal koncertowych i telewizji, byli jednak uwielbiani przez publiczność. Debiutancki album portretuje grupę znajdującą się wciąż jeszcze na artystycznym rozdrożu – pomiędzy big-beatową przeszłością Blackoutu (ze Stanisławem Guzkiem vel Stanem Borysem w roli wokalisty) a jawnie już bluesowo-rockowym Breakoutem. Nie brak tu piosenek błahych, których później pewnie Nalepa na takim wydawnictwie już by nie umieścił (na przykład „Wołanie przez Dunajec” czy klezmersko-parodystyczny „Po ten księżyc złoty”), ale są również evergreeny, bez których trudno byłoby wyobrazić sobie historię polskiego rocka (jak chociażby rockowe „Poszłabym za tobą”, balladowe, ale z nutką depresji, „Powiedzieliśmy już wszystko” czy też piosenka tytułowa, w tekście której chyba nie bez powodu dopatrywano się wizji narkotycznych). Największym przebojem albumu stała się jednak, stylizowana na góralszczyznę (piekielnie modną w big-beatowej epoce polskiego rocka) ballada „Gdybyś kochał, hej!”. Uwagę przykuwa również nowa wersja Niemenowskiego „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”, choć uczciwie przyznać trzeba, że oryginału Breakout nie przebił. Pytanie tylko: Kto byłby w stanie to zrobić? Mimo że „Na drugim brzegu tęczy” uważane jest za jeden z pierwszych – jeśli nie w ogóle pierwszy – rodzimy album czysto rockowy, nie można pominąć ogromnego wkładu w powstanie tej płyty wybitnego jazzmana – saksofonisty i flecisty Włodzimierza Nahornego, bez udziału którego utwór tytułowy i „Powiedzieliśmy już wszystko” straciłyby chyba z połowę wartości.
Sebastian Chosiński

Obywatel G.C.

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułObywatel G.C.
Wykonawca / KompozytorObywatel G.C.
Data wydania1986
NośnikCD
Czas trwania38:02
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Paryż-Moskwa 17.15 (czyli mimowolne podróże kochanków)5:11
2) Tak długo czekam (czyli Ciało)4:59
3) Błagam nie odmawiaj (czyli wyroki ferowane z pewną nadzieją)5:33
4) Kaspar Hauser4:26
5) Spoza linii świata (czyli listy pisane z serca dżungli)4:46
6) Przyznaję się do winy (czyli zeznania miłosne)6:38
7) Moje modły6:41
41. OBYWATEL G.C. – OBYWATEL G.C. (1986)
Rok 1985 był dla Republiki i samego Ciechowskiego bardzo trudny. Mimo świetnej płyty „Nieustanne Tango” atmosfera w zespole i dookoła niego zaczynała się psuć. Kulminacyjnym momentem był koncert w Jarocinie – gdy grupa pojawiła się na scenie, posypały się pomidory i jajka. Była to swoista zemsta za odwołanie występu z poprzedniej edycji festiwalu. W miarę grania utworów gwizdy tłumu poczęły słabnąć, by w końcu zupełnie zniknąć. I mimo że niespodziewanie odmieniona publiczność odśpiewała „Sto lat”, prosząc Republikę o bis, Ciechowski postanowił zakończyć koncert bez dodatkowego seta. W samej ekipie również nie działo się najlepiej. Kłótnie o podłożu muzycznym schodziły na bardziej osobisty plan i doprowadziły w 1986 roku do rozpadu zespołu. Ciechowski, jako kompozytor całości materiału, został z nowymi utworami, które grupa grała już wtedy na żywo. Postanowił, że kolejna formacja nie będzie ograniczona żadną stylistyką, a skład będzie otwarty. Nazwa miała zostać utworzona z jego inicjałów. I tak powstał Obywatel G.C., uznawany za jego solowy projekt. Do nagrania istniejącego już materiału zaprosił uznanego już wtedy gitarzystę Lady Pank Jana Borysewicza, wszechstronnego basistę Krzysztofa Ścierańskiego, jazzowego saksofonistę Michała Urbaniaka i pochodzącego z Hawany perkusistę Jose Torresa. Muzycy ci wzbogacili brzmieniowo i aranżacyjnie utwory, które mimo wszystko zdradzają „republikańskie” pochodzenie. Na płycie znajdują się bardzo ciekawe melodie, sugerujące wpływy funku („Błagam nie odmawiaj”), tradycyjnego rocka (ostre gitarowe riffy w „Paryż Moskwa 17:15”) i awangardowych rozwiązań („Moje modły”). Zabarwienie ich malującymi piękne pejzaże organami i jazzowymi partiami saksofonu (świetne solo w „Przyznaję się do winy”) zdecydowanie wyróżnia tę płytę na tle wcześniejszych dokonań lidera. Nie bez znaczenia jest gra Torresa, nadająca kompozycjom lekko kubański koloryt. Najbardziej urzekającym momentem jest „Tak długo czekam”. Ta klimatycznie rozwijająca się pieśń zachwyca rozmachem aranżacyjnym, bogatym instrumentarium, linią melodyczną oraz pięknym tekstem o obsesyjnym pożądaniu. Niewątpliwie jest to najlepsza wizytówka tego, co chciał na tym albumie osiągnąć G.C. Jeśli chodzi o teksty, Ciechowski jest ciągle w wysokiej, znanej z płyt Republiki formie. Autor opisuje trudne do zdefiniowania uczucie, jakim jest miłość mylona z pożądaniem czy pragnieniem ubezwłasnowolnienia innej osoby, w charakterystyczny dla siebie, poetycki sposób.
Płyta „Obywatel G.C.” była dla Ciechowskiego sukcesem bardziej artystycznym (udowodnił sobie, że potrafi oderwać się od nowofalowych szufladek) niż komercyjnym (album sprzedał się gorzej niż krążki poprzedniego zespołu jego twórcy). Ten przyszedł dopiero z następnym krążkiem. Debiut G.C. potwierdza jednak kompozytorski talent byłego lidera Republiki i ukazuje jego drugie oblicze: muzyka niebojącego się nowych wyzwań.
Jakub Stępień
[1] 2 3 5 »
dodajdo

