Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Underground from Poland: Twoja ambicja zabija ciebie! Lecz ta „Ambicja” to nie wróg…

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Jak na dzisiejsze standardy, płyta brzmi fatalnie. Bywa, że gitary nie stroją, zespół nie może się zgrać, a wokalista fałszuje. To wszystko nie ma jednak najmniejszego znaczenia, ponieważ jest to historia polskiego rocka, którą każdy fan powinien poznać. Głównie dlatego, że na wydanej w 1981 roku „Ambicji” – jedynym albumie grupy Deadlock – znalazło się kilka znakomitych piosenek.

Deadlock
‹Ambicja›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAmbicja
Wykonawca / KompozytorDeadlock
Data wydania1981
NośnikCD
Gatunekrock
EAN5906453604978
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Ambition
2) Psalm Number 1
3) Everywhere
4) Frontline
5) Am I Victim Of A Safety Pin?
6) Get Up, Stand Up
7) I Am On The Top
8) Front Line
9) Shitter
10) I Hate Saturdays
11) Boredom
12) I Don’t Wanna Be Walked On
13) We Are Deadlock
Kiedy powstał Deadlock? Źródła są bardzo niespójne. Pierwsze wydanie „Encyklopedii polskiego rocka” (sprzed szesnastu lat) w notce, której autorem jest Leszek Gnoiński, podaje, że to wiekopomne wydarzenie miało miejsce w 1979 roku (co powiela Wikipedia). Ta sama notka przedrukowana w książeczce dołączonej do kompaktowej reedycji albumu zawiera już jednak inną datę – o dwa lata wcześniejszą. Tymczasem gdzieniegdzie w Internecie można natknąć się na wspomnienia weteranów trójmiejskiej sceny rockowej twierdzących, że Deadlock istniał już w 1978, a nawet 1976 roku. Nie ma za to najmniejszych wątpliwości, że grupa powstała w Gdańsku, a założyło ją – jeszcze pod nazwą The Trogs – czterech uczniów szkół średnich. Pierwszy, historyczny skład wyglądał prawdopodobnie następująco: Bogdan Rzeźniczak „Plexi” – śpiew i bas, Maciej Wiliński „Brunet” (zwany również we wczesnym okresie „Polsilverem”) i „Kołacz” – gitary (potem ten drugi przerzucił się na gitarę basową) oraz „Trupek” – perkusja. Niedługo później tego ostatniego zastąpił Jacek Lenartowicz „Luter”, który pierwotnie bawił się w menadżera zespołu, by następnie na jakiś czas zostać jego prawdziwym „mózgiem”. Stało się tak z kilku powodów – to on wymyślił nową nazwę, on pisał teksty (znał znakomicie język angielski), on również dzięki swoim kontaktom na Zachodzie miał dostęp do nowej muzyki anglosaskiej, z którą zaznajamiał kolegów z kapeli. Starszym czytelnikom, doskonale pamiętającym czasy PRL-u, nie trzeba tłumaczyć, że w tamtej epoce dla większości fanów muzyki rockowej (zwłaszcza tych z prowincji) jedynym źródłem nagrań zespołów zachodnich były rozgłośnie radiowe (stroniące od muzyki undergroundowej); ci z większych miast mogli ewentualnie udać się na giełdę płyt i znacznie przepłacając, zaopatrzyć się w jakiś niedostępny w normalnych sklepach krążek. Gdańszczanie mogli jeszcze wejść w kooperację ze znajomymi marynarzami pływającymi za „żelazną kurtynę” i często z tej właśnie drogi korzystali.
