Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Druga twarz artysty awangardowego

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj proponujemy kolejny dwupak płytowy, którego bohaterem jest norweski perkusista freejazzowy Paal Nilssen-Love. Prezentowane albumy wydane zostały w lutym tego roku nakładem należącej do artysty wytwórni PNL Records. Oba prezentują bardziej awangardowe oblicze pracowitego Skandynawa. Pierwszy, „Nearby Faraway”, nagrany został w duecie z Frodem Gjerstadem, drugi – pod szyldem Pan-Scan Ensemble.

Paal Nilssen-Love, Frode Gjerstad
‹Nearby Faraway›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNearby Faraway
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love, Frode Gjerstad
Data wydania3 lutego 2017
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania42:45
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składziePaal Nilssen-Love, Frode Gjerstad
Utwory
CD1
1) Dreams05:07
2) Close By06:07
3) Flying Circus09:02
4) Blue Flame02:37
5) Mosquito Nest04:03
6) Slap and Curse02:46
7) Houdini’s Float03:24
8) Funny Talks03:52
9) The Ghost04:47
Saksofonista i klarnecista Frode Gjerstad to – obok Niemca Petera Brötzmanna („Krakow Nights”, „Live in Copenhagen”) oraz Amerykanina Kena Vandermarka („Lightning Over Water”, „The Lions Have Eaten One of the Guards”) – główny towarzysz muzycznych eksploracji prowadzonych przez czterdziestodwuletniego bębniarza rodem z Molde. Paal Nilssen-Love współpracuje z Gjerstadem od wielu już lat, nie tylko współtworząc jego trio („Russian Standard”, „At Constellation”, „Steam in the Casa”), lecz także występując w duecie. Najczęściej jednak, grając w składzie dwuosobowym, pozostawiają po sobie płyty koncertowe; tym razem uczynili wyjątek. Najnowsze wydawnictwo Norwegów, album „Nearby Faraway”, powstał w znajdującym się w Stavanger studiu Gandsvein.
Nagrano go w ciągu zaledwie jednego dnia – 12 września 2016 roku, a dedykowany został zmarłemu pięć lat temu norweskiemu akordeoniście i pianiście Eivinowi Onemu Pedersenowi. „Nearby Faraway” jest dziełem zaskakującym z jeszcze jednego powodu. Jeśli przyjrzeć się wcześniejszym płytom Nilssen-Love’a i Gjerstada – nieważne, nagranym w duecie czy triu – zawsze wypełniają je rozbudowane, w stu procentach improwizowane kompozycje. Tym razem jest inaczej. Owszem, muzycy wciąż nie rezygnują z improwizacji – one nadal są motorem napędowym ich twórczości – ale tym razem zostały ujęte w znacznie krótsze formy. Dość powiedzieć, że choć najdłuższy utwór trwa wprawdzie dziewięć minut, to jednak normą są numery do pięciu minut. Inna sprawa, że równie dobrze wydawnictwo to można postrzegać jako rodzaj – podzielonej na dziewięć części – suity. I wcale nie byłoby to przesadą. Zawarta na „Nearby Faraway” muzyka jest bowiem bardzo zwarta stylistycznie; jedynie dwie kompozycje – „Flying Circus” i „The Ghost” – odróżniają się od reszty, przypominając to, co Frode i Paal nagrywali wcześniej.
Czego na płycie nie ma? Przede wszystkim – poza dwoma wymienionymi już fragmentami – brakuje klasycznych, szaleńczych improwizacji freejazzowych, w których artyści z północy kontynentu przekraczają wszelkie granice, nierzadko demolując wrażliwość słuchacza. „Nearby Faraway” wypełnia muzyka dużo bardziej stonowana, delikatniejsza, nastrojowa i kontemplacyjna, wypełniona empatycznymi partiami saksofonu („Dreams”, „Close By”, „Funny Talks”), którym nierzadko towarzyszy zadziwiająco łagodna perkusja. Paal chętnie wybija rytm, korzystając z kotłów czy talerzy, uderza w obręcze bębnów, robiąc to z dużym na dodatek umiarem („Houdini’s Float”, wspomniane już „Funny Talks”). Głównym odpowiedzialnym za budowanie klimatu jest jednak Gjerstad; to jego dęciaki najmocniej oddziałują na emocje słuchacza, zmuszając do refleksji bądź – tak, nawet to – pogrążając go w smutku („Mosquito Nest”). Nie jest to łatwa muzyka. Nawet dla wielbicieli jazzu improwizowanego może momentami okazać się zbyt minimalistyczna i awangardowa. Ale tym bardziej warto się z nią zmierzyć.
• • •

