Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Pośród pustynnych burz, z piaskiem w ustach

Esensja.pl
Esensja.pl
To projekt niezwykły – jednocześnie międzynarodowy i międzypokoleniowy. Muzycy tworzący kwartet, który podpisał się pod płytą „Yemen. Music of the Yemenite Jews”, pochodzą bowiem z dwóch bardzo odległych od siebie państw (Polski i Stanów Zjednoczonych) oraz z trzech pokoleń. Rolę „dziadka” gra Perry Robinson, „syna” – Michael Zerang, a uzdolnionych „wnuczków” – Wacław Zimpel i Raphael Rogiński.

Wacław Zimpel, Perry Robinson, Raphael Rogiński, Michael Zerang
‹Yemen. Music of the Yemenite Jews›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułYemen. Music of the Yemenite Jews
Wykonawca / KompozytorWacław Zimpel, Perry Robinson, Raphael Rogiński, Michael Zerang
Data wydania26 kwietnia 2012
NośnikCD
Czas trwania48:56
Gatunekfolk, jazz
EAN5907529223444
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Once in the Desert08:52
2) Sand in the Eyes10:33
3) Old Man Told Me09:33
4) Wisdom of the Sands19:59
Muzyka jazzowa jak chyba żadna inna nauczyła się przekraczać granice – i to zarówno te państwowe (ustrojowe i ideologiczne), jak i wiekowe. Jaskrawym na to dowodem jest zrodzony przed trzema laty projekt zrzeszający dwóch legendarnych i zasłużonych dla free jazzu i muzyki improwizowanej artystów rodem ze Stanów Zjednoczonych – klarnecistę Perry’ego Robinsona i perkusistę Michaela Zeranga – oraz dwóch wciąż jeszcze stosunkowo młodych, ale już bardzo cenionych w Europie instrumentalistów znad Wisły i Odry – klarnecistę Wacława Zimpla i gitarzystę Raphaela Rogińskiego. O naszych rodakach mieliśmy okazję w ciągu ostatnich kilku tygodni pisać na łamach „Esensji” parokrotnie, recenzując płyty zespołów Hera („Seven Lines”), Shofar („Ha-Huncvot”) oraz Cukunft; słynni Amerykanie natomiast pojawiają się u nas po raz pierwszy. A mowa jest o nie byle kim.
Perry Robinson, urodzony w Nowym Jorku w 1938 roku, prowadzi własny zespół (a raczej: własne zespoły, bo ich skład, liczba członków i instrumentarium zmieniały się na przestrzeni lat dość często) już od ponad pół wieku; płyt, w których nagraniu wziął udział jako muzyk sesyjny, zliczyć się chyba nie da – w każdym razie pojawiał się u boku takich tuzów jazzu improwizowanego jak Archie Shepp, Lester Bowie i William Parker. Nie mniej zasłużony jest młodszy od Robinsona dokładnie o dwie dekady Michael Zerang, który choć przyszedł na świat w Chicago, ma wyjątkowo rozgałęzione korzenie etniczne – jego matka pochodzi z Iraku, ojciec z Iranu, a w żyłach obojga rodziców płynie krew asyryjska. Karierę rozpoczął, jeszcze jako nastolatek, w latach 70. ubiegłego wieku; tworzył duety, tria, kwartety, kwintety, wspomagając swoim talentem chociażby Petera Brötzmanna i Kena Vandermarka (The Vandermark Quartet, The Resonance Ensemble). Dla młodszych od Zeranga o jedno, a od Robinsona o dwa pokolenia Polaków możliwość wpisania do swego curriculum vitae płyty zrealizowanej z tak słynnymi artystami była niezwykłym wyróżnieniem.
A jak do tego doszło? W dużej mierze za sprawą Johna Zorna, właściciela nowojorskiej wytwórni płytowej Tzadik Records i niezmordowanego propagatora muzyki żydowskiej w jej odcieniu jazzowym. Kwartet zadebiutował na scenie w lipcu 2011 roku podczas piątej edycji poznańskiego Tzadik Festival. Zagrał wówczas dwukrotnie: na dziedzińcu Muzeum Archeologicznego oraz na Scenie na Piętrze. Oba występy były rejestrowane i ostatecznie rok później trafiły na album wydany przez Multikulti Project. Płytę zatytułowano – adekwatnie do zawartości – „Yemen. Music of the Yemenite Jews”. Trzy z czterech kompozycji wypełniających krążek zostały bowiem oparte na tradycyjnych pieśniach Żydów z Jemenu, czwartą skomponował Raphael Rogiński. Warto przy tym zaznaczyć, że osadnictwo żydowskie w Jemenie, dzisiaj powoli dobiegające kresu, ma swoją niezwykle bogatą historię, a tym samym również – tradycję i kulturę. Pierwsi wyznawcy religii mojżeszowej dotarli do tego pustynnego kraju już w VI wieku przed naszą erą; byli to uchodźcy z Jerozolimy, którzy w przestrachu opuścili miasto po tym, jak zdobyli je Babilończycy pod wodzą okrutnego Nabuchodonozora II (zapisał się on w dziejach także zniszczeniem świątyni króla Salomona i zapoczątkowaniem „niewoli babilońskiej Żydów”).
