Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Nie można mieć wszystkiego…

Esensja.pl
Esensja.pl
W maju tego roku będzie obchodził sześćdziesiąte szóste urodziny, ale nie ma najmniejszej ochoty, aby przejść na zasłużoną emeryturę. Wręcz przeciwnie: wciąż pozostaje bardzo aktywnym artystą. Mowa o francuskim gitarzyście i specu od elektroniki Richardzie Pinhasie, który pod koniec stycznia opublikował swą najnowszą płytę – „Reverse”, na której towarzyszył mu między innymi Masami Akita, mistrz noise’u znany pod pseudonimem Merzbow.

Richard Pinhas
‹Reverse›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułReverse
Wykonawca / KompozytorRichard Pinhas
Data wydania27 stycznia 2017
Wydawca Bureau B
NośnikCD
Czas trwania49:04
Gatunekelektronika, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieRichard Pinhas, Oren Ambarchi, Masami ’Merzbow’ Akita, Duncan Nilsson-Pinhas, Florian Tatar, William Winant, Arthur Narcy
Utwory
CD1
1) Dronz 1 – Ketter15:58
2) Dronz 2 – End07:07
3) Dronz 3 – Nefesh14:40
4) Dronz 4 – V211:17
Wszyscy wielbiciele progresywnej awangardy i elektroniki powinni znać działający w latach 70. ubiegłego wieku francuski zespół Heldon, którego fundamentem był gitarzysta, „zabawiający” się także elektroniką, Richard Pinhas. Po rozwiązaniu formacji rozpoczął on karierę solową, którą z powodzeniem kontynuuje do dzisiaj. Mimo już ponad sześćdziesięciu lat na karku, nie ustaje w pracy twórczej, równie chętnie pojawiając się w studiach nagraniowych, jak i na scenach koncertowych. W ostatnich latach bliskimi jego współpracownikami są między innymi dwaj japońscy artyści: perkusista Tatsuya Yoshida („Welcome in the Void”, 2014) oraz generujący noise’owe szumy i zgrzyty przy pomocy komputera Masami Akita, czyli Merzbow („Process and Reality”, 2016). Na najnowszym wydawnictwie Francuza – opublikowanym w końcu stycznia przez hamburską niezależną wytwórnię Bureau B albumie „Reverse” – pojawia się tylko drugi z nich, tym razem grający na syntezatorze analogowym. Ale to nie jedyny gość Pinhasa…
Nagrywając najnowszy materiał, Richard skorzystał jeszcze z usług pięciu innych muzyków: australijskiego (ale o korzeniach żydowsko-irackich) gitarzysty Orena Ambarchiego („Tongue Tied”), amerykańskiego perkusjonalisty Williama Winanta, basisty Floriana Tatara oraz swego rodaka, bębniarza Arthura Narcy’ego (z jazzrockowej formacji Sidony Box); skład uzupełnił natomiast syn Pinhasa, Duncan Nilsson, któremu przydzielony został syntezator cyfrowy. Podobnie jak w przypadku „Process and Reality”, także „Reverse” jest – opartym na dźwiękach syntezatorów i (nierzadko) przetworzonych elektronicznie gitar – instrumentalnym concept-albumem. W muzyce tej rock miesza się z awangardą i elektroniką, ale nie brakuje też „skoków w bok” i sięgania po inne gatunki stylistyczne – od krautrockowej psychodelii po post-rock. Są to jednak przede wszystkim smaczki aranżacyjne, których głównym celem jest uatrakcyjnienie z założenia dość monotonnej muzyki wykonywanej przez Pinhasa.
„Reverse” składa się z czterech części, których wspólnym – niejako „tytularnym” – mianownikiem jest nawiązanie do dronów. To nie przypadek, Pinhas bowiem bardzo konsekwentnie i świadomie używa tej minimalistycznej stylistyki, kładąc jednak nacisk – w przeciwieństwie do ambientu – na wykorzystanie żywych instrumentów. Stąd, obok syntezatorów, gitary, bas i perkusja. Płytę otwiera najdłuższa w całym zestawie, prawie szesnastominutowa, kompozycja „Dronz 1 – Ketter”. Jej początek jest awangardowo chaotyczny, znaczony syntezatorami i elektronicznymi szumami (za które tym razem odpowiada sam Pinhas). Z czasem dochodzą jednak gitary i perkusja, dzięki czemu zespół wskakuje na bardziej rockowy tor. Żałować tylko można, że za bębnami nie siedzi tym razem, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego wydawnictwa Francuza, Tatsuya Yoshida, znany z bardzo charakterystycznego, niezwykle gęstego sposobu gry.
