Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 20 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Trans, minimalizm, improwizacja

Esensja.pl
Esensja.pl
Cała trójka ma klasyczne wykształcenie muzyczne, ale nader chętnie sięga również po inne gatunki – przede wszystkim okołojazzowe. Wacław Zimpel to obecnie najbardziej znany (i chyba najbardziej zapracowany) polski klarnecista w świecie; dwaj pozostali – pianista Krzysztof Dys i perkusista Hubert Zemler – też mają na koncie sporo płyt i nie mniej wyróżnień. Gdy postanowili stworzyć wspólny projekt, można było w ciemno założyć, że będzie to rewelacja. I jest! Trio o nazwie LAM. I album pod takim samym tytułem.

LAM

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLAM
Wykonawca / KompozytorLAM
Data wydania30 września 2016
NośnikCD
Czas trwania49:14
Gatunekjazz, klasyczna
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieWacław Zimpel, Krzysztof Dys, Hubert Zemler
Utwory
CD1
1) LAM 1 [Parts 1-2]13:32
2) LAM 210:30
3) LAM 3 [Parts 1-4]25:09
Istnieje takie przekonanie u części słuchaczy i krytyków, że w muzyce rockowej „powiedziano” już wszystko. Że to, z czym mamy do czynienia w ostatnich dekadach, to jedynie powielanie – czasami w sposób bardziej, czasami mniej twórczy – pomysłów z lat 60. czy 70. XX wieku. Jeśli z tym się zgadzacie, to taką samą hipotezę należałoby ukuć w odniesieniu do jazzu. Chyba że mamy do czynienia z… free jazzem. Tam przecież nic nie jest – ba! nawet nie ma prawa – być takie samo. Na koncertach żaden utwór nie zostaje zagrany identycznie, jak miało to miejsce wcześniej. Ale czy na pewno? Wsłuchując się w piątą, dziesiątą, dwudziestą produkcję artystów freejazzowych, przychodzi w końcu taka myśl do głowy – ja już to gdzieś słyszałem, podobne rozwiązania harmoniczne, podobnej natury improwizacje. Owszem, tyle że z dużym prawdopodobieństwem nie mieliście w tamtej chwili w ręku płyty nagranej przez lub przy udziale Wacława Zimpla.
Zimpel od lat ciężko pracuje na swoją pozycję. Dał się poznać jako lider bądź „udziałowiec” takich projektów, jak Hera („Seven Lines”), Ircha, The Light, Saagara, To Tu Orchestra, The Resonance Ensemble Kena Vandermarka, Switchback („Switchback”), wydawał też płyty pod własnym nazwiskiem („Yemen. Music of the Yemenite Jews”, „Lines”). Krzysztof Dys współpracował z Zimplem jako muzyk jego Kwartetu („Stone Fog”), ale przede wszystkim znany jest z duetu z poznańskim trębaczem Maciejem Fortuną („Tropy”, „Maciejewski Variations”) oraz tria z klarnecistą Theo Jörgensmannem i perkusistą Krzysztofem Szmańdą. Hubert Zempler także miał już wcześniej okazję stawać na jednej scenie obok Zimpla (w To Tu Orchestra i Ad Libitum Ensemble), lecz na swoją renomę zapracował głównie jako muzyk zespołów Mitch & Mitch oraz Slalom.
Jak zatem doszło do powstania tria LAM? Całkiem prawdopodobne, że jego korzenie wyrastają z kwartetu, który przed rokiem wydał album „Green Light”, a w którym znaleźli się Zimpel i Zemler oraz dwaj artyści amerykańscy: klarnecista Evan Ziporyn oraz gitarzysta Gyan Riley. We wrześniu 2015 roku zespół wystąpił w Poznaniu na finał kolejnej edycji Tzadik Festival, z tą różnicą, że zamiast gitarzysty pojawił się pianista – właśnie Krzysztof Dys. Ziporyn wkrótce wrócił za Ocean, pozostali muzycy zdecydowali się natomiast pracować ze sobą dalej. Na efekty ich twórczego wysiłku nie trzeba było zresztą zbyt długo czekać – debiutancka (miejmy przynajmniej taką nadzieję) płyta ujrzała światło dzienne w końcu września nakładem krakowskiego Instant Classic. Składają się na nią trzy rozbudowane – ujęte w ramy concept-albumu – kompozycje, których ogólny czas trwania sięga prawie pięćdziesięciu minut. Nie pada w tym czasie ani jedno słowo, ale też nie musi – muzyka jest bowiem nad wyraz wymowna.
