Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dubstepowa orkiestra i jej nowoczesny jazz

Esensja.pl
Esensja.pl
Podczas europejskiej trasy koncertowej przedstawia się ich jako następców Bonobo albo The Cinematic Orchestra. Na pewno coś w tym jest – zwłaszcza że za wokal w Submotion Orchestra odpowiada Ruby Wood, która towarzyszyła Simonowi Greenowi w trakcie jego ostatniego tournée po naszym kraju. Ale przysłuchanie się „Finest Hour” każe pisać o zalążku indywidualnego stylu – szeroko zakorzenionego w nurcie downtempo, nieśpiesznej elektroniki, jazzu, trip-hopu i dubstepu.

Submotion Orchestra
‹Finest Hour›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFinest Hour
Wykonawca / KompozytorSubmotion Orchestra
Data wydania22 sierpnia 2011
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Gatunekelektronika
EAN5906485781357
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Angel Eyes
2) Back Chat
3) Always
4) Hymn For Him
5) All Yours
6) Pop and Lock
7) Suffer Not
8) Secrets
9) Finest Hour
10) Perfection
Brytyjska formacja, która zadebiutowała latem bieżącego roku, pochodzi z Leeds i odwiedza Polskę w siedmioosobowym składzie. Oprócz wokalistki mamy zatem choćby wirtuozów: trąbki (Simon Beddoe), basu (Chris Hargreaves), perkusji (Danny Templeman) czy klawiszy (Taz Modi) – i już sam ten fakt mówi wiele o twórczości Submotion Orchestra. Bo jeśli podstawą materiału zebranego na „Finest Hour” jest mocna, czasami całkiem bujająca elektronika (której ojcem jest przede wszystkim didżej i dubstepowy producent Ruckspin), to obok niej można usłyszeć wiele świetnie dopasowanych partii żywych instrumentów. Weźmy na przykład kawałek „Always”, w którym najpierw swoją obecność bardzo wyraźnie zaznacza żywa perkusja, potem dołączają klawisze, a w końcowej fazie prym wiedzie znakomita trąbka; do tego oczywiście rozmyty, eteryczny wokal oraz sporo pogłosu. Niewątpliwie numer ten potwierdza zamiłowanie muzyków Orchestry do wplatania w swoje projekty jazzowych elementów. A trąbka ma swoje momenty też w „Secrets”, „All Yours”, „Suffer Not” czy „Backchat”. W tej ostatniej kompozycji chwilami wręcz porywa, mimo że instrumentalny utwór prowadzony jest początkowo głównie przez fortepian. Po minucie znów odzywa się mocniejszy bas – coś z dubstepu niewątpliwie tu słychać, ale na szczęście nie przytłacza on pozostałych, różnorodnych dźwięków; co ważne, tak jest na całym „Finest Hour”.
Charakterystyczne, że Ruby Wood daje wokalny popis już w pierwszym, typowo downtempowym „Angel Eyes”. Jej delikatny, trochę soulowy głos na tle uspokajającego podkładu prezentuje się bardzo dobrze, ale sam numer nie porywa. Kiedy artystka powraca w „Always”, a zwłaszcza w kolejnym, balladowo odśpiewanym „Hymn for Him”, znowu przykuwa uwagę przeszywającą barwą – do tego niemal ciągle towarzyszą jej delikatne, wzmagające efekt pogłosy. Równie zmysłowo wypada jeszcze w końcowym, sennym „Perfection”, ale po przebrnięciu przez cały, prawie godzinny materiał trzeba przyznać, że w sumie brzmi jednak dość monotonnie. Fakt ten na szczęście specjalnie nie przeszkadza: do tego typu dźwięków taki wokal najzwyczajniej pasuje, a ponadto trudno odczuć zmęczenie czy znudzenie, kiedy w każdym kawałku naprawdę sporo się dzieje (bynajmniej nie chodzi wyłącznie o mnogość i wariacje wykorzystanych instrumentów). Na „Finest Hour” udało się zespołowi odpowiednio wyważyć nastrój – z jednej strony przez album przewija się sporo melancholii, czasem dość mrocznej, a z drugiej – nierzadko elektronika nadaje kompozycjom klubowego charakteru. A że udało się to połączyć z jazzowymi instrumentami w często poważnie rozbudowanych aranżacjach (w końcu, cokolwiek mówić, mamy do czynienia z orkiestrą), na brak wrażeń nie można narzekać.
„Finest Hour” to płyta, która niejednokrotnie może stanowić nieocenioną pomoc przy budowaniu wieczornego nastroju – nie tylko jesienią. Dopasowanie i zgranie wieloosobowego składu jest naprawdę godne podziwu, a do tego realizacja pomysłu, połączenie dobrej, silnej elektroniki z pozostałymi składnikami, to bez wątpienia klasa światowa; dodajmy jeszcze nieco schodzącą na drugi plan, ale dopełniającą całość Ruby Wood. I cieszmy się takim debiutem, mogącym stanowić eklektyczny i niebanalny soundtrack na każdą okazję.
koniec
22 października 2011
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż twórcy

W świadomie obranym kierunku
— Michał Perzyna

Tegoż autora

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Siostry na wznoszącej fali
— Michał Perzyna

Senne marzenia ciągle żywe
— Michał Perzyna

Rozpromienione oblicze
— Michał Perzyna

Krocząc sprawdzoną ścieżką
— Michał Perzyna

Mały jazzowy pożar
— Michał Perzyna

Nie tylko o rozstaniach
— Michał Perzyna

W idealnej harmonii
— Michał Perzyna

Złe wieści – dobre wieści
— Michał Perzyna

W słodkiej melancholii
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.