Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 maja 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Elegia o… [chłopcu rumuńskim]

Esensja.pl
Esensja.pl
Co zdecydowało o tym, że ceniona szwedzko-norweska freejazzowa formacja Trespass Trio postanowiła na swej najnowszej płycie „opowiedzieć” (w cudzysłowie, albowiem robi to bez słów) o przeszłości pewnego rumuńskiego miasta? Odnieść się do jego historii z czasów faszystowskich i komunistycznych?… Odpowiedzi na to pytanie należy szukać, wsłuchując się bardzo uważnie w album „The Spirit of Piteşti”.

Trespass Trio
‹The Spirit of Piteşti›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Spirit of Piteşti
Wykonawca / KompozytorTrespass Trio
Data wydania17 marca 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania36:05
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMartin Küchen, Per Zanussi, Raymond Strid
Utwory
CD1
1) Sounds & Ruins [take 3]05:29
2) The Spirit of Piteşti05:18
3) In Tears08:47
4) Fri Kokko05:10
5) Centers05:41
6) Sounds & Ruins [take 2]05:41
Początki Trespass Trio sięgają wiosny 2006 roku. To wtedy szwedzki saksofonista Martin Küchen (znany z grup All Included, Angles 9 oraz niegdyś Fire! Orchestra) zaprosił do współpracy swego rodaka, perkusistę i perkusjonalistę Raymonda Strida (niegdyś etatowego bębniarza w kilku projektach Matsa Gustafssona, między innymi w NU Ensemble, Fire! Orchestra i GUSH), oraz norweskiego kontrabasistę Pera Zanussiego (lidera Zanussi Five, członka Circulasione Totale Orchestra i Honeyleap). Pod szyldem Martin Küchen Trio zagrali oni koncert w Sztokholmie, który następnie ukazał się na albumie „Live at Glenn Miller Café” (2007). Jak się okazało, był to początek dłuższej kooperacji, która – choć z przerwami – trwa do dzisiaj. Z tą różnicą, że z biegiem czasu coraz większy wpływ na repertuar zyskiwali także pozostali muzycy, w efekcie stara nazwa przeszła do historii i narodziła się nowa – Trespass Trio.
W 2009 roku grupa podpisała kontrakt płytowy z lizbońską wytwórnią Clean Feed i od tamtej pory kolejne albumy Skandynawów ukazują się z jej logo na okładkach. A były to chronologicznie: „…Was There to Illuminate the Night Sky” (2009), „Bruder Beda” (2012) oraz – będący rejestracją występu na festiwalu w portugalskiej Coimbrze (z towarzyszeniem amerykańskiego saksofonisty i trębacza Joego McPhee) – „Human Encore” (2013). A potem nastąpiły ponad trzy lata milczenia. Co oczywiście nie oznacza, że zespół w tym czasie w ogóle nie funkcjonował. Bo chociaż najnowsze wydawnictwo – krążek zatytułowany „The Spirit of Piteşti” – ukazało się w połowie marca, materiał, który go wypełnił, zarejestrowany został w Oslo 29 listopada 2015 roku. Skąd ta zwłoka w publikacji? Trudno wytłumaczyć. Na pewno jednak nie była ona spowodowana słabą jakością artystyczną nagrań. Co do tego nie można bowiem mieć żadnych zastrzeżeń. Dużo bardziej prawdopodobne są kwestie logistyczne, wynikające z zaangażowania muzyków w inne projekty.
Co może oznaczać tytuł – „Duch Piteşti”? Wyjaśnijmy, że chodzi o miasto na Wołoszczyźnie. Znane między innymi jako miejsce urodzenia Iona Antonescu, przywódcy rumuńskich faszystów i dyktatora kraju w latach 1940-1944, odpowiadającego za eksterminację miejscowych Żydów i Romów. Jej ofiarą padli również mieszkańcy Piteşti, którzy w czasie wojny zostali zmuszeni do opuszczenia miasta i deportowani do tak zwanej Transnistrii (dzisiejszego Zadniestrza). Trochę zamieszania do tej interpretacji tytułu wprowadza jednak okładka płyty, na której znalazło się zdjęcie wykonanej z brązu instalacji rzeźbiarza Aurela Vlada, przedstawiającej „procesję męczenników”. Instalacja ta znajduje się na dziedzińcu dawnego więzienia, a obecnie Miejsca Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu Sighet w miejscowości Syhot Marmaroski, odległej od Piteşti o mniej więcej… pięćset kilometrów. W syhockim więzieniu po 1945 roku trzymano wiele wybitnych osobistości – premierów (sprzed wojny), polityków, pisarzy, artystów, dziennikarzy i innych. Czy to więc ich postanowili upamiętnić Skandynawowie?
„The Spirit of Piteşti” jest najkrótszą z dotychczas wydanych przez Trespass Trio płyt. To zaledwie trzydzieści sześć minut muzyki. A jednak waga tych utworów jest ogromna. Od początku do końca – z jednym tylko wyjątkiem – album ten ujmuje swym nastrojem, rzewnym i elegijnym, skłaniającym do refleksji i autentycznie wzruszającym. To prawdziwa muzyczna „procesja męczenników” – wspomnienie tych, którzy odeszli, doświadczeni przez los i zniszczeni przez system (mniej istotne jaki, faszystowski czy komunistyczny). Album otwiera kompozycja „Sounds & Ruins (take 3)” – bardzo klasyczna i stonowana, z wysuniętym na plan pierwszy saksofonem barytonowym i hipnotycznych kontrabasem w tle. Jedynym instrumentalistą, który pozwala sobie na improwizację, jest perkusista, ale i Raymond Strid w pewnym momencie odnajduje właściwą drogę, by dalej podążyć nią wspólnie z Perem Zanussim. Na koniec obu godzi natomiast Martin Küchen, w pokorze pochylając głowy przed „duchami” – taka przynajmniej myśl przychodzi, gdy wsłuchujemy się w żałobną partię saksofonu.
Tytułowy „The Spirit of Piteşti”, nawiązujący klimatem do modern jazzu lat 60. XX wieku, jest przepiękną balladą. Choć oczywiście trudno byłoby określić ją mianem romantycznej i polecić do wspólnego słuchania we dwoje. Powolny rytm sprawia, że robiąc krok za krokiem, w ślad za sekcją rytmiczną, odczuwamy dojmujący, niemal fizyczny ból; ostatecznie docieramy do granicy wytrzymałości emocjonalnej, za którą… czeka na nas „In Tears”. W przeciwieństwie do poprzednika w tym utworze Skandynawowie starają się nieść ukojenie, ofiarowują swoiste katharsis – wszystko to dzięki delikatnej grze sekcji rytmicznej i chwytającemu za serce motywowi przewodniemu zagranemu przez Martina Küchena na saksofonie altowym. Wspomnianym wcześniej jedynym wyjątkiem na płycie jest „Fri Kokko” – fragment pochodzący z zupełnej innej bajki. Zagrany z feelingiem typowym dla free jazzu z przełomu lat 50. i 60., kiedy gatunek ten dopiero definiowali tacy artyści, jak Ornette Coleman czy Don Cherry. Muzycy pozwalają też tutaj sobie na inne znaczące odstępstwa od ogólnego przesłania płyty, jak chociażby wykorzystanie przez Küchena znacznie lżej (by nie rzec: mniej poważnie) brzmiącego saksofonu sopraninowego.
W dwóch ostatnich kompozycjach Trespass Trio powraca jednak na przetarty wcześniej tor. W „Centers” rytm jest tak wolny, że można zacząć zastanawiać się nad stanem zdrowia muzyków; w każdym razie gdyby był on odzwierciedleniem ludzkiego tętna obawy te byłyby jak najbardziej uzasadnione. Szwedzi i Norweg tym samym ponownie wprowadzają słuchacza w żałobny nastrój. Zamykająca płytę kompozycja „Sounds & Ruins (take 2)” jest, co sugeruje już sam tytuł, klamrą spinającą całą opowieść. Martin Küchen po raz kolejny sięga w niej po saksofon barytonowy i dzięki jego nadzwyczaj poważnemu, głębokiemu brzmieniu buduje odpowiednio smutny klimat. W efekcie wszystkich tych zabiegów „The Spirit of Piteşti” jawi się jako dzieło, w którym posępny nastrój przenika się z natchnionym pięknem. Przesłaniu Martina, Pera i Raymonda sprzyjają dodatkowo minimalistyczne aranżacje. Muzycy rezygnują z charakterystycznych dla free jazzu kakofonii dźwięków i nieskrępowanych improwizacji, które mogłyby zburzyć budowany z mozołem gmach Miejsca Pamięci Ofiar. Bo tym właśnie jest ta płyta…
koniec
4 kwietnia 2017
Skład:
Martin Küchen – saksofon barytonowy, saksofon altowy, saksofon sopraninowy
Per Zanussi – kontrabas
Raymond Strid – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ku chwale Katalonii
Sebastian Chosiński

