Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Mroczny odcień mroku

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy to możliwe, że jedna z najlepszych płyt (około)jazzowych 2016 roku ujrzała światło dzienne już w połowie stycznia? Oczywiście, że tak. Skoro firmuje ją szwedzkie trio Fire!, któremu lideruje saksofonista Mats Gustafsson (znany również z takich formacji, jak The Thing czy NU Ensemble). Jeśli zatem lubicie mroczną jak skandynawska noc mieszankę jazzu, rocka oraz noise’u, płyta „She Sleeps, She Sleeps” może być dla Was prawdziwym objawieniem.

Fire!
‹She Sleeps, She Sleeps›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułShe Sleeps, She Sleeps
Wykonawca / KompozytorFire!
Data wydania15 stycznia 2016
NośnikCD
Czas trwania44:06
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMats Gustafsson, Johan Berthling, Andreas Werliin, Oren Ambarchi, Leo Svensson Sander
Utwory
CD1
1) She Owned His Voice07:35
2) She Sleeps, She Sleeps14:00
3) She Bid a Meaningless Farewell04:04
4) She Penetrates the Distant Silence, Slowly18:30
Mats Gustafsson nie próżnuje. Ani nie spoczywa na laurach. Po wydaniu jednej świetnej płyty natychmiast bierze się do pracy nad kolejną. Pomiędzy sesjami nagraniowymi rusza natomiast w trasy koncertowe, których efektem są następne publikacje. Co jednak najważniejsze, nigdy nie schodzi poniżej pewnego, wysokiego poziomu. Udowodnił to wielokrotnie – także albumami, które były w przeszłości recenzowane na łamach „Esensji”, jak chociażby „Schl8hof” (powstałym we współpracy z DKV Trio Kena Vandermarka), „Cuts of Guilt, Cuts Deeper” (nagranym z Thurstonem Moore’em, Balázsem Pándim oraz Merzbowem), „Hidros6 – Knockin’” (na którym towarzyszyła mu jego własna orkiestra NU Ensemble) czy też – całkiem niedawno – „Shake” (podpisanym przez trio The Thing). I kiedy mogło się wydawać, że teraz już szwedzki saksofonista na pewno weźmie sobie przynajmniej kilka tygodni (jeśli nie miesięcy) urlopu, jak grom z jasnego nieba pojawiła się nowa płyta, w powstaniu której miał więcej niż wydatny udział. Płyta jego sztandarowego (przynajmniej od kilku lat) projektu – Fire!.
Grupa została założona w 2008 roku. Inicjatywa należała do Gustafssona, ale to wcale nie znaczy, że pozostali dwaj muzycy wypadli sroce spod ogona i całkowicie podporządkowali się liderowi. Nic z tych rzeczy! Wszak oni także mieli już wyrobioną markę na rynku i tym samym mogli stać się równorzędnymi partnerami dla Matsa. O kogo chodzi? O (kontra)basistę Johana Berthlinga (znanego z takich formacji, jak Nacka Forum, Tape czy Pipeline) oraz perkusistę Andreasa Werliina (współpracującego z Tonbruket oraz stanowiącego połowę psychodeliczno-folkowego duetu Wildbirds & Peacedrums). Jako Fire! zadebiutowali już rok później krążkiem „You Liked Me Five Minutes Ago”; kolejny – „Unreleased?” – ukazał się po dwóch latach przerwy, a trzeci w dyskografii – „In the Mouth – A Hand” – w 2012 roku. Co ciekawe, do nagrania dwóch ostatnich albumów szwedzkie trio zaprosiło jako gości gitarzystów: najpierw Jima O’Rourke’a z amerykańskiego Sonic Youth, a następnie pochodzącego z Australii, choć mającego korzenie… iracko-żydowskie, Orena Ambarchiego. Wydawnictwa te spotkały się ze znakomitym przyjęciem – zarówno krytyków, jak i wielbicieli jazzu improwizowanego, wymieszanego z awangardowym rockiem i noise’em.
Co z kolei nasunęło Gustafssonowi kolejny – przyznajmy: nieco szalony – pomysł: A gdyby tak rozwinąć skromną formułę Fire! do big bandu? Na realizację tego konceptu nie trzeba było długo czekać, ponieważ już w 2013 roku miał miejsce debiut… Fire! Orchestra. Album „Exit!” zachwycił. Kolejne – „Enter” i „Second Exit” – okazały się równie dobre (a na pewno nie gorsze). Można było jedynie żywić obawy, że zagustowawszy w pełnej rozmachu formie – co znalazło dodatkowe potwierdzenie w odtworzeniu przez Matsa NU Ensemble oraz w akcesie Johana i Andreasa do Angles 9 Martina Küchena – muzycy nie będą już tak bardzo chętni do powrotu do znacznie skromniejszych brzmień. Na szczęście stało się inaczej, co udowodnili niemal od razu po wydaniu „Exit!”, publikując „(without noticing)” (2013), a następnie potwierdzili „She Sleeps, She Sleeps”. Sesja odbyła się w sztokholmskim studiu Orionteatern w marcu ubiegłego roku. Tam zarejestrowano ścieżki Gustafssona, Berthlinga oraz Werliina; goście – wspomniany już wcześniej gitarzysta Oren Ambarchi oraz wiolonczelista Leo Svensson Sander – swoje partie dograli osobno (Australijczyk w Melbourne, Szwed w stolicy swojego kraju).
