Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Russian vodka and free jazz

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż norweski saksofonista Frode Gjerstad powoli dobija siedemdziesiątki, na scenie absolutnie nie traci wigoru. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ma za swoimi plecami tak dobrych i sprawdzonych akompaniatorów, jak basista Jon Rune Strøm i bębniarz Paal Nilssen-Love. Nagrany „na żywo” pod koniec ubiegłego roku w Moskwie krążek „Russian Standard” udowadnia, że w muzyce nie wiek się liczy, ale pomysłowość i… dobra kondycja.

Frode Gjerstad Trio
‹Russian Standard›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRussian Standard
Wykonawca / KompozytorFrode Gjerstad Trio
Data wydania11 czerwca 2014
NośnikCD
Czas trwania62:14
Gatunekjazz
EAN5901549185751
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Boris33:17
2) Kirill28:55
Frode Gjerstad to legenda skandynawskiego jazzu improwizowanego; postać, na której muzyce wychowały się przynajmniej dwa pokolenia jazzmanów z Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii. Urodził się w 1948 roku w Stavanger; aktywny od końca lat 60. ubiegłego wieku – w różnych składach i pod różnymi szyldami. Największą sławę zdobyły zwłaszcza dwa kierowane przez niego zespoły: trzyosobowy Detail (z kontrabasistą Johnnym Dyanim i perkusistą Johnem Stevensem), który w latach 1983-1994 zarejestrował materiał na siedem płyt, oraz będące jego spadkobiercą Frode Gjerstad Trio (powołane do życia w 1998 roku i działające po dziś dzień). Pierwsza z grup rozpadła się w chwili śmierci Stevensa, z którym lider był tak zżyty, że gdy powołał kolejną, bliźniaczą formację, zdecydował się nadać jej już inną nazwę. W pierwszym składzie nowego tria znaleźli się dwaj czarnoskórzy Amerykanie: kontrabasista William Parker oraz bębniarz Hamid Drake (znany ze współpracy z Herą Wacława Zimpla). Pozostawili po sobie dwa bardzo udane krążki – „Remember to Forget” (1998) oraz „Ultima” (1999) – ale na dalszej działalności grupy zaważyła odległość dzieląca muzyków z sekcji rytmicznej od Gjerstada i przede wszystkim ich zaangażowanie we własne projekty.
W efekcie panowie postanowili się rozstać, a Frode zaczął rozglądać się za nowymi akompaniatorami. Tym razem, z przyczyn czysto logistycznych, zdecydował się związać ze swoimi rodakami: grającym na basie Øyvindem Storesundem oraz perkusistą Paalem Nilssen-Love, który na szerokie wody free jazzu wypłynął między innymi dzięki wieloletniej współpracy z Kenem Vandermarkiem (o czym pisaliśmy nieco szerzej przy okazji recenzowania płyt „Schl8hof” oraz „Lightning Over Water”). Ten skład odpowiedzialny jest za nagranie sześciu albumów: „The Blessing Light: For John Stevens” (2001), „Last First” (2002), „St. Louis” (2003), „Sharp Knives Cut Deeper” (2003), “Mothers and Fathers” (2006) oraz „Nothing is Forever” (2007). Po wydaniu tego ostatniego odszedł Storesund, którego po paru latach zastąpił Jon Rune Strøm – i w takim zestawieniu trio funkcjonuje do dzisiaj. „Russian Standard” jest czwartym – po krążkach „Mir” (2011), „East of West” (2011) i „Hide Out” (2012) – przejawem ich aktywności artystycznej. Jeżeli doliczymy do tego jeszcze opublikowaną przed ośmioma laty płytę „The Other Side”, zawierającą koncert pierwszego wcielenia Frode Gjerstad Trio (z 2000 roku), okaże się, że zapis moskiewskiego koncertu jest w oficjalnej dyskografii trzynastą realizacją zespołu. I wcale nie pechową!
