Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Koncert pieśni żałosnych

Esensja.pl
Esensja.pl
Kwartet Switchback ma już ponad trzy lata. I właśnie ukazała się jego druga koncertowa (innych na razie nie ma) płyta – „Live in Ukraine”. Niewiele. Ale proszę pamiętać, że grupę tworzą muzycy, którzy na co dzień mieszkają w trzech krajach na dwóch kontynentach. Poza tym, jak nasz rodak, klarnecista Wacław Zimpel, należą do artystów nadzwyczajnie zapracowanych.

Switchback
‹Live in Ukraine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive in Ukraine
Wykonawca / KompozytorSwitchback
Data wydania19 września 2016
Wydawca Multikulti
NośnikCD
Czas trwania54:03
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMars Williams, Wacław Zimpel, Hilliard Greene, Klaus Kugel
Utwory
CD1
1) There Were Houses16:58
2) Seasoned Spontaneity15:25
3) Substance from Shadow13:58
4) Pływie kacza07:40
Wacław Zimpel co rusz startuje z nowym projektem. Pisaliśmy już o nim przy okazji „Seven Lines” (2013) Hery, nagranego z klarnecistą Perrym Robinsonem i perkusistą Michaelem Zerangiem albumu „Yemen. Music of the Yemenite Jews” (2012), ostatnio zaś – „LAM” (2016). A to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie mniej pracowici są zresztą pozostali artyści tworzący Switchback. Niemieckiego bębniarza Klausa Kugela można usłyszeć między innymi na „Christ Everlasting” (2015) Charlesa Gayle’a, „Solution” (2015) Viačeslavasa Ganelinasa oraz „Collective Four” (2016), płycie zrealizowanej do spółki z Sabirem Mateenem, Connym Bauerem i Markiem Tokarem. Skład kwartetu uzupełnia dwóch Amerykanów: związany ze sceną nowojorską kontrabasista Hilliard Greene (niegdyś w The Charles Gayle Trio) oraz – pochodzący z kolei z Chicago – saksofonista Mars Williams (NRG Ensemble, Vandermark 5, Audio One).
Debiutancki album formacji, wydany w kwietniu ubiegłego roku, a zatytułowany po prostu „Switchback”, był pamiątką po pierwszej trasie koncertowej kwartetu, mającej miejsce wiosną 2013 roku (te konkretne nagrania zarejestrowano w Dreźnie). W czasie kiedy się ukazał, grupa odbywała właśnie drugie w swojej karierze tournée, które objęło kilka miast w Polsce i na Ukrainie. Teraz nadszedł czas na jego podsumowanie, a efektem tego jest kompaktowy krążek „Live in Ukraine”. Trafił na niego występ, jaki Polak, Niemiec i dwaj Amerykanie dali w Domu Kultury Metalurgów w Zaporożu 20 kwietnia. Pod wieloma względami zawiera on muzykę zbliżoną do tego, co pojawiło się na debiucie. Ale jest i kilka nowych elementów, jak chociażby wykorzystywany przez Zimpla shrutibox, pochodzący z Indii instrument, który generuje dźwięki przypominające fisharmonię. Z „zabawek” elektronicznych postanowił skorzystać również Mars Williams. Nowością jest też fakt, że jeden z utworów kwartet oparł na melodii ludowej.
Switchback powstał jako freejazzowa supergrupa – i w tej materii nic się nie zmieniło. Muzycy wciąż pozostają wierni jazzowi improwizowanemu, muzyce intuicyjnej, tworzonej ad hoc, na żywo. Rodzącej się w wyniku interpersonalnych relacji artystycznych na scenie. Co najważniejsze, są w tej dziedzinie mistrzami. Grając taką muzykę, łatwo jednak – o dziwo! – popaść w schemat. Aby przed tym się uchronić, opracowując podstawowe założenia materiału wykonywanego podczas drugiej trasy koncertowej, Zimpel, Williams, Greene i Kugel zdecydowali się na wprowadzenie znacznie liczniejszych dysonansów. Muzyka zawarta na pierwszej płycie to była potężna petarda, druga sprawia pod tym względem wrażenie bardziej wyciszonej, stonowanej, a może po prostu „przeżytej inaczej”. Dużo więcej tutaj momentów zadumy, szamańskiego transu, nawiązań do współczesnej klasyki. Jednych zapewne to ucieszyło, innych mogło zmartwić, ale kto obserwuje twórczość Wacława Zimpla od dłuższego czasu, powinien już wiedzieć, że ten artysta robi wszystko, aby dwukrotnie nie zamoczyć stóp w tej samej wodzie.
