Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 maja 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Scena to dziwna…

Esensja.pl
Esensja.pl
Perkusista Paal Nilssen-Love nie spuszcza z tonu. Nie tak dawno informowaliśmy o jego czterech nowych płytach, a tymczasem ukazała się kolejna. Tym razem zarejestrowana w składzie trzyosobowym: z norweskim (kontra)basistą Ingebrigtem Håkenem Flatenem oraz grającą na koto Japonką Michiyo Yagi. „Decayed – Live! at Aketa No Mise” to propozycja głównie dla wielbicieli free jazzu wymieszanego z elektroniką.

Michiyo Yagi, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love
‹Decayed – Live! at Aketa No Mise›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDecayed – Live! at Aketa No Mise
Wykonawca / KompozytorMichiyo Yagi, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love
Data wydania24 lutego 2017
Wydawca Idiolect
NośnikCD
Czas trwania61:41
Gatunekelektronika, jazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMichiyo Yagi, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love, Henry Kaiser
Utwory
CD1
1) Cascades30:14
2) Love End Brew18:37
3) Derek & The Domino Theory12:50
Paal Nilssen-Love to „stary znajomy” czytelników „Esensji” – pojawia się na naszych łamach regularnie, gdy tylko światło dzienne ujrzą jego nowe albumy (choć niekiedy zawierające materiał archiwalny). W ostatnim czasie poświęciliśmy mu czas z okazji wydania nowych produkcji zarejestrowanych we współpracy z niemieckim saksofonistą Peterem Brötzmannem („Café OTO, London 9th April 2013”, „Levontin 7, Tel Aviv 30th March 2015”), norweskim klarnecistą i saksofonistą Frodem Gjerstadem („Nearby Faraway”) oraz zespołami Ballister („Slag”) i Pan-Scan Ensemble („Air and Light and Time and Space”). Dzisiaj nadszedł czas na koncertowe nagrania, podczas których pracowitemu Skandynawowi towarzyszyli jego rodak – (kontra)basista Ingebrigt Håken Flaten – oraz japońska mistrzyni koto Michiyo Yagi.
Z Michiyo Yagi Nilssen-Love współpracował zresztą już wcześniej. Album „Decayed” (z podtytułem: „Live! at Aketa No Mise”) to ich szósta płyta. Poprzednie to: „Live! at Super Deluxe” (2006), „Head On” (2008), „Volda” (2010) oraz „Angular Mass” i „Soul Stream” (obie z 2015 roku). Na każdej towarzyszyli im również inni artyści: Ingebrigt Håken Flaten (2006), Peter Brötzmann (2008 i 2010) oraz Joe McPhee i Lasse Marhaug (2015). Tym razem Paal zaproponował – po raz kolejny – współpracę Ingebrigtowi. Ten, choć jest artystą nie mniej zapracowanym od Nilssen-Love’a (wystarczy przywołać skróconą listę jego płytowych dokonań: „Lucidity”, „Hidros6 – Knockin’”, „Awosting Falls”, „Cash and Carry”, „Shake”, „Collider”), nie odmówił przyjacielowi i w ostatnich tygodniach 2015 roku wybrał się wraz z nim na występy do Japonii. Koncert, który znalazł się na krążku „Decayed”, odbył się 13 grudnia w Tokio. Na wydanie w formie płytowej czekał następnie czternaście miesięcy – do końca lutego tego roku – kiedy to „zlitowała” się nad nim niezależna wytwórnia Idiolect.
Na płytę trafiła godzinna porcja muzyki. To wystarczająco dużo, aby wyrobić sobie zdanie na temat dokonań japońsko-norweskiego tria. A zdanie to, po zapoznaniu się z materiałem, powinno być jak najbardziej pozytywne. Zespół proponuje mieszankę europejskiego (z oczywistych powodów powinniśmy doprecyzować – bo to w tym przypadku istotne – skandynawskiego) free jazzu z elektroniką i ludową muzyką Dalekiego Wschodu. Koto, na którym gra Yagi (a raczej kilka jego wersji), nie jest tu bowiem „kwiatem do kożuszka”, lecz odgrywa rolę pierwszoplanową. Słychać to już wyraźnie w otwierającej płytę kompozycji – zresztą najdłuższej w całym zestawie – „Cascades”. Jej tytuł również jest bardzo znaczący. Dźwięki kolejnych instrumentów spływają na słuchacza prawdziwymi kaskadami, otaczają go zewsząd i porywają wartkim nurtem. Zaczyna się od koto elektrycznego, do którego wkrótce dołącza kontrabas, a na samym końcu perkusja. Z czasem tempo rośnie, a całość nabiera rozmachu. Dba o to głównie Nilssen-Love, którego improwizatorskie zapędy szybko biorą górę; Michiyo odkłada wtedy swój sztandarowy instrument i siada do komputera, by wspomóc go efektami elektronicznymi, miedzy innymi generując dźwięki naśladujące gitarę elektryczną.
Po pierwszym przesileniu Japonka sięga po koto basowe. To także moment, w którym norweski perkusista usuwa się w cień, robiąc jednocześnie miejsce swojemu rodakowi. Ten z kolei traktuje swój instrument, jak skrzypce, smyczkiem. Wydawałoby się, że bez aktywnego współdziałania ze strony bębniarza zespołowi trudno będzie zadowolić najzagorzalszych wielbicieli free jazzu, tymczasem – jak się okazuje – także grając na koto elektrycznym, można ostro poszaleć. A przynajmniej do tego stopnia, by wyrwać Paala z odrętwienia i nakłonić do spektakularnego powrotu na scenę. I to właśnie bardzo energetyczna partia solowa perkusisty otwiera drugi utwór na płycie – „Love End Brew”. Jeśli wcześniej któremuś z widzów (podczas koncertu) przysnęło się, teraz na pewno został bezlitośnie obudzony. Z biegiem czasu jednak Nilssen-Love ponownie oddaje pola artystce z Japonii, biorąc – wraz z Ingebrigtem – na swoje barki jedynie rolę akompaniatora. Przez kolejnych kilkanaście minut to Michiyo Yagi gra „pierwsze skrzypce”, stopniowo wprowadzając słuchaczy w stan letargu.
Od mocnego uderzenia – i w pełni kontrolowanego chaosu – zaczyna się „Derek & The Domino Theory”. Ton temu utworowi nadają, przynajmniej początkowo, muzycy norwescy, chociaż niebawem dołącza do nich Yagi oraz gość specjalny – Henry Kaiser, amerykański gitarzysta, znany ze swego zamiłowania do jazzowo-awangardowych improwizacji (czemu dał wyraz na wielu albumach solowych, jak i nagranych we współpracy z Fredem Frithem, Jimem O’Rourke czy Derekiem Baileyem). Wsparte przez przybysza z Kalifornii trio nie tyle nawet podkręca tempo, co przytłacza słuchaczy lawiną (czy też, w nawiązaniu do pierwszej kompozycji, kaskadą) dźwięków. Dzięki Kaiserowi i Yagi robi się bardzo gęsto, powstaje ściana dźwięku, przez którą niełatwo jest przebić się sekcji rytmicznej – pewnie też dlatego Ingebrigt i Paal wolą pozostać w tle. Tokijski koncert bez wątpienia ma szanse spodobać się zarówno fanom norweskich jazzmanów, jak i artystki z Kraju Kwitnącej Wiśni, która pewnie jeszcze niejeden raz stanie na tej samej scenie (lub w studiu nagraniowym) obok Nilssen-Love’a. Oby, ponieważ, jak dotąd, na efekty ich kooperacji trudno narzekać.
koniec
21 marca 2017
Skład:
Michiyo Yagi – koto (21-strunowe elektryczne, 17-strunowe basowe), efekty elektroniczne
Ingebrigt Håken Flaten – kontrabas, gitara basowa
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne
gościnnie:
Henry Kaiser – gitara elektryczna (3)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Widok z góry najwyższej
Sebastian Chosiński

