Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!

Esensja.pl
Esensja.pl
Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

Vinum Sabbatum
‹Apprehensions›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułApprehensions
Wykonawca / KompozytorVinum Sabbatum
Data wydania11 listopada 2016
Wydawca Eyes Like Snow
NośnikCD
Czas trwania47:27
Gatunekmetal, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJanne Salo, Janne Riihimäki, Tomi Korpela, Mika Pajula, Jarno Jaakkola
Utwory
CD1
1) Shadows of Tears04:55
2) Fallen Savior05:53
3) Constellation Dust05:23
4) Autuuden maa05:37
5) Profane Soil07:08
6) Creation Machinery06:41
7) Dark Mastermind [The Crippled Hand]11:49
Miasto Tuusula, jak na warunki fińskie, jest całkiem spore – liczy około 36 tysięcy mieszkańców. Pozołożone jest na południu kraju, około czterdziestu kilometrów od Helsinek. Tam właśnie na początku 2009 roku trzej młodzi, zafascynowani rockiem z lat 70. XX wieku, muzycy – gitarzysta Juha Köykkä, basista Mika Pajula i perkusista Marko Jylhä-Ollila – powołali do życia zespół o nazwie… Vinum Sabbatum. Wśród swoich podstawowych inspiracji wymieniali oni takie formacje, jak amerykański Pentagram, angielskie Black Sabbath i Warhorse oraz szkocki Iron Claw. Po kilku tygodniach (w marcu) dołączył do nich wokalista Janne Salo i w tym momencie do obsadzenia pozostało jeszcze tylko jedno „stanowisko” – klawiszowca. Poszukiwania zostały zwieńczone sukcesem po paru miesiącach. Dlaczego trwało to tak długo? Bo wymagania były bardzo konkretne – piątym członkiem grupy miał zostać organista grający na Hammondach w stylu Kena Hensleya z Uriah Heep i Jona Lorda z Deep Purple. Ostatecznie został nim Tomi Korpela, wcześniej udzielający się w zespole Innocent Victims, który był cover bandem… Uriah Heep.
W tym składzie Vinum Sabbatum zarejstrowało – w listopadzie 2009 roku – pierwsze demo. Jednocześnie też zapadła decyzja o przenosinach z Tuusuli do położonego w pobliżu, nieco większego, miasta Hyvinkää. Trzy miesiące później ukazała się pierwsza oficjalna płyta – pięcioutworowa EP-ka „Songs from the Convent”. Niestety, nie stała się ona przełomem w historii grupy, w efekcie czego jej szeregi opuścił Jylhä-Ollila, którego miejsce wkrótce zajął Jarno Jaakkola, sprowadzony w trybie awaryjnym z… Innocent Victims. W składzie z nowym bębniarzem Finowie nagrali dwa nowe numery, które trafiły (jesienią 2011 roku) na singlową składankę dzieloną z grupą Groan. I w tym momencie coś się ruszyło. Muzyką Vinum Sabbatum zainteresowała się bowiem, będąca sublabelem Northern Silence Productions, niezależna niemiecka wytwórnia Eyes Like Snow (z siedzibą w saksońskim Mildenau). Efektami kontraktu stało się najpierw wznowienie „Songs from the Convent” (z dodanymi dwoma kawałkami z singla), a następnie publikacja – w sierpniu 2012 roku – drugiego albumu (tym razem z premierowym materiałem) – „Bacchanale Premiere”.
Kolejne lata upłynęły Finom głównie na koncertach i pracy nad nowymi utworami. Doszło też do kolejnej zmiany personalnej – odszedł jeden z założycieli grupy, gitarzysta Juha Köykkä, którego w styczniu 2015 roku zastąpił, przyznający się do fascynacji The Beatles i King Crimson, Janne Riihimäki. W pewnym sensie pracę nad niemal gotowym już materiałem trzeba było zacząć od nowa. W efekcie do studia w Helsinkach muzycy weszli dopiero w październiku i pozostawali w nim – z przerwami – do grudnia. Zaejestrowany materiał światło dzienne ujrzał jednak dopiero w listopadzie roku następnego, ponownie nakładem Eyes Like Snow. Na album „Aprehensions” trafiło w sumie siedem kompozycji, trwających niespełna czterdzieści osiem minut. Można więc uznać, że również jeśli chodzi o długość utworów, Finowie wstrzelili się w zasady panujące w latach 70. XX wieku, którym w tamtym czasie hołdowali i Black Sabbath, i Deep Purple, i Uriah Heep. Dlaczego właśnie te trzy formacje? Bo z ich twórczością dokonania twórców z północy Europy mają najwięcej wspólnego.
