Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Leniwie i beztrosko w post-rockowym sosie

Esensja.pl
Esensja.pl
Ciągle młody, bo raptem pięcioletni, tarnowski zespół By Million Wires nieco ponad miesiąc temu wydał swój debiutancki, pełnowymiarowy album. Grupa ma już na koncie wiele koncertowych trofeów, teraz przyszedł zatem czas na sukces nagraniowy.

By Million Wires
‹Letters To The Absent›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLetters To The Absent
Wykonawca / KompozytorBy Million Wires
Data wydania27 maja 2012
NośnikCD
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Minutes03:34
2) Soon04:01
3) Letters03:26
4) Hurl04:33
5) Filiżanki03:32
6) Red04:26
7) Nic04:08
8) Ketonall04:51
Wśród swoich inspiracji członkowie kwintetu wskazują m.in. na Radiohead. Można powiedzieć, że to dość odważne wyznanie, bo wymusza porównania do muzyki Brytyjczyków, co w większości przypadków może być z góry skazane na porażkę. Tutaj o tym jednak nie ma mowy – choć By Million Wires prezentują muzykę dużo prostszą niż Radiogłowi, to zaczerpnęli od nich ciągle unoszące się w muzycznej przestrzeni emocje: ulotne, delikatne i jednocześnie mocno odciskające piętno na melodiach piosenek. „Atmosferyczność” kompozycji nasuwa skojarzenia z wszelkimi odcieniami grania post-rockowego. Jeśli dorzuci się do tego odrobinę gitarowego brudu i kojący, nastrojowy żeński głos, śpiewający niegłupie teksty (głównie po angielsku) – mamy „Listy do nieobecnych”.
Krążek zawiera niespełna 33 minuty muzyki i tylko 8 utworów. Nie jest to zbyt wiele, jednak pokazują one spory potencjał zespołu. Szczególne brawa należą się wspomnianej wcześniej wokalistce – głos Anny Ostafil wprowadza nieco senny, leniwy nastrój, świetnie korespondujący z warstwą instrumentalną, w której jest coś eksperymentalnego, kojarzącego się z dokonaniami zespołów post-rockowych. Dotyczy to przede wszystkim budowania dramaturgii utworów przez narastającą intensywność partii gitarowych: w zwrotkach – spokojnych, często tylko subtelnie szkicujących tło; w refrenach – energetycznych i lekko przesterowanych lub po prostu melodyjnych i wpadających w ucho. Właśnie – na płycie nie brakuje kawałków, które z powodzeniem mogłyby zdobyć listy przebojów. Może niekoniecznie mainstreamowych, ale tych zahaczających o alternatywne brzmienia. Do moich faworytów należy „Soon”, z refrenem, w którym powtarzany tytuł wraz z motywem gitarowym sprawia trochę transowe wrażenie, i jeden z dwóch utworów zaśpiewanych po polsku – „Filiżanki”: prosta, niezwykle urocza piosenka, wywołująca u mnie automatyczny uśmiech; jest w niej coś pozytywnego i zwyczajnie beztroskiego. Album kończy kompozycja instrumentalna, najostrzejsza w zestawie, jakby uwalniała emocje, które muzycy oszczędzali przez prawie pół godziny.
Dla fanów niebanalnych i zarazem niezbyt skomplikowanych, ładnych utworów, okraszonych post-rockową aurą i żeńskim wokalem – mus. Mimo tego, że nie jest to pozycja wybitna ani szczególnie oryginalna. W dodatku jest idealna na tegoroczne upały, graniczące z egzotycznymi…
Całego albumu można posłuchać tutaj.
koniec
10 lipca 2012
dodajdo

Komentarze

10 VII 2012   10:16:06

Nooo przyjemna muzyka. Warto posłuchać.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.