Nie oznacza to, że Arthur Narcy sobie nie radzi. Skądże! Na pewno perfekcyjnie wykonuje polecenia swojego szefa, ale… nie dodaje nic od siebie. Jaka jest różnica między oboma muzykami, można przekonać się, sięgając po jakikolwiek numer z „Process and Reality”. Ale dosyć narzekania! Wszak im bliżej końca, tym „Dronz 1 – Ketter” robi lepsze wrażenie. Ścieżki kolejnych instrumentów nakładają się na siebie, w wyniku czego powstaje potężna, budowana z prawdziwym rozmachem, ściana dźwięku (stąd skojarzenia z post-rockiem). W „Dronz 2 – End” z kolei muzycy stawiają na trans. Rozciągnięte w czasie, powtarzane w kółko dźwięki syntezatorów i gitar, na tle monotonnej, ale dynamicznej sekcji rytmicznej, sprawiają, że można się zapomnieć. Gdyby tylko ten fragment suity trwał nieco dłużej… Tymczasem po siedmiu minutach zostaje wyciszony i zastąpiony przez „Dronz 3 – Nefesh”. Czego po tej części można się spodziewać? Najpierw długiej syntezatorowej introdukcji, a dalej – zapętlonych motywów, którym dynamiki przydają do spółki Tatar i Narcy.
W kontekście trzech wcześniejszych kompozycji nieco zaskakiwać może czwarta i ostatnia – „Dronz 4 – V2”. Przede wszystkim dlatego, że po drone’owym wstępie rozbrzmiewają w niej prawdziwie kosmiczne analogowe syntezatory (kłania się Merzbow). Niestety, ukłon w stronę Heldonu i wykonawców z tak zwanej „szkoły berlińskiej” nie trwa zbyt długo. W dalszej części zespół wraca do punktu wyjścia, skupiając się przede wszystkim na modulowaniu zapętlonych dźwięków. Trochę szkoda, bo narobili apetytu, a potem wycofali się niespodziewanie. Widocznie jednak Pinhasowi zależało właśnie na takim cytacie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że „Reverse” to nadzwyczaj konsekwentne, dojrzałe (jakże mogłoby być inaczej, skoro stoi za nim artysta takiego formatu) i intrygujące dzieło. Gdyby jeszcze tylko wziął udział w tej sesji Yoshida. Ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego…
koniec
23 lutego 2017
Skład:
Richard Pinhas – gitara elektryczna, gitara akustyczna, efekty elektroniczne
Oren Ambarchi – gitara elektryczna, drony
Masami Akita [Merzbow] – syntezator analogowy
Duncan Nilsson-Pinhas – syntezator cyfrowy
Florian Tatar – gitara basowa
William Winant – instrumenty perkusyjne
Arthur Narcy – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
Sebastian Chosiński

25 IV 2017

Niemieckie trio psychodeliczno-spacerockowe Electric Moon dało o sobie znać po raz kolejny. I nic w tym dziwnego, bo to grupa, która przez lata wystrzeliwała nowe płyty z szybkością karabinu maszynowego. Na szczęście ostatnio trochę zwolniła tempo, co jak najbardziej pozytywnie odbiło się na jakości produkcji. Wydany w połowie kwietnia album „Stardust Rituals” nie jest może arcydziełem, ale na pewno nikogo nie pozostawi z poczuciem rozczarowania.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
Sebastian Chosiński

20 IV 2017

Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
Sebastian Chosiński

18 IV 2017

Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

więcej »

Polecamy

Więcej takich płyt, panie Schmidt!

Tu miejsce na labirynt…:

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.