I trudno się temu dziwić, skoro cała trójka muzyków to wybitni specjaliści w swojej dziedzinie. Na dodatek lider grupy i perkusista w ciągu ostatnich lat pracowali razem również w innych składach, jak chociażby Gjerstad – Nilssen-Love Project („Hasselt”, 2013), The Cello Quartet („The Cello Quartet”, 2006), duet Gjerstad – Nilssen-Love („Day Before One”, 2007; „Gromka”, 2010; „Side By Side”, 2012) czy trio Bradford, Gjerstad, Nilssen-Love („Dragon”, 2012). Stwierdzenie, że „znają się jak łyse konie”, nie byłoby więc wcale dalekie od prawdy. Zarejestrowany na płycie „Russian Standard” (tytuł wcale nie musi odnosić się do „standardów” muzycznych, bardziej jesteśmy skłonni uznać, że to wyróżnienie… wódki rosyjskiej o tej właśnie nazwie) koncert odbył się 11 grudnia ubiegłego roku w miejscu niezwykłym – Centrum Kulturalnym DOM, którego założycielem był, zmarły 10 kwietnia 2004 roku (tego samego dnia co Jacek Kaczmarski), legendarny dziennikarz muzyczny i – jeszcze w epoce radzieckiej – organizator undergroundowych koncertów, Nikołaj Dmitrijew. Właściciele klubu, działającego w Moskwie od piętnastu lat, wyspecjalizowali się w promowaniu artystów ze świata awangardowego jazzu i rocka; w lepsze miejsce Frode Gjerstad Trio trafić nie mogli.
Na zawartość „Russian Standard” składają się dwie – w przybliżeniu – trzydziestominutowe kompozycje, które od początku do końca są wielkimi improwizacjami. Pierwsza z nich, zatytułowana „Boris” (a zadedykowana Borisowi Lulinskiemu, jednemu z organizatorów grudniowego koncertu), daje pełen obraz dokonań zespołu. Jest w niej to wszystko, z czego trio słynie od lat, a więc przede wszystkim nie znająca granic wyobraźnia i odwaga w ich przekraczaniu; nie brakuje też jednak chwil zamyślenia i kontemplacji. Początek jest właśnie taki – zaskakująco refleksyjny. Lecz to jedynie cisza przed czekającą słuchaczy burzą. Muzycy bowiem powoli rozpościerają skrzydła, jakby najpierw chcieli wybadać teren i rozeznać się, z kim mają do czynienia na widowni. Przekonawszy się, że zasiadają tam koneserzy gatunku, pozwalają sobie z czasem na coraz bardziej śmiałe szarże instrumentalne. Nilssen-Love gra swoje połamane rytmy na bębnach, świetnie uzupełniając się z bardzo stylowym i nienachalnym Jonem Rune Strømem; Gjerstad z kolei, korzystając z zapewnianej mu przez akompaniatorów swobody, wyrzuca z siebie kolejne szalone improwizacje. Norweg nie zalicza się jednak do liderów, którzy próbują zawłaszczać cały „czas antenowy”, dlatego momentami ustępuje miejsca kolegom – stąd chociażby długa, hipnotyzująca sekwencja dialogu perkusyjno-kontrabasowego.
Całość utworu wieńczy mimo wszystko mocne uderzenie, przypominające, że – chcąc, nie chcąc – mamy do czynienia z muzykami, którzy zamiłowanie do jazzowej awangardy wyssali prawdopodobnie z mlekiem matki. Drugą z kompozycji, zatytułowaną „Kirill” (norwescy artyści postanowili „podarować” ją Kiryłowi Połonskiemu), otwiera klimatyczna partia kontrabasu, na obrzeżach której snuje się – z czasem coraz odważniejszy – saksofon Gjerstada. Wstęp jest zaskakująco długi; na swoje normalne tory trio wskakuje bowiem dopiero w szóstej minucie utworu. Nilssen-Love wrzuca wówczas kolejny bieg (udowadniając przy okazji, że świetnie sprawdziłby się również w kapeli o rockowo-metalowym rodowodzie), a lider rozpoczyna rozbudowaną, wielowątkową improwizację. Lecz i w tym numerze następuje moment wyciszenia – i to niemal całkowitego, kiedy to ze sceny nie dochodzi praktycznie żaden dźwięk, a przynajmniej nie zarejestrował go sprzęt nagrywający. Wszystko po to, aby z jednej strony dać słuchaczom odetchnąć, z drugiej natomiast – przygotować ich do impulsywnego finału. Wszak ostatnie minuty to jeszcze jedna wycieczka w krainę nieograniczonego żadnymi pętami free jazzu. Czyli to, co Frode Gjerstad lubi najbardziej!
koniec
1 lipca 2014
Skład:
Frode Gjerstad – saksofon altowy, klarnet
Jon Rune Strøm – kontrabas
Paal Nilssen-Love – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.