Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Freejazzowy rozrabiaka

Esensja.pl
Esensja.pl
Ma już na koncie ponad setkę płyt, co – nawet jak na artystę nagrywającego od końca lat 60. XX wieku – uznać należy na wynik robiący wrażenie. Dzięki pracowitości i talentowi zapracował sobie na miano ikony współczesnego free jazzu. Na najnowszym krążku – „Mental Shake” – niemieckiemu saksofoniście Peterowi Brötzmannowi towarzyszą muzycy rodem ze Stanów Zjednoczonych: Jason Adasiewicz, John Edwards oraz Steve Noble.

Peter Brötzmann, Jason Adasiewicz, John Edwards, Steve Noble
‹Mental Shake›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMental Shake
Wykonawca / KompozytorPeter Brötzmann, Jason Adasiewicz, John Edwards, Steve Noble
Data wydaniaczerwiec 2014
NośnikCD
Czas trwania39:16
Gatunekjazz
EAN5060394810024
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Mental Shake39:16
Pierwotnie wcale nie chciał być muzykiem. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia malarskie w Wuppertalu. I być może zostałby wziętym portrecistą lub specjalistą od sztuki abstrakcyjnej, gdyby nie – przynajmniej w pewnym sensie – przypadek. Wybrał się bowiem na koncert amerykańskiego saksofonisty dixielandowego Sidneya Becheta (notabene miało to miejsce krótko przed śmiercią czarnoskórego jazzmana) i był pod tak wielkim wrażeniem jego gry, że sam postanowił sięgnąć po instrumenty dęte. Tak narodził się muzyk Peter Brötzmann, będący jedną z najwybitniejszych postaci w świecie jazzu improwizowanego. Pierwszy album, „For Adolphe Sax”, nagrał w 1967 roku; kolejny, „Machine Gun”, który przyniósł mu rozgłos w świecie, rok później. Od tamtej pory pojawiał się na scenie i w studiach nagraniowych w przeróżnych konstelacjach – jako lider, współlider bądź sideman. W Globe Unity Orchestra grał pod dyrekcją pianisty Alexandra von Schlippenbacha, w Last Exit współpracował z Billem Laswellem, w Die Like a Dog Quartet z Williamem Parkerem i Hamidem Drakiem, w Sonore natomiast po raz kolejny miał u swego boku Kena Vandermarka i Matsa Gustafssona.
Poza tym pod własnym nazwiskiem Brötzmann tworzył również liczne duety, tria i kwartety. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku powołał do życia własny big-band, czyli Chicago Tentet, z którego paroma wcieleniami nagrał już w sumie kilkanaście albumów. Choć ma na karku ponad siedemdziesiąt lat, wciąż jest bardzo aktywny na światowej scenie muzycznej i chętnie grywa z artystami młodszymi o pokolenie (albo i więcej). Do tego grona zaliczają się między innymi, pochodzący zza Oceanu, kontrabasista John Edwards, wibrafonista (polskiego pochodzenia) Jason Adasiewicz oraz bębniarz Steve Noble. Z Adasiewiczem, na co dzień prowadzącym w Chicago zespół Sun Rooms, Niemiec nagrał przed dwoma laty płytę „Going All Fancy”; rok później z kolei w duecie z Noble’em zarejestrował album „I am Here Where are You”, a w trio z Noble’em i Edwardsem – „…the Worse the Better”. Każdego z muzyków zdążył więc poznać wcześniej, więc można było nie mieć obaw o to, jak poradzi sobie kierowany przez Brötzmanna kwartet. Materiał, który został opublikowany przez niezależną angielską firmę Otoroku przed trzema miesiącami, zarejestrowano „na żywo” dziesięć miesięcy wcześniej (dokładnie 12 sierpnia 2013 roku) w londyńskim klubie „OTO Cafe”.
