Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Uwaga! Hera uzależnia!

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy to jest najlepsza polska płyta jazzowa 2013 roku? W każdym razie nikt nie powinien być zaskoczony, jeżeli taki właśnie laur zostanie jej przyznany. „Seven Lines” – trzeci album (i trzeci koncertowy) prowadzonej przez klarnecistę Wacława Zimpla formacji Hera, na którym gościnnie usłyszeć można legendarnego perkusistę amerykańskiego Hamida Drake’a – to prawdziwe arcydzieło jazzu improwizowanego.

Hera & Hamid Drake
‹Seven Lines›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSeven Lines
Wykonawca / KompozytorHera & Hamid Drake
Data wydania12 sierpnia 2013
Wydawca Multikulti
NośnikCD
Czas trwania69:42
Gatunekjazz, rock
EAN5907796319512
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Sounds of Balochistan15:45
2) Roofs of Kyoto17:37
3) Temples of Tibet14:59
4) Afterimages17:34
5) Recalling Russia03:47
Klarnecista Wacław Zimpel uznawany jest obecnie za jednego z najzdolniejszych jazzmanów europejskich młodego pokolenia i każdą kolejną płytą (a nagrywa ich sporo) udowadnia, że pokładane w nim nadzieje nie spalają na panewce. Urodził się w stolicy Wielkopolski w 1983 roku; ukończył poznańską Akademię Muzyczną imienia Ignacego Jana Paderewskiego, a następnie podjął studia w Hochschule für Musik Und Teather w Hanowerze (w obu przypadkach w klasie klarnetu). Od połowy ubiegłej dekady jest niezwykle aktywny na scenie jazzowej – grywa z muzykami polskimi, europejskimi i amerykańskimi; jednym formacjom lideruje, w innych ogranicza się do, niekiedy równie istotnej, roli akompaniatora. W każdym przypadku ze swoich zadań wywiązuje się na medal. W swojej dyskografii ma już prawie dwadzieścia albumów. Z triem The Light, które współtworzą kontrabasista Wojciech Traczyk i perkusista Robert Rasz, wydał „The Light” (2007) i „Afekty” (2009); w duecie z bębniarzem Timem Daisy – album „Four Walls” (2008), a w międzynarodowym kwartecie Undivided (skład uzupełniają: pianista Bobby Few, kontrabasista Mark Tokar i perkusista Klaus Kugel) – „The Passion” (2010) i koncertowy krążek „Moves Between Clouds” (2011).
Od 2010 roku Zimpel udziela się również w kwartecie, względnie kwintecie klarnetowym Mikołaja Trzaski IRCHA, który do tej pory opublikował trzy płyty: „Lark Uprising” (2010), „Watching Edvard” (2011) oraz „Zikarok – Zeifanai” (2012). W tym samym czasie poznaniak nawiązał także współpracę z jedną z największych gwiazd współczesnego free jazzu, saksofonistą Kenem Vandermarkiem, z którym najpierw stworzył Reed Trio (do składu dokooptowali Trzaskę), znane z albumu „Last Train to the First Station” (2010), a następnie zasilił szeregi kierowanego przez Amerykanina zespołu Resonance. Z tym ostatnim nagrał, jak dotąd, dwa krążki: „Kafka in Flight” (2011) i „What Country Is This?” (2012). Szczególnie udany był jednak dla Zimpla mijający rok, znaczony trzema kolejnymi świetnymi wydawnictwami: płytą „Mikołaj Trzaska gra Różę” (zawierającą koncertowe wykonania muzyki stworzonej na potrzeby filmu Wojciecha Smarzowskiego), opublikowanym przez For Tune „Stone Fog”, który artysta podpisał nazwą Wacław Zimpel Quartet (grają w nim też pianista Krzysztof Dys oraz tworzący sekcję rytmiczną Christian Ramond i znany już z Undivided, Klaus Kugel) oraz trzecią produkcją… Hery.
