Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Nie podchodź do klatki z muzykami, którzy grają free jazz!

Esensja.pl
Esensja.pl
Saksofonista Ken Vandermark i perkusista Paal Nilssen-Love znają się jak… Hmm, czy w odniesieniu do tak wybitnych artystów – uznawanych za wirtuozów muzyki improwizowanej – wypada używać potocznego określenia „łyse konie”? A jednak tak właśnie jest. Grają ze sobą od kilkunastu już lat, a wydana w październiku płyta „The Lions Have Eaten One of the Guards” jest ich dziewiątym wspólnym dokonaniem.

Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love
‹The Lions Have Eaten One of the Guards›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Lions Have Eaten One of the Guards
Wykonawca / KompozytorKen Vandermark, Paal Nilssen-Love
Data wydania2 października 2015
NośnikCD
Czas trwania52:35
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieKen Vandermark, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) Slant27:58
2) Odd Numbers20:48
3) Color on Colour03:47
To duet zaskakujący. Tworzą go bowiem Norweg i Amerykanin, co geograficznie sytuuje ich w dwóch skrajnie odmiennych regionach świata. Ale przecież wywodzą się też z zupełnie innych kultur. W teorii nie mają więc ze sobą wiele wspólnego. Lecz tylko w teorii, ponieważ w praktyce dogadują się doskonale już od kilkunastu lat – na niwie artystycznej. Tam przemawiają dokładnie tym samym językiem, są nierozerwalni jak bracia syjamscy. Regularnie występują w duecie i wydają nowe albumy – studyjne i koncertowe. Przed rokiem pisaliśmy o nagranym w Poznaniu w listopadzie 2011 roku materiale, który trafił na wydawnictwo zatytułowane „Lightning Over Water”; dzisiaj weźmiemy na warsztat kolejną płytę duetu, o wywołującym ciarki na plecach tytule „The Lions Have Eaten One of the Guards”. Ona także zawiera utwory zarejestrowane na żywo, tym razem podczas koncertu w antwerpskiej sali Zuiderpershuis w ramach cyklicznego projektu „Sound in Motion”, którego organizatorami są Christel Kumpen i Koen Vandenhoudt. Odbył się on 20 października 2013 roku, a na upublicznienie musiał czekać niemal dokładnie dwa lata. Płyta ukazała się natomiast nakładem należącej do Kena Vandermarka firmy Audiographic Records.
Jak to w jazzie improwizowanym bywa, album zawiera muzykę, która na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. I nie chodzi tu nawet o wielbicieli innych gatunków muzycznych. Ba! nawet fani jazzu mogą mieć problem z „ugryzieniem” zawartości „The Lions Have Eaten One of the Guards”. Nie dlatego, że to twórczość zła, nużąca, poniżej standardów – raczej dlatego, że wymaga sporego samozaparcia i zamiłowania do przekraczania wszelkich granic, w zamian nie oferując nic lekkiego, łatwego ani przyjemnego. Free jazz to całkowite zaprzeczenie komercji, a dokonania Kena Vandermarka i Paala Nilssen-Love’a są tego najjaskrawszym przykładem. Na płytę trafiły trzy kompozycje, których czas trwania przekracza pięćdziesiąt dwie minuty (choć można podejrzewać, że występ był dłuższy, a materiał nieco przykrojono, odrzucając mniej atrakcyjne dla słuchaczy fragmenty). Pierwszy utwór, „Slant”, zaczyna się bardzo energetycznie – od ataku saksofonu Kena i bezpardonowej partii perkusyjnej Paala, podczas której stopień skomplikowania rytmu może przyprawić o zawrót głowy nawet zaprawionego w bojach bębniarza. Introdukcja, pełna kontrastów i kakofonii, jest jak najbardziej świadoma – ma sprawić, by słuchacz oniemiał, a chwilę później dał się porwać i podporządkować muzykom.
Pewni już swego panowania nad publiką Vandermark i Nilssen-Love robią kolejny krok – zaczynają ze sobą ściśle współdziałać. Gęsta perkusja w tle stanowi idealny podkład pod partie solowe dęciaków. Dzięki wsparciu Paala, Amerykanin czuje się na tyle pewnie, że sięga nawet po klasyczną jazzową – uwaga! uwaga! – melodię, by następnie na jej bazie zbudować pełną rozmachu improwizację. Norweg w tym czasie nie ustaje w wysiłkach ani na chwilę, jakby czekał na właściwy moment, w którym uda mu się podejść kolegę i zająć jego miejsce na pierwszym planie. Tak się w końcu dzieje – coraz wścieklejsza partia bębnów wypycha w końcu saksofon; wtedy, uspokojony już, Nilssen-Love przechodzi na synkopowany rytm, którym ponownie zaprasza Vandermarka do współpracy. W dalszej części podobnych zagrywek także nie brakuje – muzycy wykazują się doskonałym zrozumieniem siebie nawzajem, ale także poczuciem humoru, gdy jeden stara się kąśliwymi dźwiękami podgryzać drugiego. Nie służy to jednak niezdrowej konkurencji, raczej jest zachętą do kolejnych improwizacji. Ostatnie minuty „Slant” to już prawdziwe freejazzowe szaleństwo, w którym perkusista odpowiada za odpowiednią motorykę, saksofonista z kolei bierze na siebie rolę dostarczyciela noise’owych zgrzytów.
Dwudziestojednominutowy (niespełna) „Odd Numbers” otwiera długa partia dęciaków (saksofonu i klarnetu), w której Vandermark wyprawia się na terytoria zarezerwowane zazwyczaj dla muzycznej awangardy. Zachowuje przy tym zaskakujący spokój, stawiając na odpowiednie budowanie klimatu. Nie spieszy się, a Nilssen-Love nie stara się go nawet poganiać. Dzięki temu możemy dać się ponieść nastrojowi. Z czasem jednak Amerykanin zaczyna podkręcać tempo, jego solówka staje się coraz bardziej dynamiczna, co prostą drogą prowadzi do dźwiękowej erupcji. Po burzy następuje wyciszenie, znaczone utrzymaną w stylu lat 60. XX wieku partią Kena. Nie trwa ona jednak długo, za co tym razem odpowiada jego norweski towarzysz, który postanawia podkręcić tempo. Całość wieńczy króciutkie „Color on Colour” (gdy taki utwór pojawia się w otoczeniu kompozycji trwających po ponad dwadzieścia minut, można go chyba nazwać… miniaturą), którego głównym zadaniem jest wyciszenie rozbudzonych wcześniej emocji. Nie jest zatem przypadkiem, że całą płytę Vandermark i Nilssen-Love postanowili zakończyć niemal romantycznie, wybudzając tym samym słuchaczy z hipnotycznego letargu, w jaki wprowadzali ich w ciągu poprzednich pięćdziesięciu minut.
Czy warto sięgać po płyty z jazzem improwizowanym? Uznajcie to pytanie za retoryczne. Jeśli kto lubi czuć się naprawdę „free” – „The Lions Have Eaten One of the Guards” jest dla niego. Zabierze go bowiem w niezwykłą podróż bez konieczności sięgania po jakiekolwiek używki. A jeśli jeszcze będzie Wam mało, zawsze możecie „odpalić” ubiegłoroczne „Lightning Over Water” – tam też się działo!
koniec
24 listopada 2015
Skład:
Ken Vandermark – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet kontrabasowy
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
Sebastian Chosiński