23 V 2017

Nazwa zespołu wskazywałaby raczej na inklinacje punkowe, względnie heavymetalowe, a tu się okazuje, że mamy do czynienia z grupą z pogranicza rocka progresywnego i psychodelii. Cóż, chcą się tak nazywać – ich sprawa. Muszą jednak liczyć się z tym, że wielu fanów, do których adresują swoją twórczość, widząc na oczy szyld The Reapers, zechce ominąć ich szerokim łukiem. Ze stratą dla zespołu i dla siebie samych. Bo album „Marionettes” to dzieło zdecydowanie godne uwagi.

więcej »

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…
Sebastian Chosiński

18 V 2017

Łączenie muzyki średniowiecznej z heavy metalem – czy to w formie black- czy doommetalowej – nie jest już żadną nowością. Praktykowane bywa – głównie w Niemczech i Skandynawii – od ponad dwóch dekad. Co jakiś czas trafia się jednak wykonawca, który potrafi tchnąć w ten gatunek nowe życie. Jak Szwedzi z zespołu Apocalypse Orchestra, który przed tygodniem opublikował swój debiutancki album – „The End is Nigh”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: „Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
Sebastian Chosiński

16 V 2017

Muzycy pochodzącego z Oslo Tusmørke bardzo regularnie – średnio co dwanaście miesięcy – prezentują płyty z premierowym materiałem. Co dla wielbicieli tej norweskiej formacji jest bezsprzecznie powodem do wielkiej radości. Ale nie tylko oni powinni się cieszyć. Dokonania Skandynawów są bowiem w stanie wprawić w stan euforii wszystkich wielbicieli rockowych i folkowych brzmień rodem z lat 70. XX wieku. Najlepszym tego dowodem wydany przed paroma dniami album „Hinsides”.

więcej »

Polecamy

Ku chwale Katalonii

Tu miejsce na labirynt…:

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.