Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 23 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

Zu
‹Jhator›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJhator
Wykonawca / KompozytorZu
Data wydania7 kwietnia 2017
NośnikCD
Czas trwania42:05
Gatunekelektronika, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieLuca Tommaso Mai, Massimo Pupillo, Tomas Järmyr, Stefano Michelotti, Kristoffer Lo, Stefano Pilia, Michiyo Yagi, Lorenzo Stecconi, David Chalmin, Andreas Elvenes, Jessica Moss
Utwory
CD1
1) Jhator: A Sky Burial21:27
2) The Dawning Moon of the Mind20:38
Ostia to starożytne miasto położone nad ujściem Tybru do Morza Tyrreńskiego, kilkadziesiąt kilometrów od centrum Rzymu. W czasach Republiki wykorzystywana była jako port, ale ważną rolę zaczęła odgrywać dopiero od I wieku naszej ery, gdy za rozbudowę Ostii zabrał się cesarz Klaudiusz. Miasto szybko rozkwitło, stając się centrum przeładunkowym zboża (i innych towarów) sprowadzanych do stolicy Cesarstwa z Egiptu. Obecnie znajduje się już ono w granicach administracyjnych Rzymu, będąc jego dzielnicą nadmorską. W 1997 roku czterech młodych mieszkańców Ostii postanowiło założyć zespół, w szeregach którego mogliby dać upust swoim awangardowym zapędom. Byli to: saksofonista Luca Tommaso Mai, trębacz Roy Paci, basista Massimo Pupillo oraz perkusista Jacopo Battaglia. Grupa przyjęła nazwę Zu i początkowo grała muzykę eksperymentalną na potrzeby miejscowego teatru; z czasem jednak zdecydowała się zaistnieć samodzielnie, w czym pomogło jej wydanie debiutanckiej płyty – „Bromio” (1999). Podsumowywała ona najwcześniejszy etap działalności formacji; więcej było więc na niej noise’u, niż rocka czy jazzu.
Z czasem twórczość Zu ewoluowała. Dwa kolejne albumy, zarejestrowane z udziałem amerykańskiego gitarzysty Eugene’a Chadbourne’a – „The Zu Side of the Chadbourne” (2000) oraz „Motorhellington” (2001) – prezentowały już zupełnie inne, awangardowo-freejazzowe, oblicze włoskiego zespołu. I tak miało pozostać przez następne lata. Mimo zmian personalnych. W 2001 roku grupę opuścił Roy Paci, który zaczął karierę solową, współpracując ze stworzonymi przez siebie formacjami Aretuska i CorLeone. Od tej pory Zu występowało jako trio, choć gdy tylko istniała taka potrzeba, Włosi chętnie zapraszali do studia bądź na koncerty gości (niekiedy nawet kilku). Na „Igneo” (2002) i „Radiale” (2004) zagrał między innymi Ken Vandermark; na „The Way of the Animal Powers” (2005) Fred Lomberg-Holm; na „How to Raise an Ox” (2005) Mats Gustafsson; na „Identification with the Enemy: A Key to the Underworld” (2007) Nobukazu Takemura; na „Carboniferous” (2009) Mike Patton, natomiast na albumie „The Left Hand Path” (2014) Eugene S. Robinson.
Zmiany personalne – i fakt, że zapraszani goście pochodzili z różnych muzycznych światów – sprawiały, że na kolejnych płytach twórczość Zu zmieniała swoje oblicze: od noise’owej awangardy grupa przeszła do free jazzu, by potem rozpocząć swobodny dryf ku rockowi progresywnemu („Carboniferous”); z kolei wydany przed dwoma laty krążek „Cortar Todo” – na którym zamiast Jacopo Battaglii za bębnami zasiadł Amerykanin Gabe (Gabriel) Serbian – zahaczał o sludge metal. Można więc było i po najnowszym wydawnictwie spodziewać się stylistycznej wolty. I tak też się stało. Choć raczej nie należy tego łączyć z kolejną zmianą na stanowisku „pałkera”. Artystę zza Oceanu tym razem zastąpił muzyk z dalekiej północy Europy, Norweg Tomas Järmyr (od kilku miesięcy posiadający także etat w kultowej grupie Motorpsycho). Do pracy nad płytą „Jhator” zaproszono aż ośmioro gości: Włochów (Stefano Michelotti, Stefano Pilia, Lorenzo Stecconi), Norwegów (Kristoffer Lo, Andreas Elvenes), Francuza Davida Chalmina, Kanadyjkę Jessikę Moss (z zespołu A Silver Mt. Zion) oraz Japonkę Michiyo Yagi, znaną w Europie głównie ze współpracy z Paalem Nilssen-Love’em („Angular Mass”, „Soul Stream”, „Decayed – Live! at Aketa No Mise”).
Z racji rozpiętości geograficznej krajów, z których pochodzili zaproszeni do współpracy z Zu muzycy, korzystano z różnych studiów nagraniowych: podstawowe ścieżki zarejestrowano w Bolonii i Rzymie, Chalmin natomiast zamknął się w swoim paryskim studiu, Lo – w Trondheim, a Yagi – w Tokio. Album wydała za to niezależna firma z Londynu (istniejąca dopiero od dwóch lat) – House of Mythology. Światło dzienne ujrzał on na początku kwietnia w dwóch formatach: na winylu i krążku kompaktowym. Zawarty na nich materiał jest identyczny – dwie kompozycje, każda po ponad dwadzieścia minut. Słowem: gratka dla wielbicieli rozbudowanych form. Dodajmy: form rozbudowanych i nastrojowych. Niezwykle istotny jest już tytuł albumu. „Jhator” to określenie stosowanego w buddyzmie tybetańskim i zoroastryzmie „pogrzebu niebiańskiego”, czyli formy pochówku zwłok polegającej na pozostawianiu ciał w odludnych miejscach, gdzie stają się one pożywką dla sępów i innych dziko żyjących zwierząt. Ten, zdawałoby się, barbarzyński obyczaj wywodzi się z przekonania, że ciało ludzkie stanowi wartość tak długo, jak długo żyje w nim dusza; gdy je opuszcza, staje się bezwartościową materią, której spalenie może skazić ogień, a pogrzebanie – ziemię.