Przez wiele wieków Jemen jawił się potomkom Abrahama jako oaza spokoju i szczęśliwości, z biegiem czasu ich sytuacja zaczęła jednak ulegać zmianie. W efekcie pierwsi Temani, czyli Żydzi jemeńscy, powrócili na obszar Palestyny w latach 80. XIX wieku; po powstaniu państwa Izrael przymusowo – w ramach operacji „Latający Dywan” – przesiedlono ich tam około pięćdziesięciu tysięcy. Mieszkając przez lata w otoczeniu Arabów, stworzyli własny język judeo-arabski (czyli aljahudijję), a ich muzyka ludowa mocno nasiąkła wpływami orientalnymi. I to w twórczości kwartetu Robinson / Zerang / Rogiński / Zimpel słychać bardzo wyraźnie. Choć jedno należy stwierdzić z całą stanowczością – zawartość albumu „Yemen” to przede wszystkim jazzowe parafrazy oryginalnych pieśni Żydów z Jemenu, poddane jednak wielu modyfikacjom i niestroniące od improwizacji. Znakomitą tego próbką jest już otwierający krążek utwór „Once in the Desert”, w którym Michael Zerang „obsługuje” darbukę (czyli niezwykle popularny na Bliskim Wschodzie i w krajach arabskich bęben kielichowy), prowadząc dialog najpierw z klarnetem basowym Wacława Zimpla, a następnie także ze wspomagającym swego kolegę po fachu dęciakiem Perry’ego Robinsona.
Raphael Rogiński początkowo trzyma się na uboczu, dopiero z biegiem czasu przebija się ze swoją gitarą, wypierając oba klarnety, i na tle transowego rytmu nadanego przez perkusjonalistę snuje swoją nostalgiczną, aczkolwiek niepozbawioną również weselszych tonów, opowieść. Dopiero w finale role ponownie się odwracają, dzięki czemu Robinson może przypomnieć nam o orientalnym pochodzeniu tej muzyki. Drugi w kolejności numer – „Sand in the Eyes” – jest jedyną kompozycją członków zespołu (a konkretnie Rogińskiego). I pewnie dlatego więcej w nim odniesień do twórczości Żydów europejskich, Sefardyjczyków i Aszkenazyjczyków; nie brakuje też drobnych cytatów, które mogły być mrugnięciem okiem do publiczności zgromadzonej na koncertach. Zaczyna się ten kawałek od zbiorowej improwizacji, do której sygnał dźwiękami okaryny daje Robinson, po chwili zaś dołączają klarnet, perkusja i gitara. Przypomina to trochę dźwięki wydawane przez orkiestrę podczas strojenia instrumentów. Po kilku minutach z tego chaosu rodzi się jednak utwór o skomplikowanej, ale bardzo przemyślanej fakturze; elementem spajającym jest w nim gitara Rogińskiego, wokół której zbudowane są improwizacje klarnetowe. I nawet jeśli kawałek ten uznać za najmniej „jemeński” w całym zestawie, w niczym nie odbierze mu to smaczku.
„Old Man Told Me” w niczym nie przypomina smętnej opowieści starego człowieka, choć pierwsze minuty mogłyby jeszcze coś takiego sugerować. Ale nic z tego! Później bowiem klarnety czynią spore zamieszanie (jakby obaj muzycy chcieli przypomnieć o swoim freejazzowym rodowodzie), a kiedy do głosu zostaje dodatkowo dopuszczona gitara, robi się niemal rockowo z psychodeliczno-folkowym posmakiem. W każdym razie energii temu utworowi na pewno nie brakuje! Opus magnum płyty jest za to wieńcząca ją prawie dwudziestominutowa kompozycja „Wisdom of the Sands”. Zerang ponownie sięga w niej po bębenki (kielichowy i obręczowy), które wraz z rozimprowizowanymi dęciakami czynią z tego kawałka prawdziwie szamańską opowieść. Co nieco niesamowitości dodaje też Rogiński, w pewnym momencie stylizując swą gitarę na oud względnie sintir, czyli instrumenty charakterystyczne dla muzyki arabskiej. W zetknięciu ze spuścizną Żydów jemeńskich ten wtręt wcale jednak nie brzmi obco. Ot, jeszcze jedna dodająca całej potrawie smaku przyprawa. W zakończeniu z kolei kwartet serwuje tony poważniejsze, skłaniające do zadumy i refleksji, co niektórym mogące kojarzyć się nawet z folkowymi peregrynacjami grupy Osjan (vide flety Jacka Ostaszewskiego, perkusjonalia Milo Kurtisa i charakterystyczna gitara Wojciecha Waglewskiego). Album „Yemen” można postawić obok wydanej w ubiegłym roku płyty „Sefardix” Jorgosa Skoliasa i braci Oleś; stanowi on bowiem idealne jej dopełnienie, wskazując jeszcze jedno miejsce, do którego przed laty dotarli Żydzi i w którym pozostawili niezwykłe dziedzictwo.
koniec
6 lutego 2014
Skład:
Wacław Zimpel – klarnet, klarnet basowy
Perry Robinson – klarnet, okaryna
Raphael Rogiński – gitara elektryczna
Michael Zerang – perkusja, instrumenty perkusyjne (bęben kielichowy, bęben obręczowy)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
Sebastian Chosiński