25 V 2017

Po wydaniu czterech płyt studyjnych nadeszła pora na drugi pełnowymiarowy album koncertowy w dorobku szwedzkich „psychodelików” z formacji Hills. Kwintet z Göteborga postanowił sięgnąć po obszerne fragmenty występu zagranego podczas ubiegłorocznego festiwalu w holenderskim Tilburgu. Efektem – album „Alive at Roadburn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ku chwale Katalonii
Sebastian Chosiński

23 V 2017

Nazwa zespołu wskazywałaby raczej na inklinacje punkowe, względnie heavymetalowe, a tu się okazuje, że mamy do czynienia z grupą z pogranicza rocka progresywnego i psychodelii. Cóż, chcą się tak nazywać – ich sprawa. Muszą jednak liczyć się z tym, że wielu fanów, do których adresują swoją twórczość, widząc na oczy szyld The Reapers, zechce ominąć ich szerokim łukiem. Ze stratą dla zespołu i dla siebie samych. Bo album „Marionettes” to dzieło zdecydowanie godne uwagi.

więcej »

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…
Sebastian Chosiński

18 V 2017

Łączenie muzyki średniowiecznej z heavy metalem – czy to w formie black- czy doommetalowej – nie jest już żadną nowością. Praktykowane bywa – głównie w Niemczech i Skandynawii – od ponad dwóch dekad. Co jakiś czas trafia się jednak wykonawca, który potrafi tchnąć w ten gatunek nowe życie. Jak Szwedzi z zespołu Apocalypse Orchestra, który przed tygodniem opublikował swój debiutancki album – „The End is Nigh”.

więcej »

Polecamy

Widok z góry najwyższej

Tu miejsce na labirynt…:

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.