Hera wyrosła w ostatnich latach na najważniejszy band prowadzony przez Zimpla. I trudno się temu dziwić – sukcesy festiwalowe i nade wszystko album nagrany wespół z Hamidem Drakiem sprawiły, że nazwa stała się rozpoznawalna nie tylko nad Wisłą. A początek zespołu był dość niezwykły. Zimpel wpadł na pomysł jego utworzenia podczas podróży po Sycylii, kiedy zwiedzał świątynię poświęconą Herze, greckiej bogini niebios, opiekunce rodziny i patronce macierzyństwa. To miejsce miało również wpływ na obrany przez klarnecistę styl muzyczny; z góry założył on bowiem, że nowa formacja powinna wykraczać poza ramy zwyczajowo pojętego free jazzu (to brzmi nieomal jak oksymoron!), że powinna sięgać do tradycji ludowych i religijnych, do folkloru i tak zwanej world music. Na debiutancką płytę grupy, zatytułowaną po prostu „Hera” (2010), trafił koncert zagrany – to nie żart – 1 kwietnia 2009 roku w klubie „Alchemia” na krakowskim Kazimierzu. Na scenie oprócz lidera pojawili się jeszcze: saksofonista (sopranowy i tenorowy) Paweł Postaremczak (znany z projektu Affinity), kontrabasista Ksawery Wójciński (zaangażowany też w działalność Nuntium) oraz bębniarz Paweł Szpura (który później pojawił się również w szeregach Cukunft). Od tego momentu skład kwartetu nie uległ zasadniczej zmianie, co najwyżej był poszerzany o zaproszonych gości.
Dwa lata temu ukazał się drugi krążek Hery – „Where My Complete Beloved Is” – który zarejestrowano podczas dwóch występów na Scenie na Piętrze w Poznaniu (18 i 19 kwietnia 2011 roku). Muzyka zespołu zyskała jeszcze bardziej folkowe oblicze, czemu przysłużyły się dwie zaproszone artystki: perkusjonalistka Sara Kałużna oraz grająca na fisharmonii i śpiewająca Maniucha Bikont. To, co najlepsze, miało jednak dopiero nadejść. Na ubiegłoroczną edycję festiwalu Krakowska Jesień Jazzowa (promującego przede wszystkim muzyków z kręgu jazzu improwizowanego) organizatorzy zaprosili DKV Trio, tworzone między innymi przez Kena Vandermarka i Hamida Drake’a. Zimpel uznał, że to być może jedyna okazja, aby zaprosić do wspólnych nagrań słynnego amerykańskiego perkusistę (wieloletniego współpracownika Freda Andersona, Williama Parkera i Petera Brötzmanna) i złożył mu odpowiednią propozycję, która została przyjęta. W efekcie 1 listopada 2012 roku Hera poszerzona o kilku muzyków, w tym właśnie Drake’a, pojawiła się na scenie krakowskiego Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, aby zagrać jako suport DKV Trio. Koncert był rejestrowany i ostatecznie został, nakładem poznańskiego Multikulti Project, opublikowany na albumie „Seven Lines”.
Poza Drakiem i klasycznym składem Hery – a więc kwartetem: Zimpel, Postaremczak, Wójciński i Szpura – z zespołem zagrali jeszcze gitarzysta Raphael Rogiński (na co dzień liderujący formacjom Cukunft i Shofar) oraz obsługujący lirę korbową (hurdy-gurdy) Maciej Cierliński (przed laty współtwórca Yerba Mater, znany też z nagrań Kapeli ze Wsi Warszawa i Hey). Na program koncertu złożyło się sześć kompozycji; niestety, jedna z nich nie zmieściła się już na kompakcie. Te, które miały szczęście, składają się na prawie – bez kilkunastu sekund – siedemdziesięciominutową niezwykłą ucztę muzyczną, która pozostawia po sobie absolutnie niezapomniane wspomnienie. Płytę otwiera kompozycja Wacława Zimpla „Sounds of Balochistan”, w której – co sugeruje już sam tytuł – wykorzystał on motyw dźwiękowy rodem z Beludżystanu (a więc krainy historyczno-geograficznej rozciągającej się na pograniczach Iranu, Pakistanu i Afganistanu). Z wyciszenia dochodzą do słuchaczy brzmienia liry korbowej, która wprowadza ich w swoisty trans – i to odczucie dominować będzie praktycznie do ostatniej nuty na albumie. Dopiero po kilku minutach do Cierlińskiego dołączają kolejni muzycy – sekcja rytmiczna i, na razie obecni na dalszym planie, klarnecista i saksofonista. Z wolna jednak to właśnie oni przejmują pałeczkę pierwszeństwa, sprawiając, że ten folkowy kawałek nabiera charakteru czysto freejazzowego.
