Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

Zu
‹Jhator›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJhator
Wykonawca / KompozytorZu
Data wydania7 kwietnia 2017
NośnikCD
Czas trwania42:05
Gatunekelektronika, rock
EAN884388160415
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieLuca Tommaso Mai, Massimo Pupillo, Tomas Järmyr, Stefano Michelotti, Kristoffer Lo, Stefano Pilia, Michiyo Yagi, Lorenzo Stecconi, David Chalmin, Andreas Elvenes, Jessica Moss
Utwory
CD1
1) Jhator: A Sky Burial21:27
2) The Dawning Moon of the Mind20:38
Ostia to starożytne miasto położone nad ujściem Tybru do Morza Tyrreńskiego, kilkadziesiąt kilometrów od centrum Rzymu. W czasach Republiki wykorzystywana była jako port, ale ważną rolę zaczęła odgrywać dopiero od I wieku naszej ery, gdy za rozbudowę Ostii zabrał się cesarz Klaudiusz. Miasto szybko rozkwitło, stając się centrum przeładunkowym zboża (i innych towarów) sprowadzanych do stolicy Cesarstwa z Egiptu. Obecnie znajduje się już ono w granicach administracyjnych Rzymu, będąc jego dzielnicą nadmorską. W 1997 roku czterech młodych mieszkańców Ostii postanowiło założyć zespół, w szeregach którego mogliby dać upust swoim awangardowym zapędom. Byli to: saksofonista Luca Tommaso Mai, trębacz Roy Paci, basista Massimo Pupillo oraz perkusista Jacopo Battaglia. Grupa przyjęła nazwę Zu i początkowo grała muzykę eksperymentalną na potrzeby miejscowego teatru; z czasem jednak zdecydowała się zaistnieć samodzielnie, w czym pomogło jej wydanie debiutanckiej płyty – „Bromio” (1999). Podsumowywała ona najwcześniejszy etap działalności formacji; więcej było więc na niej noise’u, niż rocka czy jazzu.
Z czasem twórczość Zu ewoluowała. Dwa kolejne albumy, zarejestrowane z udziałem amerykańskiego gitarzysty Eugene’a Chadbourne’a – „The Zu Side of the Chadbourne” (2000) oraz „Motorhellington” (2001) – prezentowały już zupełnie inne, awangardowo-freejazzowe, oblicze włoskiego zespołu. I tak miało pozostać przez następne lata. Mimo zmian personalnych. W 2001 roku grupę opuścił Roy Paci, który zaczął karierę solową, współpracując ze stworzonymi przez siebie formacjami Aretuska i CorLeone. Od tej pory Zu występowało jako trio, choć gdy tylko istniała taka potrzeba, Włosi chętnie zapraszali do studia bądź na koncerty gości (niekiedy nawet kilku). Na „Igneo” (2002) i „Radiale” (2004) zagrał między innymi Ken Vandermark; na „The Way of the Animal Powers” (2005) Fred Lomberg-Holm; na „How to Raise an Ox” (2005) Mats Gustafsson; na „Identification with the Enemy: A Key to the Underworld” (2007) Nobukazu Takemura; na „Carboniferous” (2009) Mike Patton, natomiast na albumie „The Left Hand Path” (2014) Eugene S. Robinson.
Zmiany personalne – i fakt, że zapraszani goście pochodzili z różnych muzycznych światów – sprawiały, że na kolejnych płytach twórczość Zu zmieniała swoje oblicze: od noise’owej awangardy grupa przeszła do free jazzu, by potem rozpocząć swobodny dryf ku rockowi progresywnemu („Carboniferous”); z kolei wydany przed dwoma laty krążek „Cortar Todo” – na którym zamiast Jacopo Battaglii za bębnami zasiadł Amerykanin Gabe (Gabriel) Serbian – zahaczał o sludge metal. Można więc było i po najnowszym wydawnictwie spodziewać się stylistycznej wolty. I tak też się stało. Choć raczej nie należy tego łączyć z kolejną zmianą na stanowisku „pałkera”. Artystę zza Oceanu tym razem zastąpił muzyk z dalekiej północy Europy, Norweg Tomas Järmyr (od kilku miesięcy posiadający także etat w kultowej grupie Motorpsycho). Do pracy nad płytą „Jhator” zaproszono aż ośmioro gości: Włochów (Stefano Michelotti, Stefano Pilia, Lorenzo Stecconi), Norwegów (Kristoffer Lo, Andreas Elvenes), Francuza Davida Chalmina, Kanadyjkę Jessikę Moss (z zespołu A Silver Mt. Zion) oraz Japonkę Michiyo Yagi, znaną w Europie głównie ze współpracy z Paalem Nilssen-Love’em („Angular Mass”, „Soul Stream”, „Decayed – Live! at Aketa No Mise”).
