Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Jazzowa podróż dokoła świata

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie bez powodu uważana jest za jedną z najwybitniejszych polskich płyt jazzowych lat 70. XX wieku. W końcu usłyszeć na niej możemy takich tuzów jak Tomasz Szukalski, Paweł Jarzębski czy Kazimierz Jonkisz, nad którymi pieczę sprawuje – jako lider i autor wszystkich kompozycji – multiinstrumentalista Zbigniew Namysłowski. „Winobranie” nawet 40 lat po premierze robi ogromne wrażenie, będąc wciąż bardzo odkrywczym concept albumem.

Zbigniew Namysłowski
‹Winobranie›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWinobranie
Wykonawca / KompozytorZbigniew Namysłowski
Data wydania1973
NośnikCD
Czas trwania41:59
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Winobranie / Jak nie ma szmalu, to jest łaź9:55
2) Nie mniej niż 5%6:35
3) Gogoszary4:40
4) Pierwsza przymiarka / Ballada na grzędzie / Misie14:05
5) Taj Mahal / Winobranie6:55
Urodził się w wyjątkowo niesprzyjającym momencie – dziewiątego dnia drugiej wojny światowej, na dodatek w Warszawie, która lada dzień miała stać się obiektem zaciekłych ataków wojsk hitlerowskich. Udało mu się jednak przeżyć, choć z okupacji niemieckiej wyszedł osierocony; wychowaniem chłopca zajęła się babcia, która zadbała o jego wykształcenie muzyczne. Najpierw w podstawowej szkole muzycznej w Krakowie zgłębił tajniki fortepianu, a następnie – w średniej, już w stolicy – wiolonczeli. W zespołach jazzowych zaczął udzielać się jako szesnastolatek, grając początkowo dixieland i jazz tradycyjny. Można go usłyszeć w nagraniach i na płytach takich wykonawców z przełomu lat 50. i 60. ubiegłego wieku jak Modern Dixielanders, The Wreckers, New Orleans Stompers czy The Jazz Rockers. Z biegiem czasu jednak, pod wpływem amerykańskich wykonawców z kręgu free jazzu, coraz częściej sięgał po instrumenty dęte – puzon, flet i nade wszystko saksofony (altowy i sopranowy). Postanowił również stanąć na czele własnego bandu. Tak narodził się człowiek-legenda polskiego jazzu – Zbigniew Namysłowski, który jako artysta aktywny pozostaje po dziś dzień.
Pierwszą – w pewnym uproszczeniu – solową realizacją płytową była nagrana w 1963 roku podczas festiwalu Jazz Jamboree koncertowa EP-ka grupy noszącej nazwę Zbigniew Namysłowski Jazz Quartet, na której znalazły się cztery kompozycje. Rok później pod nieco zmienionym szyldem – po swoim nazwisku lider dodał słówko „Modern” – opublikowany został w Anglii album „Lola” (na którym usłyszeć można na bębnach Czesława Bartkowskiego), a w 1966 – już bez formułki „Modern Jazz” w nazwie – wydany przez Polskie Nagrania krążek „Zbigniew Namysłowski Quartet” (w składzie chwilę wcześniej pojawił się natomiast pianista Adam Matyszkowicz, który niebawem skróci swoje nazwisko do „Makowicz”). Kolejne lata upłynęły artyście na wspólnych występach i nagraniach z Krzysztofem Komedą, Novi Singers, Studyjną Orkiestrą Jazzową Polskiego Radia oraz Czesławem Niemenem, którego po raz pierwszy wspomógł podczas realizacji „Enigmatic” (1969), „Czerwonego albumu” (1971), a potem jeszcze kilku innych płyt. Wojaże zagraniczne oraz współpraca z muzykami o proweniencji rockowej sprawiły, że Namysłowski otworzył się także na nieco dalsze od jazzu kierunki muzyczne, czego najjaskrawszym dowodem stało się – nagrane w styczniu 1973 roku w sali Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej (obecnego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina) w Warszawie – „Winobranie”.
W składzie nowego zespołu Namysłowskiego znaleźli się wyśmienici muzycy: grający na saksofonie tenorowym i klarnecie basowym, zmarły przedwcześnie w sierpniu ubiegłego roku, Tomasz Szukalski (mający już wtedy na koncie wspólne nagrania z Janem „Ptaszynem” Wróblewskim, Marianną Wróblewską i Niebiesko-Czarnymi), kontrabasista Paweł Jarzębski (znany z albumów Michała Urbaniaka i Marka Grechuty), perkusista Kazimierz Jonkisz oraz trochę dzisiaj zapomniany puzonista Stanisław Cieślak (w 1966 roku uznany najlepszym muzykiem wrocławskiego festiwalu „Jazz nad Odrą”). Płytę – trwającą bez jednej sekundy 42 minuty – wypełnia w sumie dziewięć kompozycji, choć tracków jest pięć, ponieważ kilka z nich zostało połączonych w większą całość. Co nie dziwi, ponieważ „Winobranie” w ogóle sprawia wrażenie instrumentalnego concept albumu, otwartego i zamkniętego bardzo chwytliwym (wręcz chciałoby się napisać: przebojowym) utworem tytułowym. Jego pierwsza odsłona to melodyjny free jazz, ozdobiony często powtarzającym się w kolejnych numerach dialogiem dwóch saksofonów – altowego (Namysłowski) i tenorowego (Szukalski) – oraz przywodzącym na myśl roztańczoną bossa novę motywem przewodnim. Kawałek ten, po krótkiej wstawce kontrabasowej, przechodzi płynnie w „Jak nie ma szmalu, to jest łaź” – kompozycję o znacznie swobodniejszej strukturze, w której do głosu dochodzą także pozostałe instrumenty (puzon, wiolonczela i perkusja), grające jakby trzy nałożone na siebie solówki. Z tego pozornego chaosu w finale wykluwa się ekscytujący fragment – jedyny taki na płycie – wokalny, w którym muzycy w znanym tylko sobie języku powtarzają w formie wokalizy motyw główny „Winobrania”, stylizowany notabene na połączenie folkloru afrykańskiego z latynoamerykańskim.