Nie bez przyczyny na przestrzeni kilku dekad nowe trendy w polskiej muzyce młodzieżowej rozlewały się na cały kraj właśnie z Trójmiasta (Sopotu, Gdyni i Gdańska). Tam po raz pierwszy dali o sobie znać młodzi jazzmani i wielbiciele rock and rolla; tam rodziły się legendarne polskie kapele big-beatowe: Rhythm and Blues, Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni czy Czerwone Gitary. Sławę zdobywały nie tylko zespoły, ale również miejsca (czytaj: kluby), w których odbywały się koncerty – gdańskie „Rudy Kot” i „Żak” oraz sopocki „Non Stop”. Czy powinno nas więc dziwić, że początki polskiego punk rocka też w jakimś stopniu wiążą się z Trójmiastem? Choć, dodajmy gwoli ścisłości, że nie tylko. Lesław (Leszek) Danicki, który dzięki grupie Walek Dzedzej Pank Bend, dał się poznać jako pierwszy punkowiec w kraju rządzonym przez Edwarda Gierka, do czasu swojej emigracji w 1978 roku związany był z Warszawą; podobnie zresztą Poland Kazika Staszewskiego (parę lat później w Kulcie), Fornit Pawła Rozwadowskiego „Kelnera” (w przyszłości Deuter), Tilt Tomasza Lipińskiego oraz The Boors Roberta Brylewskiego (które szybko przeistoczyło się w Kryzys Romansu, a następnie po prostu Kryzys); z kolei niemal całkowicie już dzisiaj zapomniany Poerocks narodził się w stolicy Dolnego Śląska, a KSU – w odległych bieszczadzkich Ustrzykach Dolnych. Honoru Pomorza broniły jeszcze Nocne Szczury z położonego niespełna siedemdziesiąt kilometrów na północ od Gdańska Władysławowa. Drogi części z wymienionych powyżej kapel (w tym Deadlocka) przecięły się w sierpniu 1980 roku w Kołobrzegu, gdzie odbywał się – na scenie dotychczas zarezerwowanej przede wszystkim dla artystów uświetniających Festiwal Piosenki Żołnierskiej – trzydniowy, legendarny I Ogólnopolski Przegląd Zespołów Rockowych „Nowej Fali”.
Deadlock nie występował zbyt długo w oryginalnym składzie. Pierwsi odpadli „Trupek” i „Kołacz”; „Luter” też nie zagrzał miejsca – pod koniec 1979 roku opuścił Wybrzeże i przeniósł się do Warszawy; tam szybko znalazł wspólny język z Tomkiem Lipińskim i wspólnie założyli Tilt. Z kapelą pożegnał się także „Plexi”, co oznacza tyle, że jedynym z założycieli, który pozostał, był „Brunet”. Pozostałych zastąpili: wokalista Mirosław Szatkowski „Szymon” oraz gitarzysta basowy Rafał Wydlarski „Róża”; problem był natomiast z perkusistą. W Kołobrzegu 9 sierpnia 1980 roku za bębnami gościnnie zasiadł, wypożyczony z Kryzysu, Maciej Góralski „Magura” (wcześniej związany też z Walkiem Dzedzejem). Piętnaście lat później efemeryczna firma Płyta Records wypuściła piracką EP-kę z pięcioma kawałkami z tego koncertu (a więc jedynie jego fragmentem), które z kolei przed czterema laty dorzucono jako bonusy do drugiej kompaktowej reedycji debiutanckiego – i zarazem jedynego w karierze – albumu Deadlocka. Wszystkie piosenki śpiewane były po angielsku i prezentowały zespół w jego typowo punkowej wersji. „Shitter”, „Boredom” i „I Don’t Wanna Be Walked On” były w swej konstrukcji niemal bliźniaczo do siebie podobne – szybki, wywodzący się z rock’n’rolla rytm i wykrzyczano-skandowany wokal. Zaskakiwać mógł jednak „I Hate Saturdays” – najdłuższy z całej piątki (trwający prawie cztery minuty), wolny i ciężki, jakby chłopcy uparli się, że dla odmiany zagrają kawałek… hard rocka. Set zamykał „tytułowy” „We Are Deadlock” – z wysuniętą na pierwszy plan gitarą, powtarzającą niemal przez cały czas, do znudzenia, ten sam motyw. Utwory brzmią źle (jeśli chodzi o jakość) i mało oryginalnie (w kwestii stylu); pochodzą albo z konsoli, albo z „kaseciaka”, który trzymał w ręce stojący pod sceną fan. Mimo to ich wartość historyczna jest ogromna, słychać bowiem na nich „Bruneta”, który już niebawem rozstał się z kolegami. I chociaż przewijał się on później przez kolejne mutacje zespołu, to jednak nie dane mu już było pozostawić po sobie innych oficjalnych nagrań.
