Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Hospodi pomiłuj! Albo lepiej nie…

Esensja.pl
Esensja.pl
Od czasu do czasu pojawia się zespół, którego muzycy pragną pozostać anonimowi. Najczęściej są to formacje tworzone przez artystów znanych i cenionych. Co zatem jest przyczyną utrzymywania przez nich tajemnicy? W jakimś stopniu pragnienie, by krytycy i fani nie oceniali ich nowego projektu przez pryzmat dotychczasowych dokonań. W takiej sytuacji znajdujemy się, sięgając po album „Litourgiya” grupy Batushka – bez dwóch zdań jednej z najlepszych tegorocznych płyt blackmetalowych wydanych w tym kraju.

Batushka
‹Litourgiya›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLitourgiya
Wykonawca / KompozytorBatushka
Data wydania4 grudnia 2015
NośnikCD
Czas trwania41:17
Gatunekmetal
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Yekteniya 105:46
2) Yekteniya 204:23
3) Yekteniya 304:51
4) Yekteniya 405:20
5) Yekteniya 506:00
6) Yekteniya 604:13
7) Yekteniya 705:35
8) Yekteniya 805:10
O Batushce wiadomo niewiele. To znaczy są pewne przecieki i domniemania, ale tak naprawdę – to nic pewnego. Z wyjawieniem tajemnicy nie spieszy się ani zespół, ani wytwórnia, dla której formacja nagrała swój debiutancki album. Pewne sugestie każą domniemywać, że w składzie znaleźli się artyści związani ze sceną blackmetalową nie tylko z Polski, ale także zza naszej wschodniej granicy (otwarta pozostaje natomiast kwestia, czy z Białorusi, Ukrainy, a może z Rosji?). Pewnym tropem może być fakt, że krążek zatytułowany „Litourgiya” sygnowany jest przez białostockie wydawnictwo Witching Hour Productions… Ale wystarczy domysłów! Skoro muzycy uznali, że chcą pozostać anonimowi – uszanujmy to. Tym bardziej że ofiarowali nam dzieło niezwykłe – czterdziestominutową (w przybliżeniu) porcję muzyki, która łączy w sobie brutalność i siłę black metalu z doomowym majestatem; do tego dodać należy jeszcze pojawiające się w tych nagraniach w sporej dawce elementy charakterystyczne dla liturgii prawosławnej (w tym śpiewanych przez diakonów wezwań modlitewnych).
„Litourgiya” (a w zasadzie „Liturgia”) jest dziełem w pełni przemyślanym. Zarówno w warstwie audio, jak i wizualnej. Nie bez powodu okładka albumu stylizowana jest na ikonę (vide obraz Matki Boskiej z dzieciątkiem i charakterystyczne liternictwo). Ba! płyta została nawet opublikowana w drewnianym opakowaniu. Co zaś oznacza nazwa grupy? Pisany z angielska Batushka to polski Batiuszka (rosyjski Батюшка), czyli prawosławny kapłan, pop. Znaczące są również tytuły zawartych na krążku kompozycji – ośmiu „Yekteniyi”. Co się za nimi kryje? Ektenie (w mianowniku liczby pojedynczej w języku rosyjskim słowo to brzmi „ектения”) są rozpowszechnionymi w liturgiach Kościołów wschodnich – więc także w prawosławnym – śpiewanymi litaniami. Jest ich osiem, co oznacza, że każdy z utworów Batushki najprawdopodobniej odpowiada jednej z rzeczywistych ektenii. Choć raczej nie da się ukryć, że gdyby płytę tego enigmatycznego projektu kupił ortodoksyjny wyznawca prawosławia, mógłby przeżyć wielki szok. Zawarta na niej muzyka, mimo że nawiązuje do cerkiewnych śpiewów, raczej nie kojarzy się z kościelnymi rytuałami.
Wręcz przeciwnie! Punktem wyjścia dla twórców Batushki jest estetyka blackmetalowa, wzbogacona w znaczący sposób o elementy doom metalu i muzyki sakralnej. Jakkolwiek egzotyczne może wydawać się to połączenie, trzeba przyznać, że w tym konkretnym przypadku sprawdziło się fenomenalnie. I choćby z tego powodu można być pewnym, że mamy do czynienia nie z debiutantami na rynku rockowym, ale z artystami o ogromnym doświadczeniu i świadomości. Nawet jeśli bowiem Batushka okaże się przedsięwzięciem jednorazowym (oby tak się nie stało!), pozostanie w pamięci fanów jako dzieło skończone; w kontekście: przemyślane i dopieszczone do najdrobniejszych szczegółów. Tak naprawdę to concept-album, będący bardzo specyficzną formą celebracji eucharystycznej. Swoją drogą ciekawe, czy to tylko formuła artystyczna, czy też muzycy grający w zespole rzeczywiście są wyznawcami prawosławia? Co generuje kolejne – nader istotne z psychologicznego punktu widzenia – pytanie: W jakim stopniu projekt Batushka został wykoncypowany w ich głowach, a w jakim odpowiada potrzebom ich ducha i serc?
Przyjrzyjmy się jednak dokładniej zawartości albumu. „Yekteniya 1” z miejsca wprowadza nas w podniosły nastrój mszy prawosławnej; niemal namacalnie poczuć możemy zapach kadzidełek, dzwonki dają sygnał do rozpoczęcia uroczystości, z półmroku natomiast dobywa się głos melodeklamującego słowa modlitwy diakona. Po kilkudziesięciu sekundach zespół uderza z całą mocą: rozpędzona perkusja i budujące ścianę dźwięku majestatyczne gitary przyprawiają o ciarki na plecach. Śpiew cerkiewny miesza się z blackmetalowym growlingiem, ale – zapewne ku zaskoczeniu wielu słuchaczy – nie słychać w tym żadnego dysonansu. Z powodzi dźwięków przebija się bowiem nawiązująca do wschodniego folkloru melodia. W części drugiej zespół już od pierwszych sekund rozpędza się do granic możliwości, wokalista traktuje zaś swój głos jak kolejny instrument. Najważniejsze jednak są tutaj smaczki pojawiające się w tle, a więc chóralne zaśpiewy i towarzyszące im – nie po raz pierwszy, i nie ostatni – doommetalowe gitary. Podobny schemat mają dwie kolejne kompozycje – „Yekteniya 3” i „Yekteniya 4”. Choć oczywiście różnią się one w szczegółach; w pierwszej z nich uwagę przekuwa pojawiająca się na drugim planie melodyjna partia gitary, w drugiej – operująca w niskich rejestrach wokaliza.
W piątej części zespół wspina się na jeszcze wyższy poziom. Wolniejsze tempo pozwala muzykom na podkreślenie potęgi brzmienia. Nienaganna produkcja pozwala z kolei na to, by cieszyć się selektywnym brzmieniem. Mimo potężnego czadu, wszystko jest idealnie słyszalne. Każdy element układanki został zaś perfekcyjnie do siebie dopasowany. Nie mniejsze pochwały należą się „Yekteniyi 6”, w której żeński głos (zahaczający o folk) idealnie kontrastuje z pojawiającym się chwilę później doommetalowym – zapewne sięgającym samych Niebios – murem. Ale to i tak jedynie przystawka do tego, co czeka nas we fragmencie siódmym. To, bez dwóch zdań, najmocniejszy punkt „Litourgiyi”, w którym hipnotyczny rytm stanowi doskonały podkład do powtarzanej jak mantra niezwykle przejmującej frazy: „Hospodi pomiłuj” („Panie, zmiłuj się!”). Z kolei utwór zamykający album, czyli „Yekteniya 8”, swą potęgą dosłownie wgniata w podłogę. Mimo obecnego w nim przez większość czasu blackmetalowego czadu, muzycy dokładają wszelkich starań, aby nie zagubił się gdzieś ten niepowtarzalny nastrój towarzyszący odsłuchowi płyty od pierwszych jej sekund.
Można nie być fanem black czy doom metalu. Można deklarować się jako ortodoksyjny katolik, protestant czy muzułmanin. Ale świadome unikanie znajomości z Batushką, to nade wszystko wyrządzanie krzywdy sobie samemu!
koniec
10 grudnia 2015
Skład:
nie podano
dodajdo

