Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!

Esensja.pl
Esensja.pl
Niemieckie trio psychodeliczno-spacerockowe Electric Moon dało o sobie znać po raz kolejny. I nic w tym dziwnego, bo to grupa, która przez lata wystrzeliwała nowe płyty z szybkością karabinu maszynowego. Na szczęście ostatnio trochę zwolniła tempo, co jak najbardziej pozytywnie odbiło się na jakości produkcji. Wydany w połowie kwietnia album „Stardust Rituals” nie jest może arcydziełem, ale na pewno nikogo nie pozostawi z poczuciem rozczarowania.

Electric Moon
‹Stardust Rituals›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStardust Rituals
Wykonawca / KompozytorElectric Moon
Data wydania17 kwietnia 2017
Wydawca Sulatron-records
NośnikCD
Czas trwania45:41
Gatunekrock
EAN9120031190769
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieDave (Sula Bassana) Schmidt, Lulu (Komet Lulu) Neudeck, Marcus Schnitzler
Utwory
CD1
1) The Loop08:06
2) Stardust [The Picture]10:14
3) Astral Hitch Hike04:41
4) [You Will] Live Forever Now22:41
Poprzednio pochyliliśmy się nad twórczością Electric Moon niespełna dwa lata temu, omawiając album „Theory of Mind”, który był rejestracją o rok wcześniejszego koncertu w Heidelbergu. Była to piąta płyta wydana przez zespół w nowym składzie, w którym – oprócz gitarzysty i klawiszowca Dave’a Schmidta (ukrywającego się pod pseudonimem artystycznym Sula Bassana) oraz basistki Lulu Neudeck (bardziej znanej jako Komet Lulu) – pojawił się perkusista Marcus Schnitzler. Wcześniejsze to: „Perfomed Live at United Club” (2013), „Mind Explosion” (2014), „Innside Outside” (2014) oraz „The Papermoon Sessions – Live at Roadburn 2014” (2015), która zawierała – nagrany do spółki z duńskim triem Papir Nicklasa Sørensena – materiał z występu na festiwalu w holenderskim Tilburgu. Po „Theory of Mind” trio opublikowało natomiast kolejny koncert – „Zeiss Planetarium Bochum – Live 2015” (2016). Jak więc widać, Electric Moon to formacja, która najlepiej czuje się, grając „na żywo”; utwory studyjne należą do rzadkości – tym bardziej więc cieszą, kiedy się pojawiają.
Do 2013 roku kolejne wydawnictwa Niemców pojawiały się niemal w ilościach hurtowych; zmieniło się to wraz z dojściem do grupy Schnitzlera – i wcale nie dlatego, że Marcus powściągnął wyobraźnię Dave’a i Lulu. Po prostu w tym samym czasie cała trójka zaczęła się udzielać również w innych projektach, mając z tego powodu nieco mniej czasu na działalność pod szyldem Electric Moon. Schmidt i Neudeck współtworzą jednocześnie grupy Krautzone („Kosmische Rituale”, 2013; „Spiritual Retreat”, 2015) oraz Zone Six („Love Monster”, 2015; „Forever Hugo”, 2017); z kolei Schnitzler wciąż wspiera swym talentem The Spacelords („Synapse”, 2014; „Liquid Sun”, 2016). Jakby tego było mało, Dave regularnie publikuje albumy solowe jako Sula Bassana („Live at Roadburn Festival 2014”, 2015; „Shipwrecked”, 2016; „Organ Accumulator”, 2017). To i tak cud, że Electric Moon wciąż istnieje i ma się tak dobrze.