9 XI 2017

Summit Quartet to kolejna międzynarodowa freejazzowa supergrupa, na czele której stoi amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem do współpracy udało mu się zaprosić dwóch „starych znajomych” – Matsa Gustafssona i Hamida Drake’a – oraz muzyka z zupełnie innej „beczki”, Luca Klaasena, eksbasistę holenderskiej punkowej formacji The Ex. Pierwszym wydawnictwem zespołu jest koncertowy album „Live in Sant’Anna Arresi”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powściągliwość mniej mile widziana
Sebastian Chosiński

7 XI 2017

Mimo zaangażowania w wiele muzycznych przedsięwzięć o zasięgu międzynarodowym, norweski perkusista Paal Nilssen-Love wciąż jeszcze znajduje czas na swój najważniejszy projekt – freejazzową orkiestrę Large Unit. W połowie października wydała ona nowy album, noszący (tradycyjnie) nieco tajemniczy tytuł – „Fluku”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Welocyped międzykontynentalny
Sebastian Chosiński

2 XI 2017

O Boneshaker dotychczas nie pisaliśmy. Przez niedopatrzenie. Bo przecież nie dlatego, że ta amerykańsko-norweska formacja nie jest godna uwagi. Wręcz przeciwnie! Ze wszech miar warto przyjrzeć się bliżej jej twórczości. Okazją ku temu jest wydanie albumu „Thinking Out Loud” – trzeciej wspólnej produkcji saksofonisty Marsa Williamsa, kontrabasisty Kenta Kesslera oraz perkusisty Paala Nilssen-Love’a.

więcej »

Polecamy

Z wiatrem

Słuchaj i patrz:

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

Dwa pokolenia, dwa muzyczne światy
— Sebastian Chosiński

„Niszowcy” w Wietrznym Mieście
— Sebastian Chosiński

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Podróż do rajskiego zakątka
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wiosna w Helsinkach
— Sebastian Chosiński

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Gogol kontra Czarny Jeździec
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Film jednorazowego użytku
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na tropie narkotykowej szajki
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.