Jeszcze w tym samym 1980 roku szlakiem wytyczonym przez „Lutera” podążyli pozostali muzycy Deadlocka – Wiliński, Szatkowski oraz nowy basista Jacek Tobiasz „Fidel”, który zastąpił „Różę”. Wokalista zespołu po latach tak tłumaczył ten krok: „Sprawa przeniesienia do Warszawy wynikała z tego, że było to jedyne miejsce, gdzie można było grać sensowne koncerty. Sporo robił słynny Remont, który organizował imprezy studenckie. Kiedyś tam graliśmy pomiędzy Piotrem Szczepanikiem a Helmutem Nadolskim. Było to swego rodzaju uznanie dla naszych nowatorskich poczynań”. Po zainstalowaniu w stolicy pojawiła się również szansa nagrania materiału, który miał zostać wydany na płycie – tyle że nie w Polsce. Stał za tym pomysłem, urodzony w 1959 roku w Paryżu, niezależny francuski (choć ponoć hiszpańskiego pochodzenia) dziennikarz i pisarz Marc Boulet, między innymi absolwent Narodowego Instytutu Języków i Kultur Orientalnych. Wiele podróżował po świecie, a że interesował się punk rockiem, wyławiał mało znane i raczej niemające większych szans na zaistnienie w światowym szołbiznesie kapele z egzotycznych dla mieszkańca Zachodu krajów, po czym – najczęściej bez zgody autorów – publikował ich nagrania w swojej ojczyźnie. W Polsce Ludowej jego „ofiarami” padli panowie z Deadlocka i Kryzysu. Inna sprawa, że gdyby nie Boulet, płyty obu grup na pewno nie ujrzałyby światła dziennego – w PRL-u w 1981 roku było to zwyczajnie niemożliwe chociażby z przyczyn politycznych – i tym samym nie miałyby możliwości zapisania się wielkimi zgłoskami w historii polskiego rocka.
W czasie przygotowań do sesji ostatecznie rozstał się z grupą „Brunet” („zdezerterował” do Tiltu), który nie chciał zgodzić się na to, by płyta była nagrywana w Ursusie podczas koncertu bez udziału publiczności. Mimo że niebawem koncepcja uległa zmianie, Wiliński nie wrócił. A Deadlock miał już zarezerwowane studio. Wtedy też Szatkowski i Tobiasz zdecydowali się na wyjście najprostsze z możliwych – jako że od jakiegoś czasu byli także muzykami Kryzysu, poprosili o pomoc kumpli z tej kapeli. W efekcie na „Ambicji” zagrali poza nimi Robert Brylewski (gitara) i Maciej Góralski (perkusja), z którym zespół miał już przecież na koncie koncert w Kołobrzegu. Sesja odbyła się na początku 1981 roku w studiu, które mieściło się w należącym do Politechniki Warszawskiej klubie „Amplitron”. Było ono bardzo kiepsko wyposażone; realizatorzy nie mieli na stanie nawet słuchawek. Cały materiał, który później ukazał się na albumie, został nagrany w ciągu zaledwie trzech godzin. Co mogło z tego wyjść? Wbrew pozorom, mimo setek mankamentów, jedna z najważniejszych polskich płyt rockowych pierwszej połowy lat 80. ubiegłego wieku. Zadziwiająca udanym mariażem (post-)punka i nowej fali z reggae i ska.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