Wydany w połowie kwietnia przez należącą do Schmidta wytwórnię Sulatron-records album „Stardust Rituals” zabiera wybór nagrań studyjnych pochodzących z lat 2014-2017; masteringiem materiału tradycyjnie zajął się Joachim Heinz Ehrig, w przeszłości ceniony perkusista, współtwórca krautrockowych legend – Eroc oraz Grobschnitt. Electric Moon korzysta z jego usług już od lat i wychodzi na tym bardzo dobrze. Ehrig ma bowiem „ucho” do muzycznych eksperymentów, poza tym na krautrocku „zjadł zęby” – w mig chwyta więc intencje Dave’a, świetnie przy tym bawiąc się jego twórczością. Biorąc pod uwagę fakt, że najnowszy krążek niemieckiego tria zbiera utwory z trzech lat, może zaskakiwać fakt, że trafiło na niego niespełna czterdzieści sześć minut muzyki. Ale to w pełni świadoma decyzja. Jeżeli bowiem Schmidt decyduje się na publikację nowego materiału poza obiegiem internetowym, robi to zawsze na dwóch nośnikach – kompakcie i winylu. To z kolei automatycznie narzuca ograniczenia czasowe.
Płytę otwiera hipnotyczny, snujący się leniwie „The Loop”, któremu ton nadają instrumenty klawiszowe – organy i syntezator basowy – oraz senny, dochodzący z daleka, przepuszczony przez efekty elektroniczne głos Lulu. Dave skupia się na monotonnym, ale za to niezwykle wciągającym motywie melodycznym granym na organach, od którego doprawdy trudno się oderwać. Nie znika on nawet wówczas, kiedy na plan pierwszy zaczyna wybijać się gitara elektryczna, dzięki czemu kompozycja nabiera mocy i rockowego pazura. W drugiej części trio podkręca nieco tempo, nie rezygnując przy tym z konsekwentnego budowania nastroju. I gdy wydaje się, że utwór ten będzie trwał w nieskończoność (a mógłby, bez najmniejszej szkody dla słuchaczy), zostaje nagle przerwany. Oj, boli! Lecz na szczęście po chwili rozlegają się pierwsze dźwięki „Stardust (The Picture)” – i ból mija, jak ręką odjął. Wolny, ale ciężki rytm, niemalże doommetalowy – a przynajmniej można by go za taki uznać, gdyby nie „rozmiękczające” brzmienie klawisze – zasysa od pierwszych sekund.
A dalej jest tylko lepiej. Gęste organowo-syntezatorowe tło z dołożonymi do tego partiami gitary tworzy niemal postrockową ścianę dźwięku. W dwóch fragmentach pojawia się także głos Lulu, ale podobnie jak w „The Loop” dociera z oddali, jakby wyłaniał się z gęstej mgły, co każe sądzić, że muzycy przypisują mu w zasadzie rolę kolejnego instrumentu, mniejszą wagę przywiązując do słów wyśpiewywanych przez Neudeck. W najkrótszym w całym zestawie „Astral Hitch Hike” Dave po raz pierwszy sięga po elektryczny sitar, w efekcie czego numer ten nabiera orientalnego posmaku. Sprawia też wrażenie introdukcji do monumentalnego, ponad dwudziestodwuminutowego „(You Will) Live Forever Now”, w którym sitar przez sporą część czasu odgrywa rolę pierwszoplanową. Ale nie brakuje też innych smaczków, jak chociażby przydające całości psychodelicznego klimatu dźwięki mellotronu i fortepianu elektrycznego. Ba! Schmidt przypomina sobie także, że jest przede wszystkim bardzo zdolnym gitarzystą, co udowadnia, wyczarowując kapitalną, choć rzewną melodię. Ostatnie minuty – do całkowitego (i ostatecznego) wyciszenia – upływają na budowaniu nastroju, a za jego komponenty służą głównie eteryczny głos wokalistki, zwiewna gitara i „płynące” organy.
Więcej takich płyt, panie Schmidt!
koniec
25 kwietnia 2017
Skład:
Sula Bassana (Dave Schmidt) – gitara elektryczna, sitar elektryczny, mellotron, organy, fortepian elektryczny, efekty elektroniczne
Komet Lulu (Lulu Neudeck) – śpiew, gitara basowa, syntezator basowy, space echo, efekty elektroniczne
Marcus Schnitzler – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Epickie buty bogini

Słuchaj i patrz:

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Powrót w czerń
— Beatrycze Nowicka

Dziwne losy pewnej piosenki
— Beatrycze Nowicka

Gorycz w czerwieni
— Beatrycze Nowicka

Świeży pomysł to skarb
— Beatrycze Nowicka

Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.