Dlatego też pierwsza w kolejności kompozycja „Jhator: A Sky Burial” ma funeralno-elegijny charakter. Brzmi jak muzyka rytualna, towarzysząca tytułowemu obrzędowi pogrzebowemu. Otwierają ją dźwięki z założenia „naturalne”, choć oczywiście takimi nie są – delikatne uderzenia w talerze oraz wyczarowywane syntezatorowo „ptaszki”. Pod koniec drugiej minuty dochodzą pozostałe instrumenty; uwagę przykuwają zwłaszcza grające ten sam motyw wiolonczela, lira korbowa, koto i skrzypce. Można odnieść wrażenie, że w tym momencie mamy do czynienia z grającym marsz pogrzebowy zespołem muzyki dawnej. Słychać w tym pewną teatralność (wyniesioną z początków działalności Zu), ale na pewno nie sztuczność. Z biegiem czasu „Jhator: A Sky Burial” ewoluuje: w części drugiej pojawiają się elementy ambientowo-postrockowe (głównie dzięki efektom elektronicznym), w trzeciej natomiast mamy już do czynienia z niemal czystym post-rockiem (na co pracuje przede wszystkim hipnotyzująca gitara elektryczna i motoryczna, doommetalowa sekcja rytmiczna). Zamykając oczy, z łatwością można sobie wyobrazić rytuał pogrzebowy, jakiemu towarzyszy ta muzyka – rytuał tyleż przerażający, wywołujący ciarki na plecach, co fascynujący.
Drugi utwór – „The Dawning Moon of the Mind” – jest nie mniej nastrojowy. Otwiera go partia Michiyo Yagi na koto, do którego z czasem dochodzą syntezatory i efekty generowane elektronicznie. Faktura kompozycji zagęszcza się, kiedy w tle pojawiają się kolejne instrumenty. Prawdziwa eksplozja następuje jednak wraz z momentem wejścia sekcji rytmicznej; Massimo Pupillo i Tomas Järmyr mają ciągotki do grania muzyki rockowej i niczego sobie tutaj nie żałują. Przez ponad dwie minuty dają potężnego czadu, by potem zejść na dalszy plan. Ustępują tym samym miejsca dźwiękom z pogranicza noise’u (zgrzyty i szumy) oraz dark ambientu (syntezatory i idealnie wpisująca się w nie wiolonczela). I tak pozostaje praktycznie do samego końca – klimatycznie, niepokojąco, wręcz mrocznie. Mimo że w finale muzycy starają się przełamać ten nastrój anielskimi głosami Andreasa Elvenesa i Jessiki Moss. Jak więc widać (a raczej słychać) Zu, mimo dwudziestu lat w branży, nie stroni od artystycznych poszukiwań – każdą kolejną płytą stara się zaskakiwać słuchaczy, penetrując nieodkryte wcześniej przez siebie lądy. Nie zawsze efekt jest satysfakcjonujący, ale w przypadku albumu „Jhator” na pewno nie można narzekać. Oczywiście jeżeli ktoś lubi się umartwiać i nie unika pogrzebów.
koniec
18 kwietnia 2017
Skład:
Luca Tommaso Mai – wokaliza, efekty elektroniczne
Massimo Pupillo – gitara basowa, gitara elektryczna, fortepian, syntezatory
Tomas Järmyr – perkusja, talerze
gościnnie:
Stefano Michelotti – lira korbowa
Kristoffer Lo – tuba, flugabone
Stefano Pilia – gitara elektryczna, wiolonczela
Michiyo Yagi – koto (21-strunowe elektryczne, 17-strunowe basowe), efekty elektroniczne
Lorenzo Stecconi – syntezator granularny
David Chalmin – syntezator analogowy
Andreas Elvenes – wokaliza
Jessica Moss – wokaliza, skrzypce
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
Sebastian Chosiński

20 IV 2017

Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
Sebastian Chosiński

13 IV 2017

Ponad trzy lata trzeba było czekać na najnowszy, czwarty studyjny, album zespołu Samsara Blues Experiment. I należy przyznać, że ta przerwa w aktywnej działalności wyszła berlińczykom na dobre. Nagrany w składzie trzyosobowym, bez Richarda Behrensa, „One with the Universe” stanowi bowiem udany powrót do stylistyki znanej z początków kariery.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: To, co w głowie, i poza nią
Sebastian Chosiński

11 IV 2017

To ostatnia, przynajmniej na jakiś czas, skandynawska grupa jazzowa nagrywająca dla portugalskiej wytwórni Clean Feed. Motif jest w zasadzie kwintetem, choć od czasu do czasu, zaprasza do współpracy innych muzyków, niekiedy nawet spoza Norwegii. Na wydanym przed paroma miesiącami albumie „My Head is Listening” gościem z zagranicy jest niemiecki klarnecista Michael Thieke.

więcej »

Polecamy

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!

Tu miejsce na labirynt…:

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.