Komentarze

11 XII 2015   15:28:18

ależ moc!!!

22 VI 2016   23:58:53

07 VII 2016   08:33:59

Mam autentyczne ciary jak słucham Batushki! Świetny kawał polskiej muzyki. Fajna recenzja.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
Sebastian Chosiński

9 XI 2017

Summit Quartet to kolejna międzynarodowa freejazzowa supergrupa, na czele której stoi amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem do współpracy udało mu się zaprosić dwóch „starych znajomych” – Matsa Gustafssona i Hamida Drake’a – oraz muzyka z zupełnie innej „beczki”, Luca Klaasena, eksbasistę holenderskiej punkowej formacji The Ex. Pierwszym wydawnictwem zespołu jest koncertowy album „Live in Sant’Anna Arresi”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powściągliwość mniej mile widziana
Sebastian Chosiński

7 XI 2017

Mimo zaangażowania w wiele muzycznych przedsięwzięć o zasięgu międzynarodowym, norweski perkusista Paal Nilssen-Love wciąż jeszcze znajduje czas na swój najważniejszy projekt – freejazzową orkiestrę Large Unit. W połowie października wydała ona nowy album, noszący (tradycyjnie) nieco tajemniczy tytuł – „Fluku”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Welocyped międzykontynentalny
Sebastian Chosiński

2 XI 2017

O Boneshaker dotychczas nie pisaliśmy. Przez niedopatrzenie. Bo przecież nie dlatego, że ta amerykańsko-norweska formacja nie jest godna uwagi. Wręcz przeciwnie! Ze wszech miar warto przyjrzeć się bliżej jej twórczości. Okazją ku temu jest wydanie albumu „Thinking Out Loud” – trzeciej wspólnej produkcji saksofonisty Marsa Williamsa, kontrabasisty Kenta Kesslera oraz perkusisty Paala Nilssen-Love’a.

więcej »

Polecamy

Z wiatrem

Słuchaj i patrz:

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

Dwa pokolenia, dwa muzyczne światy
— Sebastian Chosiński

„Niszowcy” w Wietrznym Mieście
— Sebastian Chosiński

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Podróż do rajskiego zakątka
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wiosna w Helsinkach
— Sebastian Chosiński

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Gogol kontra Czarny Jeździec
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Film jednorazowego użytku
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na tropie narkotykowej szajki
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.