Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: W poszukiwaniu życia w Kosmosie

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż formalnie płyta ta została dopisana do dyskografii formacji Øresund Space Collective, w rzeczywistości sygnowana jest nazwą Dr. Space’s Alien Planet Trip, a jej tytuł brzmi „Vol. 1”. Skąd to zamieszanie? Ze sposobu, w jaki działa lider ØSC, Amerykanin Scott Heller, który traktuje swój podstawowy zespół jako „matkę” wielu innych projektów, do udziału w których co rusz zaprasza nowych muzyków.

Øresund Space Collective
‹Dr. Space’s Alien Planet Trip, Vol. I›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDr. Space’s Alien Planet Trip, Vol. I
Wykonawca / KompozytorØresund Space Collective
Data wydania6 marca 2017
Wydawca Space Rock Productions
NośnikWinyl
Czas trwania46:08
Gatunekelektronika, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieScott (Dr. Space) Heller, Nicklas Sørensen, Richard Orlando
Utwory
Winyl1
1) Five Dimensions of the Universe24:27
2) Rising Sun over Mars09:51
3) In Search of Life on Io11:50
Podobny manewr Scott Heller wykorzystał podczas pracy nad albumem „West, Space & Love, Vol. II” (2016), który – choć przypisany został Øresund Space Collective – tak naprawdę sygnowany był nazwą… West, Space & Love. Dr. Space’s Alien Planet Trip to tak naprawdę kolejna „grupa-córka”, która powstała z ØSC przez pączkowanie. Do udziału w niej Heller, ukrywający się pod pseudonimem Dr. Space (odpowiedzialny tutaj jedynie za syntezatory), zaprosił jeszcze dwóch muzyków: duńskiego gitarzystę Nicklasa Sørensena (lidera psychodeliczno-spacerockowego tria Papir) oraz jego amerykańskiego kolegę po fachu Richarda Orlando, który był przed laty członkiem mało znanego, ale zasłużonego dla rockowej awangardy zespołu Alien Planetscapes. I to właśnie ten, nieistniejący już od ponad dekady, projekt jest kluczem do zrozumienia idei, jaka przyświecała Hellerowi, gdy powoływał do życia nowy skład.
Nagrana w ciągu kilku sesji mających miejsce w ubiegłym roku w kopenhaskim studiu The Space Station płyta „Vol. 1” dedykowana jest bowiem klawiszowcowi Dougowi Walkerowi. Był on, począwszy od połowy lat 70. XX wieku, jednym z czołowych przedstawicieli podziemia muzycznego po drugiej stronie Atlantyku. Stał on na czele awangardowo-jazzrockowej grupy Yeti (1977-1980), potem kierował zespołami Third Sun oraz Cool and the Clones, by w końcu w 1982 roku powołać do życia swój sztandarowy projekt, czyli Alien Planetscapes, w którym znalazło się także miejsce dla Richarda Orlando. Formacja ta pozostawiła po sobie kilkanaście kaset i rozprowadzanych własnymi kanałami, głównie podczas koncertów, płyt kompaktowych; oficjalnie ukazał się tylko jeden materiał – wydany nakładem firmy Galactrus „Life on Earth” (1997). I więcej już nie będzie. Walker zmarł bowiem na zawał serca w kwietniu 2006 roku. Kiedy wydawało się, że pamięć o nim zaginie całkowicie, za zmarłym kolegą postanowił wstawić się u żywych jego mieszkający już od wielu lat w Danii rodak.
Zaproszenie do współpracy jednego z byłych muzyków Alien Planetscapes należy uznać za gest symboliczny. Ale wcale nie oznacza to, że Heller postanowił stworzyć muzykę będącą jedynie wariacją na tematy zaczerpnięte z dorobku amerykańskiej grupy. Komponując materiał zawarty na „Vol. 1”, wykorzystał przede wszystkim zarejestrowane przez siebie już wcześniej improwizacje syntezatorowe, które następnie oddał w ręce dwóch gitarzystów. Ci dograli swoje ścieżki, dodając jednocześnie mnóstwo efektów elektronicznych i dźwiękowych. Co z tego wyszło? Muzyka, której jest bardzo daleko do klasycznych dokonań Øresund Space Collective (wystarczy porównać z fantastycznym ubiegłorocznym krążkiem „Visions of…”), a nawet Alien Planetscapes; znacznie bliżej za to do twórczości Tangerine Dream, Isao Tomity czy Jeana Michela Jarre’a. Rocka tu niewiele, natomiast bardzo dużo nastrojowej, ambientowej elektroniki.
Stronę A winylowego krążka – na razie „Vol. 1” ukazało się tylko na takim nośniku – wypełnia ponad dwudziestoczterominutowa kompozycja „Five Dimensions of the Universe”. Oparta jest ona przede wszystkim na syntezatorach, które nie tylko dostarczają melodie, ale także niemal w stu procentach wypełniają tło. Heller wykorzystał tu różne instrumenty – i analogowe, i cyfrowe – dzięki czemu zmienia barwy i nastroje. Artysta płynnie przechodzi od dźwięków niepokojących do niemal relaksujących (choć bez przesady); z jednej strony wykorzystuje szumy i zgrzyty, z drugiej kołysze w sposób charakterystycznych dla progresywnej elektroniki z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Całości obrazu dopełniają gitary – raz niemal noise’owe, wybijające się na plan pierwszy (za co prawdopodobnie odpowiada Nicklas Sørensen), to znów delikatne, skryte za klawiszami (co zdecydowanie bardziej pasuje do Richarda Orlando), pełniące rolę „wisienek na torcie”.
Na stronę B trafiły dwa znacznie krótsze, choć i tak rozbudowane, utwory. Prawie dziesięciominutowy „Rising Sun over Mars” to niemal klasyczna elektronika sprzed ponad trzech dekad. Urocze jest otwarcie – z ćwierkającymi syntezatorowymi „ptaszkami” i wiejącym w tle wiatrem. Robi się wręcz romantycznie. Choć prawdopodobnie prawdziwemu wschodowi słońca na Marsie towarzyszyłyby mimo wszystko nieco inne wrażenia. Dopiero z czasem Heller wprowadza element niepokoju (wspomagają go w tym wydatnie Sørensen i Orlando), który towarzyszy tej kompozycji już do samego końca. W podobnym klimacie utrzymany jest, ponownie będący popisem Scotta, „In Search of Life on Io”. Z jednej strony jego syntezatory nadają utworowi motoryczny puls, z drugiej – pozwala on sobie na mocno odjechaną improwizację. Zaskoczeniem może być natomiast końcówka tego numeru, w której – dzięki zaangażowaniu gitarzystów – zespół skręca ku… nastrojowemu, eterycznemu jazz-rockowi. Co sugeruje już sam tytuł, to dopiero początek nowej muzycznej przygody Scotta Hellera. Podobno niebawem światło dzienne ujrzą kolejne utrzymane w podobnym klimacie albumy, będące kooperacją klawiszowca i gitarzystów. Innych gitarzystów.
koniec
27 kwietnia 2017
Skład:
Scott Heller (Dr. Space) – syntezatory analogowe, syntezatory cyfrowe
Nicklas Sørensen – gitara elektryczna, efekty elektroniczne
Richard Orlando – gitara elektryczna, efekty dźwiękowe
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Tak wiele pomysłów…
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.