Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

W nocnych klubach Nowego Jorku i Chicago…

Esensja.pl
Esensja.pl
Maciej Fortuna to prawdopodobnie – obok Mikołaja Trzaski – najbardziej zapracowany polski muzyk jazzowy ostatnich lat. Nie ma roku, by nie ukazała się jego nowa płyta, a najczęściej nawet kilka. „The Last of the Beboppers” jest jednak krążkiem o tyle nietypowym, że powstał za Oceanem, a wśród pozostałych artystów, występujących u boku Fortuny, znaleźli się sami Amerykanie, w tym niezwykle ceniony saksofonista Mack Goldsbury.

Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
‹The Last Of The Beboppers›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Of The Beboppers
Wykonawca / KompozytorMaciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Data wydania30 listopada 2014
Wydawca Fortuna Music
NośnikCD
Czas trwania47:59
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Dim Sum06:25
2) Dark Dawn in Aurora04:24
3) Early Morning05:50
4) Toast05:00
5) Night05:44
6) Minuet in G09:03
7) The Last of the Beboppers03:58
8) Not This Blues07:17
Nie tak dawno obchodził trzydzieste drugie urodziny. Wciąż jest więc muzykiem bardzo młodym, ale dorobek płytowy ma taki, że mógłby nim obdzielić kilku znacznie dłużej funkcjonujących na rynku kolegów po fachu. Bardzo rozległe są też zainteresowania Macieja Fortuny: od modern jazzu (z własnym triem i kwartetem), poprzez muzykę improwizowaną (w duecie z pianistą Krzysztofem Dysem) i ethno jazz (tegoroczny krążek „Zakhaar”, seria koncertów prezentujących polskie utwory ludowe ze skarbnicy Oskara Kolberga), aż po bliskie eksperymentom ze świata elektroniki przeróbki muzyki klasycznej (vide płyta „Electroacoustic Transcription of Film Music by Krzysztof Penderecki”). Na tle dotychczasowych dokonań artysty rodem z Leszna album „The Last of the Beboppers”, który do sprzedaży w naszym kraju trafi 30 listopada, prezentuje się zaskakująco klasycznie, by nie rzec wręcz – staroświecko (choć oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa). W każdym razie zawiera muzykę, która największą popularnością cieszyła się w latach 60. i 70. ubiegłego wieku.
Materiał, który znalazł się na „The Last of the Beboppers” nagrany został z muzykami amerykańskimi i zarejestrowany za Oceanem, w Hitman Studio w Kinnelon w stanie New Jersey. Obok Polaka główną postacią był – najstarszy w całym gronie, urodzony w 1946 roku w Nowym Meksyku – saksofonista Mack Goldsbury, znany z produkcji solowych (najsłynniejszym jego albumem był, wydany w 1979 roku, „Anthropo-Logic”), jak również ze wspólnych nagrań z pianistką Laurie Altman („For Now At Least”, 1982), perkusistą Ernstem Bierem i freejazzowym saksofonistą Timem Berne („Ancestors”, 1983). Spośród naszych rodaków zaszczyt występowania na scenie u jego boku mieli natomiast między innymi Kuba Stankiewicz, Maciej Sikała oraz Piotr Wojtasik. Współpraca Goldsbury’ego z Fortuną sięga jeszcze poprzedniej dekady, a jej efektami były dwa koncertowe albumy sygnowane nazwiskiem Amerykanina: „Arteisa Sunrise” (2010) i „Live at CoCo’s” (2012). Skład, w jakim zrealizowano „The Last of the Beboppers”, uzupełniają jeszcze organista Mark Minchello (specjalizujący się w jazzie tradycyjnym) oraz bębniarz Lou Grassi (między innymi stojący na czele własnego tria i kierujący freejazzowym The Nu Band).
Na album trafiło osiem kompozycji różnych autorów, na dodatek nie zawsze nawet premierowych (jak chociażby kawałek tytułowy, który Lou Grassi grywał już wcześniej z innymi swoimi formacjami). Ale to tak naprawdę ma drugorzędne znaczenie; nowe aranżacje sprawiły bowiem, że różnic nie słychać, a propozycja kwartetu brzmi niezwykle zwarcie i przejrzyście. Całość otwiera „Dim Sum” (niemieckiego pianisty Rudy’ego Redla) i jest to imponujące uderzenie. Wystarczy wsłuchać się w duet saksofonu i trąbki, by zrozumieć, na czym polega potęga tej muzyki – na niezwykłej melodyjności i lekkości, na romantycznym nastroju i wielu smaczkach, wśród których prym wiodą pojawiające się w tle organy Hammonda. Fortuna i Goldsbury wymieniają się tutaj partiami solowymi, jednocześnie napędzając siebie nawzajem. Nie mniejszą siłę rażenia ma „Dark Dawn in Aurora”, które wyszło spod ręki Lou Grassiego. Grające unisono dęciaki i marszowy rytm perkusji przydają temu utworowi patetyzmu; podniosły motyw przewodni, który w dalszej części podejmuje Goldsbury, sprawia zaś, że po plecach dosłownie przebiegają ciarki. Ale ważną rolę gra tu także Fortuna, którego trąbka z czasem owija się wokół saksofonu jak bluszcz, stanowiąc doskonałe dopełnienie.
