Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Wielki. Większy. Największy!

Esensja.pl
Esensja.pl
Niezbyt często dochodzi do takiego spotkania na szczycie. W tokijskim studiu GOK Sound wyznaczyli sobie artystyczną „randkę” trzej wielcy artyści awangardowego rocka, jazzu i elektroniki: francuski gitarzysta Richard Pinhas oraz dwaj Japończycy – perkusista Tatsuya Yoshida i Masami Akita, dużo lepiej znany jako Merzbow, specjalista od noise’owej muzyki tworzonej na komputerze. Efektem ich pracy stał się album „Process and Reality”.

Richard Pinhas, Tatsuya Yoshida, Masami ’Merzbow’ Akita
‹Process and Reality›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułProcess and Reality
Wykonawca / KompozytorRichard Pinhas, Tatsuya Yoshida, Masami ’Merzbow’ Akita
Data wydania16 września 2016
Wydawca Cuneiform Records
NośnikCD
Czas trwania62:28
Gatunekelektronika, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieRichard Pinhas, Tatsuya Yoshida, Masami ’Merzbow’ Akita
Utwory
CD1
1) TVJ 00 [Intro]03:17
2) TVJ 33 [Core Track]36:31
3) TVJ 66 [Non-Sens]12:12
4) TVJ 77 [Quiet Final]10:34
Każdy z nich jest legendą. Richard Pinhas, obecnie ceniony wykładowca filozofii na paryskiej Sorbonie, zaczynał karierę ponad czterdzieści lat temu jako gitarzysta kultowej awangardowo-progresywno-elektronicznej formacji Heldon, po rozpadzie której – co nastąpiło w 1979 roku – kontynuował bardzo udaną, rozpoczętą już zresztą wcześniej, karierę solową. Perkusista Tatsuya Yoshida to z kolei legenda japońskiego eksperymentalnego rocka progresywnego, twórca bądź współpracownik takich zespołów, jak PainKiller („The Prophecy”), Korekyojinn, Kōenji Hyakkei, Zletovsko („Zletovsko”), Ruins czy Sax Ruins („Blimmguass”). Z Pinhasem po raz pierwszy na niwie czysto zawodowej spotkał się przed trzema laty, kiedy to na jego zaproszenie przyjechał do Paryża, aby wziąć udział w rejestracji albumu „Welcome in the Void” (2014). Kooperacja Europejczyka i Azjaty okazała się na tyle udana, że wkrótce panowie rozpoczęli regularne koncerty, po których pamiątką pozostały płyty „Hakata Shibuya – Live in Japan 2014” (2015) oraz „Live at Tusk Festival” (2016).
Podczas drugiego z występów panom towarzyszyła saksofonistka Ryoko Ono, koleżanka Tatsuyi z zespołu Sax Ruins. Istotne było to o tyle, że Pinhas i Yoshida przekonali się, iż trio daje – nie tylko na scenie –większe możliwości niż duet. Stąd zrodził się pomysł, aby kolejne wydawnictwo nagrać w składzie poszerzonym. O kogo? Wybór wydawał się oczywisty. Raz, że Masami Akita – znany przede wszystkim jako Merzbow („Cuts of Guilt, Cuts Deeper”, „An Untroublesome Defencelessness”) – jest rodakiem Yoshidy. Dwa, że wcześniej już niejednokrotnie współpracował z Pinhasem, czego dowodzą różnorodne stylistycznie albumy „Keio Line” (2008), „Paris 2008” (2011), „Rhizome” (2011) oraz „Victoriaville Mai 2011” (2012). Trzeba było tylko ustalić miejsce i czas. Wybór padł ostatecznie na studio GOK Sound w Tokio. Album, który powstał – „Process and Reality” – wydała natomiast (w połowie września ubiegłego roku) amerykańska wytwórnia Cuneiform Records, specjalizująca się w podobnie objechanych projektach.
Pinhas, Akita i Yoshida stworzyli ponad godzinny, podzielony na cztery części, concept-album, stylistycznie rozpostarty pomiędzy progresywną elektroniką, jazz-rockiem i noise’em. Otwiera go najkrótsza w całym zestawie – co nie dziwi, wszak to jedynie wprowadzenie – kompozycja „TVJ 00 (Intro)”. Ton nadaje jej rozpędzona do granic możliwości perkusja – na tyle charakterystyczna, że nieco wprawniejsze ucho bez trudu, po zaledwie kilku taktach, rozpozna rękę Tatsuyi. Tak gęsto, a przy tym przejrzyście potrafi grać chyba tylko Japończyk. Dalsze plany z kolei wypełniają dźwięki generowane elektroniczne: Pinhas ze swoim analogowym syntezatorem gitarowym odpowiada przede wszystkim za melodyjne tło, natomiast Merzbow swoimi zgrzytami nadaje całości jednostajny, wciągający rytm. W efekcie jest to jeden z tych utworów, które mogłyby ciągnąć się w nieskończoność, a i tak prawdopodobnie nikt nie kręciłby nosem, domagając się wyciszenia.