Płytę otwiera dwuczęściowy utwór „LAM 1”. Wstęp do niego (czyli „Part 1”) to przede wszystkim „sprawka” Krzysztofa Dysa, który daje upust swym ciągotkom minimalistyczno-awangardowym. Dźwięki fortepianu brzmią bardzo niepokojąco, nie układając się przy tym w żadną konkretną melodię. Ale to akurat nie powinno dziwić, Dys jest wszak ceniony głównie za swoje improwizacje. Do „części drugiej” przechodzimy w momencie, kiedy do pianisty i perkusisty (dotąd obecnego jedynie na dalekim planie) dołącza klarnecista. Muzycy natychmiast zamieniają się rolami – Zimpel przejmuje zadania solisty, Dys natomiast dołącza do Zemlera i grając zaskakująco motorycznie, staje się niepisanym członkiem sekcji rytmicznej (zamiast nieobecnego kontrabasisty). Zimpel zyskuje tym samym sporo miejsca na improwizacje, lecz… wcale nie podąża tym tropem. Przeciwnie, trzyma się ściśle transowo-hipnotycznego pulsu narzuconego przez kolegów, skupiając się przede wszystkim na budowie odpowiedniego klimatu. Płynna i powłóczysta faktura utworu przywodzi zaś na myśl dokonania artystów… ambientowych.
Nierealne? Kto słyszał opublikowaną nie tak dawno płytę amerykańskiej formacji Psychic Temple, która wzięła na warsztat ambientową kompozycję Briana Eno, dla tego muzyka LAM nie powinna być już tak wielkim zaskoczeniem. Oba albumy utrzymane są – w sporej swej części – w podobnej poetyce, istotne stają się nie solowe popisy instrumentalistów, ale tworzenie przez nich nastrojowych plam dźwiękowych. „LAM 2” ponownie otwiera minimalistyczny fortepian, tym razem jednak utrzymany w nieco innym, bardziej przyjaznym odcieniu, co wpływa również wydatnie na partię klarnetu, który dołącza do reszty pod koniec czwartej minuty. Zimpel nie idzie bowiem „pod prąd” swym kolegom; wsłuchując się w zaproponowaną przez nich tonację, proponuje dźwięki bardzo delikatne, balladowe, niemal usypiające. Cool jazz miesza się tutaj ze współczesną kameralistyką, a minimalizm zostaje nieco podrasowany, gęstszymi niż by wypadało, rytmami perkusji (wcale nie tak odległej od rocka).
Prawdziwym opus magnum albumu jest, rozpisany na cztery części, w sumie dwudziestopięciominutowy „LAM 3”, który stanowi swoiste rozwinięcie tego, co mogliśmy usłyszeć już w kompozycji otwierającej płytę. W „Part 1” dominującą rolę gra fortepian, tym razem jednak daleki od minimalizmu Terry’ego Rileya czy Steve’a Reicha, bliższy jazzowym improwizacjom. Krzysztof Dys tak mocno zresztą przykuwa uwagę, że łatwo przegapić moment, w którym dołącza do niego Hubert Zemler. Z biegiem czasu partie obu muzyków sprzęgają się tak idealnie, że słuchacze ponownie zostają wciągnięci w (niemal psychodeliczny) trans. Zimpel i tu znajduje – i to bez trudu – miejsce dla siebie („Part 2”), chociaż tym razem pozwala sobie na odważniejsze, niezwykle energetyczne improwizacje. W kolejnych dwóch fragmentach grupa stopniowo wyhamowuje, by w „Part 4” spiąć klamrą całość i pozostawić na placu boju już tylko dążącego do całkowitego wyciszenia Dysa. Debiut LAM łączy w sobie ekspresję jazzu improwizowanego z kontemplacyjnym obliczem muzyki współczesnej, nastrojowość ambientu z zadziornością awangardy. Tak, to nie przesada – wszystkie te elementy da się zmieścić na jednej, wcale nie długiej (jak na dzisiejsze standardy), płycie. Wszystko spoczywa w rękach, a precyzyjniej mówiąc – głowach, artystów. Wystarczy talent.
koniec
11 października 2016
Skład:
Wacław Zimpel – klarnet sopranowy, klarnet altowy, klarnet basowy, tárogató
Krzysztof Dys – fortepian
Hubert Zemler – perkusja, metalofon
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
Sebastian Chosiński

15 VIII 2017

To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uczta niezbyt wyborna
Sebastian Chosiński

10 VIII 2017

Zespół Simulacrum powstał – w założeniu – jak trio. Od czasu do czasu jednak organista John Medeski, gitarzysta Matt Hollenberg oraz perkusista Kenny Grohowski zapraszają do składu czwartego muzyka. Przy okazji nagrania inspirowanego twórczością Hieronima Boscha albumu „The Garden of Earthly Delights” padło na gitarzystę basowego Trevora Dunna. Nie zapominajmy jednak, kto od samego początku stoi za całym projektem – John Zorn!

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.