Płyta ukazała się w połowie stycznia tego roku nakładem, mającej siedzibę w Oslo, norweskiej wytwórni Rune Grammofon (która współpracuje z takimi wykonawcami, jak Hedwig Mollestad Trio, Bushman’s Revenge, Elephant 9, Motorpsycho czy Krokofant). „She Sleeps, She Sleeps” rozpatrywać należy jako concept-album. Świadczy o tym kilka elementów. Oczywiście najistotniejszym jest sama muzyka – klimatycznie bardzo zwarta, jednorodna stylistycznie, z powtarzającymi się motywami. Do tego dochodzą jeszcze tytuły, którymi – jak się wydaje – Mats, Johan i Andreas postanowili opisać różne stany emocjonalne kobiety. Jeśli tak było w rzeczywistości, to biorąc pod uwagę płynące z głośników dźwięki, należałoby współczuć pani, która skłoniła szwedzkich artystów do podobnych przemyśleń. Dlaczego? Albowiem muzyka Fire! jest mroczna jak pozbawiona gwiazd noc, na dodatek spędzona pośrodku gęstego, złowrogiego lasu. O tym, czego można się spodziewać, wiele mówi już otwierająca album kompozycja „She Owned His Voice”. Na początek słyszymy rytmiczne uderzenia Werliina, które brzmią niezwykle niepokojąco; kiedy dołącza do niego Gustafsson, jego saksofon wcale nie sprawia, że robi się sympatyczniej. Wręcz przeciwnie – Mats roztacza przed słuchaczami bardzo dołującą wizję, w czym zresztą wydatnie wspomagają go członkowie sekcji rytmicznej.
Utwór tytułowy, trwający równe czternaście minut, także nie przynosi szczególnego ukojenia. Rozlegające się na wstępie dźwięki kontrabasu i perkusji, choć stonowane, mocno wrzynają się w świadomość. Przyznać jednak trzeba, że dzięki hipnotycznemu rytmowi sprawiają, iż odrywamy się od rzeczywistości. Wrażenie to potęguje jeszcze sposób, w jaki gra Gustafsson, malując abstrakcyjne plamy dźwiękowe. Choć przychodzi także moment, kiedy generuje bardzo ostre, przejmujące – by nie rzec: przerażające – tony rodem z horroru. W sukurs przychodzi mu także Oren Ambarchi, którego partia gitary delikatnie wypełnia tło, tym samym podkreślając niesamowitość brzmienia saksofonów Matsa. Najkrótszy w całym zestawie „She Bid a Meaningless Farewell” to – przynajmniej do połowy – partia solowa Andreasa. Nie oczekujcie jednak wirtuozerskich popisów Werliina na perkusji, liczy się bowiem przede wszystkim mroczny nastrój; jego zadaniem jest stworzenie odpowiedniego fundamentu dla lidera formacji, którego pojawienia się z miejsca zmienia charakter utworu. Sekcja rytmiczna momentalnie przyspiesza, zyskując jednocześnie na zadziorności. Z mocnym finałem tego utworu niesamowicie kontrastuje nie tylko początek, ale i całe – wieńczące „She Sleeps, She Sleeps” – „She Penetrates the Distant Silence, Slowly”.
Tytuł tej – będącej prawdziwym opus magnum albumu – kompozycji jest wielce znaczący i świetnie ją charakteryzuje. Ogromną rolę odgrywają w niej bowiem… cisza i powolny rytm. Fire! zwalnia tu wręcz nieprawdopodobnie, aż do bólu. Mistrzowie doom i sludge metalu mogliby od trójki Szwedów uczyć się, jak budować klimat, posuwając się w tempie, które nawet ślimakowi mogłoby wydać się ślimacze. Gra sekcji rytmicznej nie zmienia się praktycznie przez ponad osiemnaście minut, co sprawia, że słuchacz powoli zapada w swoisty trans, z którego nawet na moment nie wyprowadzają go ani saksofonowa solówka Gustafssona, ani partia Leo Svenssona Sandera na wiolonczeli. Zresztą nie takie jest ich zadanie. Nad „She Penetrates…” przez cały czas, podobnie zresztą jak nad całością „She Sleeps, She Sleeps”, unosi się nastrój niesamowitości i niepokoju. I chociaż bliżej końca muzycy przydają mocy, nie podkręcają jednocześnie tempa. Konsekwentnie utrzymują rytm, jakby bali się, że jakakolwiek jego zmiana spłoszy sen i przerwie trans, w jaki wcześniej nas wprawili.
Najnowsza produkcja Fire! ma spore szanse za dwanaście miesięcy uplasować się na szczytach rankingów najlepszych płyty (około)jazzowych 2016 roku. Powie ktoś, że to ryzykowne wieszczyć takie rzeczy jeszcze przed końcem stycznia. Otóż nie! Uwierzcie, nie ma w tym najmniejszego ryzyka. Bo nawet jeśli komuś uda się nagrać album dorównujący poziomem produkcji Matsa Gustafssona i jego przyjaciół, to prawdopodobieństwo, że go przebije, jest naprawdę niewielkie.
koniec
21 stycznia 2016
Skład:
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, saksofon basowy
Johan Berthling – kontrabas
Andreas Werliin – perkusja, instrumenty perkusyjne, elektryczna gitara hawajska
gościnnie:
Oren Ambarchi – gitara elektryczna (2)
Leo Svensson Sander – wiolonczela (3,4)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.