Pan-Scan Ensemble
‹Air and Light and Time and Space›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAir and Light and Time and Space
Wykonawca / KompozytorPan-Scan Ensemble
Data wydania24 lutego 2017
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania45:55
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieLotte Anker, Anna Högberg, Julie Kjær, Goran Kajfeš, Thomas Johansson, Emir Strandberg, Sten Sandell, Paal Nilssen-Love, Ståle Liavik Solberg
Utwory
CD1
1) Air and Light12:28
2) Time and Space33:27
Paal Nilssen-Love jest jednym z fundamentów prowadzonej przez szwedzkiego saksofonistę Matsa Gustafssona orkiestry NU Ensemble („Hidros6 – Knockin’”). Bigbandowe granie w pewnym momencie tak bardzo spodobało się Norwegowi, że sam postanowił założyć zespół, który mógłby konkurować z takimi formacjami, jak wspomniana powyżej czy też Angles 9 Martina Küchena („Injuries”, „Disappeared Behind the Sun”), względnie Subtropic Arkestra Gorana Kajfeša („The Reason Why, Vol. 2”). Tym sposobem przed czterema laty doszło do narodzin grupy Large Unit, której dyskografia obejmuje dzisiaj już dwie EP-ki („First Blow” i „Rio Fun”) oraz cztery wydawnictwa pełnowymiarowe („Erta Ale”, „2015”, „Ana” i „Selected Tracks 2013-2017”). Piąte („Fluku”) jest już zresztą zapowiedziane. Ale zanim ucieszy ono wielbicieli Paala, mogą oni uraczyć się zupełnie innym, choć również bigbandowym (z pewnym jednak zastrzeżeniem), daniem – debiutem płytowym zespołu Pan-Scan Ensemble.
Działa on od ubiegłego roku i w dużym stopniu bazuje na doświadczeniach Large Unit. Pojawili się w nim bowiem artyści grający z Nilssen-Love’em także w tamtej orkiestrze: saksofonistka i flecistka Julie Kjær oraz trębacz Thomas Johansson („Revolution Before Lunch”). Poza tym Paal zaprosił go współpracy między innymi jeszcze trębacza Gorana Kajfeša oraz pianistę Stena Sandella („Jacana”). Jeśli jednak pomyślicie, że Pan-Scan Ensemble to po prostu inna wersja Large Unit – będziecie w błędzie. W wielkim błędzie. Oba big bandy dzieli tak wiele, że aż trudno uwierzyć, iż stoi za nimi ten sam człowiek. Materiał zawarty na albumie „Air and Light and Time and Space” zarejestrowany został podczas występu na żywo, który miał miejsce 20 grudnia ubiegłego roku w doskonale znanym Paalowi klubie Blow Out w Oslo. Jego właściciele dysponują niewielkim pomieszczeniem, w efekcie zespół z trudem mieścił się na scenie. Na szczęście twórczość Pan-Scan Ensemble charakteryzują zupełnie inne parametry niż to, co proponuje Large Unit – efekt był taki, że nawet na tak małej przestrzeni artyści sobie nie przeszkadzali.
Na płytę trafiły dwie improwizowane kompozycje: krótsza „Air and Light” (nieco ponad dwunastominutowa) oraz dłuższa „Time and Space” (ponad półgodzinna) – zbitka obu tytułów dała z kolei nazwę albumowi. Nie liczcie jednak na granie orkiestrowe. Fakt, że w składzie Pan-Scan Ensemble znalazło się dziewięcioro artystów (w tym sześcioosobowa sekcja dęta) – nie ma najmniejszego znaczenia. Tym razem Nilssen-Love postanowił poprowadzić swoich współpracowników zupełnie inną drogą – w kierunku minimalizmu i awangardy. Dość powiedzieć, że tylko w paru momentach słyszymy wszystkich muzyków grających razem – i są to momenty, które przyprawiają o zawrót głowy (tym bardziej też żal, że jest ich tak mało). Ale poza tym „Air and Light and Time and Space” to zbiór oderwanych od siebie fragmentów, w których big band dzieli się na duety, tria czy kwartety. Dominują pojedyncze, stonowane dźwięki, które tyle samo zawdzięczają tradycji free jazzu, co klasycznej awangardzie spod znaku Karlheinza Stockhausena bądź Johna Cage’a. Tu nie ma miejsca na porywające solówki czy karkołomne podziały rytmiczne (choć, zamiast kontrabasu, jest drugi zestaw perkusyjny); istotną rolę odgrywa również traktowana niemal jak kolejny instrumentalista… cisza.
koniec
14 marca 2017
Skład:
Frode Gjerstad – saksofon altowy, saksofon basowy, klarnet basowy, klarnet kontrabasowy
Paal Nilssen-Love – perkusja
Skład:
Lotte Anker – saksofon sopranowy, saksofon altowy, saksofon tenorowy
Anna Högberg – saksofon altowy
Julie Kjær – saksofon altowy, flet
Goran Kajfeš – trąbka
Thomas Johansson – trąbka
Emir Strandberg – trąbka
Sten Sandell – fortepian
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne
Ståle Liavik Solberg – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pożegnanie z legendą
Sebastian Chosiński

25 VII 2017

Naklejka na okładce najnowszej płyty zespołu Träd, Gräs och Stenar informuje, że to ostatni album, na którym można usłyszeć członków jego oryginalnego składu. Nie bez powodu, dwaj ostatni, którzy zakładali formację w drugiej połowie lat 60. XX wieku, zmarli bowiem w 2010 i 2012 roku. Stąd też oczywisty wniosek, że wydany przed dwoma miesiącami „Tack för kaffet” wypełniać musi muzyka sprzed co najmniej pięciu lat.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
Sebastian Chosiński

20 VII 2017

Trzech cenionych brytyjskich jazzmanów! Którzy znają się doskonale od lat, bo grywali już ze sobą w różnych konstelacjach. Od czasu do czasu wciąż jednoczą siły i ruszają w trasę. Szkoda tylko, że później tak rzadko dokumentują swoje wspólne występy płytami. Tym wartościowszym wydawnictwem jest „PEN” sygnowany przez saksofonistę Evana Parkera, kontrabasistę Johna Edwardsa i perkusistę Steve’a Noble’a.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
Sebastian Chosiński

18 VII 2017

To nie jest najnowsza płyta. Od jej wydania minął ponad rok. A jednak warto się nad nią pochylić. Z dwóch powodów. Raz, że Burning Ghosts to nowy projekt amerykańskiego trębacza Daniela Rosenbooma, o którym w „Esensji” już pisaliśmy. Dwa, że właśnie światło dzienne ujrzał właśnie drugi album kwartetu („Reclamation”) i jakoś tak głupio pisać o nim, nie rozprawiwszy się wcześniej z debiutem („Burning Ghosts”).

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z legendą

Tu miejsce na labirynt…:

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.