Zimpel i Postaremczak pozwalają sobie na mocno odjechane solówki grane w tym samym czasie; aby zaś całość nie rozjechała się dokumentnie, czuwają Wójciński i Szpura wspomagani przez Hamida Drake’a, który tutaj udziela się na bębnie obręczowym. W ostatniej części przychodzi też pora na partię gitary; Rogiński nie ma zamiaru ograniczać swej wyobraźni muzycznej, funduje więc solo, którego nie powstydziliby się mistrzowie fusion. Finał utworu robi piorunujące wrażenie, w dużej mierze dzięki dialogowi nawiązanemu przez gitarzystę z klarnecistą. Nie mniej intrygującą wycieczką w czasie i przestrzeni jest numer zatytułowany „Roofs of Kyoto” – kolejne dzieło lidera, tym razem wzorowane na melodii japońskiej tradycji gagaku. Pikanterii nagraniu dodaje fakt, że typowe dla Dalekiego Wschodu brzmienia zespół uzyskuje, stosując klasyczne instrumentarium jazzowe. I tak zamiast fletów ryūteki i oboju hichiriki mamy klarnety i saksofony, a zamiast lutni biwa i cytry koto – gitarę elektryczną. Instrumentami przewodnimi są dęciaki, które początkowo tworzą potężną ścianę dźwięku, by następnie zaskoczyć w stu procentach improwizowanymi pasażami. Mniej więcej w połowie kompozycji na „polu bitwy” pozostają jedynie perkusiści (Szpura i Drake) – i jest to bardzo energetyczny fragment całego krążka. Gdy docierają oni do końca tego odcinka podróży, rozlegają się sprzężenia fisharmonii, która delikatnie wyprowadza na plan pierwszy klarnet. Finał ponownie miażdży – grane ostinato przejmujące partie dęciaków wdzierają się tak głęboko w świadomość, że długo nie można ich zapomnieć. Zresztą po co zapominać muzykę tak piękną w swym smutku!
„Temples of Tibet” to przede wszystkim prezent od gościa zza Oceanu – tradycyjna modlitwa tybetańska oparta na melodii zrodzonej w głowie Hamida Drake’a. Transowa sekcja rytmiczna – aż trudno uwierzyć w to, że Wójciński i Drake nie grają ze sobą od wielu lat! – idealnie podkreśla natchniony, bliski ekstazy religijnej śpiew Amerykanina. To jego kawałek, od początku do końca; dlatego nawet partie solowe saksofonu tenorowego i klarnetu schowane są na dalszym planie. Zimpel jednak szybko, bo już w następnym kawałku – „Afterimages” (notabene własnego autorstwa) – rekompensuje sobie z nawiązką to chwilowe usunięcie w cień. Swoją drogą, to najbardziej melodyjny numer na „Seven Lines”, gdyby nawet nazwać go „tanecznym” – muzycy też nie mogliby się obrazić. Ale tak jest tylko do czasu. Gdy klarnet wdaje się w coraz ostrzejszą z biegiem czasu „dyskusję” z saksofonem, kompozycja Zimpla przechodzi swoistą metamorfozę – od jazzu awangardowego, poprzez motoryczne fusion (spod znaku Mahavishnu Orchestra), aż po transowe world music (mogące kojarzyć się z dokonaniami Osjanu). Całość wieńczy natomiast rockowe solo Raphaela Rogińskiego. Cóż więcej można na temat tej kompozycji dodać. Chyba tylko to, że jest ona najprawdziwszym arcydziełem free- i jazzrockowej improwizacji. Zamykający krążek, niespełna czterominutowy, utwór „Recalling Russia” ma w zasadzie do spełnienia jedno zadanie – wyciszyć emocje i przygotować słuchaczy do pogodzenia się z myślą, że to już – niestety! – koniec. Ale przecież zawsze można odpalić płytę od nowa – i tak w nieskończoność. Bo Hera piekielnie uzależnia!
koniec
28 grudnia 2013
Skład:
Wacław Zimpel – klarnet, klarnet altowy, fisharmonia
Paweł Postaremczak – saksofon tenorowy, saksofon altowy, fisharmonia
Raphael Rogiński – gitara
Ksawery Wójciński – kontrabas
Paweł Szpura – perkusja (prawy kanał)
gościnnie:
Hamid Drake – perkusja (lewy kanał), bęben obręczowy, śpiew
Maciej Cierliński – lira korbowa
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
Sebastian Chosiński

27 VI 2017

Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.