Najnowszy krążek Finów otwiera „Shadows of Tears” – i trudno wyobrazić sobie lepszy start. Organy w stylu Kena Hensleya, do tego energetyczna sekcja rytmiczna i melodyjna linia wokalna (z chórkami w tle) – wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z ekscytującym progresywnym hard rockiem, który choć przeniesiony żywcem z lat 70., brzmi zaskakująco świeżo. Jak to wytłumaczyć? Przede wszystkim tym, że zagrany został z wielkim polotem i jeszcze większym sercem. Przez – dodajmy – wybitnych, jak się okazuje, znawców gatunku. A dalej wcale nie jest gorzej. „Fallen Savior” jest jeszcze bardziej zróżnicowany – nie brakuje w nim ani mocnego, powermetalowego zaśpiewu wokalisty, ani delikatnej partii gitary; do tego dochodzą także klimatyczne syntezatory oraz fortepian elektryczny. W każdym razie z biegiem czasu Vinum Sabbatum wytraca tu energię, aby dojść do całkowitego wyciszenia. W „Constellation Dust” Finowie oddają hołd kolejnej ze swoich artystycznych fascynacji – doom metalowi spod znaku Pentagramu i Black Sabbath. Stąd wolne tempo i ciężkie gitarowe riffy, jak również sposób śpiewania charakterystyczny dla wczesnego Ozzy’ego Osbourne’a.
W jeszcze innym kierunku zespół podąża w jedynej zaśpiewanej przez Jannego Salo w języku ojczystym kompozycji „Autuuden maa”. Choć nadal punktem wyjścia jest progresywny hard rock, pojawiają się tutaj również fragmenty znacznie lżejsze, w czym największą zasługę ma klawiszowiec Tomi Korpel, wyczarowujący na swoich syntezatorach brzmienia klawesynu i fletu. Pozostali muzycy wpisują się w ten klimat, w efekcie czego otrzymujemy najbardziej stonowany utwór na płycie. Doommetalowe inklinacje grupa przejawia także w „Profane Soil”, które brzmi jak wczesne Black Sabbath (vide ciężar i moc) z dodatkiem organów Hammonda w stylu Atomic Rooster i Black Widow. Ale nie brakuje tu również, wcale nie tak znów częstej na „Aprehensions”, solówki gitarowej. Przez większość czasu Janne Riihimäki skupia się bowiem na wzbogacaniu tła, „głos” zabiera jedynie wtedy, gdy naprawdę ma coś ważnego do powiedzenia. I nie zawsze po to, by przyprawiać o ciarki na plecach swą wirtuozerią.
„Creation Machinery” rozpoczyna perkusyjny atak Jarno Jaakkoli, do którego dopiero po kilkunastu sekundach dołącza reszta grupy. Z czasem wykluwa się z tego kolejny rasowy progresywno-hardrockowy kawałek. Opus magnum albumu jest wieńczący go dosłownie, prawie dwunastominutowy, czteroczęściowy „Dark Mastermind (The Crippled Hand)”. Jak na formę minisuity przystało, mamy w nim do czynienia z różnymi nastrojami i inspiracjami: od klimatycznego syntezatorowego preludium („Diamond Claw Theme”), poprzez ciągotki psychodeliczne („The Coronation”) i Hammondową orgię („Nation of Atrocities”), aż po doommetalowy finał, którego nie powstydziłby się młody Ozzy Osbourne do spółki z Tonym Iommim („Apprehensions”). Vinum Sabbatum bardzo umiejętnie miesza nastroje, w odpowiednich momentach dając słuchczom oddech, aby chwilę później uderzyć ze zdwojoną siłą. Wszystko utrzymane jest jednak – i to bardzo konsekwentnie – w konwencji vintage. Wsłuchiwanie się w „Apprehensions” przypomina podróż wehikułem czasu, który przenosi nas cztery dekady wstecz. Różnica – w porównaniu z legendarną powieścią Herberta George’a Wellsa – jest tylko taka, że z tej muzycznej przeszłości wcale nie chce się wracać.
koniec
20 kwietnia 2017
Skład:
Janne Salo – śpiew
Janne Riihimäki – gitara elektryczna, chórki
Tomi Korpela – organy Hammonda, syntezatory, fortepian elektryczny
Mika Pajula – gitara basowa
Jarno Jaakkola – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.