24 IV 2012   16:35:51

Zespół jak zespół. Ważny historycznie, poza tym bez znaczenia. W tej samej serii (chyba) ukazała się znacznie ważniejsza płyta z nagraniami Siekiery z Budzyńskim i jak posłuchać obu tych płyt po sobie, to między Deadlockiem a Siekierą jest przepaść wręcz kosmiczna. I jeśli Deadlock dostaje 70%, to Siekiera ile...200?

24 IV 2012   16:40:50

dzięki za historię tej kapeli, świetny text, duże brawa...

01 V 2012   12:27:35

Małe sprostowanie do artykułu..W Gliwicach Maćka juz nie było..Odszedł po niefortunnym warszawskim koncercie...Do XXX... Siekiera nagrywala album kiedy to byly juz troche inne mozliwosci tzn profesjonalne studio itp...

01 V 2012   17:04:10

Dzięki za informację.
Nie ukrywam, że rozplątanie strasznie powikłanej historii Deadlocka jest piekielnie trudne. Dlatego będę bardzo wdzięczny za każdą dodatkową informację.

07 V 2012   22:48:56

A ktoś wie, co stało się z Różą?

18 V 2012   18:05:16

Róża nie zyje ale to chyba informacja juz znana..Natomiast nie mam zielonego pojęcia jaka byla przyczyna jego smierci..Starałem skontaktowac sie z jego siostrą.. niestety bez odzewu

28 IX 2013   11:00:32

Ludzie, macie jakiś kanał na Youtube? Dziwacznym zrządzeniem losu mam 4 kawałki z garażowej próby Joanny Deadlock w Sopockiej Łajbie lub okolicach. Nie wiem jaki skład, poza tym, że na wokalu niejaki Benek.
Kaseta z próby zaginęła, ale zanim to zrobiła, zdążyłem zgrać na mp3 i jest.
Rok był prawdopodobnie 1985, ale głowy nie dam.

27 II 2015   11:22:22

W Łajbie nigdy nie mieliśmy prób. To był koncert.
Cent

22 IV 2016   16:41:49

Rafał jak wiecie był narkomanem, jeżeli ktoś nazwał jego śmierć tragiczną to mam inne zdanie. Zgon nastąpił po złotym strzale, był degeneratem, mieszkając w Berlinie miał duuuuże możliwości.Zostawił dwoje dzieci.

23 VI 2017   22:31:06

Róża to rocznik 1962. Chodził do SP 78. Ktos wie w którym roku zmarł?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
Sebastian Chosiński

12 XII 2017

Kolejne płyty prowadzonego przez saksofonistę Kena Vandermarka kwartetu Made to Break zazwyczaj ukazują się seriami. Czy to oznacza, że w ślad za opublikowanym w połowie listopada albumem „Trebuchet” należy spodziewać się kolejnych? Może nie od razu, ale w przyszłym roku zapewne już tak. Tym bardziej że po premierze płyty grupa tradycyjnie udała się w trasę koncertową.

więcej »

Przekorna apokalipsa
Sebastian Chosiński

5 XII 2017

Przyglądając się zielonogórskiej formacji kierowanej przez gitarzystę Marcina Łukasiewicza, widać zaskakującą konsekwencję w nomenklaturze. Nazwa zespołu: Morte Plays. Tytuł płyty: „Postapo”. Tytuły wybranych utworów: „Kwarantanna”, „Radiacja”, „Korozja”. Jakiej muzyki spodziewalibyście się, usłyszawszy podobną zapowiedź? Respons jest prosty: zupełnie innej.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
Sebastian Chosiński

9 XI 2017

Summit Quartet to kolejna międzynarodowa freejazzowa supergrupa, na czele której stoi amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem do współpracy udało mu się zaprosić dwóch „starych znajomych” – Matsa Gustafssona i Hamida Drake’a – oraz muzyka z zupełnie innej „beczki”, Luca Klaasena, eksbasistę holenderskiej punkowej formacji The Ex. Pierwszym wydawnictwem zespołu jest koncertowy album „Live in Sant’Anna Arresi”.

więcej »

Polecamy

Animacje z antypodów

Słuchaj i patrz:

Animacje z antypodów
— Beatrycze Nowicka

Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.