Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Elektroniczny azyl

Esensja.pl
Esensja.pl
Loco Star wraz z sukcesem poprzedniego krążka, zatytułowanego „Herbs”, zadomowili się w czołówce polskich zespołów stawiających na niebanalną elektronikę. Już wtedy pokazali, że warstwą muzyczną równają do światowej czołówki. Biorąc pod uwagę fakt, że Marsija ze śpiewaniem radzi sobie nie gorzej, a jednocześnie dysponuje rozpoznawalnym głosem, to na tegoroczny „Shelter” po prostu wypadało czekać.

Loco Star
‹Shelter›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułShelter
Wykonawca / KompozytorLoco Star
Data wydania2 października 2012
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Gatunekelektronika, pop
EAN5907678818126
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Kup wInBook.pl: 33,97 zł
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Shelter
2) TV Head
3) Artifiction
4) Slomo
5) Juno
6) Stars N’ Stripes
7) Holy Day
8) Orla
9) What Happened
10) Shelf
Zwiastunem nowego materiału został wpadający w ucho i całkiem żywy „Artifiction”. Pierwsze, na co zwraca uwagę, to jakość brzmienia – pod tym względem wypada niezwykle profesjonalnie, a jego pulsujący i miarowy podkład skutecznie zachęca do kołysania. Na dodatek dobrze sprawdza się damsko-męski duet wokalny, którego we wcześniejszych nagraniach próżno było szukać. Z kolei otwierający playlistę numer tytułowy to bardziej marzycielskie, spowolnione granie, które misternie (odpowiednio serwując dźwięki przewijające się w tle) buduje przyjemny i kojący nastrój. „TV Head” utrzymuje się w tym klimacie, lecz „Slomo” stanowi mały zgrzyt. Umieszczony jeszcze w pierwszej połowie krążka, zaburza leniwą atmosferę na rzecz ascetycznych i mroczniejszych pobrzękiwań, które przy swoistym uroku jednak trochę usypiają.
Na szczęście zaraz po nim rozpoczyna się najlepszy fragment albumu. Najpierw przychodzi idealnie wyważony utwór „Juno” z prostym, ale chwytliwym tekstem. Następny „Stars n’Stripes” (cover kawałka Grant Lee Buffalo) to elektroniczna bajka – z wyraźnym bitem i przykuwającym uwagę motywem muzycznym. „Holy Day” właściwie pełni rolę instrumentalnego przerywnika, w którym dominują klawisze, perkusja oraz smyczki, ale, o dziwo, taka odmiana ma w tym miejscu sens i odpowiednio tonuje rozbudzone wcześniej zmysły. Dopełnieniem okazuje się kompozycja „Orla”, będąca wzmocnioną i rozbudowaną wersją krótkiej poprzedniczki, w której nawet Marsija nieco odważniej operuje głosem. Niestety, przedostatni, surowy i zimny, trwający kilkadziesiąt sekund „What Happend” w ogóle nie pasuje do reszty. Bez utraty czegokolwiek można było go pominąć, zwłaszcza że na koniec zespół przygotował jeszcze jeden dobry kawałek, „Shelf”.
Nie podlega wątpliwości, że muzycznie „Shelter” to osiągnięcie kolejnego, jeszcze wyższego poziomu. Jego elektroniczne dźwięki precyzyjnie współgrają z tradycyjnymi instrumentami (perkusją, basem, trąbką, ale też pianinem czy smyczkami) i dwójką wokalistów. Do tego nie ma mowy o powielaniu sprawdzonych konceptów – każdy z utworów zaaranżowany jest inaczej i skrywa w sobie rozmaite dopieszczone rozwiązania, których tajemnice odkrywa się z każdym odsłuchem. Ponownie nie udało się jednak uniknąć, na szczęście pojedynczych, słabszych momentów i choć jest ich niewiele, to trochę umniejszają przyjemność płynącą z melodyjnych, optymistycznych i ogrzewających kompozycji. Co interesujące, dokładnie tak samo można było wypowiadać się o „Herbs”, gdzie specyficzny nastrój chwilami się ulatniał; choć z drugiej strony w obu przypadkach przynajmniej nie ma mowy o przesłodzeniu płyt.
Podczas słuchania nowego materiału do zastanowienia skłaniają także poczynania Marsiji, która rzeczywiście ma charakterystyczny, lecz przy tym monotonny i z czasem nieco nużący wokal (takie wrażenie chyba nie towarzyszyło wcześniejszym albumom). Dlatego dobrym rozwiązaniem okazuje się wykorzystanie również męskiego wokalu Tomka Ziętka oraz, od czasu do czasu, serwowanie instrumentalnych pozycji. Dzięki temu słuchacze otrzymali różnorodny i dobrze zaśpiewany krążek potwierdzający kunszt Loco Star w konstruowaniu eklektycznej, nieco onirycznej i melancholijnej elektroniki o dużym popowym potencjale. Wypada mieć nadzieję, że nie tylko polscy miłośnicy tego rodzaju brzmień będą mieli sposobność poznać „Shelter”.
koniec
15 listopada 2012
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
Sebastian Chosiński

15 VIII 2017

To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uczta niezbyt wyborna
Sebastian Chosiński

10 VIII 2017

Zespół Simulacrum powstał – w założeniu – jak trio. Od czasu do czasu jednak organista John Medeski, gitarzysta Matt Hollenberg oraz perkusista Kenny Grohowski zapraszają do składu czwartego muzyka. Przy okazji nagrania inspirowanego twórczością Hieronima Boscha albumu „The Garden of Earthly Delights” padło na gitarzystę basowego Trevora Dunna. Nie zapominajmy jednak, kto od samego początku stoi za całym projektem – John Zorn!

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż autora

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Siostry na wznoszącej fali
— Michał Perzyna

Senne marzenia ciągle żywe
— Michał Perzyna

Rozpromienione oblicze
— Michał Perzyna

Krocząc sprawdzoną ścieżką
— Michał Perzyna

Mały jazzowy pożar
— Michał Perzyna

Nie tylko o rozstaniach
— Michał Perzyna

W idealnej harmonii
— Michał Perzyna

Złe wieści – dobre wieści
— Michał Perzyna

W słodkiej melancholii
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.