Komentarze

« 1 11 12 [13]
16 VI 2015   17:41:17

Ja jednak wolę starego, dobrego rockowego Clostera w swoim "najgłówniejszym składzie" (Pieczyński, Najman, Pawłowski)

Z Aurum podobają mi się wybrane kawałki, niektóre są nijakie ("Dwanaście dni" 12?), niektóre to, moim zdaniem nieporozumienie ("Deja vu" i ten na podstawie filmu z Williamsem). A już przyjaciela co upada przeklikuję zawsze.

A już Bordeaux to jest... to jest... ja nie wiem, co to jest ale nie muzyka. Żal.

08 VIII 2015   23:04:54

Nie rozumiem dlaczego marny Maanam tak wysoko i Perfect ze swoją knajpianą muzyka a brak I Ching Hołdysa.

29 IX 2015   16:02:48

Czy naprawdę polski rock zaczyna się i kończy na Kulcie? :P

06 XII 2015   10:47:20

...jak dla mnie brakuje napewno Czerwonej Aya RL ... a n

09 I 2016   11:56:10

Jestem rozczarowany tą listą. Nie mamy znakomitych albumów T Lovu, Kinga i Prymitywa. Nie ma Helicopters Portera, co jest skandalem. I Ching Hołdysa to dzieło, które też nie ma odpowiednika, a na Waszej liście pusto. A Świnie superbandu MWNH? Zanim coś napiszecie to warto się doinformowac.

18 VIII 2016   20:49:22

Emmm,zero KSU?!

15 IX 2016   21:15:20

patrząc na całokształt lista jest dobrze dobrana

01 X 2016   16:55:00

brak mi takich kapel jak:Luxtorpeda i Moskwa,ale to subiektywne zestawienie i dzięki za przypomnienie utworów młodości

02 X 2016   01:46:38

@mirek
A kiedy powstała Luxtorpeda? - W 2010 roku.
A kiedy powstał ranking? - W 2009 roku.
Coś jeszcze należy wytłumaczyć?

