Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność

Esensja.pl
Esensja.pl
Przyglądając się młodym artystom, którzy w szczególny sposób zainteresowani są jazzem improwizowanym, wyróżnić można – jako nadzwyczaj twórcze – trzy kraje, względnie regiony Europy: Polskę, Portugalię oraz Skandynawię. Z tej ostatniej – a konkretnie z Norwegii – pochodzi powstałe przed dwoma laty trio Momentum, którego istotną częścią jest saksofonista Jørgen Mathisen, udzielający się również w chwalonym na łamach „Esensji” zespole Krokofant.

Momentum

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMomentum
Wykonawca / KompozytorMomentum
Data wydania22 września 2016
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:38
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJørgen Mathisen, Christian Meaas Svendsen, Andreas Wildhagen
Utwory
CD1
1) Gaining04:00
2) Maintaining05:34
3) Momentum20:04
4) Snake Ballad11:00
Jeżeli przejdziemy do porządku dziennego nad młodym wiekiem muzyków tworzących Momentum, trio to możemy bez najmniejszego wahania określić mianem freejazzowej supergrupy. Każdy z tworzących je artystów ma już bowiem całkiem spory dorobek fonograficzny i tym samym ustaloną pozycję na rynku, nie tylko zresztą skandynawskim. Kontrabasista Christian Meaas Svendsen udziela się między innymi w takich formacjach, jak Filosofer, ÄIO; z kolei perkusistę Andreasa Wildhagena można usłyszeć na płytach Orter Eparg; obaj z kolei zasilają szeregi Mopti, Nakamy oraz prowadzonej przez Paala Nilssen-Love’a orkiestry Large Unit (EP „First Blow”, 2014; EP „Rio Fun”, 2015; „Ana”, 2016). Bez wątpienia tworzą więc bardzo zgraną i doskonale rozumiejącą się sekcję rytmiczną, zdolną „obsłużyć” każdego solistę. Czy zatem należy się dziwić, że właśnie z ich usług postanowił skorzystać saksofonista Jørgen Mathisen?
Mathisena czytelnicy „Esensji” mieli już okazję poznać. Choć i on udziela się w wielu grupach – wystarczy wymienić Shagma, Marc Lohr & GERÄT7, The Core, Trondheim Jazz Orchestra, Zanussi Five czy Humvee – dotąd pisaliśmy o nim jedynie w kontekście jego występów w Krokofant („Krokofant”, 2014; „Krokofant II”, 2015; „Krokofant III”, 2017). O ile jednak to trio prezentuje muzykę z okolic progresywnego jazz-rocka, o tyle Momentum nie wykracza poza magiczny krąg jazzu improwizowanego. Svendsen, Wildhagen i Mathisen nawiązali współpracę przed dwoma laty. Po krótkim okresie prób 1 października tego samego roku weszli do mieszczącego się w Oslo studia Propeller Music Division i w ciągu zaledwie jednego dnia zarejestrowali materiał, który ukazał się na płytowym debiucie projektu. Album zatytułowali po prostu „Momentum”, a opublikowała go lizbońska wytwórnia Clean Feed, znana chociażby ze współpracy z Martinem Küchenem i jego fenomenalną orkiestrą Angles 9.
Po Momentum nie spodziewajcie się aż takich emocji – trio to w końcu nie oktet. Ale to wcale nie oznacza, że Christian, Andreas i Jørgen prezentują muzykę, obok której można przejść obojętnie. Cztery zawarte na albumie kompozycje układają się w nieco ponad czterdziestominutową freejazzową suitę, która dla wielbicieli podobnej muzyki na pewno będzie przeżyciem niezwykłym. Otwierające „Momentum” dwie kompozycje Svendsena – „Gaining” oraz „Maintaining” – to w zasadzie preludium do części właściwej. Pierwsza z nich, minimalistyczna w formie, ale jednocześnie bardzo nastrojowa, służy przede wszystkim zgraniu się trójki instrumentalistów. Powoli, ale skutecznie, ich partie zazębiają się, jak trzy różne tory zmierzające ku jednej stycznej. W drugiej Norwegowie, poczuwszy siłę wynikającą ze wspólnoty, są już znacznie odważniejsi. Ton wciąż nadaje, grający smyczkiem na kontrabasie, Christian; dwaj pozostali natomiast wpisują się w jego narrację, ale robią to z coraz większym oddaniem i zadziornością. Podkręcają również tempo, jakby chcieli dać słuchaczom przynajmniej namiastkę tego, co czeka ich później.
A następnym utworem jest zespołowa improwizacja zatytułowana… „Momentum”. To oczywiście nie jest przypadek, że najważniejszy (i najdłuższy) numer na płycie nosi taki tytuł, jak nazwa zespołu. Wszak jest on rodzajem deklaracji ideowej, przesłaniem, z jakim Skandynawowie chcą trafić do swoich oddanych – znających ich z innych projektów – fanów. Od pierwszych sekund grupa podkręca obroty, a na plan pierwszy wybija się saksofon tenorowy Mathisena. Svendsen i Wildhagen nie mają jednak najmniejszego zamiaru pozostawać w cieniu; ten pierwszy ponownie sięga po smyczek (i zaczyna traktować swój instrument jak wiolonczelę), drugi skupia się na trzymaniu w ryzach dwóch mocno „odlatujących” kolegów. Mimo improwizatorskich zapędów, Andreas jest mimo wszystko elementem najmocniej spajającym całość. Mniej więcej w jednej czwartej utworu muzycy zwalniają tempo i wkraczają do świata awangardowego minimalizmu; zaskakująco długo zresztą pielęgnują ten ogródek, jakby chcieli wystawić na próbę cierpliwość słuchaczy.
Z drugiej strony można też potraktować ten fragment jako element budowania kontrastu przed kolejną częścią, znaczoną chociażby ekscytującym dialogiem saksofonu i perkusji, które na zakończenie godzi kontrabas (z nieodłącznym, jak się okazuje, smyczkiem). „Momentum” to – nomen omen – moment przełomowy albumu. Jego opus magnum, chociaż po nim następuje jeszcze – zaledwie o połowę krótsza, wieńcząca całość – kompozycja „Snake Ballad”. Jeśli uznać, że w poprzednim utworze Norwegowie postanowili rozpętać burzę, to w tym zdecydowali się zrobić wszystko, co w ich mocy, aby ukoić skołatane nerwy swoich wielbicieli. Zgodnie z tytułem, mamy tu do czynienia ze stonowanymi, a nawet lekko sennymi partiami poszczególnych instrumentów – nastrojowemu saksofonowi towarzyszy delikatna sekcja rytmiczna. Zespół stopniowo zwalnia tempo, doprowadzając do tego, że w pewnym momencie można nawet stracić orientację – gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy; czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Dopiero gdy muzyka zanika całkowicie, przychodzi konstatacja – jak to, już koniec? Niestety. Ale przecież zawsze można do „Momentum” powrócić. Można też sięgnąć po jakąkolwiek inną płytę tych artystów, ewentualnie poszukać czegoś innego w niezwykle bogatym katalogu Clean Feed.
koniec
16 marca 2017
Skład:
Jørgen Mathisen – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy
Christian Meaas Svendsen – kontrabas
Andreas Wildhagen – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.