W „Early Morning” Goldsbury’ego mamy do czynienia z klasycznym hard bopem, w którym do głosu dochodzą wpływy bluesa (patrz: partia organów), chociaż nie brakuje także pojawiających się na tle pulsujących bębnów solówek instrumentów dętych. W podobnym klimacie utrzymany jest „Toast” Marka Minchello, zaczynający się – jak na kawałek skomponowany przez hammondzistę przystało – od introdukcji organowej. Do klawiszy szybko jednak dołączają swingujące trąbka i saksofon, hipnotycznie kołyszące słuchaczy niemal do ostatniej sekundy. Świetnie prezentuje się również „Night” Macieja Fortuny – kto wie, czy nie najbardziej klimatyczny numer na całym albumie. Dość powiedzieć, że zespół udanie przywołuje w nim, znany większości z nas z filmów amerykańskich, nastrój nocnych klubów Nowego Jorku i Chicago, gdzie w powietrzu unoszą się zapach tytoniu i whisky. Jest melodyjnie i zmysłowo, subtelnie i kołysząco. Znacznie lżejszy ciężar gatunkowy ma za to „Minuet in G”, czyli przerobiona przez Macka Goldsbury’ego kompozycja Jana Sebastiana Bacha, w której – obok organisty – pierwsze skrzypce gra trębacz. Fortuna pozwala tu sobie nawet na improwizację, co jednak dziwić nie powinno, skoro utwór ten rozbudowany został do dziewięciu minut.
W „The Last of the Beboppers” mamy do czynienia z idealnie dobranymi proporcjami – klawisze i dęciaki doskonale ze sobą współgrają, co jedynie potwierdza fakt, że polsko-amerykański kwartet to świetnie rozumiejący się jazzowy kolektyw. Każdy z muzyków, znając swoje miejsce w szeregu, potrafi dać maksymalnie dużo od siebie dla dobra wspólnego. Krążek zamyka trwający ponad siedem minut „Not This Blues”, za powstanie którego ponownie odpowiada Minchello. Tu także artyści pozwalają sobie improwizacje; przede wszystkim należy jednak zwrócić uwagę, że po raz pierwszy (i ostatni) w partii solowej – rozpisanej na kilka części – „głos” zabiera Lou Grassi. Są to, co prawda, krótkie fragmenty, ale potwierdzające kunszt amerykańskiego perkusisty. Album Fortuny, Goldsbury’ego, Minchello i Grassiego zawiera muzykę, którą dziś słychać już z płyt i scen koncertowych coraz rzadziej; tym większa zasługa czwórki muzyków, że zdecydowali się przywrócić czar lat 60. i 70., że zafundowali słuchaczom powrót do czasów, kiedy królowali Miles Davis, John Coltrane, Freddie Hubbard czy Cannonball Adderley. Kiedy nawet bezpretensjonalna muzyka potrafiła urzekać pięknem i wywoływać wzruszenie.
koniec
27 listopada 2014
Skład:
Maciej Fortuna – trąbka
Mack Goldsbury – saksofon
Mark Minchello – organy Hammonda
Lou Grassi – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
Sebastian Chosiński

20 IV 2017

Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
Sebastian Chosiński

18 IV 2017

Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
Sebastian Chosiński

13 IV 2017

Ponad trzy lata trzeba było czekać na najnowszy, czwarty studyjny, album zespołu Samsara Blues Experiment. I należy przyznać, że ta przerwa w aktywnej działalności wyszła berlińczykom na dobre. Nagrany w składzie trzyosobowym, bez Richarda Behrensa, „One with the Universe” stanowi bowiem udany powrót do stylistyki znanej z początków kariery.

więcej »

Polecamy

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!

Tu miejsce na labirynt…:

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: Tanecznie i nostalgicznie, czyli Portret Miliana
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hołd dla cieniów minionych
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Nie ten człowiek!
— Sebastian Chosiński

Słowackie „psy” na tropie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nasz ci on, superbohater XVI wieku!
— Sebastian Chosiński

(Super)bohater z przypadku
— Sebastian Chosiński

Niełatwy jest los nastoletniej Pakistanki
— Sebastian Chosiński

Niewiele brakowało, by wygrali wojnę
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.