Krążek wypełnia jedna, licząca sobie prawie czterdzieści minut, improwizacja (jedynie na potrzeby edycji winylowej podzielono ją na dwie części). I ta informacja w zasadzie mówi – niemal – wszystko na temat tego, czym jest „Mental Shake”. Dla wielbicielu free jazzu będzie to wielka gratka, dla słuchaczy lubujących się w nieco prostszych brzmieniach, album niemiecko-amerykańskiej formacji okaże się natomiast daniem całkowicie niestrawnym. Przed paroma dekadami Brötzmanna ochrzczono mianem „najgłośniejszego saksofonisty świata”. I chociaż dzisiaj dałoby się wymienić kilku innych artystów pretendujących do tego miana – vide Amerykanie John Zorn i Ken Vandermark – Niemiec zapewne wciąż zajmowałby w tej klasyfikacji bardzo wysokie miejsce. Jego grę po dziś dzień charakteryzuje bowiem niezwykła zadziorność i szorstkość, swoisty „brud”, tak bardzo różniący go od innych klasycznych saksofonistów freejazzowych (jak chociażby John Coltrane czy Ornette Coleman). Na „Mental Shake” otrzymujemy kwintesencję stylu Niemca, z szalonymi partiami solowymi, rozbudowanymi improwizacjami i zmiennymi nastrojami. Bo że potrafi zagrać lirycznie, również udowadnia.
„Mental Shake” zaczyna się – inaczej zresztą chyba być nie mogło – od saksofonu; w tle delikatnie rozbrzmiewa perkusja Steve’a Noble’a, a z biegiem czasu coraz śmielej daje znać o swojej obecności na scenie wibrafonista Jason Adasiewicz. Obok lidera zespołu to właśnie on najczęściej odpowiada za solówki, choć oczywiście trafiają się również fragmenty, w których na plan pierwszy wybija się sekcja rytmiczna bądź – już samotnie – kontrabasista John Edwards. Chwile, gdy Brötzmann bierze „wolne”, są jednak rzadkie; dzieje się zaś tak głównie po to, aby wyciszyć emocje, pozwolić słuchaczom na moment oddechu i zadumy. Bywa, że Niemiec bierze wówczas do ręki (i do ust) tárogató – węgierski instrument z wyglądu przypominający flet podłużny – by do spółki z Adasiewiczem zadbać o odrobinę nostalgicznego zamyślenia. Ale nawet kiedy Brötzmann pozwala sobie na pełne intensywności, przyprawiając o drgania serca, partie solowe, zawsze wtedy w tle Jason serwuje dźwięki kojące rany, delikatne i subtelnie eteryczne. Na tym podstawowym kontraście zbudowana jest niemal cała kompozycja. I ten schemat świetnie się sprawdza. Po fragmentach pełnych witalności pojawiają się wyimki jakby z zupełnie innego świata muzycznego.
Brötzmann przyzwyczaił swoich wielbicieli do przekraczania granic. Ale też niejeden raz udowodnił, że jest nie tylko freejazzowym rozrabiaką (jak niegdyś go postrzegano), że potrafi również budować improwizacje na bazie wpadających w ucho melodii. Na „Mental Shake” także ich nie brakuje. Przenosimy się w wówczas w zamierzchłe lata 50. i 60. ubiegłego wieku, kiedy bogami jazzu byli wspomniani już John Coltrane, Ornette Coleman, Albert Ayler czy – już z trochę innej bajki – Charlie Parker. Po kilkuminutowej sekwencji, w której kwartet oddaje hołd mistrzom, przenosimy się ponownie w XXI wiek. Brötzmann po raz kolejny zaostrza brzmienie, by klamrą zamknąć całą improwizację. Jeśli ktoś stara się śledzić dokonania niemieckiego saksofonisty na bieżąco i tropi jego kolejne produkcje, „Mental Shake” prawdopodobnie nie zrobi na nim wielkiego wrażenia, ale dla osób – oczywiście pod warunkiem, że w ogóle gustują one we free jazzie – słuchających go okazjonalnie, album może być bardzo miłym zaskoczeniem. I jednocześnie zachętą, by sięgać po kolejne, nader licznie publikowane przez artystę płyty. Jedno jest pewne w stu procentach: choć Brötzmann jest już w wieku Waszego ojca lub nawet dziadka, nie należy spisywać go na straty. Wciąż bowiem ma dużo do powiedzenia (by nie rzec: wydmuchania).
koniec
23 września 2014
Skład:
Peter Brötzmann – saksofon altowy, saksofon tenorowy, klarnet, tárogató
Jason Adasiewicz – wibrafon
John Edwards – kontrabas
Steve Noble – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.