12 XII 2017

Kolejne płyty prowadzonego przez saksofonistę Kena Vandermarka kwartetu Made to Break zazwyczaj ukazują się seriami. Czy to oznacza, że w ślad za opublikowanym w połowie listopada albumem „Trebuchet” należy spodziewać się kolejnych? Może nie od razu, ale w przyszłym roku zapewne już tak. Tym bardziej że po premierze płyty grupa tradycyjnie udała się w trasę koncertową.

więcej »

Przekorna apokalipsa
Sebastian Chosiński

5 XII 2017

Przyglądając się zielonogórskiej formacji kierowanej przez gitarzystę Marcina Łukasiewicza, widać zaskakującą konsekwencję w nomenklaturze. Nazwa zespołu: Morte Plays. Tytuł płyty: „Postapo”. Tytuły wybranych utworów: „Kwarantanna”, „Radiacja”, „Korozja”. Jakiej muzyki spodziewalibyście się, usłyszawszy podobną zapowiedź? Respons jest prosty: zupełnie innej.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
Sebastian Chosiński

9 XI 2017

Summit Quartet to kolejna międzynarodowa freejazzowa supergrupa, na czele której stoi amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem do współpracy udało mu się zaprosić dwóch „starych znajomych” – Matsa Gustafssona i Hamida Drake’a – oraz muzyka z zupełnie innej „beczki”, Luca Klaasena, eksbasistę holenderskiej punkowej formacji The Ex. Pierwszym wydawnictwem zespołu jest koncertowy album „Live in Sant’Anna Arresi”.

więcej »

Polecamy

Animacje z antypodów

Słuchaj i patrz:

Animacje z antypodów
— Beatrycze Nowicka

Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

Dwa pokolenia, dwa muzyczne światy
— Sebastian Chosiński

„Niszowcy” w Wietrznym Mieście
— Sebastian Chosiński

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.