03 VI 2017   11:41:15

50 NAJLEPSZYCH PŁYT POLSKIEGO ROCKA

1. SZTYWNY PAL AZJI – EUROPA I AZJA (1987)
2. HEY – FIRE (1993)
3. KULT – POSŁUCHAJ TO DO CIEBIE (1987)
4. MYSLOVITZ – MIŁOŚĆ W CZASACH POPKULTURY (1999)
5. PIDŻAMA PORNO – ZŁODZIEJE ZAPALNICZEK (1997)
6. DŻEM – DETOX (1991)
7. COMA – PIERWSZE WYJŚCIE Z MROKU (2004)
8. HEY – HO! (1994)
9. T. LOVE – KING (1992)
10. WILKI – WILKI (1992)
11. DŻEM – NAJEMNIK (1989)
12. ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY – ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY (1983)
13. LADY PANK – LADY PANK (1983)
14. O.N.A. – MODLISHKA (1995)
15. PERFECT – PERFECT (1981)
16. REPUBLIKA – NOWE SYTUACJE (1983)
17. KULT – OSTATECZNY KRACH SYSTEMU KORPORACJI (1998)
18. COMA – HIPERTROFIA (2008)
19. PIDŻAMA PORNO – MARCHEW W BUTONIERCE (2001)
20. KOBRANOCKA – SZTUKA JEST SKARPETKĄ KULAWEGO (1987)
21. T. LOVE – PRYMITYW (1994)
22. DŻEM – CEGŁA (1985)
23. O.N.A. – BZZZZZ (1996)
24. IRA – MÓJ DOM (1991)
25. LADY PANK – TACY SAMI (1988)
26. WILKI – PRZEDMIEŚCIA (1993)
27. KULT – TATA KAZIKA (1993)
28. PERFECT – UNU (1982)
29. T. LOVE – POCISK MIŁOŚCI (1991)
30. TILT – TILT (1988)
31. BREAKOUT – BLUES (1971)
32. MAANAM – NOCNY PATROL (1983)
33. MAANAM – MAANAM (1981)
34. REPUBLIKA – NIEUSTANNE TANGO (1984)
35. AKURAT – POMARAŃCZA (2006)
36. HEY – ? (1995)
37. COMA – CZERWONY ALBUM (2011)
38. KULT – YOUR EYES (1991)
39. CHŁOPCY Z PLACU BRONI – KRZYŻ (1991)
40. DEZERTER – PRAWO DO BYCIA IDIOTĄ (2010)
41. EDYTA BARTOSIEWICZ – SEN (1994)
42. LUXTORPEDA – MYWASWYNAS (2016)
43. SZTYWNY PAL AZJI – SZPAL (2001)
44. ARMIA – POCAŁUNEK MONGOLSKIEGO KSIĘCIA (2003)
45. DEZERTER – ILE PROCENT DUSZY? (1994)
46. MYSLOVITZ – MYSLOVITZ (1995)
47. ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY – TERAPIA (1993)
48. RÓŻE EUROPY – POGANIE! KOCHAJ I OBRAŻAJ (1992)
49. BREAKOUT – NA DRUGIM BRZEGU TĘCZY (1969)
50. PIDŻAMA PORNO – STYROPIAN (1998)

« 1 11 12 [13]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
Beatrycze Nowicka

16 VIII 2017

Zaczynam sądzić, że mam jakąś słabość do Skandynawów i latających obiektów. Wygląda też na to, że sporo w tym cyklu historii o duchach. Za to muzyka inna niż dotychczas była prezentowana.

więcej »

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
Sebastian Chosiński

12 VIII 2017

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty Grupa Niemen.

więcej »

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
Beatrycze Nowicka

9 VIII 2017

Już dłuższy czas nie proponowałam żadnej animacji, pora zatem to naprawić.

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Inne recenzje

Muzyczne prezenty pod choinkę marsz!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Listopad 2013
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Underground from Poland: W radioaktywnych blokach odrobina wolnej miłości…
— Sebastian Chosiński

50 najlepszych polskich płyt dekady
— Esensja

10 wokalistów, którzy godnie zastąpili poprzedników
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najważniejszych koncertów 2009 roku i coś ponadto
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jakub Stępień, Jacek Walewski

Tu miejsce na labirynt…: Kogo śmierć wybierze, ten umrze zaledwie
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

100 najlepszych filmów animowanych wszech czasów
— Esensja

50 najlepszych polskich filmów wszech czasów
— Esensja

50 najlepszych polskich powieści fantastycznych
— Esensja

50 najlepszych filmów o miłości
— Esensja

100 najlepszych filmów grozy wszech czasów
— Esensja

10 najlepszych polskich zbiorów opowiadań fantastycznych
— Jakub Gałka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

100 najlepszych polskich opowiadań fantastycznych
— Esensja

50 najlepszych filmów wojennych wszech czasów
— Esensja

50 najbardziej obciachowych momentów polskiego hip-hopu
— Jacek Sobczyński

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Zabrakło „Suity nr 10”
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W cieniu hutniczych pieców
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Legendarne trio i – nie mniej legendarny – skrzypek
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Atmosferycznie, romantycznie… trochę nużąco
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Memento bez banalnego tryptyku
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Forma wcale nie wakacyjna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Archiwalny odcinek Klanu
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ostatni koncert w roku
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Nowe oblicze Anawy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zmarł Zbigniew Wodecki
— Esensja

Chris Cornell nie żyje
— Esensja

50 najlepszych płyt 2016 roku
— Esensja

Music For Mr. Fortuna - konferencja prasowa
— Esensja

50 najlepszych płyt 2015 roku
— Esensja

50 najlepszych płyt 2014
— Esensja

Moda na Castle Party
— Esensja

Z archiwum Superhero: Marvel Comics w świecie rocka
— Esensja

Wybierz najlepsze utwory Black Sabbath bez Ozzy’ego!
— Esensja

Pakiet startowy: Metallica
— Esensja

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.