Z racji rozpiętości geograficznej krajów, z których pochodzili zaproszeni do współpracy z Zu muzycy, korzystano z różnych studiów nagraniowych: podstawowe ścieżki zarejestrowano w Bolonii i Rzymie, Chalmin natomiast zamknął się w swoim paryskim studiu, Lo – w Trondheim, a Yagi – w Tokio. Album wydała za to niezależna firma z Londynu (istniejąca dopiero od dwóch lat) – House of Mythology. Światło dzienne ujrzał on na początku kwietnia w dwóch formatach: na winylu i krążku kompaktowym. Zawarty na nich materiał jest identyczny – dwie kompozycje, każda po ponad dwadzieścia minut. Słowem: gratka dla wielbicieli rozbudowanych form. Dodajmy: form rozbudowanych i nastrojowych. Niezwykle istotny jest już tytuł albumu. „Jhator” to określenie stosowanego w buddyzmie tybetańskim i zoroastryzmie „pogrzebu niebiańskiego”, czyli formy pochówku zwłok polegającej na pozostawianiu ciał w odludnych miejscach, gdzie stają się one pożywką dla sępów i innych dziko żyjących zwierząt. Ten, zdawałoby się, barbarzyński obyczaj wywodzi się z przekonania, że ciało ludzkie stanowi wartość tak długo, jak długo żyje w nim dusza; gdy je opuszcza, staje się bezwartościową materią, której spalenie może skazić ogień, a pogrzebanie – ziemię.
Dlatego też pierwsza w kolejności kompozycja „Jhator: A Sky Burial” ma funeralno-elegijny charakter. Brzmi jak muzyka rytualna, towarzysząca tytułowemu obrzędowi pogrzebowemu. Otwierają ją dźwięki z założenia „naturalne”, choć oczywiście takimi nie są – delikatne uderzenia w talerze oraz wyczarowywane syntezatorowo „ptaszki”. Pod koniec drugiej minuty dochodzą pozostałe instrumenty; uwagę przykuwają zwłaszcza grające ten sam motyw wiolonczela, lira korbowa, koto i skrzypce. Można odnieść wrażenie, że w tym momencie mamy do czynienia z grającym marsz pogrzebowy zespołem muzyki dawnej. Słychać w tym pewną teatralność (wyniesioną z początków działalności Zu), ale na pewno nie sztuczność. Z biegiem czasu „Jhator: A Sky Burial” ewoluuje: w części drugiej pojawiają się elementy ambientowo-postrockowe (głównie dzięki efektom elektronicznym), w trzeciej natomiast mamy już do czynienia z niemal czystym post-rockiem (na co pracuje przede wszystkim hipnotyzująca gitara elektryczna i motoryczna, doommetalowa sekcja rytmiczna). Zamykając oczy, z łatwością można sobie wyobrazić rytuał pogrzebowy, jakiemu towarzyszy ta muzyka – rytuał tyleż przerażający, wywołujący ciarki na plecach, co fascynujący.
Drugi utwór – „The Dawning Moon of the Mind” – jest nie mniej nastrojowy. Otwiera go partia Michiyo Yagi na koto, do którego z czasem dochodzą syntezatory i efekty generowane elektronicznie. Faktura kompozycji zagęszcza się, kiedy w tle pojawiają się kolejne instrumenty. Prawdziwa eksplozja następuje jednak wraz z momentem wejścia sekcji rytmicznej; Massimo Pupillo i Tomas Järmyr mają ciągotki do grania muzyki rockowej i niczego sobie tutaj nie żałują. Przez ponad dwie minuty dają potężnego czadu, by potem zejść na dalszy plan. Ustępują tym samym miejsca dźwiękom z pogranicza noise’u (zgrzyty i szumy) oraz dark ambientu (syntezatory i idealnie wpisująca się w nie wiolonczela). I tak pozostaje praktycznie do samego końca – klimatycznie, niepokojąco, wręcz mrocznie. Mimo że w finale muzycy starają się przełamać ten nastrój anielskimi głosami Andreasa Elvenesa i Jessiki Moss. Jak więc widać (a raczej słychać) Zu, mimo dwudziestu lat w branży, nie stroni od artystycznych poszukiwań – każdą kolejną płytą stara się zaskakiwać słuchaczy, penetrując nieodkryte wcześniej przez siebie lądy. Nie zawsze efekt jest satysfakcjonujący, ale w przypadku albumu „Jhator” na pewno nie można narzekać. Oczywiście jeżeli ktoś lubi się umartwiać i nie unika pogrzebów.
koniec
18 kwietnia 2017
Skład:
Luca Tommaso Mai – wokaliza, efekty elektroniczne
Massimo Pupillo – gitara basowa, gitara elektryczna, fortepian, syntezatory
Tomas Järmyr – perkusja, talerze
gościnnie:
Stefano Michelotti – lira korbowa
Kristoffer Lo – tuba, flugabone
Stefano Pilia – gitara elektryczna, wiolonczela
Michiyo Yagi – koto (21-strunowe elektryczne, 17-strunowe basowe), efekty elektroniczne
Lorenzo Stecconi – syntezator granularny
David Chalmin – syntezator analogowy
Andreas Elvenes – wokaliza
Jessica Moss – wokaliza, skrzypce
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wulkaniczny wehikuł czasu
Sebastian Chosiński