Jądrem suity jest utwór numer dwa. Świadczy o tym nie tylko jego długość (ponad trzydzieści sześć minut), lecz także nadany mu przez artystów podtytuł – „TVJ 33 (Core Track)”. Początek przypomina „Intro” – wokół perkusji Yoshidy budowane jest elektroniczne tło, tak zagęszczone, że trudno byłoby tam upchnąć choćby jeszcze jeden instrument. Hipnotycznie monotonne dźwięki poddane są jednak nieznacznym modulacjom, dzięki czemu odnosi się wrażenie, że mimo wszystko mamy do czynienia z żyjącym organizmem. Całość z czasem nabiera też coraz większej mocy, nabrzmiewa, aż do – zapoczątkowanego dodaniem szumów – przesilenia. Kiedy milknie perkusja, na pierwszym planie pozostaje jedynie syntezator gitarowy Pinhasa. Po jakimś czasie dołącza do niego ze swoim komputerem Akita, a w końcu także Yoshida, choć teraz gra już w zupełnie innym stylu. W sposób bardziej uporządkowany i mniej zadziorny. Efekt jest taki, że muzyka Francuza i Japończyków zaczyna pobrzmiewać elektronicznym space-rockiem. Kolejną zmianę stylistyczną kilka minut później funduje Merzbow, który tym razem przenosi słuchaczy do świata awangardowego minimalizmu. Końcówka upływa z kolei pod znakiem stopniowego powrotu do punktu wyjścia, co oznacza, że ponownie uwagę skupia na sobie główni bębniarz, chociaż dwaj pozostali muzycy starają mu się ten plan popsuć.
Cześć trzecia suity – „TVJ 66 (Non-Sens)” – zaczyna się z długiego wyciszenia. Gdy już docierają do nas pierwsze wyraźne dźwięki, rozpoznajemy w nich efekty elektroniczne Akity. W całej kompozycji on właśnie ma najwięcej do powiedzenia – tym samym jest ona najbliższa stylistyce noise’u, do której dopasowują się również, w miarę swoich możliwości, Pinhas i Yoshida. Dopiero w finale wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, której funkcję w tym konkretnym przypadku pełnią… pałeczki Tatsuyi. Japończyk bowiem nieprawdopodobnie podkręca tempo, nie tracąc przy tym nic z lekkości. Nie da się ukryć, że to prawdziwy perkusyjny fenomen. Album wieńczy utwór zatytułowany adekwatnie do poprzednich „TVJ 77 (Quiet Final)”. I rzeczywiście zaskakuje on spokojem. Nawet jeżeli trafiają się w nim momenty energetyczniejsze, to i tak są stonowane, jakby Richard i Masami umówili się, że tym razem trzymać będą Yoshidę w odwodzie, poskramiając go przy każdej próbie wysforowania się na plan pierwszy. Dzięki temu ponownie mamy do czynienia z mieszanką progresywnej elektroniki zabarwionej awangardowym noise’em. Nie jest to wprawdzie muzyka tchnąca romantyzmem, ale oderwać się od niej nie sposób. A jeśli dla kogoś godzina podobnych wyczynów artystycznych to wciąż za mało, niech nie załamuje rąk – zawsze przecież może sięgnąć po „Reverse”, czyli najnowsze solowe wydawnictwo… Richarda Pinhasa (nagrane zresztą z udziałem Akity).
koniec
21 lutego 2017
Skład:
Richard Pinhas – gitara elektryczna, analogowy syntezator gitarowy
Masami Akita [Merzbow] – efekty elektroniczne
Tatsuya Yoshida – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
Sebastian Chosiński

25 IV 2017

Niemieckie trio psychodeliczno-spacerockowe Electric Moon dało o sobie znać po raz kolejny. I nic w tym dziwnego, bo to grupa, która przez lata wystrzeliwała nowe płyty z szybkością karabinu maszynowego. Na szczęście ostatnio trochę zwolniła tempo, co jak najbardziej pozytywnie odbiło się na jakości produkcji. Wydany w połowie kwietnia album „Stardust Rituals” nie jest może arcydziełem, ale na pewno nikogo nie pozostawi z poczuciem rozczarowania.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
Sebastian Chosiński

20 IV 2017

Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
Sebastian Chosiński

18 IV 2017

Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

więcej »

Polecamy

Więcej takich płyt, panie Schmidt!

Tu miejsce na labirynt…:

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.