„Nie mniej niż 5%” zaczyna się bardzo spokojnie – od partii fortepianu, z biegiem czasu jednak utwór nabiera prawdziwie rockowego feelingu, na tle bębnów (niemal żywcem wyjętych z kapeli grającej fusion) wybrzmiewa przestrzenna solówka Zbigniewa Namysłowskiego na saksofonie. W drugiej części numeru do głosu dochodzą zapędy eksperymentatorskie lidera i pozostałych muzyków; grane przez nich improwizacje przywodzą zaś na myśl dokonania Franka Zappy i Roberta Frippa (z czasów gdy King Crimson zbliżyło się do jazz-rocka). W jeszcze bardziej szalone rejony zabiera słuchaczy „Gogoszary” – z zadziornym, pulsującym basem i wiolonczelą potraktowaną przez Namysłowskiego jak gitara elektryczna; wszystko to sprawia, że utwór brzmi niepokojąco, jakby zwiastował nadejście Apokalipsy. Na szczęście – przynajmniej dla niektórych – później ster przejmuje Tomasz Szukalski, a jego solo na klarnecie basowym wnosi trochę optymizmu, sprawiając jednocześnie, że brzmienia rockowe ustępują frazom żydowsko-bałkańskim. W każdym razie na pewno żadna z renomowanych kapel klezmerskich takiej muzyki by się nie powstydziła. Najdłuższym na płycie jest, złożony z trzech części, utwór czwarty. I trudno się temu dziwić, skoro zespół zabiera nas w nim w podróż w czasie i przestrzeni. „Pierwsza przymiarka” – z dość ironiczną partią puzonu – może kojarzyć się z początkami kariery artystycznej lidera, gdy terminował w kapelach dixielandowych; rozpoczynająca się od fletu „Ballada na grzędzie” to ponownie wycieczka do świata pełnego improwizacji fusion, po której następuje porcja klasycznego jazzu nowoczesnego rodem z połowy lat 60. („Misie”), jaki Namysłowski grywał u boku Krzysztofa Komedy.
Przełom lat 60. i 70. XX wieku to okres wielkiej światowej fascynacji klasyczną muzyką hinduską, której elementy – za sprawą takich artystów jak zmarły w grudniu ubiegłego roku wirtuoz sitaru Ravi Shankar – przenikały do świata jazzu, psychodelii czy rocka progresywnego. Również polscy artyści nie pozostawali na te wpływy obojętni – vide Marek Grechuta na „Korowodzie” (1971), a w późniejszych latach głównie Ossian vel Osjan (założony zresztą przez Jacka Ostaszewskiego i Marka Jackowskiego, którzy terminowali w Anawie). Okres fascynacji Shankarem przeżył także Namysłowski, czego efektem na wskroś hinduski „Taj Mahal”, w którym kontrabas (Jarzębski) gra partię charakterystyczną dla tambury, fortepian (Namysłowski) zostaje potraktowany jak sitar, a perkusista (Jonkisz) na moment opuszcza swoje stałe miejsce i bierze do rąk tablę. Trwa to do momentu, gdy opowieść o indyjskiej „świątyni miłości” płynnie przeistacza się w repryzę „Winobrania” – z tym charakterystycznym, znanym już z początku płyty melodyjnym motywem, wzbogaconym jeszcze o klarnet basowy Szukalskiego. Każda podróż – nawet ta najbardziej fascynująca – musi jednak dobiec końca. Po 42 minutach wybrzmiewają więc ostatnie nuty, a słuchacz pozostaje z niezwykłymi wspomnieniami i… przejmującym poczuciem osamotnienia. Obok wydanego dwa lata później albumu „Kujaviak Goes Funky” (z Czesławem Bartkowkim na bębnach zamiast Jonkisza i grającym na elektrycznym pianinie Wojciechem Karolakiem, który zastąpił puzonistę Cieślaka) „Winobranie” zalicza się do najwybitniejszych osiągnięć Zbigniewa Namysłowskiego. Nie bez powodu – to płyta bardzo różnorodna, zarówno w stylu, jak i formie, w warstwie instrumentalnej i klimacie; bogactwo brzmień sprawia zaś, że nawet po 40 latach można smakować tę muzykę z najprawdziwszą przyjemnością i odkrywać w niej wciąż jeszcze niezbadane rejony.
koniec
21 lutego 2013
Skład:
  • Zbigniew Namysłowski – saksofon altowy, wiolonczela, fortepian, flet
  • Stanisław Cieślak – puzon
  • Tomasz Szukalski – saksofon tenorowy, klarnet basowy
  • Paweł Jarzębski – kontrabas
  • Kazimierz Jonkisz – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Epickie buty bogini

Słuchaj i patrz:

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Powrót w czerń
— Beatrycze Nowicka

Dziwne losy pewnej piosenki
— Beatrycze Nowicka

Gorycz w czerwieni
— Beatrycze Nowicka

Świeży pomysł to skarb
— Beatrycze Nowicka

Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.