4 I 2018

To kolejna – po „Zośce” – wyprawa poznańskiego jazzmana Macieja Fortuny do świata polskiego folkloru ocalonego przed laty przez Oskara Kolberga. Wyprawa tym bardziej niezwykła, że zaprowadziła kwartet Słowiański aż na Islandię. Znaczący jest również tytuł albumu – „Concert Inside the Volcano” – w którym nie ma nawet słowa przesady. Ten materiał rzeczywiście został zarejestrowany we wnętrzu… wulkanu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Awangardowa potańcówka
Sebastian Chosiński

2 I 2018

Norweska supergrupa (free)jazzowa Cortex przebudziła się po raz piąty. Po raz trzeci też wydała album pod skrzydłami cenionej w środowisku wytwórni Clean Feed z Lizbony. Tytuł wydawnictwa uznać można za najlepszą – i w zasadzie wyczerpującą – recenzję: „Avant-Garde Party Music”. By jednak czytelnicy nie posądzili nas o pójście na łatwiznę, o najnowszej płycie Skandynawów napiszemy trochę więcej.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tak samo, ale zupełnie inaczej
Sebastian Chosiński

28 XII 2017

W rok po publikacji omawianego w „Esensji” albumu „Cash and Carry” światło dzienne ujrzało kolejne wydawnictwo Kwartetu Perkusyjnego amerykańskiego saksofonisty Dave’a Rempisa. Podobnie jak w przypadku poprzedniczki, „Cochonnerie” to również płyta idealnie definiująca współczesny free jazz, w którym nie brakuje ani szalonych zespołowych improwizacji, ani chwil kontemplacji.

więcej »

Polecamy

Nauczyli się latać

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Awangardowa potańcówka
— Sebastian Chosiński

Tak samo, ale zupełnie inaczej
— Sebastian Chosiński

Erupcja wulkanu
— Sebastian Chosiński

Niezobowiązujące związki artystyczne
— Sebastian Chosiński

Lider idealny. I dzieło wielkiego formatu
— Sebastian Chosiński

Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Współczesny western górniczy
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Bardzo starzy oboje i ich wnuczka
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: W poszukiwaniu własnego języka
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Na bezdrożach, z nożem w ręku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Pre-Embryo w epoce niewinności
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.