Album otwiera siedemnastominutowa (zresztą najdłuższa ze wszystkich) kompozycja „There Were Houses”. Za wprowadzenie do niej odpowiadają dwaj muzycy: grający na saksofonie Williams i obsługujący klarnet Zimpel. Rozkręcają się wolno, prowadząc ze sobą dostojny dialog, w którym jest miejsce zarówno na typowy free jazz, jak i elementy muzyki klezmerskiej. Z czasem ich improwizacje nabierają mocy, a ogromnego „kopa” daje im sekcja rytmiczna. Greene gra na kontrabasie tak gęsto, że trudno byłoby wcisnąć do jego partii choćby jeden dźwięk; Kugel ma dzięki temu nieco więcej swobody, ale nie stara jej się nadużywać; raczej podąża za sekcją dętą, w odpowiednich momentach ofiarowując jej swoje wsparcie. Druga część utworu ma charakter czysto kontemplacyjny. W dużej mierze buduje go Zimpel, wykorzystując przywieziony z wyprawy do Indii (związanej ze współpracą z projektem Saagara) shrutibox. Choć co nieco dorzuca od siebie jeszcze kontrabasista. Automatycznie robi się dużo mroczniej, co akurat dobrze wpływa na nastrój koncertu i – sądząc po burzliwych oklaskach – odpowiada także publiczności.
„Seasoned Spontaneity”, choć krótszy od poprzednika, jest dużo bardziej zróżnicowany. Otwiera go partia saksofonu zagrana w klimacie lat 50.-60. ubiegłego wieku. Z miejsca odżywa duch Charliego Parkera, Johna Coltrane’a czy Ornette’a Colemana. W podobnie subtelnej tonacji pozostaje także sekcja rytmiczna; wszystko zaczyna się zmieniać dopiero w momencie, kiedy do kolegów dołącza Zimpel, stopniowo wypierający Williamsa. Ale główny sygnał do „odpalenia rakiet” dają Greene i Kugel. Nagle wszyscy podkręcają tempo, przechodząc do klasycznego free jazzu. Największą swobodą ponownie charakteryzuje się partia perkusji, jakby kwartet umówił się, że tym razem najbardziej niesfornym muzykiem będzie właśnie Niemiec. Ale kiedyś i on musi odpocząć, w efekcie pozostali zyskują możliwość otwarcia nowego wątku. Znaczy go kolejny – samonapędzający się – dialog saksofonisty i klarnecisty, aż do całkowitego przesilenia zwieńczonego improwizacyjną erupcją. Ostatnie minuty to swoisty „krajobraz po bitwie” – pojedyncze, powłóczyste dźwięki, których zadaniem jest przede wszystkim ukojenie skołatanych nerwów.
Tym sposobem muzycy płynnie przechodzą do następnego utworu – „Substance from Shadow”. Zimpel znów sięga po shrutibox, a Williams po swoje – cokolwiek się pod tym pojęciem kryje – „zabawki”. Z czasem odzywają się, zrazu bardzo nieśmiało, dęciaki, które działają zachęcająco na sekcję rytmiczną. Kwartet wskakuje na właściwe formacji freejazzowej tory i szybko – dzięki absolutnej koncentracji – osiąga artystyczną jedność. Nikt nie ciągnie w swoją stronę, każdy gra z niewiarygodną konsekwencją, budując przy tym monumentalną ścianę dźwięku. Jeśli jednak dobrze się wsłuchać, można „dostrzec” przebijające się przez nią nuty folkowe. Co stanowi zapowiedź ostatniego z utworów (i jednocześnie wyjaśnia w sporej części melancholijny charakter wcześniejszych) – opartego na starej pieśni łemkowskiej „Pływie kacza” („Пливе кача по Тисині”). W styczniu 2014 roku – po pogrzebie zabitego przez wiernych prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi funkcjonariuszy Berkutu dwudziestopięcioletniego Białorusina Michaiła Żyznieuskiego – stała się ona pieśnią żałobną kijowskiego Majdanu. I w takim też elegijno-melancholijnym nastroju jest utrzymana. Zdając sobie doskonale sprawę z jej charakteru (i współczesnych konotacji), kwartet odniósł się do jej materii muzycznej z wyjątkowym pietyzmem, ograniczając zapędy improwizatorskie do minimum.
W porównaniu ze „Switchback”, muzyka z „Live in Ukraine” utrzymana jest w zasadniczo odmiennym klimacie. Wprawdzie mniej energetyczna, ale za to wykorzystująca nowe dla zespołu środki wyrazu, pokazujące jego inne, nie mniej interesujące, oblicze. Swoją drogą ciekawe, w jakim kierunku grupa podąży na kolejnym wydawnictwie. Bo że się ukaże – możemy chyba być pewni.
koniec
18 października 2016
Skład:
Mars Williams – saksofony (sopraninowy, sopranowy, altowy, tenorowy), zabawki
Wacław Zimpel – klarnety (altowy, kontrabasowy), tárogató, shrutibox
Hilliard Greene – kontrabas
Klaus Kugel – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.